Przekład z języka ukraińskiego Tadeusz Karabowicz
ODGŁOSY PAMIĘCI
Prośba
wejdź
do domu, który zdołał
zagnieździć się w tobie.
zapytaj
u drzwi, o czym
w nocy krzyczą.
* * *
tam gdzie słowo
zderzyło się
ze słowem
głos krzewu dzikiej róży
jak i my
szkarłacieje
martwo-
narodzony
* * *
przytulam się policzkiem do kamienia
i słucham o jego dzieciństwie:
kiedy pierwszy raz
spotkałem się ze śmiercią,
to zrozumiałem zdałem,
że tak naprawdę jestem
bladym dmuchawcem.
* * *
piąta rano
na dworcu
stare autobusy
inkubują ideę drogi
jak kury jajka
rozbite jajko – już podróż
Ciągłość
namaluj mi
na mojej twarzy jezioro
i wpuść do niego okonia
wielkości twojej dłoni
tak by stary rybak
z takim samym jeziorem na twarzy
mógł usiąść obok mnie
i spokojnie wypić butelkę piwa
zapominając o wszystkim na świecie
Impas
nie doczekawszy się ręki
skrzypce stworzą
człowieka
a dla niego już przygotowano
krzyż
nad nami
głodny księżyc
pod nami
spragniona ziemia
czerwienieją
jak para ust
w nadziei na pocałunek
Lustro
kiedy szedłem
z trzciną w dłoni
przez twoje rozcięte oko
ponura gwiazda zatonęła w rzece
a księżyc zawodził
zabij
ty tylko lustro
w którym miłość i śmierć
szaleją
jak blady puch na wietrze
głębokie jak pogłos
wyszczerbione lustro
* * *
napiję się wody
ze strumienia
który za twoim uchem
bierze swój początek
pośpiesznie
wytrę usta
szara łódź
moich ust
już odpłynęła w nieznane
* **
wiosna
i garście pełne błota.
tutaj wejdziesz,
gdy cień
pachnącej topoli
nadzieje na siebie
mój dom
i pokryje
pyłkiem moje piersi.
wtedy suchym językiem
liznę po twojej dłoni:
pączek,
odlany ze srebra,
najbardziej wolny
w swojej niemożności
rozkwitnięcia
po tej stronie
ludzkich oczu.
Świta
ona mówi:
boję się,
gdy z ranku słyszę
śpiew ptaków.
dopalam
czwartego papierosa
na pusty żołądek,
jakbym nie słyszał
ni jej
ani ptaków.
* * *
kiedy umarł pies
włożyłam mu do pyska wiśnię
żeby rano
obudził się z drzewem
na drzwiach
jeszcze długo kołysał się
pleciony koszyk – aż zagubił
wszystkie słoneczne zajączki
* * *
ona słyszała jak śpiewa
dojrzały żołędz
rozumiała język migowy dębu
dlatego przysięgła milczeć
o szarym kruku
który każdej nocy
przenosi w dziobie las
ze wschodu na zachód
* * *
rozdeptane gruszki
za dużo wiedzą o sierpniu
powietrze gęste
w powietrzu tańczą kochankowie
jesień nadejdzie tylko wtedy
kiedy jedno z nich się potknie
Naiwność
korona drzewa
przypomina cyferblat
zepsutego zegara
oboje przywłaszczyły czas
jak znajdziesz go
przypadkowo gdzieś
gdzie żylasta dłoń
w cieniu
trzymała dla ciebie cały świat
posłuchaj
jak pękła gałąź
jak spoczął liść
na twoim czole
i minął przez zimę
tak pamięta
tak się uśmiecha
* * *
ziarno twojej samotności
wrośnie we mnie
bujnym drzewem
pod nim
lis na próżno
wypatruje zająca
i się zagubi
i się zaschowa
czy to już las
czy tylko możliwość lasu?
Ołeksandr Jełysejiw – poeta, urodził się w Kowlu na Wołyniu 19 stycznia 2003 roku. Obecnie mieszka w Kijowie gdzie studiuje literaturę na Wydziale Filologicznym w Kijowskim Narodowym Uniwersytecie im. Tarasa Szewczenki. Wcześniej publikował utwory w kilku wydaniach w tym na własnym Facebooku. W twórczości dąży do tego, by przekazać jak najwięcej treści filozoficznych, przy użyciu jak najmniejszej ilości słów.






