Strona główna Rok 2025 Nr 592 Agnieszka Czachor – Analfabetyzm kulturalny

Agnieszka Czachor – Analfabetyzm kulturalny

0
154

Agnieszka Czachor

Analfabetyzm kulturalny

Każdy kto, pozbawia dzieci czytania i obcowania z dramatyzmem świata bajek, skazuje je na wcześniejszy lub późniejszy (okres młodzieńczy) analfabetyzm kulturalny, twierdzi Grzegorz Leszczyński. Jednak nie chodzi tylko o obcowanie z bajkami i baśniami jakimikolwiek, chodzi o baśnie te stare. Bez współczesnych zmian, bez wygładzenia i ugłaskania. Bez opowiadania bzdur o tym jak to wilk po wcześniejszym zjedzeniu babci, później tańczy ochoczo z myśliwym i Czerwonym Kapturkiem, ale wcześniej staje się jaroszem. Te przeinaczone, wyprane z emocji, oczyszczone z przemocy opowieści, dzieci nudzą i przede wszystkim niczego ich nie uczą o prawdziwym świecie. Za to wmawiają im, że świat jest idealny. Dobry, ciepły, a kiedy ktoś zapędzi się na legowisko niedźwiedzia, to ten zaprosi gościa na herbatę i rzecz jasna przemówi do niego ludzkim głosem.

Efektem tego typu bajek (przeinaczonych i ugłaskanych) jest już jedno pokolenie, które nie ma pojęcia o tym, że w lesie żyją zwierzęta dzikie, a dzikie zwierzę nie jest w stanie zrozumieć człowieka za to doskonale czuje jego zapach, a mając instynkt samozachowawczy (w przeciwieństwie do ludzi) przyparte do muru – choć nie zawsze – zaatakuje. Rzecz jasna na ten hura optymizm i brak krytycyzmu wobec rzeczywistości miało wpływ również wiele innych czynników, jednak teraz skoncentruję się na bajkach.

„Nie sprzyja rozwojowi fascynacji czytelniczych dzieci sytuacja całkowitego bezprawia na rynku wydawniczym. Umożliwia ona przerabianie oryginalnych tekstów baśniowych bez konieczności uzyskiwania zgody właściciela praw autorskich, jeżeli od śmierci twórcy minęło 70 lat. W ten sposób mnożą się na rynku książki, w których teksty oryginalne zmienia się zarówno pod względem przebiegu wątku fabularnego, jak i wymowy całości, relacji między dobrem a złem, niszcząc przestrzeń artystyczną.” Pisze autor Magicznej biblioteki.

Miałam luksus wychowywania się na baśniach klasycznych. Innych wtedy nie było. Oczywiście, że nieraz podczas czytania odczuwałam strach, że martwiłam się o bohaterów, że się angażowałam i przeżywałam ich los. Jednak nie sądzę, aby te baśnie zrobiły mi coś złego. Wręcz przeciwnie. One opowiadały w sposób metaforyczny i ta metafora chroniła przedszkolaka, bo on rozumiał, że to nie naprawdę, ale na wszelki wypadek. Nie naprawdę się dzieje, ale warto tę baśń poznać, tak na wszelki wypadek. Przedszkolak pewnie aż takich dalekosiężnych wniosków nie wyciągał, ale baśnie opowiadały o tym, przed czym przestrzegali przedszkolaka dziadkowie i rodzice.

Jednak współczesność – odejdę na chwilę od baśni – nie tylko zniekształca klasyczne teksty w imię chronienia maluchów przed agresją w bajkach choćby braci Grimm, ale wręcz eliminuje istotne lektury dla młodzieży. Takie choćby jak: My dzieci z dworca ZOO czy Pamiętnik narkomanki. Dzieci z dworca przeczytałam na początku liceum i byłam wstrząśnięta. Jednak być może dzięki tej książce nigdy, ale to nigdy nie pomyślałam o narkotykach, a otaczający mnie ludzie byli bardzo różni. Niektórzy brali i dostęp do narkotyków, jakby ktoś chciał był. Jednak do dzisiaj ta używka dla mnie nie istnieje, mój umysł traktuje ją jako nieistniejącą. Żadnej ciekawości. Być może to cecha charakteru, a być może efekt przeczytania tamtej książki. Tak, to jest drastyczna książka, ale w jaki sposób opowiedzieć o walce jaką człowiek prowadzi z samym sobą, jaką prowadzi z nałogiem, od którego chce się uwolnić, ale jest to dla niego szalenie trudne? Nie da się łagodnie i cukierkowo. Bo są takie sprawy, o których się nie da opowiadać miłymi słowami.

A propos „ugłaskiwania” bajek, bo za drastyczne. A jeśli dziesięciolatkowi umrze jedno z rodziców, to co należy zrobić w ramach tej polityki ugłaskiwania okrucieństwa? Nie powiedzieć mu o tym? Skłamać, że rodzic wyjechał, porzucił? Nie zabrać go na pogrzeb? Wykluczyć z całej ceremonii i wszystkich do niej przygotowań? Czy takie zachowanie nie wydaje się nieludzkie? Powtórzę nieludzkie, ale chroniące to dziecko przed okrucieństwem losu? Przecież to jest dopiero wstrząsające zachowanie. Z dziećmi trzeba rozmawiać o śmierci, bo ona jest częścią naszego życia. Nie można, a kto tak robi, to zachowuje się niezdrowo. Nie można unikać tego tematu, tym bardziej, jeśli śmierć pojawi się w rodzinie. Kiedy nagle zmarła moja mama, córka była jeszcze mała (6 lat) nie potrafiła tego zrozumieć. To powiedziałam najprościej: Pan Bóg ją zabrał do siebie. Na co ona: dlaczego to zrobił, skoro babcia jest bardziej potrzebna nam niż Jemu? I nie wiedziałam, co mam jej odpowiedzieć. Dzieci były do babci bardzo przywiązane.

W klasycznych baśniach bardzo często mamy do czynienia z niesprawiedliwością, ze stratą, z udręką głównego bohatera, ale równocześnie z jego powstawaniem z kolan, z budowaniem przez niego swojej wewnętrznej siły. To nazywamy szczęśliwym zakończeniem, ale nie chodzi o zakończenie jakie proponuje nam Hollywood, że gołąbki fruwają i pada złoty deszcz na głowy szczęśliwych. Nie. W klasycznej baśni chodziło o co innego, bo jeszcze ja pamiętam bajkę o Kopciuszku, który biegał na grób matki i tam się żalił. Była wtedy zima, a on na boso po śniegu. A nad tym grobem rósł krzew, a na tym krzewie gołębie lubiły przesiadywać. Później już o tym nie ma mowy, a jeszcze później jest ekranizacja: Cinderella, już nawet tytuł nie jest tłumaczony na polski. Wpisuję ten film, bo on jest wyjątkowo cukierkowy. Kopciuszek, na którym ja się wychowywałam, był wstrząsający, bo poważnie opowiadał o losach sieroty. O tym, że kiedy dziecku zabrakło matki, mogło umrzeć z głodu na ulicy. I to jest oczywiście przerażające, ale do dziewczyny, mimo jej strasznego losu, uśmiecha się szczęście. O czym taka baśń mówi – sięga rzecz jasna do narzędzi nadprzyrodzonych, fantastycznych – żeby nie pogrzebać nadziei, aby się nie poddawać nawet, kiedy jest boleśnie ciężko. To jest przesłanie tej opowieści a nie błyszczący złotem książę uganiający się konno za amazonką (film).

I ja tak tę bajkę pamiętam. Najpierw przerażenie, bo śmierć matki. Potem współczucie połączone z przerażeniem. Te gołe stopy i śnieg, zimno i modlitwa nad grobem, bo już nie miała do kogo płakać. No i gołębie, które słuchały jej skargi. A to co się później dzieje, że dynia, że powóz, że suknia i bal, to już było drugorzędne choć istotne, ale inaczej niż współcześnie. Kiedy baśń opowiadała nam o prawdziwym nieszczęściu dziewczyny, to cieszyliśmy się tą iskierką świata nadprzyrodzonego, który nagle w jej życiu zaistniał. Tylko pamiętajmy, że to nie był stały element jej świata. To był błysk, chwilka. A czy tak nie bywa w życiu? Wielu z nas przeżywa podobne chwilki, a nikt nie pomyśli o księciu na białym rumaku. Nie wspominając już o tych głupich dziewuchach, przyrodnich siostrach, które odcinały sobie jedna piętę, druga palce, żeby tylko pantofelek wszedł im na stopę. Tego również już we współczesnej opowieści o Kopciuszku nie ma. A szkoda, bo o czym nam mówiły zachowania jej przyrodnich sióstr?

Istnieją na świecie ludzie, którzy posuną się do najokropniejszego oszustwa, aby tylko uzyskać swój cel i „wyałtować” nas. Osoby bez wyrzutów sumienia. Usunięto te elementy opowieści, bo za drastyczne. Dopóki te elementy były częścią baśni, były bezpieczne, bo nie działy się w rzeczywistości, ale uczyły ostrożności. Uczulały maluchy na to, że mimo błękitnego nieba, nagle może nadejść burza. A one na tę burzę powinny być gotowe.

Współczesny Kopciuszek to romansidło niemalże wodewil.

Opowieść koncentruje się tylko na romansie. Tak jak gdyby nic więcej wcześniej ani dookoła się nie stało. Kundera – wiem, że bez sensu może się wydawać, że wspominam to nazwisko w otoczeniu baśni, ale proszę o cierpliwość – zdenerwował się, kiedy zobaczył film stworzony bez konsultacji z nim na podstawie jego powieści Nieznośna lekkość bytu, bo tworząc ten film oparto się jedynie na erotyce i romansie. Znam tę powieść i też bym się zirytowała, bo ona jest o czymś innym. A ta erotyka i romans wyrażają zupełnie, co innego niż na pierwszy rzut oka się wydaje. On był (erotyzm) tylko rekwizytem do przedstawienia istotniejszych spraw związanych z człowiekiem, jego lękami, rezygnacją, zaszczuciem.

Może współcześnie denerwować a nawet powinno to spłycanie tematu, które obserwujemy ostatnimi czasy. Obcina się wszystkie trudniejsze, dramatyczniejsze wątki i koncentruje się tylko na jednym…co nie jest miłością, ale podobno się „klika”. Jednak nie za dobrze to o nas świadczy.

Baśń nie jest pierwszym słowem, które zagarnia przestrzeń literacką w wyobraźni dziecka. Pierwszeństwo należy się piosence i kołysance. A przekaźnikiem jest matka, która niemowlakowi śpiewa i recytuje wierszyki. Czas na baśń przychodzi później, jednak ten czas odgrywa ogromną rolę w przygotowaniu umysłu dziecka do roli czytelnika, który ma gust literacki i potrafi świadomie wybierać literaturę wartościową. To wtedy kształtuje się wyobraźnia dziecka. A wyobraźnia to bardzo ważna przestrzeń w umyśle każdego człowieka. Przecież to zdolność do tworzenia w myślach obrazów i scenariuszy, i nie dotyczy jedynie twórców. To umiejętność tworzenia planów i przewidywania konsekwencji naszych decyzji nim te decyzje podejmiemy. Jest kluczowa do rozumienia świata oraz do dostosowywania się do warunków panujących w środowisku, ale także do zachodzących w nim zmian.

Zdaniem Ryszarda Handkego „umiejętność rozpoznawania swoistych cech i wartości dzieła literackiego” powstaje dzięki obcowaniu z baśnią. W późniejszym okresie życia już jako dojrzali czytelnicy niemalże automatycznie porównujemy czytane książki do dziecięcych doznań związanych z baśnią, również do jej budowy, napięcia i poszczególnych warstw literackich, które autor w niej umieścił. Jest to swoistego rodzaju matryca, na podstawie której konfrontujemy swoje współczesne doświadczenie czytelnicze z tym dziecięcym, pierwotnym. Baśń bowiem konsekwentnie prowadzi bohatera przez świat wartości. Wielokrotnie bohater jest odrzucony, napiętnowany, samotny i zrozpaczony w konsekwencji czego porzuca rozpadają się chatę, która była miejscem niepokoju i niesprawiedliwości lub głodu, i rusza w świat. Baśń jest odnawiającą się w różnych konwencjach przypowieścią, w której walczy dobro ze złem, tyle tylko, że w baśni klasycznej zło było jaskrawsze, łatwiejsze do wykrycia. W opowieści współczesnej dobra wróżka i zła wyglądają identycznie, dlatego bohater może się łatwo pomylić, tak jak każdy człowiek w życiu, potrafi popełnić błąd, bo nie zdołał odróżnić zła od dobra. Zło tak wspaniale potrafi się kamuflować i udawać dobro, że potrzeba nie lada głowy, aby się nie pomylić. Baśń nie pogłębia wiedzy o świecie, a poszerza ją o człowieku. Bohaterzy przeróżnych baśni za każdym razem zostają postawieni przed wyborem moralnym i często mają tylko jedną szansę. Jeśli podejmą złą decyzję wszystko przepada a oni mogą zginąć.

Grzegorz Leszczyński przytacza fragment Snów Marii Dunin Karola Irzykowskiego. Autor opisał w swojej książce Bractwo Wielkiego Dzwonu, którego członkowie poszukiwali tegoż dzwonu i kierowali się trzema zasadami:

„1. Masz szukać Dzwonu. 2. Nie wierzyć w jego istnienie. 3. Cofać się w ostatniej chwili przed możliwością odszukania go i zatykać szpary, którymi by się mogły przedostać powiewy z tamtej strony.”

Warto zauważyć, że są to zasady bardzo bliskie baśniowemu procesowi inicjacji, który towarzyszy człowiekowi w całym jego życiu. Szukać, ale nie stracić na jego punkcie głowy, nie popaść w fanatyzm. Szukać, ale tak aby nie znaleźć. Bo ten Dzwon nie jest do odnalezienia, nie jest też do tego aby w niego wierzyć, nie pełni roli bóstwa. On jest do porządkowania życia. Podobnie jest z baśnią, konkluduje Leszczyński. Czytelnik ma jej szukać i ma w nią nie wierzyć. Baśń ma za zadanie nadawanie kierunku ciągłym ludzkim poszukiwaniom prawdy, piękna i dobra.

„Gdy Sindbad Żeglarz po latach tułaczek zakłada wreszcie dom i żeni się, umierają wszystkie baśniowe, senne kochanki, niezwykłe i tajemnicze. Życie traci swój smak. Żona Sindbada, podobnie jak matka Aladyna, nie zna baśni. Świat szarzeje. Postawa być przekształca się w postawę mieć.” [Książki zbójeckie s. 28]

Życie człowieka myślącego jest stworzone z ciągłej zadumy i ciągłego poszukiwania odpowiedzi na pytania, które w nim kołaczą. Dlatego mówimy, że życie jest podróżą. Jako nastolatka miałam jedno pragnienie. Marzyłam aby spotkać człowieka, który odpowie na wszystkie moje pytania – pytania głównie egzystencjalne. Kiedy podrosłam i dojrzałam, będąc już na studiach, uderzyłam się w czoło i powiedziałam sama do siebie, przecież na te pytania mogę odpowiedzieć tylko ja sama. Poszczególni mądrzy ludzie spotykani w ciągu życia są jedynie baśniowymi wspierającymi bohatera i wskazującymi mu kierunek, ale co jest za zakrętem bohater musi odkryć sam. Nikt za niego nie wejdzie na Szklaną Górę ani nikt za niego nie przechytrzy ogromnego psa z oczami jak spodki z Krzesiwa Andersena.

Dzisiaj wielu śmieje się z tego staroświeckiego początku, czasem nawet go trywializuje: dawno, dawno temu…Być może wielu ten początek denerwuje, mnie zachwyca. Momentalnie, mimo że jestem już dojrzałą osobą uruchamia się we mnie coś, co sprawia, że wchodzę w świat baśni. Świat niejednoznaczny, ale świat wspaniały. Te słowa przenoszą mnie w zupełnie inny świat niż ten, w którym żyję. Być może w moim świecie dzieją się trudne sprawy, być może jest strasznie, dlatego te słowa to jak winda w kosmos. Jak peron, którego nie ma u Harrego Pottera, ale jednak jest tylko trzeba wbiec w mur czy ścianę. Ale tę odpowiednią, nie pierwszą z brzgu.

„ Opowieści są światłem. A światło jest niezwykle cenne w świecie tak mrocznym jak ten. Zacznij od początku. Opowiedz mi bajkę. Wnieś tu trochę światła. (…) Opowiadaj myszko, opowiadaj. Całą bajkę do końca. (…) Nie żyjemy dla cierpienia. Żyjemy dla światła. (…) Sens życia to światło.” [Opowieść o Despero, Kate DiCamillo]

Wróćmy jeszcze do Kopciuszka, ale w towarzystwie Jasia i Małgosi. Co powinno się nam rzucić w oczy? Na co należało by zwrócić uwagę czytając te baśnie? Na to, że ojciec jest bezwolny, robi co mu nakazuje macocha. Kobieta nowa w domu. On nie wyraża swojego zdania i nie staje w obronie swoich dzieci z wcześniejszego związku.

Nie rozumiałam tego jako dziecko. Kiedy pytałam dorosłych to machali ręką, to tylko bajka. Ze swojego dzieciństwa pamiętam silne kobiety, ale i silnych mężczyzn, dlatego wtedy nie rozumiałam, jak ojciec mógł tak się poddać nowej kobiecie, tak bardzo się jej poddać, że pozwolił na poniewierkę swoich dzieci. To było dla mnie nie do pojęcia. Do dzisiaj jest. Leszczyński dopatruje się źródeł powstania postaci Dulskiego właśnie w tych baśniowych bohaterach. Bo czyż Dulski nie był właśnie taki? Dokładnie taki jak ci baśniowi ojcowie?

Dom jest terenem, na którym czujemy się bezpiecznie, ale kiedy ten dom zaczyna się rozsypywać, to musimy z niego uciekać. Ucieka Śnieżka, ucieka Ośla Skórka. Kopciuszek nie musi, bo otrzymuje na cmentarzu pomoc od zmarłej matki. Ale to jest napisane tylko w tej najstarszej wersji. Za to zgubiony pantofelek figuruje we wszystkich wersjach. Zdaniem Freuda kobiecy pantofelek symbolizuje erogenną sferę, a zakładanie go na stopę kobiecą przez mężczyznę to intymne spotkanie tych dwojga. Nawet jeśli nie pobiegniemy wyobraźnią za daleko, to jednak jest to, ten sam gest, zakładania komuś buta (mam na myśli zdrową osobę) naprawdę taki nazbyt bliski. Dlatego odtrącanie dawnych baśni, zuboża młodzież o te symbole, które w tych baśniach tkwią. Młodzież za chwilę nie będzie rozumiała co oznacza Ośla Skórka i nawet jeśli ktoś nieopatrznie użyje metafory w tym kierunku to stworzy tekst niszowy, bo tylko nieliczni go zrozumieją.

Leszczyński sporo pisze o motywie domu w baśniach, ale tak w skrócie. Dom jest dobry albo zły. W baśniach zazwyczaj jest zły i najczęściej bohater z niego ucieka.

Baśń, według mnie, była i jest, metaforą zdarzeń rzeczywistych, które dotykały człowieka. Dlatego ona nie mówi wprost, ale też nie kluczy. Opowiada o tym, co każdego interesuje, bo to, co interesuje to najczęściej każdego boli. Baśń wędruje swoim korytarzem jak Nieśmiertelny, bez względu na to co się dzieje dookoła.

Tyle tylko, że o prawdziwej baśni już niewiele się mówi. Bo współczesna opowieść o skarpetkach jest dla mnie zjawiskiem na, które reaguję stwierdzeniem z reklamy margaryny Ramy „a łyżka na to niemożliwe”.

W baśniach nikt się nie bawi w psychologów. Nie ma w nich miejsca na dociekania przyczyn ludzkich postaw. Nie ma w nich miejsca na poszukiwanie źródeł zła. Bohater przyjmuje to co jest, sytuację taką jaka zaistniała. Ludzkie zachowanie takie jakie miało miejsce bez zastanawiania się, dlaczego takie? Obciąłeś mi język to nie będę z tobą gadał!

Według mnie największą wartością klasycznej baśni jest to, że ona nie oszukuje dziecka, nie wmawia mu, że życie nie wymaga ofiar i że jest pasmem przyjemności. Czasem „radosnego duchowego lenistwa”. Nie udaje, że nie ma niebezpieczeństw.

Dziecko i młody człowiek powinni mieć świadomość, że za drzwiami może czaić się coś złego. Na przykład wąż. Dlatego nie powinno się śmiało wyskakiwać z domu, bo świeci słońce, ale, ale w mieście nie ma węży. To można, tym bardziej, że reklamy to pokazują. Na wsi węże są, nie wszędzie jadowite. Nasze psy ostatnio zagryzły takowego. Zwierzaki mają sporo miejsca do biegania i pilnowania, ale to maluchy w sensie, że małe pieski. Bardzo wierne.

Nie chodzi mi o to, żeby w człowieku lęk tworzyć, ale o to, żeby miał świadomość, że może się tak zdarzyć, że kawy w przydrożnym „cepenie” nie będzie, gorzej, paliwa nie będzie. Według mnie bajki uczą tego, że w minucie może się zmienić wszystko. Nie metaforycznie wszystko. Dosłownie wszystko i co wtedy? Co robi bohater baśni? Bierze tobołek i idzie w świat. A w tym świecie różne rzeczy go spotykają.

Sztandarową opowieścią o odmieńcu jest Brzydkie kaczątko. Klasyczna baśń o bohaterze, który nie mieści się w „normie gatunkowej” stada czy gromady. Jest to opowieść o korzeniach ludowych. Opowieść, w której często opowiadano o podrzutku czy „oryginale”, odstającym od grupy nie tylko wyglądem, ale i sposobem myślenia. Akurat skojarzyli mi się teraz Chłopi, Jagna i Antek. Jagna była takim niebieskim ptakiem, którego nikt nie rozumiał. Za to Antek…co robi Antek, kiedy w karczmie zapada decyzja o wygnaniu Jagny ze wsi? „W gromadzie żyję, z gromadą trzymam”, mówi. Wtapia się w tłum, staje się niewidzialny równocześnie odstępując Jagnę. Pozostawiając ją samą i pozwalając, aby wszystkie konsekwencje ich romansu spadły tylko na nią. On „umywa ręce”. Uważa, że jeśli się odwróci plecami do swojej kochanki i na nowo wskoczy w tryby rządzące wiejską społecznością, to jego występek zostanie mu wybaczony, bo „umywając ręce” daje wolną rękę społeczeństwu i obietnicę, że nie sprzeciwi się mu.

Brzydkie kaczątko jest typem indywidualisty, kogoś nietypowego, ale przez swoją nietuzinkowość w początkowym etapie życia, jest odrzucany. I teraz tak: z wyglądem nic nie zrobi, ale mogłoby przyjąć światopogląd stada i zdradzić siebie samego, tak jak to robi Antek. Albo może pozostać sobą, funkcjonować na własnych zasadach, będąc równocześnie przez innych „dziobanym” i wyśmiewanym aż do momentu, kiedy przerodzi się w łabędzia. Tyle tylko, że kaczątko nie wie, że jest łabędziem i że kiedy dorośnie to stanie się królem ptaków. Ale na pewno te przykrości, które towarzyszą mu podczas dorastania zahartują jego wolę i charakter. Myślę, że wielu z nas podczas dorastania czuło się jak brzydkie kaczątko i miało wrażenie, że niemalże na każdym kroku pewne środowiska społeczne chcą nas przyciąć tak, abyśmy pasowali do ogólnych ramek. I dochodzimy w tym momencie do omawiania w szkole baśni Brzydkie kaczątko. Zdaje się, że to prosta interpretacja, tyle tylko, że czasem infantylizm dorosłych może polecieć za daleko. Dlatego pewnego dnia dostaję telefon od nauczyciela, że moje dziecko nie napisało listu, który był na zadanie domowe. Pytam się zatem córki, dlaczego nie napisałaś. Przecież umiesz, bo rozmawiałyśmy o tym. Ona prycha i mówi: do kaczki miałam pisać? Otóż to. Do kaczki miała pisać? To mówię: napisz do mnie i zanieś pani.

Kaczki nie mówią, nie piszą i nie czytają nawet jeśli są bohaterami baśni i dzieci doskonale to rozumieją. Doskonale również rozumieją metaforę w baśniach zawartą. To niektórzy dorośli, zdaje się, mają z tym rozumieniem problem.

Baśń o kaczątku jest o tyle charakterystyczna, że odmieniec jest głównym bohaterem. Jest w centralnym punkcie całej opowieści. Mimo, że zaszczuty przez środowisko, pozostaje w centrum tekstu.

Jednak skoro jesteśmy przy temacie odmieńca, to czy matka Janka Muzykanta nie nazywała go właśnie w ten sposób? Niby kochała, ale biła bez opamiętania, tak jakby wierzyła, że jest w stanie „wybić” z niego tę odmienność. Za to matka Antka z noweli Antek, była zupełnie inna. Mimo, że syn głównie bawił się patykami i z nich tworzył zabawki, nie pomagając kobiecie zupełnie, to w końcu wyprawiła go w świat. Czy został artystą? Trudno powiedzieć. Też był uznawany za odmieńca, ale było to dość łagodne. Zwyczajnie nie był matce w niczym pomocny, i w pewnym sensie miał w nosie to skąd matka ma wziąć jedzenie dla rodziny. Nie czuł się za tę rodzinę w żaden sposób odpowiedzialny, nie przyszło mu też do głowy, że powinien jako mężczyzna powoli zastępować nieżyjącego ojca.

W baśniach znajdziemy cały przekrój przeróżnych symptomów chorobowych, na które cierpi bohater baśniowy. Choćby ADHD. Cierpi na nie Kajtuś Czarodziej, chłopiec, który ma ze sobą ciągłe problemy. Chce być grzeczny, ale nie daje rady nad sobą zapanować. Do tej samej kategorii bohaterów należy Pippi z powieści Astrid Lindgren. Tego typu bohaterzy byli mi zawsze bardzo bliscy, bo doskonale rozumiałam co przeżywali. Wystarczy wspomnieć, że w pierwszej klasie podstawówki miałam zachowanie nieodpowiednie, bo nie potrafiłam usiedzieć na miejscu. Ci bohaterzy również wpisują się w określenie odmieńca.

Jednak najważniejszym pożytkiem płynącym z czytania baśni jest to, że uczymy się akceptować inność oraz siebie samego. A to w rozwoju przedszkolaka jak i młodego człowieka odgrywa zasadniczą rolę.

W baśniach zawarte są symbole, których używamy w rozmowach, w swoich opowieściach, symbole, które sprawiają, że możemy zastosować skróty myślowe i większość z nas je zrozumie. Dzisiaj, jeszcze zrozumie, ale jest to umiejętność umierająca. Coraz więcej osób młodych wybiera obrazek zamiast tekstu. Porzuca lektury, bo są zbyt wymagające. Chociaż teraz w planach jest praktycznie wyrzucenie większości tekstów archaicznych, co również prowadzi do analfabetyzmu kulturalnego. O ile większość tekstów dawnych znana była każdemu pokoleniu i jeśli ktoś rzucił „ociec prać” to każdy błyskawicznie wiedział skąd ten cytat pochodzi. Tak z biegiem czasu, jeśli te lektury nie będą czytane, to nie będzie już swoistego połączenia między pokoleniami. Połączenia choćby takiego na kanwie literatury. Cały czas obstaję przy konieczności czytania owych tekstów, bo szkoła to jedyne miejsce, w którym młodzież może się z nimi spotkać. Nie wierzę, że po skończeniu szkoły ktokolwiek sięgnie sama z siebie po Mickiewicza, Sienkiewicza czy Konopnicką albo Orzeszkową. A na razie łączy pokolenia nawet wspólne narzekanie na te teksty, że w Nad Niemnem te liście tak leciały i leciały przez 10 stron potrafiły! Mówią niektórzy, tak są dłużyzny. W Lalce również są, a pamiętnik Rzeckiego? To ci dopiero próba cierpliwości dla czytelnika, ale większość z nas tę próbę podejmowała i teraz nawet po latach możemy narzekać albo chwalić, ale każdy wie, o czym mowa.


        
Poprzedni artykułDariusz Pawlicki – Ciała & chmury
Następny artykułJerzy Fryckowski – Wiersze Tygodnia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko