Bohdan Wrocławski – Jeden Wiersz

0
32
Bohdan Wrocławski
Bohdan Wrocławski


Odczytane na brzegu

Nie wiem dlaczego jestem przeświadczony
że ziemia przez ostatnie dwa tysiąclecia
zatoczyła koło przez wszechświat
i zupełnie obolała pełna tęsknot
złożyła posiwiała głowę
między falami niepokornego oceanu

Tego dnia stałem w bliskości jego oddechu
patrzyłem jak gromady ludzi z każdym szeptem
każdą modlitwą dobijają do brzegu
własnych pragnień

Tymczasem słońce zatrzymało się w miejscu
Jego ciekawość zdarzeń przypominała
średniowiecznego skrybę którego palce poplamione
ciągle biegnącą wyobraźnią
szukają najbardziej intymnych zdarzeń historycznych
pod korą usychającej cywilizacji

Zobaczyłem że przepisuje wciąż ten sam dekalog
drogowskaz
prowadzący wśród polnych dróg dzieciństwa
i naszego krwiobiegu

Nagle zacząłem rozumieć że świat na swoje istnienie
swoje zagubienie
grzechy i  skromność
bogactwo myśli
nie potrzebuje już światła wystarcza mu mrok jaskiń
język pierwotnego człowieka
zlizujący z palców tłuszcz upieczonego mięsa
chrzęst łamanych w zębach kości – tak niepotrzebne
ateńskim dysputom wznoszenie oczu ku niebu
szukanie w nim świadectwa
potwierdzenia wątpliwości i pewników

Zaczyna zapadać zmrok przez jego delikatną materię
staram się odszukać to
co jeszcze jest niezależne
jakiś fragment zapisu nutowego krzyk wynalazcy
pełen tryumfu i zwycięstwa

barwy na obrazie notujące natężenie i ból którym artysta
wciąż opowiadał o ludzkiej samotności i miłości
 Późnym wieczorem stary bauer w niedalekiej Bawarii
wychodzi za próg domu i patrzy na pole usychających szparag
Nikt nie słucha jego błagalnego śpiewu o deszcz
choć otwierają się w nim wszystkie pragnienia tysiącleci
Z trudem rozpoznaję w jego zmarszczkach na twarzy
alfabet mojego dzieciństwa
litery chropawo układające się w słowa
zdania całe akapity bezbronnej nadziei

I on i ja oddychamy tym samym powietrzem
nasączonym  samotnością
wypełniającą każdą naszą myśl

Oczywiście możesz podejść bliżej dotknąć tych myśli
Wiem są nazbyt gorące
aby można było je zatrzymać na dłużej w dłoniach

Nadal do bram Rzymu dochodzą fale gniewu z
obolałego wszechświata
zasypiają zmęczenie legioniści ich białe tuniki
zaścielają pobliskie gaje oliwne

nigdy nie zrozumiemy bezsensu ich śmierci
radości życia którego już w nich nie ma
a które być może wymyśliła  nasza cywilizacja
na brzegu wiecznie głodnego i zmęczonego oceanu

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko