Maciej Julian Krotke – wiersze

0
554
Jacek Durski

Był kiedyś świat

Był kiedyś świat
Pełen bliskości i dali
Pełen struktur kryształu
I alchemii zmysłów
Pełen horyzontów za horyzontami
Niewypowiedzianych uniesień
Rozbłysków wskrzeszeń
I spełnień supernowej

Był kiedyś świat
Owiany pyłem gwiazd
Dotykiem dzikich mórz
Zlany szafirem nieb i czernią nieb
Widzianych czystym okiem
Które nie znało jeszcze łzy
Co przyszła potem

Był kiedyś świat…


Kamienice

Na klatce w starej kamienicy
Nic już nie jest takie, jak było…
Tylko schody wieczne
Pośród krętych balustrad
Pną się w górę,
Schodzą w dół,
Jednocześnie,
Jednobieżnie,
Nieruchomo…

Stojąc na samej górze,
Można spojrzeć w duszę,
Spadającą w głąb
Wąską tajemnicą,
Aż po chłód zawilgłych piwnic…
Spadającą w głąb
Wiecznym nieupadkiem,
Aż po dotyk nieujawnionego…

Na klatce w starej kamienicy
Słychać kroki z głębi echa.
Kroki wszystkich, którzy tędy przeszli,
Przyszli, wyszli, poszli…

Na klatce w starej kamienicy
Widać sylwetki w głębi echa,
Odciśnięte czasem przeszłym
W przezroczystym teraz…

W starej kamienicy
Cisza mnie słyszy,
gdy stoję w ciszy…


Ryby

martwy jesiotr na zlanym
deszczem chodniku
zimne krople
biją w twarde ciało
świeżo śnięte
sprężyste od
wiecznej
próby wody
oko lśni
jeszcze
tęsknotą za życiem
nabłyszczone deszczem

martwy sandacz na piasku
suchym słońcem suchy
promienie wypiły
całą wodę z ciała
spieczona skóra
zapomniała
lśnienia łuski
oko matowe
już
ubrane w
zgniłą przepowiednię
proroka rozkładu


Noc

Wśród mroku widoku rozlanego światłem
latarni, co blaskiem są ulic,
wnikam w ulic półmrok jadąc wciąż przed siebie,
dotykam milczenia istnienia.

I jadę i słyszę, jak
przesuwa ciszę ten sygnał,
co zbliża się z boku.
Niebieskim migotem
głaszcze ściany domów,
i mieni się gdzieś pośród bloków.

Nieme cienie ludzi,
co snom się wymknęli,
falują na schodach wśród murów.
Na pasach czernieję lub szarzą się duchem,
i nikną w tunelach i bramach.

Pojedyncze gwiazdy rozprzestrzenia przestrzeń,
ta pomiędzy nimi nieobjęta ciemność.
One mroźnie iskrzą zimnym ogniem w szybie,
co więzi je chwilą w przezroczystej matni.
Dotykam szkła oczu migotliwie jasnych, co patrzą w oczy
moje i miasta wśród nocy.
Widzę przestrzeń czarną, nocną toń kosmosu,
co mojego miasta blask skrzydłem zagarnia.


Wars Poetica

Siedzę w warsie.
Czas mija mi w szybach.
W zamyślenia rozmyciu,
Smugi lecą w niebyt.

Siedzę w warsie.
Czas mija mi w szybach.
W skupienia ostrości,
Szarak siedzi na ugorze.

Siedzę w warsie.
Czas mija mnie w szybach.
Ciemno już na świecie…
Widzę siebie… ze mną jedzie…


Z domu

Równowaga

Żółto białe yin i yang na patelni
Jajka smażę
Skwierczy ranek mrozem
Wciąż surowy

Ranny jestem
Niedosmażony w sobie
Czekam na kawę
Ona przywróci równowagę
Mocy
Po ułamku nocy

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko