Paweł Krupka – IX Ogólnopolskie Mistrzostwa Slamu Poetyckiego
Przed miesiącem odbył się turniej finałowy IX Ogólnopolskich Mistrzostw Slamu Poetyckiego, celebrowany od początku w poznańskim Centrum Kultury Zamek z inicjatywy fundacji KulturAkcja. Podobnie, jak przed rokiem, turniej mistrzowski odbył się w dwóch rundach. Do zwycięzców regionalnych eliminacji dołączyli tryumfatorzy eliminacji ostatniej szansy i posiadacz paszportu slamerskiego, nagrodzony udziałem w turnieju za największą aktywność w ciągu całego sezonu. Spośród tych 25 poetek i poetów w dwóch rundach półfinałowych wyłoniono finalistów, którzy rywalizowali w fazie finałowej w bezpośrednich pojedynkach parami.
Od kilku lat relacjonuję na łamach dwutygodnika Pisarze.pl turnieje finałowe Ogólnopolskich Mistrzostw Slamu Poetyckiego. Każda z tych relacji spotkała się dotąd z druzgocącą krytyką środowiska slamerskiego z powodu licznych uchybień natury kronikarskiej i wybiórczego traktowania faktografii. Zaznaczam więc, aby uniknąć nieporozumień, że to jest artykuł o charakterze publicystycznym, prezentujący moje ogólne wrażenia z turnieju mistrzowskiego i bynajmniej nie pretenduje do roli rzetelnej i szczegółowej kroniki tego ważnego dla polskiej poezji wydarzenia, które z pewnością zasługuje na obszerne i szczegółowe relacje w specjalistycznych środkach przekazu.
Uprzedzam, że moja tegoroczna impresja raczej, niż relacja, z IX mistrzostw slamerskich jest jeszcze bardziej zdawkowa i fragmentaryczna, niż poprzednie, a ponadto ukazuje się ze znacznym opóźnieniem. A jest taka właśnie, bowiem losy zawodowe zawiodły mnie za Alpy, a poza oddaleniem obowiązki służbowe utrudniają mi udział w krajowym życiu literackim i śledzenie naszej sceny poetyckiej. W nielicznych wolnych chwilach slamuję w Mediolanie i okolicach z włoskimi koleżankami i kolegami, a na pisanie czasu i sił nie staje. Proszę Szanownych Czytelników, żeby tego nie traktowali jako usprawiedliwienie, lecz po prostu jako wyjaśnienie stanu rzeczy. Do inwektyw w mediach społecznościowych zdążyłem przywyknąć i cieszę się, że czasami moja publikacja na temat slamu poetyckiego w Polsce wywołuje dyskusję i trochę zdrowego fermentu w środowisku.
IX Mistrzostwa, podobnie jak poprzednie turnieje, przyniosły wiele niespodzianek, pokazały nowe, ciekawe twarze i potwierdziły, że polska scena poetycka jest wyrównana i nie ma na niej faworytów, choć i tu zdarzają się wyjątki. Otóż, nowy mistrz Illya Tandur, choć dostał się do finału dopiero w eliminacjach ostatniej szansy, pokazał wielką klasę już poprzednich dwóch turniejach mistrzowskich. Przed dwoma laty został wicemistrzem, ulegając w finale jedynie niezrównanemu mistrzowi poezji lirycznej, weteranowi polskiej sceny slamerskiej Ptakowi Piwnicznemu, zaś w ubiegłym roku był półfinalistą. Trzeba przyznać, że tytuł mistrzowski jest nagrodą za wszechstronność, bowiem Illya w przekroju turnieju wykazał się bogactwem form i technik pisarskich, płynnie i naturalnie przechodząc od rytmicznej, pełnej metafor liryki do form narracyjnych na granicy eseju i dramatycznego monologu. Ponadto zaprezentował nienaganną emisję głosu, świetną dykcję i przekonującą interpretację tekstu. Ponadto, nowemu mistrzowi należą się podwójne gratulacje, bowiem polszczyzną poznał już w dorosłym wieku, kiedy przyjechał z Ukrainy do Wrocławia. Polski język jest więc dlań de facto obcym, a zdołał opanować go po mistrzowsku w rozmaitych odsłonach. Historia zna przypadki mistrzostwa posługiwania się metajęzykiem lirycznym w obcej mowie. Illya często jednak posługuje się formami zaczerpniętymi z języka jak najbardziej naturalnego, który zwykle wymaga posługiwania się ojczystą mową, by osiągnąć literacką doskonałość i zdał egzamin celująco, czego dowodem jest uznanie poznańskiej publiczności.
A łaska publiczności na pstrym koniu jeździ, o czym przekonała się tegoroczna, najmłodsza w dziejach wicemistrzyni Polski Zofia Konicka, licealistka z Wybrzeża, reprezentująca w tym turnieju Toruń. Przed rokiem, mimo bardzo obiecującego występu, przegrała we wstępnej fazie turnieju finałowego z najmniejszą liczbą głosów. Tym razem jednak publiczność doceniła niebagatelny talent młodej poetki, jej dojrzały ponad wiek warsztat pisarski i sceniczny. Tematyka twórczości Zofii zaprezentowanej na mistrzostwach jest wprawdzie dość jednolita i skupiona wokół wchodzenia młodej osoby w dorosłość, niemniej autorka traktuje tę problematyką na różnych płaszczyznach i dobiera do nich zróżnicowane i trafnie dobrane formy językowe, strukturalne i środki wyrazu. Te walory sprawiły, że tym razem poetka przebojem pokonała wszystkich rywali i dopiero w finale, przy dość wyrównanym wyniku głosowania, musiała uznać wyższość starszego kolegi.
Starszego, jednak wciąż należącego do młodej generacji, bowiem podobnie, jak w poprzednich turniejach, większość uczestników turnieju mistrzowskiego stanowiła młodzież, a nieliczna grupa weteranów poległa w fazie eliminacyjnej. Jedyną jej reprezentantką w półfinale była Magda Walusiak, wielce zasłużona organizatorka slamerskiego życia w stolicy, a jako poetka-nomadka, jak często bywa przedstawiana, tym razem reprezentowały Olsztyn. Magda, która od lat zachwyca nas liryczną ekspresją głosu i ciała, melodyjną i rytmiczną interpretacją liryki, pokazała w ćwierćfinale zupełnie inne, niespodziewane oblicze eseistki-publicystki, charakterystyczne dla młodego pokolenia slamerskiego i pokonała ubiegłorocznego wicemistrza Milana, celującego w publicystyce społecznej, nacechowanej ciętym dowcipem. W półfinale zaś, prezentując swój zwyczajowy efektowny styl, który od dawna kochamy i podziwiamy, uległa jednak późniejszemu mistrzowi.
Czwarty finalista, reprezentant Krakowa Michał Rusinow, zaprezentował zupełnie inne oblicze slamu poetyckiego. Jego utwory mają charakter publicystyki społeczno-politycznej, ujętej w krótką formę literacką. Na uwagę i uznanie zasługuje gruntowna znajomość historii socjalizmu, komunizmu oraz wszelkiej maści XX-wiecznego lewactwa, którą autor, zważywszy na młody wiek, mógł poznać jedynie ze źródeł pisanych lub z opowiadań dziadków. Utwory Michała nadały prezentacjom turniejowym dodatkowy koloryt pośród dominującej liryki osobistej, eseistyki psychologiczno-społecznej oraz gier słownych i zabaw lingwistycznych.
Jak wspomniałem na wstępie, tegoroczny turniej finałowy śledziłem z konieczności dość pobieżnie w retransmisjach na stronie fundacji KulturAkcja. Dlatego nie rozwodzę się nad szczegółowymi aspektami i pomijam występy licznych zdolnych poetów, które z pewnością zasłużyły na komentarz. Ogólnie stwierdzam, że utrwala się opisane już w poprzednich relacjach z mistrzostw zjawisko skupienie autorów i publiczności bardziej na tekście, niż na jego scenicznej interpretacji. Weterani sceny slamerskiej, nastawieni w dużej mierze na ekspresję żywego słowa i efektów teatralnych, zdobywają coraz mniejsze uznanie publiczności. Widowni nie widać wprawdzie na ekranie transmisji, niemniej reakcje publiczności pozwalają mi się domyślać, że wśród głosujących dominuje także młoda generacja, dostrzegająca w slamie poetyckim głównie przesłania tekstowe.
Mając powyższe na względzie pozwolę sobie na postawienie pewnej hipotezy związanej z dotychczasowym brakiem sukcesów polskich slamerów na światowych scenach. Wypływa ona w dużej mierze z rocznego obcowania na scenie z włoskimi slamerami, którzy niedawno zdobyli z rzędu aż trzy Puchary Świata. Otóż, zasadnicza różnica między polską i włoską sceną slamerską, które wykazują między sobą wiele podobieństw w materii tekstowej, polega na prezentacji scenicznej utworów. Tematyka i poetyka włoskiego slamu układają się podobnie w różnych pokoleniach. Starsi autorzy zwracają większą uwagę na walory językowe i dźwiękowe utworu, chętnie posługują się regularnym rytmem, grami słownymi i ozdobnikami. Młodsi, podobnie, jak u nas, preferują teksty narracyjne, opowiadane prostym, naturalnym językiem. Zasadnicza różnica polega na tym, że za Alpami nawet poeci-publicyści i poeci-felietoniści nie zapominają o tym, że na scenie są wszakże nade wszystko poetami. Mają świadomość, że poezja jest sztuką sceniczną i wymaga właściwej ekspresji. Dlatego znakomita większość włoskiego slamerstwa dysponuje doskonałym warsztatem – emisją głosu, dykcją, ruchem scenicznym itp. Wiedzą lub czują, że poeta na scenie jest solistą, a nie muzykiem w orkiestrze, dlatego rzadko posługują się ściągawkami w postaci kartek lub telefonu, które na naszej scenie są wciąż nagminne.
W tym właśnie, co opisałem powyżej, a nie w mniej powszechnej znajomości w świecie języka polskiego, niż włoskiego, upatruję przyczyn sukcesów włoskich kolegów na scenach międzynarodowych. Naszym zaalpejskim przyjaciołom nie pomaga też organizacja życia slamerskiego, którą bijemy ich na głowę, pomimo, że slam we Włoszech jest do bólu scentralizowany przez Włoską Ligę Slamu Poetyckiego LIPS, która patronuje prawie wszystkim zawodom, układając je w zawiłe turnieje, cykle i tabelki. Nasza fundacja KulturAkcja i jej dziesiątki bardzo zróżnicowanych instytucjonalnie partnerów, to w porównaniu z włoską ligą slamerską, zbliżoną nieco pod względem miernej wydolności organizacyjnej do naszych ogólnokrajowych stowarzyszeń literackich, autentyczne mistrzostwo świata. A jednak Puchary Świata trafiają wciąż na tamtą stronę Alp! Czas to zmienić. Może dokona tego nasz nowy mistrz Polski, bogaty swym międzynarodowym doświadczeniem życiowym i językowym? Życzę mu tego z całego serca.






