Tadej Karabowicz
Niegdysiejsze śniegi
W niedzielę 20 lipca 2025 roku zmarła we Wrocławiu poetka Urszula Kozioł, urodzona 20 czerwca 1931 roku w Rakówce na Lubelszczyźnie, zaliczana do pokolenia „Współczesności”. Jak podaje Wikpedia poetka debiutowała w 1953 roku na łamach dodatku do „Gazety Robotniczej” pt. „Sprawy i ludzie”. Od 1954 do 1972 pracowała jako nauczycielka, początkowo w Bystrzycy Kłodzkiej, a następnie we Wrocławiu. W latach 1956–1958 była kierownikiem działu literackiego pisma „Poglądy”. Od 1958 publikowała w miesięczniku „Odra” (m.in. cykl felietonów pt. „Z poczekalni”), a także w pismach: „Współczesność” (1959–1964), „Tygodnik Kulturalny” (1963–1965) i „Poezja” (1967–1972). Jej mężem był Feliks Przybylak (1933–2010), germanista, tłumacz literatury niemieckojęzycznej i poeta. Na zdjęciach z pogrzebu poetki widniało rzeczywiście dwuczłonowe nazwisko "Urszula Kozioł-Przybylak", którego w publikacjach literackich nigdy nie używała.
Urszula Kozioł była autorką wielu tomów poetyckich, powieści, opowiadań i utworów dramatycznych. Wywarła swoją twórczością znaczny wpływ na rozwój polskiej poezji współczesnej, wielokrotnie nagradzana oraz obecna przez całe dekady w podręcznikach szkolnych.
Nagroda Nike za tom wierszy "Raptularz" (Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2023) wywołała duże emocje intelektualne i czytelnicze. Wyróżniono bowiem dzieło ważne i na wskroś poetyckie. Dlatego książka szybko okazała się niedostępna, co było swoistym fenomenem w dzisiejszych czasach, gdy poezja stała się muzą dla wybranych. Na mnie największe wrażenie zrobiła sama okładka, wykonana w intensywnych barwach niebieskości. Przypominała Wszechświat widziany oczyma bezbronnej starej poetki, jako błękitna przestrzeń – którą za chwilę pochłonie kruchość życia i zamieni go w nicość. Wyobraziłem sobie wówczas, jak po przestworzu Wszechświata, wypełnionym niebieskościami, dusza odrywa się od ciała i ulata. W takim kontekście widziałem nie tylko duszę poetki, ale duszę każdego człowieka, któremu dane jest wypełnić pieczęcie życia od urodzenia do śmierci. Dobrze wiemy, że po śmierci, nasz udział w życiu przestaje istnieć i ustają wszelkie ziemskie powinności człowieka. Tak jest również z poetką Urszulą Kozioł, która pozostawia zamknięty w słowie ciężar swojej poezji, a sama udaje się w nieznaną przestrzeń błękitu.
Będąc w wojsku w 1987 roku we Wrocławiu, odwiedziłem poetkę na przepustce w redakcji miesięcznika "Odra". Jechałem tramwajem przez miasto i w redakcji zaproponowałem poetce moje przekłady wierszy ukraińskiego poety Wołodymyra Zatuływitra ze "Szkoły Kijowskiej", będącego na indeksie cenzury. Poetka przyjęła do druku tłumaczenia, zainteresowana ich głęboką treścią. Spotkanie z nią wypełniły rozmowy o Lubelszczyźnie, miejscu jej dzieciństwa i młodości oraz o twórczości ukraińskiego poety Petra Macha, urodzonego 25 maja 1934 roku w Korchowie, miejscowości niedaleko jej rodzinnej Rakówki na ziemi biłgorajskiej. Był on autorem wierszy o nazwie "Pastele", które swoją treścią nawiązywały do miejsca jego urodzenia. Urszula Kozioł wyznała, jej kościół parafialny znajdywał się w dawnej cerkwi prawosławnej w Księżpolu. Będąc na przepustce w mundurze wojskowym, spędziłem w redakcji "Odry" kilka godzin. Urszula Kozioł wyraźnie miała czas by ze mną rozmawiać o poezji oraz zaproponowała wodę, którą piliśmy z kieliszków na wysokich nóżkach, przeznaczonych do czerwonego wytrawnego wina.
Tłumaczenia wierszy poety Wołodymyra Zatuływitra ukazały się niebawem i byłem wówczas autorem jedynej publikacji w miesięczniku "Odra". Po przysiędze wyjechałem z Wrocławia do jednostki wojskowej w Sulęcinie na ziemi lubuskiej, a następnie po odbyciu służby wojskowej do Lublina i nigdy już nie zabiegałem o jakiekolwiek publikacje w "Odrze". Ale od tamtego pamiętnego dnia, działalność redaktorska Urszuli Kozioł była mi bliska oraz czytałem jej wiersze w kolejno wydawanych przez nią tomach poetyckich.
Po śmierci poetki powróciły do mnie jej kluczowe utwory, którymi chciałbym podzielić się. Pierwszy z nich to utwór "Inwokacja", posiadający cechy hymnu wobec małej ojczyzny. Zacytuję go w całości, by ukazać miąższ gęstego słowa, jakim Kozioł umiała posługiwać się, mieszkając z dala od Lubelszczyzny. Faktycznie autorka nie była przez literaturoznawstwo polskie kojarzona z Lubelszczyzną, a raczej określano ją, jako poetkę wrocławską:
Biłgoraju
pajdo kraju
leśna ziemio stokorodna
wąska Tanwio
w śniętym Sanie
sanno
płozo
kośna łąko
iły muły
piachy
lessy
miedzo
łubin
bosa groblo
sito sosny rozstrzelanej
bezimiennych imion pełne
stójcie przy mnie
bądźcie we mnie
nie odprawdzie mnie w świat samej
na błądzenie nadaremne
w borykanie pylne rdzawe
moje lite krajobrazy
moje chude talizmany
Ten mityczny utwór poprzez dwa świetne wersy: "wąska Tanwio / w śniętym Sanie", wielokrotnie odwoływałem do twórczości innej wrocławskiej poetki, urodzonej w Bełczącu na Lubelszczyźnie – Marianny Bocian (1942-2003), która także przez krytykę literacką nie jest kojarzona z Lubelszczyzną. Obie poetki mieszkające we Wrocławiu, a urodzone na przeciwległych krańcach Lubelszczyzny nie darzyły się zbytnio przyjaźnią. Wiem to od samej poetki Marianny Bocian, z którą utrzymywałem wieloletni kontakt epistolarny oraz odwiedzałem ją podczas jej przyjazdów do Bełcząca.
Inny utwór Urszuli Kozioł, który zapadł głęboko w serce, to był jej wiersz "Niegdysiejsze śniegi". Już samo słowo "niegdysiejsze" – tak często używane na Lubelszczyźnie, dawało utworowi kontekst wieloznaczności filozoficznej. Zresztą w tym utworze poetki tak dużo się dzieje, że mógłby on być otwartą księgą emocji. W Internecie przymiotnik "niegdysiejszy", który oznacza dawny, miniony, nieaktualny, zdezaktualizowany, ktoś określił, że "można go używać do określenia czegoś, co było, lub co jest przestarzałe i nie pasuje do współczesności". Więc poezja Urszuli Kozioł jakby zaprzecza, że słowa w języku poezji są nieaktualne, bo poetka wprowadzała je znowu do języka i zadomowiła we wspłóczesnej poezji:
Biały głos zmarłej siostry
wybiegł ku mnie na przełaj
przez niegdysiejsze śniegi
czarny gawron w szarej kamizelce
buszował w siarczystych zaspach
żeby się napić białego śniegu
wtem siostra stanęła mi przed oczami
w niegdysiejszych śniegach
moment – gdy była małą dziewczynką
odbiera lejce woźnicy
i pakując sanie z zaprzęgiem
w wypiętrzone śniegi
śpiewa białym głosem
dziewczyńskie przyśpiewki
podsłuchane w wieśniaczych chatach.
Biały śpiew zmarłej siostry
buduje z białego białe
pomosty
między tym i tamtym światem.
Pierwsze trzy wersy utworu "Niegdysiejsze śniegi" są jak filozoficzne przesłanie dla nowych pokoleń poetów i przyszłych włodarzy słowa. Jaśnieją natchnioną mową wiązaną, filozoficznym pięknem i są otulone wymowną mimiką autentyczności: "Biały głos zmarłej siostry / wybiegł ku mnie na przełaj / przez niegdysiejsze śniegi". Tak może powiedzieć tylko natchniona poetka, która przez wiele lat budowała swoją poetycką samotnię. Dlatego niech mi będzie wolno przytoczyć jeszcze jeden utwór Urszuli Kozioł o znamiennym tytule "Bez zasięgu", który w proroczy sposób podsumowuje, coś co się kończy:
Przestałam podobać się sobie
i słowom
uciekają ode mnie
chciałabym już
nie być
prawdę mówiąc
tutaj już nie ma mnie
rozłączyłam się ze sobą
odeszłam od siebie
ale nie wiem, dokąd
ziemia uciekła mi spod nóg
nie mam komu powiedzieć
co mi się stało
i że dzieje się coś
co nie miało się dziać
świat troi mi się w oczach
ucieka ode mnie
nie mam gdzie zostać
podziewam się spadając
w NIC
rozglądam się pamiętając
że chyba
zaczynam już na dobre
zanikać
wychodzę z domu, żeby ktoś mnie zobaczył
ale
oblegają mnie omamy wrzaskliwą ciżbą
podtykają mi pod nos mikrofon
całkiem niepotrzebnie
całkiem niepotrzebnie
z tego miejsca nie ma zasięgu.
Utwór ten posiadający osobiste przesłanie pożegnania, posiada jednocześnie uniwersalny paradygmat, że świat w którym żyjemy, chociaż się nie kończy, nie jest nam dany na zawsze. Dlatego poetka mówiła: "ziemia uciekła mi spod nóg / nie mam komu powiedzieć / co mi się stało / i że dzieje się coś / co nie miało się dziać / świat troi mi się / w oczach / ucieka ode mnie / nie mam gdzie zostać". Ta forma wypowiedzi była jednocześnie formą głębokiego wyznania osobistego. Bolesny sens tego wyznania na pograniczu żalu, zamyka antropologia patrzenia na siebie, gdzie jak mówi poetka "z tego miejsca nie ma zasięgu". Dlatego warto przytoczyć słowa poety i krytyka literackiego Piotra Matywieckiego dotyczące poezji: „Poezja nie jest dziwaczna, jest oczywista. Zadziwia oczywistością na miarę całości świata, nie chce świata przewyższać, ani przed światem się nie poniża. Oddaje światu świat niezubożony i nieubóstwiony”.
Lublin, lipiec – sierpień 2025






