O Żeromskim prywatnie (dokończenie)
Wracam – w ramach kontynuacji – do mojego tekstu o Żeromskim (https://pisarze.pl) 24 czerwca 2025), aby dokończyć, uzupełnić obecne tam wątki o kilka zdań, aby zamknąć temat dość przypadkowej lektury „Przedwiośnia”.
„Przedwiośnie” poza kwestiami czysto literackimi było głosem autora w ogólnonarodowej rozmowie o odradzającej się Polsce, o budowaniu po 123 latach niewoli tożsamości narodowej a organizacyjnie jakiejś wersji państwowości. My też – symbolicznie i niesymbolicznie licząc – od 1989 roku budujemy się na nowo. A skoro tak, to Żeromski ze swoim „Przedwiośniem” to już nie jest głos tylko historyczny. To są refleksje, z którymi w sposób naturalny mimo upływu stu lat konfrontujemy naszą obecną sytuację, sytuację Polski w budowie. Wewnętrze tąpnięcie i ewidentny rozłam w społeczeństwie po 35 latach od obalenia komunizmu każą postawić pytanie w jakim momencie budowy jesteśmy? Kiedy zdawało się, że fundamenty mamy już solidne (przynależność do cywilizacji Zachodu) i nic tylko piąć się w górę, okazało się, że wróciliśmy do fundamentów i mamy je porządnie rozregulowane! (Chyba nie trzeba tego nikomu wyjaśniać.) Odwołam się do sportowego porównania. Wszyscy kibicujemy naszej reprezentacji piłkarskiej. Nawet ci, którzy nie lubią „kopanej” i się na niej nie znają nie sądzę, aby byli wrogo nastawieni, raczej pozostają neutralni, obojętni, ale nie wrodzy, nieprawdaż? No więc gdy gramy na Narodowym, to jesteś my zjednoczeni i na stadionie i przed telewizorami. Niestety zaraz po meczu, po wyjściu z Narodowego górę biorą sympatie lokalne, pal licho, niech tak będzie, to w końcu prawo kibica, ale że wplątujemy w to animozje i nienawiść do sympatyków innego klubu? Tego nie rozumiem. Żeby było konkretnie i niefajnie -bo to niefajne jest – przywołam zachowanie kibiców Cracovii i Wisły (ja daleko od Krakowa, więc jestem w kwestii kibicowania którejkolwiek z wymienionych drużyn obojętny, neutralny) po śmierci Jana Pawła II (na marginesie – kibica tej pierwszej): pełna zgoda, zakopany topór wojenny, wspólny płacz w swoich ramionach, ach, sceny jak z sentymentalnego filmu. Ile to trwało? Nie pomnę, ale krótko bardzo. Od tej pory do dziś są już ofiary śmiertelne bójek między kibolami tych klubów i ciągnące się procesy sądowe.
A przekładając to na politykę i Żeromskiego powiem tyle: ryba psuje się od głowy. Poziom moralny i etyczny tzw. klasy politycznej jest – w swojej masie, a to ona głosując decyduje o tym i o tamtym – żenujący. (Pisał o tych naszych „elytach” Andrzej Walter w poprzednim wydaniu naszego pisma, więc nie musze tu nic dodawać.) Ale nie jestem naiwny. Już Kant, Immanuel Kant w swoich rozważaniach o państwie zauważył z bolesną szczerością, że władzę w państwie zdobywa się dla… jej utrzymania. Tylko tyle. Te wszystkie gadania o wartościach, wyborcze umizgi są jedynie po to, aby władzę utrzymać. Prawdziwej opinii o swoich rodakach czasami nie udaje się politykom ukryć, choć pewnie by chcieli. Przypomnijmy więc co Jacek Kurski o nas myślał („Ciemny lud kupi„) i jak nas widział Mateusz Morawiecki („Ludzie są tacy głupi, że to działa”). Czy to ich wymiotło z polityki? nie. A skoro nie, to pewnie… mieli rację, niestety. Bo normalnie powinno ich wymieść.
Te dywagacje nad polityką są dla mnie pretekstem do powrotu żeromszczyzny jako problemu: co z Polską? Polityka od grackiego polis znaczy społeczny, szuka odpowiedzi na to, jak zorganizować się jako społeczeństwo, czyli całość! Skończmy z patrzeniem na politykę i polityków jak na ludzi z księżyca, bo oni „robią” przy naszym życiu! Niestety nie mam tu dobrych wskazań, bo jako rasowy filozof mam dość ograniczone zaufanie do decyzji demokratycznych, czyli podnajmowanych przez nas wszystkich w większościowych procedurach. Dlatego, że nie wierzę, abyśmy wszyscy znali się na wszystkim. Co z tym zrobić? – to już innym kłopot i temat na inną opowieść. I podam przykład. Sokrates też demokratą nie był. I przegrał proces o własne życie. Żeby pozostać przy literaturze wskażę na Słowackiego „coś Ty Atenom zrobił, Sokratesie?” Sokrates, Kant – moi mistrzowie zaufania do rozumu i nieufności do używani tegoż rozumu przez większość ludzi: głos ludu to jest często wyjący głos najliczniejszych i najgłośniejszych egoizmów.
Gdzie tu Żeromski? Proszę bardzo. Oto cytat choć nie z „Przedwiośnia” samego, to z Żeromskiego, z jego opowiadania „Na probostwie w Wyszkowie”: „Trzeba to wyznać otwarcie i bez osłony, że lenistwo ducha Polski, cudem z martwych wskrzeszonej, ściągnęło na tego ducha batog bolszewicki. Polska żyła w lenistwie ducha, oplątana przez wszelakie gałgaństwo, paskarstwo, łapownictwo, dorobkiewiczostwo kosztem ogółu, przez jałowy biurokratyzm, dążenie do kariery i nieodpowiedzialnej władzy. Wszystka wzniosłość, poczęta w duchu za dni niewoli, zamarła w tym pierwszym dniu wolności. Walka o władzę, istniejąca niewątpliwie wszędzie na świecie, jako wyraz siły potęg społecznych, partii, obozów i stronnictw, w Polsce przybrała kształty monstrualne. Nie ludzie zdolni, zasłużeni, wykształceni, mądrzy, których mamy dużo w kraju, docierali do steru władzy, lecz mężowie partii i obozów, najzdolniejsi czy najsprytniejsi w partii lub obozie. Jak po spuszczeniu wód stawu, ujrzeliśmy obmierzłe rojowisko gadów i płazów. Gdy to dostrzec mógł każdy na widowni publicznej, w głębiach pozostało to samo, co było za dni niewoli.”
Potraktujmy te słowa jako ostrzeżenie, że bezrozumność kłótni, plugastwo prywaty, partyjniactwo o barwach od lewa do prawa (sami sobie dopasujcie nazwiska, są na pierwszych stronach gazet i serwisów informacyjnych) doprowadzić może do innych tytułów omawianego autora, do rozdziobania nas przez kruki i wrony.
A tak na marginesie, choć to nie sprawa marginalna – to nasi przywódcy (Sejm) wymyślili rok 2025 rokiem Żeromskiego właśnie. Zaobserwowaliście jakieś działania i efekty tych działań? Ja nie ale ja mam kłopoty ze wzrokiem, jestem przed kolejną, szóstą już operacją oczu, więc pewnie to moja wina. Ciekaw jestem jakiegoś podsumowania, wniosków tych samych ludzi, którzy jednogłośnie (chyba, nie sprawdzałem) podnieśli ręce za tak szumnym i wspaniałym gestem wobec Żeromskiego. Powiem złośliwie: przestańmy przy takich okazjach wygrzewać się w blasku Naszych Wielkich (literatów, muzyków, naukowców, działaczy społecznych itd.) a wyciągajmy z ich działań, dokonań i opinii wnioski dla siebie. Im nasze hołdy nie są już potrzebne, a jeżeli już mamy je składać, to najlepszym hołdem dla bohaterów naszej przeszłości byłoby to, gdyby ich przesłanie nie poszło na marne.






