Zbigniew Joachimiak (ur. w r. w ) – poeta, tłumacz, krytyk, wydawca redaktor.
W latach 70. był jednym z założycieli grupy poetyckiej i liderów ruchu poetyckiego . Zajmował się tłumaczeniami z j. angielskiego, przełożył wiersze m. innymi Grahama Desmonda (Wielka Brytania) oraz Anne Sexton (USA). Redagował związane ze zeszyty literackie „Litteraria”, później również pismo gdańskich środowisk twórczych „Punkt”(w latach `70), zeszyty artystyczne „Integracje” i miesięcznik literacki „Autograf (w latach `80). Pomiędzy latami – przebywał na emigracji w . Po powrocie do Polski pracował jako wydawca w Tower Press oraz Literatura Net Pl. W roku 2008 otworzył Fundację Światło Literatury w której wydaje poezję, prozę i krytykę wybitnych autorów z Gdańska i całej Polski. Jest założycielem i redaktorem naczelnym kwartalnika literackiego Należy do . Członek PEN Clubu – Polska. Dwukrotnie laureat Czerwonej Róży, jest też odznaczony brązowym medalem Gloria Artis i medalem De Nihilo Nihil Fit (2024r). Wielokrotnie nagradzany przez Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki.
Wydał 14 tomów poetycki a też Dziennik 1970 – 2025, Aneks do kalendarza.
Zbigniew Joachimiak
Z cyklu: Wiersze miejskie
A pośród ścian i kamieni
I.
Wystarczy niekiedy jeden nieostrożny krok
i wchodzisz w nieuporządkowania gwar
pomieszanie chórów i unisono
recitativów i dostojnych fraz
w rozmowy i krzyki i wolno wypowiadane osądy
niekiedy dosłyszysz szepty i cienkie głosiki
pomiędzy basami i altami
starasz się to wszystko usłyszeć a nie tylko słyszeć
zrozumieć a nie tylko rozumieć nakładające się
sensy i składne zdania oznajmujące
lub wręcz przeciwnie żałośnie pytające i wątpiące
stoisz pomiędzy i zagubiony rozglądać się tylko możesz
samotnym pomiędzy samotnymi
sam będąc pojedynczym głosem
a może tylko chęcią głosu
chęcią pojmowania
tego co jest do pojęcia a jest w tłumie
nieuchwytne
starasz się nie wpaść w panikę w lęk
że krok zrobiłeś zbyt daleki
że nieuporządkowany gwar to hałas tylko
a nie ustalanie porządków i rzeczy
stoisz pomiędzy dopowiedzianym a tylko
podejrzanym i chcesz
złapać w dłonie te wolne ptaki
te roztańczone myśli
chcesz uporządkować to co w swej liczbie
jest nie do uporządkowania
a przecież ujęte w melodie i pieśni
i w powtarzalne rytmiczne wersy
stoisz na środku rozglądasz się
przymykasz oczy
uczulasz słuch
może wreszcie uchwycić zdołasz
ten jedyny specjalnie dla ciebie stworzony
dźwięk i rym i umieszczony
na twoje udręczenie w niekończącej się symfonii
wejdź głębiej ryzykuj
ale nie licz na tysięcy instrumentów zestrojenie
II.
To jest pole zielone
szerokie łany uginają się i szeleszczą
krzewy się ukrzewiają drzewa w korę obrastają
od wschodu do zachodu światło wokół gości
oświetla ostro co ma być oświetlone
lub miękką poświatą świat głaszcze
w zakątkach rysuje ciemne linie
zawijające się powierzchnie
pomnożone przestrzenie utajone domysły
to jest szeroka i daleko sięgająca łąka
znajdziesz tu kwiaty
wątłe ale i mocne bardzo trawy
gdzie niegdzie wybuchają sensów pąki
a jeszcze w innej stronie
znajdziesz równo ułożone grzędy na których
wybuchają rozemocjonowane piwonie
i te czerwone – co miłość niosą
i te różowe które zapachem słyną
sam najbardziej lubię dzikie pola
gdzie rym jest równy a potem
niespodziewanie się plącze
te obszerne łąki gdzie wciąż się powtarza
pieśń albo krótki takt mierzony w setki
gdzie pomiędzy korzonkami
myśl w gruncie rozwija się w powolne
wersy zdania gdzie myślniki i wykrzyknik
i wielokropki tworzą darń sieć i
nierozwinięte w pełni słowne zwoje
tu na tej wolnej nieograniczonej niczym przestrzeni
warto usiąść stanąć na chwilę
zwolnić bieg
tu może znajdziesz wiersze
dzikie sentencje w błękitnym kwiatostanie
tu może jest początek końca
zamykający się powtarzalnymi cyklami
eksplozji kwiatów które już raz były
a teraz od nowa
ubierają się dla ciebie wyraźnymi
coraz bardziej wyrazistymi słowami
zapachami i kształtami
pędem rozmachem niekiedy szaleństwem
to jest pole na którym warto przysiąść
i poczekać na zdarzenie
na tę chwilę i moment
gdy już wiesz czego nie wiedziałeś wcześniej
to się zdarzy na pewno
nim nad łąkę zmierzch nadciągnie
i cała łąka ucichnie
III.
Nie ma żadnej pewności
czy ten ogień zapłonie
a może już wdarł się na wszystkie strony
rozświetlając i parząc
dając radość lęk i duszy podniecenie jednocześnie
ten ogień który być może dopiero się rozwinie
bo schowany w ciemnościach wybucha
oczekiwanie i niespodziewanie
jak schowana w gęstej trawie mina
daje oszołomienie i uspokojenie zarazem
przebija się przez gęste tumany dymu
pochodzi z materii z niej się rodzi
dając inne znaczenie tej samej istocie
z nicości przez same płomienie
przez poruszenie umysłu
powstaje do twardej myśli
idzie jak żagiew
jak pochodnia
jak ognista raca
i podpala to co niepalne
zmienia nie zmieniając
transformacji niesie pożar
który ugasić
można tylko innym ogniem
inną pożogą tuż dalej jest lub obok
szeroko się rozwinie
a co przyjdzie potem
co po tym pozostanie zapytujesz
osłaniając oczy przed szalejącym światłem?
co po pożodze pozostanie
jak się pożar zmieni na koniec
w co przejdzie
co pozostanie w dłoniach
gdy potrzesz jedna o drugą
czy popiół będzie nawozem
dla szerokiej właśnie otwartej dziedziny
przez która przedarło się
ognia przemienienie
IV.
przycupnięta jest w różnych
kamiennych i ceglanych domach
w strzelistych gotyckich wieżach
lub półcieniach twego domu
gdzie jest cisza gdzie jest zwykle
a pomimo to niezwyczajnie
jest pomiędzy ścianami obszernych
sal i hal i podłużnych i szerokich
gdzie ptak będzie się czuł jak u siebie
bo może polecieć wolny i swobodny
i może przysiąść gdy mu tylko będzie
wygodnie zatrzymać się
by wzmocnić i opatrzyć skrzydła
z jego perspektywy świat jest przecięty w połowie
na dole dywan biały rozkłada się
na stołach ławach i pulpitach
tam jest zasłuchanie tam jest swobody
skupienie i tam jest też napięta uwaga
tam głowa przy głowie
gdy przyjrzeć się dokładnie
wolnym ogniem się zapala
tam zaczynają się pożary
tam płyną wielkie rzeki
tam są nieopanowane rozlewiska
morza rozhuśtane rozbijają się o klify
niosąc wodną potęgę i grzmoty
tam to co ma początek i koniec króluje
lecz gdy przechodzi w wyższe stany
staje się nieuchwytne i nieskończone
a przecież jest też drugie piętro
nad często zielonymi lampami
gdzie uwalnia się to co jest jeszcze w niewoli
powstaje to czego nie ma jeszcze
a będzie gdy nad zielonym światła obłokiem
poleci niespodziewanie ptak
sowa może a może będzie to nietoperz
i nie będzie granicą dla niego
ta ceglana kamienna ściana
ani wieża gotycka
ani twojego domu
zwykła niezwykłość
– to jest biblioteka






