Stanisław Nyczaj – TU ZAWSZE JAK NIGDZIE

0
686

                           Wyzwolicielom uciemiężonych zwierząt

Jako ostatni zwiedzający
wchodzi do zoo Wieczór.
Kłania się oczekującym jego nadejścia
od bezmiaru upalnego popołudnia
(w którym woda usychała z pragnienia)
lwom, tygrysom, lampartom, pumom,
stającym przy ocienionych z lekka prętach klatek
do chóru a capella.

W tym moim ulubionym, choć dalekim, ogrodzie
nadaje ton dostojny złotogrzywy lew Reza.
Mocny bas jego królewskiego ryku,
piękny zawsze jak nigdzie,
porywa do kontrapunktu wszystkie zwierzęta.

I rozbrzmiewa wokół melodyjna fuga,
jakiej nuty mógłby przenieść bezbłędnie
w zapamiętanie tylko ktoś… No właśnie,
jakże śmiem się poważyć!
                                              A jednak próbuję
temu sprostać zamieniony w słuch absolutny.

Pomiędzy pięciolinie wszystkich prętów
rozedrgane polifonią cichnącego chóru
te wolne od nut napowietrzne pola
dopełniam za wybrańców mojego serca
ich oddechem niewypowiedzianej wprost wdzięczności.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko