Wywiad z poetką i artystką wizualną Alessandrą Vinotto: „Nie wierzę, że sztuczna inteligencja sama w sobie może znacząco przyczynić się do rozwoju sztuki” (rozmowa i przekład Izabella Teresa Kostka)
*
Kobiety wyjątkowe, błyskotliwe i utalentowane, silne i zdeterminowane, o szerokich horyzontach i wysublimowanym uroku. Dzisiaj mam przyjemność rozmawiać z jedną z nich. Alessandra Vinotto to typowy mieniący się kolorami kalejdoskop, który potrafi zaskakiwać nas na wielu polach walki. Poznajmy się lepiej!
1. I.T.K.: Witaj Alessandro, cieszę się, że przyjęłaś me zaproszenie do rozmowy. Jesteś Artystką w 360°, zajmujesz się literaturą, reżyserią, sztuką wizualną i nie ma na dworze Apolla dziedziny, z którą nie potrafisz się zmierzyć. W twym osobistym odczuciu, jak zdefiniowałabyś samą Sztukę, czym ona dla Ciebie jest?
A.V.: Sztuka jest tym, co odróżnia ludzi od większości zwierząt (choć nie wszystkie są pozbawione instynktów estetycznych: na myśl przychodzi ośmiornica, która ozdabia swoją jamę lustrami, muszlami, drewnem i kolorowymi bączkami, lub altanniki Vogelkopf czyli „ptaki ogrodowe”, które ozdabiają obszar wokół swojego gniazda) i co bardziej niż cokolwiek innego może nam przynieść ulgę. Gdybyśmy więcej myśleli o sztuce, mielibyśmy mniej czasu na rozmyślanie o wojnach, nienawiści rasowej, przemocy, gdyż jest ona silnym spoiwem, które niszczy granice, jest balsamem, który leczy wszelkie dolegliwości. Jest to forma ludzkiej ekspresji, która łączy ludzi i poprzez przekazywanie bezpośrednich lub pośrednich wiadomości wywiera głęboki wpływ na ich emocje. Dla mnie sztuka jest życiem, a życie jest sztuką: zawsze potrafiłam tworzyć, wyobrażać sobie, wymyślać światy i postaci. Żaden dzień nie jest dla mnie pozbawiony bodźców artystycznych, chodzę na wiele wystaw, śledzę przedstawienia teatralne i koncerty, filmy i przeglądy poezji, bo uważam, że dzień całkowicie pozbawiony sztuki jest dniem straconym. Dla mnie „sztuka” oznacza wolność istnienia i wyrażania siebie, oznacza piękno, równowagę, harmonię. Krótko mówiąc, jest to coś, czego nie należy sobie odmawiać, jeśli chce się być szczęśliwym!
2. I.T.K.: Odnosisz sukcesy w wielu dziedzinach, od poezji poprzez reżyserię po sztuki wizualne. Który rodzaj ekspresji artystycznej jest jednak Tobie najbliższy, słowa, film czy instalacje? Które z tych środków wyrazu najbardziej Ciebie reprezentują?
A.V.: Podsumowując, synestezja najlepiej oddaje mój sposób działania: możliwość zapewnienia osobom oglądającym moje dzieła wrażenie wykraczania poza granice zmysłów i postrzegania wszystkiego w jednej sferze sensorycznej to naprawdę najlepsze! Oczywiście nie zawsze jest to możliwe do osiągnięcia. Dlatego często pracuję na wielu płaszczyznach, na przykład w tym okresie pewien współczesny muzyk zamówił u mnie teksty piosenek na swój koncert zatytułowany „Planety”, w którym mogę swobodnie poruszać się między mitem a kosmosem. Projektuję całkowicie „racjonalne” dzieło multimedialne na festiwal naukowy, który odbędzie się przyszłej jesieni, przygotowuję część moich prac do ważnego międzynarodowego katalogu sztuki, który zostanie zaprezentowany w Nowym Jorku w przyszłym roku, piszę scenariusz do dystopijnego filmu fabularnego i przygotowuję mój kolejny tomik poezji. Szczerze mówiąc, nie wiedziałabym, co wybrać, ponieważ każda dziedzina daje mi inne impulsy i wszystkie dają mi ogromną satysfakcję. Krótko mówiąc, nadal nie wiem, co będę robić, kiedy dorosnę, więc nadal eksploruję.
3.I.T.K.: Na swojej drodze napotkałaś na pewno wiele interesujących osobowości kulturalnych. Które z nich wywarły na tobie największe wrażenie, a może miały także wpływ na twój rozwój osobisty i artystyczny? Jesteś podatnym gruntem na zewnętrzne wpływy czy kierujesz się tylko własnym zdaniem i estetyką?
A.V.: Już jako dziecko wykazywałam silną indywidualność, a w głębi duszy pozostałam samotna, czyniąc stwierdzenie Schopenhauera swoim „Kto nie kocha samotności, ten nie kocha też wolności, bo wolny jest tylko ten, kto jest sam”. Często jestem izolowana od świata, od natury, z powodu przewlekłej choroby, która sprawia, że jestem bardzo wrażliwa i podatna na wszelkiego rodzaju infekcje. Poza tym moim egzystencjalnym wyborem, lubię porównywać własną wizję świata z innymi punktami widzenia, lubię poddawać swoją pracę różnym opiniom, aby nigdy nie przestać się rozwijać. Jedyną osobą, z którą rywalizuję, jestem ja sama. Nie uważam, że trzeba górować nad innymi, ale ważne jest to, by być lepszym w porównaniu do tego, kim byłam wczoraj. Z tego powodu biorę pod uwagę przykład z ludzi, którzy mnie poprzedzili, biorę pod uwagę zasady i nauki wszystkich mistrzów i Pigmalionów, których miałam: każdy z nich, na swój sposób i w różnym czasie, wpłynął na jakiś aspekt mojego wnętrza, na mój wyraz artystyczny, i zawsze będę wdzięczna każdemu z nich za cenny dar ich czasu i uwagi. Nie sposób wymienić ich wszystkich! Noszę ich w sercu.
4. I. T.K.: Na swej drodze artystycznej zapoznałaś się z nurtem Realizmu Terminalnego stworzonego przez Guido Oldani’ego. Dołączyłaś do niego z entuzjazmem, chociaż nie wszystkie twe dzieła do niego przynależą. Opowiesz nam więcej o tym doświadczeniu?
A.V.: Realizm terminalny pojawił się w moim życiu niemal przez przypadek, niespodziewanie, jak to często bywa w przypadku wspaniałych doświadczeń. Stało się to w momencie wielkiej izolacji i samotności: pandemii Covid-19, która zmusiła mnie do odizolowania się od wszystkich, w tym od mojego syna, męża, siostry, ukochanej rodziny i najdroższych przyjaciół. Uświadomiła mi, jak ważne jest to, by być zjednoczonym w celu wspierania i obrony podstawowych wartości ludzkich. Z radością przyłączyłam się do założeń ruchu, uznając je za bardzo trafne i odpowiadające moim szczególnym potrzebom poetyckim i etycznym. Oczywiście, nie wszystkie moje dzieła mogą należeć do tego nurtu, ponieważ zanim poznałam przedstawicieli Realizmu Terminalnego, byłam już od lat uznaną intelektualistką! Napisałam i stworzyłam tak wiele, że wyrzucenie wszystkiego w błoto i zaczynanie od nowa byłoby naprawdę bezsensowne. Jednakże w ostatnich latach poświęciłam kilka ważnych prac zasadom Realizmu Terminalnego (i nie tylko tego ściśle poetyckiego, opublikowanego już w trzech antologiach RT): oprócz fotoportretu Guido Oldaniego jest m.in. praca wykonana przeze mnie w charakterze artystki wizualnej na stulecie Pasoliniego, wystawiona we Włoskim Instytucie Kultury w Amsterdamie „PIER PAOLO PASOLINI 2.0. „Ziemia, której nie ma” lub dzieło „NO WAR” stworzone dla Art Commission Genova, prezentowane podczas podróży po Europie jako wołanie o pokój. Sam Guido Oldani wykorzystał je jako dodatek do swojego krótkiego artykułu przeciwko wojnie. Wierzę, że Realizm Terminalny jest fundamentalnym i kształtującym mnie doświadczeniem, stymulującą współpracą oraz ścieżką, którą mam nadzieję podążać jeszcze wiele razy.
5. I.T.K.: Przez lata współpracowałaś z najważniejszymi wydawnictwami branżowymi jako reporter podróżniczy, uczyłaś fotografii i byłaś głównym fotografem scenicznym w teatrze Teatro dell’Opera Carlo Felice w Genui i Teatro Cantero w Chiavari. Czy Twoim zdaniem sztuka teatralna ma w sobie coś więcej, jest bogatsza od innych dziedzin?
A.V.: Uwielbiam teatr jako zwierciadło życia.
Dwóch autorów z przeszłości syntetycznie zdefiniowało kiedyś tę podstawową dla mnie koncepcję. Jednym z nich jest Seneka, które mówił „Życie jest jak komedia: nieważne, jak jest długa , ale jak jest odegrana”. Drugim autorem jest Pirandello: „Na własnej skórze przekonasz się, że w długiej podróży życia spotkasz wiele masek i mało twarzy”. Uważam, że eksploracja teatralna jest niezwykle przydatna w zrozumieniu wszelkich problemów ludzkich. Od starożytnych Greków aż po autorów współczesnych nie ma tekstu teatralnego, który nie podejmowałby problemów interpersonalnych, intymnych i społecznych. Dlatego też mogę powiedzieć, że teatr ma w sobie coś więcej, bo nie bez powodu ukończyłam studia na wydziale literatury ze specjalizacją z krytyki teatralnej i przez długi czas pracowałam jako fotografka na scenach krajowych i międzynarodowych. Mimo, że od kilku lat moje życie jest dalekie od sceny (niestety pod względem zawodowym nie mam wystarczająco dużo czasu, aby robić wszystko), teatr jest dla mnie lekcją, którą zawsze będę w sobie nosić i zawsze będzie integralną częścią mojej osobistej oraz artystycznej podróży.
6. I.T.K.: Wystawiałaś swoje prace w Nowym Jorku, Los Angeles, Berlinie, Amsterdamie, Paryżu, Barcelonie, Park City, Montrealu, San José (Kalifornia), Pradze, Monachium, Liège, Budapeszcie, Hadze, Rzymie, Mediolanie, Genui, Turynie, Taorminie i Wenecji. W 2024 roku Twoja praca została opublikowana w katalogu sztuki współczesnej zaprezentowanym w METROPOLITAN MUSEUM w Nowym Jorku, a także zaprezentowana na Biennale Sztuki Współczesnej w Wenecji. Co jest dla Ciebie cenniejsze: nagrody jury czy uznanie publiczności?
A.V.: Ani jedno, ani drugie, przepraszam: dla mnie absolutnie najważniejsza jest ekspresja pracy artystycznej, jej nieustanny ruch, który sprawia, że artysta nieprzerwanie tworzy, aby przekazać swoje najgłębsze potrzeby. Oczywiście, żadne dzieło tych, którzy tworzą sztukę, nie miałoby takiego samego znaczenia, gdyby nie cieszyło się uznaniem publiczności, a krytyka jest niezbędna, aby nadać wagę samemu dziełu, umieścić je w określonej perspektywie, zdefiniować, opowiedzieć o nim, a nawet wyjaśnić. Nigdy nie możemy jednak tracić z oczu głównego celu sztuki, jakim jest interpretacja wizji świata. W tym kontekście bardzo podoba mi się stwierdzenie Prousta: „Świat nie był stworzony tylko raz, ale tworzony za każdym razem, gdy pojawiał się oryginalny artysta”. Jestem głęboko przekonana, że „odczytywanie” rzeczywistości przez artystów z różnych dziedzin wnosi fundamentalny wkład w rozwój myśli, a proces ten wiąże się w równym stopniu z właściwym uznaniem krytyków, jak i podstawową interakcją z publicznością.
7. I.T.K.: Jesteś naprawdę niezwykłą kobietą, jesteś pierwszym włoskim reżyserem, który nakręcił teledysk w stereoskopowym 3D w 2010 roku! Chcesz o tym porozmawiać?
A.V.: Oczywiście, piękne wspomnienie: dzięki teledyskowi „Will dogs run” Hollowblue, mój współreżyser i ja wygraliśmy pierwszą nagrodę na prestiżowym Festiwalu Filmów 3D w Hollywood, rozpoczynając w ten sposób współpracę ze znanym producentem z Los Angeles, Bobem Johnstonem, która trwała kilka lat. Doprowadziła ona do prowadzenia kursów mistrzowskich na temat stereoskopowego filmowania 3D w całej Europie oraz przyczyniła się do tego, że moje prace prezentowano i wyświetlano na różnych festiwalach w USA, nawet na satelicie 3D Festiwalu Filmowego Sundance! W rzeczywistości jednak doświadczenie związane ze stereoskopowym 3D, które dało mi najwięcej satysfakcji, to nakręcenie, jako jedyny reżyser, filmu „Viceversa 3D” we włoskim pawilonie na Biennale w Wenecji w 2013 r. Był to pierwszy europejski dokument o sztuce współczesnej nakręcony w rozdzielczości 4K i stereoskopowym 3D, z tekstami krytyka sztuki Bartolomeo Pietromarchiego. Od tego momentu moja ścieżka twórcza poszerzyła się w sposób eksponencjalny, a to pozwoliło mi zagłębić się w wiele aspektów sztuki, co bardzo mnie usatysfakcjonowało.
8. I.T.K.: Ostatnio bardzo dużą polemikę wywołuje pojawienie się AI i jej zastosowanie w życiu, a co za tym idzie i w sztuce. Uważasz, ze sztuczna inteligencja przyczyni się do nieograniczonego rozwoju tego świata czy jest raczej dla niego zagrożeniem?
A.V.: Dyskusja na temat sztucznej inteligencji byłaby zbyt długa i głęboka, ale postaram się ją streścić. Oczywiście postęp technologii jest zawsze bardzo stymulujący dla artysty wizualnego, ponieważ poszerza możliwości ekspresji na niezbadane pola, ale osobiście (pomimo moich wcześniejszych technologicznych „rekordów” wspomnianych powyżej!) nie lubię nawet całkowicie polegać na Photoshopie i podobnych programach przy tworzeniu. Nawet moje dzieła sztuki cyfrowej powstają na podstawie prawdziwych zdjęć zrobionych przeze mnie i zmontowanych za pomocą cyfrowego kolażu, w którym nieludzki czyli sztuczny wkład jest prawie nieistniejący. Jeśli chodzi o mnie, nie wierzę, że sztuczna inteligencja sama w sobie może znacząco przyczynić się do rozwoju sztuki, która sama w sobie żywi się ludzką fantazją i jest jej ucieleśnieniem, ani też że może stanowić dla niej realne zagrożenie. Chcąc rozjaśnić moje myślenie, spróbuję wyjaśnić, jak działa sztuczna inteligencja, gdy zostanie poproszona o stworzenie obrazu, zaczynając od koncepcji bardzo dobrze wyrażonej przez Ferlę. Założeniem sztucznej inteligencji jest to, że obraz powstaje z tekstu, co jest po prostu absurdalne, ponieważ przekształcenie tekstu w obraz wiąże się zarówno z interpretacją, która nie może być jednoznaczna, jak i nieuchronną utratą danych. Weźmy na przykład poezję. Ona również zawiera obrazowanie, które jednak nie pokrywa się z obrazowaniem wizualnym, ponieważ pamięć wzrokowa działa w oparciu o inny rodzaj mechanizmu. Obraz wytworzony przez sztuczną inteligencję na podstawie tekstu jest więc interpretacją algorytmu, który wymyśli coś, co nigdy nie byłoby tym, co artysta stworzyłby autonomicznie. Dlatego wierzę, że prawdziwa sztuka nie będzie zagrożona przez sztuczną inteligencję. Obawiam się, że w kryzys wpadną sektory komercyjne, bo – żeby podać trywialny przykład – żeby nakręcić film promocyjny lub sesję zdjęciową na Karaibach czy na Evereście, trzeba było ponieść wszystkie koszty oraz ryzyko meteorologiczne i produkcyjne, jakie wiążą się z takimi wyprawami. Teraz natomiast można to wszystko zrobić, siedząc wygodnie przed komputerem i rozmawiając ze sztuczną inteligencją. Jedynym ryzykiem jest zatem to, że w przyszłości klient, zamiast konsultować się z profesjonalistami z różnych dziedzin, będzie „prosił” AI o tworzenie projektów itp. w sposób wirtualny. Nie musimy się jednak tym aż tak bardzo martwić: wystarczy obejrzeć film promocyjny Castelli Romani z Francescą Giubelli (influencerką, która nie jest człowiekiem, ale została stworzona przez sztuczną inteligencję) jako świadectwo, aby zrozumieć, że z powodu całkowitego braku empatii nie jest ona w stanie odpowiednio przekazać przesłania. Rozwiązanie istnieje: osobom kreatywnym wystarczy skupić się na promowaniu własnych cech i zalet, których sztuczna inteligencja w żaden sposób nie jest w stanie zapożyczyć. Ostatecznie naprawdę wierzę, że najlepszym sposobem na przeciwstawienie się dominacji sztucznej inteligencji jest poleganie na ludzkiej kreatywności!
9. I.T.K. : Mówi się o kryzysie w sztuce, ludzie nie czytają, mało chodzą do kina i do teatru, szerzy się chamstwo i wulgarność, brak wrażliwości. Taka szkoda, przecież sztuka byłaby w stanie złagodzić obyczaje! Co o tym sądzisz?
A.V.: Udowodniono naukowo, że nawet osoby poważnie chore, jeśli poświęcą czas i uwagę jakiejś dziedzinie sztuki (niech będzie to muzyka, literatura, sztuka figuratywna lub abstrakcyjna, poezja), przebieg ich choroby ulega znacznej poprawie. Nie wspominając o krowach, które dają więcej mleka i kurach, które znoszą więcej jaj! Szczerze wierzę w skuteczność terapii przez sztukę i sądzę, że aby stworzyć lepszy świat, powinniśmy wprowadzić naukę sztuki do szkół na wszystkich szczeblach, a nie ograniczać tak, jak próbujemy to robić. Przede wszystkim dlatego, że ludzki mózg potrzebuje sztuki jak tlenu i pożywienia! Nie jest przypadkiem, że bawimy się od najmłodszych dni życia, a potem jako dzieci tańczymy, śpiewamy, opowiadamy historie i rysujemy. Wszystkie te czynności są fundamentalne dla naszego rozwoju sensorycznego i mózgowego, pozwalają nam rozwijać umiejętność uczenia się. Nie wspominając o tym, że sztuka współczesna jest również jednym z filarów społeczeństwa, gdyż poprzez tworzenie naszych dzieł my, artyści, możemy wyrażać różne punkty widzenia na kwestie ekonomiczne i polityczne, a także rozmawiać o sprawiedliwości społecznej, kwestiach etycznych i środowiskowych, podejmując owocne i konstruktywne dyskusje! Krótko mówiąc: życie pozbawione sztuki straciłoby sens.
10. I.T.K.: Jako artystka z dużym dorobkiem co byś powiedziała osobie, która wkraczając w dorosłe życie postanawia dołączyć do wielbicieli Muzy. Według Ciebie warto poświęcić się sztuce czy jest to raczej relikt przeszłości?
A.V.: Sztuka JEST, zawsze była i zawsze będzie. Pomyślmy o malowidłach jaskiniowych sprzed ponad 50 000 lat lub rzeźbach tzw. paleolitycznych „Wenus” (niewielkie posągi z kości, kości słoniowej, kamienia przedstawiające postacie kobiece z bardzo widocznymi genitaliami, rozpowszechnione w różnych kulturach prymitywnych, od Atlantyku po Syberię).
Nie jest przypadkiem, że ludzkość od samego początku odczuwała potrzebę stworzenia czegoś, co wykraczałoby poza potrzeby fizjologiczne. W rzeczywistości obecnie wiadomo, że istnieją obszary mózgu poświęcone sztuce: od kory mózgowej odpowiedzialnej za rozpoznawanie muzyki lub tańca, po układ przetwarzania obrazu, który z taką samą szybkością tworzy rzeczywiste i fikcyjne obrazy. Z tego powodu, cytując Wygotskiego „Celem sztuki jest przekazanie wrażenia rzeczy widzianej, a nie widzianej wcześniej”, możemy stwierdzić, że sztuka jest podstawą relacji z otoczeniem: wymyślanie czegoś, czego wcześniej nie było, poprzez akt twórczy, pomaga nam zebrać, rozwinąć i przetworzyć nasze najgłębsze doświadczenia. Dlatego sugeruję każdemu zmierzenie się z Klio, Euterpe, Thalią, Kaliope, Melpomeną, Terpsychorą, Polihymnią, Erato i Uranią, w zależności od osobistych predyspozycji!
Włochy, 2025






