Skąd ta nieśmiałość? Na to pytanie solowy spektakl Dominiki Ostałowskiej nie odpowiada, chociaż nosi tytuł „Nieśmiała Dżokejka”. Skąd bierze się ta nieśmiałość Dżokejki? Nie wiemy.
Może to cecha jej osobowości? Może efekt wychowania w domu? A może przebywanie w środowisku przemocowym? Nie wiadomo. Dość na to, że swoją nieśmiałość maskuje troistą osobowością, jak w surrealistycznym śnie. Obok bowiem Dżokejki występują jej rozmaite wcielenia, a ona sama żyje pomiędzy nimi, może obok.
Niewidzialny koń? Przemocowy Kot-człowiek? Wreszcie ona sama, Dżokejka. Tak naprawdę chciała zostać Jokerką, ale jako dziecko nie wymawiała „r” i rodzice jej nie zrozumieli. Tak to się zaczęło.
Ale spektakl zaczyna się, kiedy już jest Dżokejką, co poświadcza dokrętka wideo i dobiegający zza sceny rumor. Jakiś rwetes, tłuczenie szkła, rżenie koni? Kiedy się pojawia na scenie, jest zamaskowana strojem wyjątkowo bogatym, lśniącym, z brokatowymi plamami. Wystrojona jak na bal, a przecież jest Dżokejką. Zjawia się w niezwykłej peruce, która przypomina koński ogon albo grzywę.
Dziwna jest to postać, tajemnicza. Trochę się uśmiecha, przedstawia nieśmiało, ale bezczelnie podchodzi do przodu sceny, potem cofa, przeprasza. Jej zachowanie pełne jest dwuznaczności, tak jak wielkie oko wyświetlane na tylnym horyzoncie. Oko, które się rozszerza, otwiera powiekę, zamyka, mruży i nie wiadomo, czy ono nas podgląda, czy też wciąga do jakiejś wewnętrznej przestrzeni, do świata niewidzialnego, świata snu, marzenia, tęsknoty i strachu.
Nieśmiałość Dżokejki wyraża może najsilniej jej niewidzialny koń. Jest tak nieśmiały, że nie pokazuje się ludziom. Postanowił zniknąć, nigdy go nie widać.
Może pojawi się pod koniec, ale czy to będzie na pewno on, czy aktorka po zdjęciu peruki i masek ukaże przed nami twarz konia? Raczej nie. To aktorka odarta z maskujących ją atrybutów, która ciągle będzie utrzymywać, że jest niewidzialnym koniem, teraz nagle widzialnym.
A kot? Kot jest groźny.
Kot to kocisko. Dziewięć jego żyć pozwala na to, żeby się panoszył, żeby dominował, żeby ciągle straszył i był wielkim lękiem Dżokejki. Nie wiadomo, czy jej grozi, czy ona jemu grozi. W końcu chyba wygrywa pojedynek z tym zaborczym kotem, ale czy wygraną jest śmierć kota, czy to na pewno wygrana?
Na scenie stoi rodzaj karuzeli dla konia, jakby wybieg, padok, łęgi, których trzeba się trzymać przed wyskokiem na arenę, do wyścigu, do przestrzeni. Ni to bieżni wyścigowej, ni to stadionu, ni to cyrku. Nieśmiała Dżokejka w tym wszystkim tkwi jak uwięziona ofiara, która szuka sposobu nawiązania kontaktu z innymi, ale nie potrafi tego uczynić. Stąd te ciągłe maski, zmienianie masek, ucieczki, próby schowania się za innymi postaciami.
Dominika Ostałowska zaprosiła nas na psychologiczny rollercoaster utrzymany w nastroju między realnością a snem, między marzeniem a podświadomością. To wędrówka w rejony mroczne, ale czasem jasne, bo tu uśmiech walczy z ucieczką, momenty bezpośredniej więzi z widzem, próby nawiązania kontaktu z ucieczka, schowaniem się za maską. Kim jest nieśmiała Dżokejka? O czym jest ta opowieść? Na pewno o lękach. O lękach, które niesie życie, cywilizacja, świat, który nie jest przyjazny, przed którym trudno się schować i trzeba uciekać się do masek, aby uchronić samą siebie.
Świetny, chwilami mroczny, a chwilami bardzo dowcipny tekst Roberta Bolesty, budzący rozmaite, skojarzenia napisany został specjalnie dla Dominiki Ostałowskiej, która tym spektaklem zadebiutowała błyskotliwie w teatrze jednego aktora.
Tomasz Miłkowski
NIEŚMIAŁA DŻOKEJKA Roberta Bolesty, reż. Aleksandra Bielewicz, muzyka Szymon Sutor, scenografia Łukasz Misztal, kostiumy Kamil Wesołowski, ruch sceniczny Maria Bijak, światła i wideo Robert Mleczko, Studio teatrgaleria, Malarnia, premiera 28 listopada 2025.






