Wieść gminna niesie, że naród coraz głupszy. Ludziom: i dosłownie i w przenośni nieco odwala, mówiąc wulgarnie i nie owijając w bawełnę miłych słówek. Coraz zamożniejsi i coraz prymitywniejsi. Z czytaniem będąc na bakier poszukują coraz dziwaczniejszych rozrywek i zaspokajaczy nudy czy też wypełniaczy swojego czasu, jakże nędznego czasu. Absolutnie nie żyją pięknie. Żyją za to kompulsywnie, wypełniają przestrzeń swoją lichą i zatraconą osobą, byle wstawić focię na fejsa, byle podbić „oglądalność”, byle oszukać nas łudzący spełnieniem i zafałszować swój upadły wizerunek coraz mocniej poklepywany kolejnym lajkiem i wyrażeniem symbolicznej znakowej emocji. Lekko, łatwo i przyjemnie być znajomym i klikać bezmyślnie rozprzestrzeniając pokłady tej głupoty po cyfrowym świecie. Zalatuje nową patologią, a finalnie cuchnie nieświeżym obrazem, który z rzeczywistością ma niewiele wspólnego, a z realnym życiem to już najmniej. Cyfrowa bańka puchnie i nagle okazuje się, że Ty nic o tym świecie nie wiesz, wiedząc aż zanadto.
Jest to wszystko coraz silniej przerażające jeśli uświadomimy sobie, że czynią tak niemal wszyscy, wśród których przyszło nam żyć. Fakty przeplatają się z kreacją wizerunku czyli z pewnego rodzaju zaplanowanym i wyrachowanym oszustwem, które jako takie rozmija się z właściwym potencjałem i zasobem danej persony powodując kakofonię informacji niełatwą do rozróżnienia. Toniemy w tych śmieciach, a klikając potęgujemy jeszcze ten fałsz rzeczywistości sami pielęgnując ową mityczną cyfrową bańkę bajek i próżni.
Jeśli do tego dołożymy obserwację zachowań najmłodszych przedstawicieli gatunku (a jakże – ludzkiego) i coraz powszechniejszą zastosowalność sztucznej inteligencji otrzymujemy sytuację jak z Orwella – dzieciak pyta sztucznej inteligencji jak popełnić samobójstwo, a to wyjaśnia mu wszystko precyzyjnie i z detalami, tak, aby zrobić to jednorazowo, zdecydowanie i skutecznie. Do tego wcześniej ta odpowiednio opakowana „sztuczna inteligencja” stała się „najlepszym przyjacielem” dzieciaka i mamy nowy wspaniały świat, czy takiego świata chcieliśmy? Zapewne nie, ale to się dzieje na naszych oczach, no właśnie, problem w tym, że my to wiemy (jak na przykład z niniejszego tekstu) ale nikt tego na oczy nie ogląda, a z wiadomości się nie dowie.
To się już ciągnie od niemal dziesięciu lat. W wypadkach drogowych w Polsce ginie około 2 tysięcy osób, a samobójstw jest popełnianych około 5 tysięcy. Liczby niby mówią same za siebie, lecz nie odzwierciedlają jeszcze struktury przypadku, a ten jest zatrważający.
Czego zatem możemy sobie w takim świecie życzyć i jak patrzeć pozytywnie w przyszłość uświadomiwszy sobie wyżej opisane zjawiska? Nie wiem. Wiem jednak, że warto zwrócić uwagę na tego typu spojrzenie na świat, gdyż tworzy on naszą codzienność i wciąga w wir swojego szaleństwa nie tylko najbardziej podatnych, ale wciąga (nie bójmy się tego powiedzieć) nas wszystkich mniej lub bardziej świadomie. Internetowe podglądactwo stało się naszą codziennością czy tego chcemy czy nie i jedynie samodyscyplina może nas uratować, albo też umiłowanie na równi prawdziwego życia, realnych spotkań, zażyłości i kontaktów. Rozmowy, dialog, spotkania realne, pielęgnowanie gron znajomych na żywo, nawet rozmowy telefoniczne.
Największą i najważniejszą rzeczą jaką możesz dać drugiemu człowiekowi jest twój czas, twoja uwaga i twoja troska. Ta prawda jest ostatnią deską ratunku zanim wciągnie nas wir cyfrowych uzależnień, zanim popadniemy w monitorozę i fejsbukowo whattsupową psychozę życia na łączach zamiast życia naprawdę.
Wyżej postawiona teza jest też niejako naszą nadzieją na jutro, zanim utoniemy w prywatnej alienacji, w swoim świecie zorganizowanym cyfrowo i z łudząco pociągającymi obrazkami z cudownych miejsc tego świata fotografowanych przez znajomych i „wrzucanych” ochoczo do sieci. Bezrefleksyjnie i bezmyślnie. Proponuję jedynie umiar, refleksję, chwilę zastanowienia, nic więcej.
Portale społecznościowe to przecież nie samo zło. Jasnym jest ich aspekt usprawnienia naszego życia od strony informacyjnej, pomocowej, organizacyjnej czy komunikacyjnej. Istotą jest jednak jak używamy danego narzędzia. Czy używamy go jako narzędzia? Czy traktujemy go li tylko jako trampolinę do wystrzelenia w kosmos swojego ego i nic poza tym. To pytanie do wszystkich na Nowy Rok. To dylemat zwłaszcza twórców i artystów.
Pokora, powściągliwość, dystans do rzeczy i do siebie, a zwłaszcza do własnych wytworów i dzieł wszelakich, a potem dopiero aktywność. Słowem, najpierw pomyśl, potem działaj i wstawiaj te przeróżne szaleństwa …
Kończąc ten wywód warto przytoczyć słowa Steve’a Jobsa „Twój czas jest ograniczony, więc nie marnuj go na życie cudzym życiem.” A tak się właśnie dzieje kiedy marnotrawimy ów czas na przeglądnie portalu społecznościowego. Nie chcę jednak kończyć tak smutno, zatem w kontrargumencie niejako przytoczę jeszcze myśl mistrza Williama Szekspira:
„Czas płynie zbyt wolno dla tych, którzy czekają. Zbyt śpiesznie dla tych, którzy się lękają. Zbyt opieszale dla pogrążonych w żałobie. Zbyt wartko dla tych, którzy świętują, ale dla tych, którzy kochają, czas jest wiecznością.”
Życzmy zatem sobie jak najwięcej … tej … wieczności, na co dzień. Do Siego Roku, Drodzy Czytelnicy
Andrzej Walter





