Strona główna Rok 2025 Nr 598 Ołeksandr Jełysejiw – Wiersze

Ołeksandr Jełysejiw – Wiersze

0
168

Przekład z języka ukraińskiego Tadeusz Karabowicz

ODGŁOSY PAMIĘCI

Prośba

wejdź
do domu, który zdołał
zagnieździć się w tobie.

zapytaj
u drzwi, o czym
w nocy krzyczą.

* * *


tam gdzie słowo
zderzyło się
ze słowem
głos krzewu dzikiej róży
jak i my
szkarłacieje
martwo-
narodzony

* * *

przytulam się policzkiem do kamienia
i słucham o jego dzieciństwie:

kiedy pierwszy raz
spotkałem się ze śmiercią,
to zrozumiałem zdałem,
że tak naprawdę jestem
bladym dmuchawcem.

* * *


piąta rano

na dworcu
stare autobusy
inkubują ideę drogi
jak kury jajka

rozbite jajko – już podróż

Ciągłość

namaluj mi
na mojej twarzy jezioro
i wpuść do niego okonia
wielkości twojej dłoni
tak by stary rybak
z takim samym jeziorem na twarzy
mógł usiąść obok mnie
i spokojnie wypić butelkę piwa
zapominając o wszystkim na świecie

Impas

nie doczekawszy się ręki
skrzypce stworzą
człowieka
a dla niego już przygotowano
krzyż
nad nami
głodny księżyc
pod nami
spragniona ziemia

czerwienieją
jak para ust
w nadziei na pocałunek

Lustro

kiedy szedłem
z trzciną w dłoni
przez twoje rozcięte oko
ponura gwiazda zatonęła w rzece
a księżyc zawodził
zabij


ty tylko lustro
w którym miłość i śmierć
szaleją
jak blady puch na wietrze
głębokie jak pogłos
wyszczerbione lustro

* * *


napiję się wody
ze strumienia
który za twoim uchem
bierze swój początek

pośpiesznie
wytrę usta

szara łódź
moich ust
już odpłynęła w nieznane

* **

wiosna
i garście pełne błota.

tutaj wejdziesz,
gdy cień
pachnącej topoli
nadzieje na siebie
mój dom


i pokryje
pyłkiem moje piersi.

wtedy suchym językiem
liznę po twojej dłoni:

pączek,
odlany ze srebra,
najbardziej wolny
w swojej niemożności
rozkwitnięcia
po tej stronie
ludzkich oczu.

Świta

ona mówi:
boję się,
gdy z ranku słyszę
śpiew ptaków.

dopalam
czwartego papierosa
na pusty żołądek,
jakbym nie słyszał
ni jej
ani ptaków.

* * *


kiedy umarł pies
włożyłam mu do pyska wiśnię
żeby rano
obudził się z drzewem
na drzwiach
jeszcze długo kołysał się
pleciony koszyk – aż zagubił
wszystkie słoneczne zajączki

* * *


ona słyszała jak śpiewa
dojrzały żołędz
rozumiała język migowy dębu
dlatego przysięgła milczeć
o szarym kruku
który każdej nocy
przenosi w dziobie las
ze wschodu na zachód

* * *

rozdeptane gruszki
za dużo wiedzą o sierpniu
powietrze gęste
w powietrzu tańczą kochankowie

jesień nadejdzie tylko wtedy
kiedy jedno z nich się potknie

Naiwność

k
orona drzewa
przypomina
cyferblat
zepsutego zegara

ob
oje przywłaszczyły czas

jak
znajdziesz go
przypadkowo gdzieś
gdzie
żylasta dłoń
w cieniu
trzymała dla ciebie cały świat
posłuchaj
jak pękła gałąź
jak spoczął
liść
na twoim czole
i
minął przez zimę

tak pamięta
tak się uśmiech
a

* * *


ziarno twojej samotności
wrośnie we mnie
bujnym drzewem

pod nim
lis na próżno
wypatruje zająca

i się zagubi
i się
zaschowa

czy to już las
czy tylko możliwość lasu?

Ołeksandr Jełysejiw – poeta, urodził się w Kowlu na Wołyniu 19 stycznia 2003 roku. Obecnie mieszka w Kijowie gdzie studiuje literaturę na Wydziale Filologicznym w Kijowskim Narodowym Uniwersytecie im. Tarasa Szewczenki. Wcześniej publikował utwory w kilku wydaniach w tym na własnym Facebooku. W twórczości dąży do tego, by przekazać jak najwięcej treści filozoficznych, przy użyciu jak najmniejszej ilości słów.

Poprzedni artykułJerzy Stasiewicz – Czego boi się Edyta Kulczak… orbitując ku pętli.
Następny artykułStanisława Górki poetyckie widzenie świata – ​T​adeusz Kolańczyk