Grzegorz Ćwiertniewicz – Antybohater Wilq!

0
608

Grzegorz Ćwiertniewicz pisze po premierze spektaklu „Wilq Superbohater” w reżyserii Remigiusza Brzyka w Teatrze Śląskim:

Tak pokręconego spektaklu, jak „Wilq Superbohater”, chyba jeszcze nie widziałem. A już na pewno nie w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. Nie ma jednak w tym pokręceniu niczego złego. Jest ono bardziej w tym przypadku synonimem oryginalności, którą się tym razem albo aprobuje, albo nie. Albo przekonuje taka poetyka, albo nie. Tym razem nie może być mowy o odczuciach „pomiędzy”. Inspiracją dla Remigiusza Brzyka, dość nietypowego reżysera, stała się seria komiksowa tworzona przez braci Bartosza i Tomasza Minkiewiczów, ukazująca się na rynku od ponad piętnastu lat. Adaptacji dokonał Michał Kmiecik, utalentowany dramaturg o prowokacyjnej osobowości, przy tym ekstranowoczesny. Z połączenia takich sił twórczych musiał narodzić się spektakl niezwyczajny, żeby nie napisać – nie do końca normalny. Niezwyczajność trzeba potraktować znowu w tym przypadku jako rodzaj komplementu. To nie jest przedstawienie dla tradycyjnych odbiorców teatru. To spektakl dla ludzi zawieszonych między realizmem i fantastyką, rozumiejących pojęcie absurdu, potrafiących odczytywać groteskę. „Wilq Superbohater” utrzymany został, w mojej ocenie, właśnie w konwencji groteski. Trzeba być widzem świadomym, żeby wyjść z przedstawienia Brzyka nieobrażonym na teatr. Trzeba orientować się w konwencjach.

Czytelnicy komiksów Minkiewiczów na pewno dostrzegli od razu ten charakterystyczny dla nich groteskowy styl. Na scenie na pewno zobaczyli to, czego się spodziewali. Niewiele mogło ich zaskoczyć, a już niespodzianką nie mogła być sama forma czy język wypowiedzi. Tak, jak w komiksach, realne mieszało się z nierealnym, tragizm z komizmem, piękno z brzydotą. Wyczuwalna była również, jak na konwencję groteskową przystało, atmosfera dziwności. Nie trudno było dostrzec elementy karnawalizacji („świat na opak”, na rzecz błazenady, śmiechu, ekscentryczności, bluźnierstwa, profanacji, skandalizującego języka, epatowania bezwstydnymi obrazami, odrzucone zostają wszelkie normy, zwyczaje, zasady stosunków międzyludzkich). Nie trzeba być jednak znawcą twórczości braci, żeby wiedzieć, że takimi prawami rządzi się właśnie ta kategoria estetyczna. O ile mniej oburzenia byłoby w ostatnich latach wśród teatralnych widzów, gdyby mieli wiedzę potrzebną do właściwego odbioru proponowanych im dzieł, gdyby nie ignorowali nauki o literaturze czy teatrze.

Teatr musi czerpać z wiedzy i mądrości. Nie może kłaniać się głupcom i ich bezmyślności, a już na pewno nie może schlebiać ich gustom. Teatr ma wznosić na intelektualne wyżyny. Żeby była jasność – spektakl Brzyka nie jest przeznaczony jedynie dla intelektualistów. Nie jest arcyinteligentny. Ale nie jest też banalny. Piszę o przygotowaniu do odbioru jedynie po to, żeby widzowie, którzy nie znają kategorii estetycznych, nie okrzyknęli go za chwilę znieważającym, deprawującym, haniebnym czy, jak to obecnie jest modne, diabelskim.  Przedstawienie nie jest nawet specjalnie kontrowersyjne. Stanowi w gruncie rzeczy gorzką ocenę rzeczywistości. Jest w pewnym sensie satyrą na Polaków. Brzyk z Kmiecikiem skreślili krytyczny obraz naszego społeczeństwa, pod którym powinien podpisać się każdy zdrowo myślący obywatel. Dużo w spektaklu śmiechu, ale to śmiech przez łzy, a pytanie Gogola jest wciąż aktualne.

Głównym bohaterem jest Wilq. Mieszka w Opolu (miasto jest tu jednak tylko figurą; akcja mogłaby rozgrywać się wszędzie), bodajże na trzynastym piętrze wieżowca, jednego z wielu wieżowców. Sam. Z żółwikiem Maciusiem. Jest bardzo do niego przywiązany. Wyglądem i strojem, a ma na sobie spodnie dresowe i podkoszulek, przypomina opoja, a w najlepszym razie – kibola. W jego lodówce można znaleźć tylko piwo. Wraz z rozwojem wydarzeń widzowie nie mogą myśleć o nim inaczej jak o narodowcu, przeciwniku eurofederalizmu, ideologii gender, gejów, lesbijek, „tranwzrostystów”, pakietów klimatycznych, najchętniej promującym polskie górnictwo i energetykę opartą na węglu.  Nie jest w spektaklu bohaterem pozytywnym. To antybohater. To ksenofob, antysemita, prostak i cham, posługujący się, zresztą za komiksem, językiem pełnym wymyślnych wulgaryzmów, któremu albo wszystko „jebie”, który albo wszystko „pierdoli”, albo wszystko by „rozpierdolił”. Te wulgaryzmy są dźwięczne, nie irytują. Są zasadne. Są spójne z całością. Ale nie są najważniejsze. Służą jedynie zobrazowaniu sytuacji. Jeśli widzowie, których bawi ich sama obecność, nie połączą ich z kontekstem, stracą znaczenie. Okażą się pustymi słowami. A mają być dowodem na brutalizację języka.

Wilq wszystkich mieszkańców uważa za buców. Siebie nie. Siebie uważa za superbohatera, który wcale nie posiada jakichś nadludzkich cech, poza tym, że potrafi latać (i w spektaklu też lata!). Jest tak naprawdę tchórzem, któremu wydaje się, że może zwojować świat. Mierzy się ze złymi cywilizacjami, brakiem kompetencji policji, ekologią, epidemią, aktorami… Z kim i z czym zresztą nie?! To bardzo humorystyczne pojedynki. Na słowa. Obnażające strach, społeczne lęki i fobie. Mierzy się też z Unią Europejską, w spektaklu – Wspólnotą Węgla i Stali. Wydaje się, że zostaje przez nią, na szczęście pokonany. Monolog Grażyny Bułki (brawurowe wykonanie!)  jako owej Wspólnoty, zamyka przedstawienie, zostawiając widzów z optymistyczną puentą. Sama Unia podłączona do aparatu tlenowego nie jest jednak dobrym prognostykiem.

Główna rola należała do Dariusza Chojnackiego, aktora, który odnosi obecnie liczne sukcesy zawodowe – na Górnym Śląsku i poza nim. To jego teatralny czas, z którego bardzo mądrze korzysta. Kreacją w spektaklu Brzyka wyeksponował w pełni swój aktorski kunszt. A nie jest to rola łatwa. Wymaga od aktora nie tylko predyspozycji głosowych, ale i ogromnej sprawności ruchowej. Chojnacki, choć wspomaga się w tym przypadku mikroportem, imponuje emisją głosu. Sprawność fizyczną natomiast ma niemal jak u akrobaty. To zdecydowanie mistrzowski popis. Cieszy fakt, że partnerujący mu aktorzy mają świadomość, że przedstawienie należy właśnie do niego. Nie oznacza to jednak, że ich kreacje nie mają znaczenia. Wręcz przeciwnie – każda rola godna jest uwagi i każda potraktowana została przez poszczególnych aktorów serio. Dobrze było zobaczyć inną niż dotychczas Barbarę Lubos (co za filuterność!) w roli Słabego Wielbłąda, koleżankę Wilqa z liceum, skrycie w nim zakochaną, znakomitego reprezentanta starej szkoły aktorskiej Wiesława Sławika jako Komisarza Gondora (piękna dykcja i profesjonalne przejęcie się rolą!) czy Piotra Bułkę w roli Obcego (uznanie za dystans do powierzonego zadania!). Ciekawie zaprezentowali się Bartłomiej Błaszczyński, Mateusz Znaniecki i Marcin Szaforz jako koledzy Wilqa ze szkolnych lat. Droga Pani z Telewizji w osobie Katarzyny Brzoski – olśniewająca! Glonka Violetty Smolińskiej – przejmująca!

„Wilq Superbohater” nie został utrzymany w mojej ulubionej poetyce. Ale nie mogę nie napisać, że mnie ten spektakl zachwycił – spójnością, żywym tempem, niedosłownością, niepospolitą reakcją na polskie problemy. Nie jest to przedstawienie o charakterze politycznym, a jednak o politykę subtelnie trąca. Bardziej jednak dotyka spraw społecznych. Gdyby za chwilę okazało się, że władza zabroni mówić do widza „wprost”, forma zaproponowana przez Brzyka będzie rozwiązaniem idealnym. Będzie można obejść nakazy, zakazy, niezadowolenie cenzorów właśnie poprzez taki styl i taką właśnie niejednoznaczną scenografię (a ta Igi Słupskiej i Szymona Szewczyka była wspaniała, trochę surrealistyczna, bardzo magiczna). Oby tylko nie trzeba było uciekać się do takich zabiegów z konieczności, a jedynie z chęci takiego właśnie dialogu z widzem.

Grzegorz Ćwiertniewicz – doktor nauk humanistycznych (historia filmu i teatru polskiego po 1945 roku), polonista, wykładowca akademicki, autor biografii Krystyny Sienkiewicz – „Krystyna Sienkiewicz. Różowe zjawisko” (2015) oraz książki „Amantka z pieprzem” – wywiadu-rzeki z Grażyną Barszczewską (2019); należy do Polskiej Sekcji Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych (AICT /IATC); jego teksty można przeczytać m.in. w „Teatrze”, „Śląsku” i „Polonistyce”; współpracował jako recenzent z Nową Siłą Krytyczną Instytutu Teatralnego im. Z. Raszewskiego w Warszawie (e-teatr.pl), wortalem „Dziennik Teatralny” i wortalem „Teatr dla Was”; obecnie związany z internetowym przeglądem teatralno-literackim „Yorick” Polskiej Sekcji Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko