SŁAWOMIR JERZY AMBROZIAK
Leopold Bloom w Lizbonie
samolot metro
ojciec
śniadanie wino
mąż
porto obiad wino
obywatel
bacalhau piwo krewetki wino
Rua Nova do Carvalho
porto wino piwo
Brazylia Ukraina Wenezuela
kolana wargi lędźwie
sen pieprzyk
jawa loki
sen jawa pieniądze ptaki
przeszłość grzechy przyszłość
Bella Cohen
piwo pieniądze ptaki
nie-wspomnienia
nie-wstyd
nie-moralność
nie-pieniądze-ptaki
pss pst psy psyt
przystanek
książka
koniec
milczenie
Dziewiętnastego kwietnia
spocone stalowe cielska
rozpychają się pomiędzy
zgruzowanymi marzeniami Gazy
łapczywe czerwono-żółte jęzory
wysysają resztki życia
z czarnego szkieletu Warszawy
osiemdziesiąt jeden lat
dwa tysiące sześćset kilometrów
rój cyborgów o czarnych twardówkach
rozłazi się po piwnicach
metodycznie decymuje
Palestyńczyków
metodycznie decymuje
Żydów
/19.04.2024/
Zapach
trup
odór
trup i odór
trupi odór
starzec Zosima umarł
starzec Zosima cuchnie
wcześniej niż się spodziewano
duszny odór
dobywa się z trumny
i ust zebranych
oblepia celę i zamknięte okna
starzec Zosima umarł
umarł jego Chrystus
umarła jego Rosja
teraz jest inny Chrystus
teraz jest inna Rosja
ale starzec Cyryl Pierwszy
też kiedyś umrze
a na Ziemię spadnie
zapach chryzantem
i czarne deszcze
RENATA STEFAŃSKA-KLAR
(gdzie) dziewczęta z tamtych lat
tamten kraków nadarł nam butów jak nigdy
kora śmiała się najgłośniej spośród nas
żółta łódź podwodna
przepływała na wyciągnięcie obu rąk
feeria nieznanych barw w studyjnym małym kinie
janis joplin wydała u galii ostatnie przyjęcie
nieznajomy zajrzał przez uchylone drzwi
pamiętam znoszony prochowiec
przerzucony przez ramię
mignął na metce napis
the Piece of My Heart
mercedes-benz odjechał
zalśniło w oddali
zuzanna leonarda mała monaliza
pozmywała w rzece resztę naczyń
Via Dolorosa
Kobiety nie powinny tam być, chcieć widzieć, bo
dla nich jest ogień domowych palenisk, celebracje
w rytm naczyń połączonych, w szorstkie więzy krwi.
To żywe, serdeczne nakazało mi biec po śladach,
ignorując potknięcia o co czwarty kamień, kiedy
nasze kroki są drobniejsze od Twoich, choć oddech,
wyrównany w szaleńczym galopie, zamiera nam
w tych samych miejscach i z podobnych powodów.
Wciąż śnię – na kolanach –
Głowa dziecka w chwili odpoczynku,
spokój, gdy okręcam wokół palca Jego włosy. Splatam w
nie dające się pozrywać pierścionki
Wiedza jest wiedzą jest wiedzą jest wiedzą
Gertrudzie Stein
Egzaminowanie nie jest trudne egzaminowanie
nie jest łatwe. Bo wiedza jest wiedzą jest wiedzą
jest wiedzą. O bibliotekach napisano tomy
ale nic o brzydkich pomysłach pozbywania się
starych książek z ulatującymi kartkami. Stosy
nie płoną za to wiatr rozrzuca całkiem jeszcze dobre
baśnie. Nie do końca zmięte do odprasowania a nawet
do wyczyszczenia. Dumy i zadumy. Zagubiliśmy już
świadomość że wiedza to baśń to baśń to baśń. I
że róża.
EWA PILIPCZUK
Kalendarz u schyłku stycznia
Z dwunastu serdaków
za chwilę pozbędzie się pierwszego
najstaranniej zdobionego fajerwerkami nadziei
obietnic
zaklęć
i postanowień
z szarymi łatami smutku
naprędce zabranych życiorysów
na drugi już dodaje
więcej światła oknom
kilka centymetrów za krótkich nogawek dzieciom
nowych klepsydr kościołom
kiełkującej miłości ziemi
a nam w wieku nekrologowym
kolejnych skrzypnięć zmęczonej egzystencji
z liryką porannej tabletki i pierwszej kawy
przy akompaniamencie
coraz radośniejszych kląskań kawek
za oknem
Między filiżanką a świtem
Pomiędzy łykiem herbaty
a ruchem firanki w przeciągu
zatrzymałam twoje spojrzenie
na krawędzi porcelany
nie mówiliśmy nic –
a jednak słowa
układały się w ciszy
jak liście pod koniec września
twoja dłoń –
rozpoznawalna w ciemno
jak klucz do starego kredensu
w którym trzymam listy sprzed lat
a jednak
każdego ranka uczysz mnie od nowa
jak smakować obecność
nie raniąc pamięci
Wyludniony dom
Wypłowiałe deski starości nie skryją
zieleń nie wybuchnie nowymi frazami
zza poddartych firan nie wychynie miłość
dziurę w progu przykrył miłosierny kamyk
tylko echo kroków z wiatrem rozpuszczone
skrzypnie czasem w kącie zbutwiałej podłogi
cienie weszły w ściany ściśniętym kordonem
wychudłe od westchnień i szarych nadgodzin
przybladłe wspomnienie teatralnym szeptem
przywołuje pamięć po byłych aktorach
chciałoby kurtynę szarpnąć niedorzecznie
dopisać epilog
przecież jeszcze wczoraj…
AGNIESZKA TOMIK-POWAGA
***
Filmy dla dzieci
Filmy dla dorosłych
Na odtwarzaczu Orion
Kręcą się kasety
Z szumem miasta
Nosisz je dzielnie
z regularnością obrotu ziemi
Dwadzieścia lat starszy
Opowiadasz te historie
swojej kobiecie sokolicy
W której ciele odnajdujesz
zapach mleka i miodu
Igła jej kompasu znaczy twój krwiobieg
Chciałbyś mieć z nią syna
Którego los
Uszyłby na nowo twoją skórę
***
Są we mnie dwie studnie
Jedna mroczna wilgotna
W niej słyszę krzyki
Zrozpaczonych
Przodków których zabito
Na oczach własnych dzieci
Którzy stracili życie w wąwozie
Prowadząc zbrojnych
Którzy nigdy się nie odnaleźli
Patrzyli w przestrzeń
Pod nadjeżdżający pociąg
Druga studnia ma jasną cembrowinę
Odbija w niebie światło
Gdy się nad nią nachylam
Czuję w sobie ciepło
Które przywołuje mnie
Do porządku
Wieczorem dzwonię
I zdyszanym głosem recytuję
Litanię
Tylko Twoich i moich spraw
Wigilia w Wetlinie
Rąbiesz drewno z bratem
I wypowiadasz słowa konieczne
Mróz cierpliwie łagodnieje
Pod korą narasta samotność
Wplątałeś się w modlitwy innych ludzi
Więc w drodze do lasu klękasz
Przerdzewiałe szyny stygną niespokojnie
Nad rzeką kamienie
Przybierają ludzki kształt
Nocą przychodzą się pokłonić dzikie zwierzęta
Dniem podchodzą do gardła
Wilki i ludzie
AGNIESZKA SMUGŁA
***
Miasto żyje
Daje tego dowody
o każdej porze
Wieś tymczasem już dawno
została zabita dechami
***
To nie należy
do moich obowiązków
W ogóle niewiele
do nich należy
Biedne są
***
Nalegasz
by się doprowadziła
do stanu używalności
A ona nie chce
Nie chce być znów używana






