Jagoda Opalińska o nowym spektaklu Adama Walnego:

0
47

Scherzo na kilka taktów

            Bo to jest teatralne scherzo. Narracyjny skrót, błysk myśli, linia żartu, pogłos nostalgii. Opowieść niby ledwie tknięta, a przecież obecna, wsparta znakomitym rzemiosłem. Przedstawił ją Adam Walny. Artysta osobny i nieujarzmiony. Laureat wielu festiwali polskich i międzynarodowych. Autentyczny kreator, a jednocześnie niesforny duch i wagabunda. Twórca sceny Walny-Teatr.

            Realizując swoje projekty w obszarach teatru przedmiotu, inscenizator tym razem powędrował szczególną ścieżką. Tekst Kobiety z wydm Abe Kōbō jest pre-tekstem, impulsem, sednem przekazu. Stanowi sieć różnorakich tropów, które kluczą wśród otwartych metaforycznych perspektyw. Sens i rytm słowa odbija się mocnym akordem na planie obrazu. A tu rząd dusz sprawuje Walny – aktor i animator.

            Nota bene, sytuacja wyjątkowa, ponieważ w figuratywnym centrum znajdują się rzeźby autorstwa Piotra Bożyka. Ich wręcz architektoniczna precyzja, rodzaj bez mała sterylnej przejrzystości w doborze drewnianych elementów, zachwyca. Wyczuwam tu ślad fińskiego ascetyzmu oraz piórkiem rysowany kontur z japońskiej grafiki. Tajemniczy – organicznie nieoczywisty – zbieg skojarzeń i fascynująca rzeźbiarska forma.

            Tym literacko-plastycznym szlakiem chodzi Walny. Ożywia materię rzeźby, szanując jej kinetyczną tożsamość. Ale też wprowadza własne punkty graniczne. Wyznaczają je dwa wielkie wpół-otwarte lampiony o witrażowych ścianach. Stąd patrzą na nas masywne portrety kobiet-kobietonów. I tędy biegnie coraz bardziej osaczony przez wewnętrzne demony powieściowy bohater – Entomolog. Prowadzone taśmociągiem rzeźby suną góra – dół, lewo – prawo. Kolejne ruchowe sygnały towarzyszą werbalnym taktom kształtowanym narracją z offu i monologiem ze sceny. Nostalgiczne barwy oddalonego głosu dopełniają ironiczno-konfidencjonalny pogłos kwestii kierowanych do widza i do postaci. Lekko-mocno, szybko-wolno.

            Adam Walny zawsze sytuował figurę przedmiotu na horyzoncie natury, w świetle rewitalizowanych prymarnych emocji. On je błyskawicznie widzi i słyszy. Teatralny wizerunek Entomologa zyskał, dawkowany pod rygorem miary scherza, ton artysty nadwrażliwca, który szuka Bergsonowskiego élan vital u progu złudy…

             Pisząc kiedyś o arkanach rzemiosła, Walny podał piękny i ważny dla swoich inscenizatorskich penetracji przykład:

            Figura znaleziona w środku lasu każe nam rozejrzeć się dokoła w poszukiwaniu człowieka. Jej bezruch wskazuje na jego brak, podobnie jak chitynowy pancerz larwy poświadcza nieobecnopść motyla. Figura w pustej przestrzeni zastanawia i intryguje. Kto ją ulepił i w jakim celu? Skąd się tu wzięła? Kto się za nią kryje? Czy nie ufać pamięci, czy zmysłom nie dowierzać, skoro Osoby nie ma a jest odczuwalna?

            Pora najwyższa, by dotknąć rejestrów muzycznych. Dziwny, gęstniejący mistycyzm dźwięków tajwańskich skrzypiec erhu rozprzestrzenia się nad całą sceną. Wirtuozeria gry Thiao-Hua Chang, sprawia, że świat przedstawiony grawituje. Ekspresyjna obręcz się zaciska. Spektakl gaśnie.

            Adam Walny po raz pierwszy zrealizował autorski projekt bez autorskich figur. Żart rocznicowy, bo Jego Teatrowi strzeliło 20-lecie. Przekorny pomysł i wysmakowane w każdym detalu teatralne scherzo! Natomiast wielbicieli talentu Walnego muszę uspokoić. Nowe figury już się wykluwają. Wkrótce premiera: Koniec i bomba. Trawestując Kisiela, nie powiem kotku, co drzemie w środku. Ale na pewno warto czekać.

Jagoda Opalińska

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko