Anna Nasiłowska – Ubezpieczenia społeczne dla artystów

0
33

         W czwartek, 6 czerwca 2024 uczestniczyłam w tak zwanych „prekonsultacjach” w sprawie ustawy regulującej ubezpieczenia dla tak zwanej grypy zawodów kreatywnych, czyli artystów. W tego typu naradach uczestniczę od 2017 roku, od tego czasu odbyło się ich kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt. W poprzednim układzie politycznym doszło do sformułowania projektu ustawy, ale mimo obietnic nie została ona skierowana na ścieżkę legislacyjną. W tej sprawie środowisko, niezależnie od podziałów, mówi jednym głosem: taka ustawa jest potrzebna. Trudniej wyobrazić sobie szczegółowe rozwiązania. Prof. Dorota Ilczuk od wielu lat prowadzi badania ankietowe, mające ustalić liczebność grupy artystów w Polsce, szacunkowo ocenia się tę grupę na 47 470 osób, ale  jest to skomplikowane: bardzo wielu artystów to ludzie zatrudnieni na jakiś etatach czy częściach etatów,  przy czym ich zasadniczą działalnością jest ta nieetatowa, objęta prawami autorskimi. Ustawa dotyczyłaby osób  nie zatrudnionych nigdzie, oferując tym, którzy osiągają zarobki poniżej średniej krajowej, dopłaty do składek ZUS na poziomie od 80 do 20 % składki. To jest jasne od początku dyskusji. W tej sposób pracujący z wolnej stopy artysta (pisarz, malarz, aktor, scenograf, muzyk) zyskiwałby wejście do systemu na takich samych prawach, jak zatrudnieni.

          Nie mogłam sobie odmówić by nie zadać wprost naiwnego pytania: „Czy naprawdę artystka, która urodzi dziecko, mogła będzie liczyć na zasiłki społeczne i urlop na takich zasadach, jak kobiety zatrudnione?” – dostałam odpowiedź, że tak, bez najmniejszych wątpliwości TAK. Ta sprawa, dostępu do ubezpieczeń rodzinnych, była kiedyś dla mnie kluczowa i nawet nie brałam pod uwagę innego rozwiązania niż trzymanie się etatu naukowego, choć to nie synekura, ale bardzo wymagająca ścieżka ostro pod górę, a wejście na nią oznacza, że wszelkie działania artystyczne będzie się podejmować w czasie dodatkowym, jakoś pomiędzy pisaniem doktoratu, habilitacji, artykułów na punkty i prowadzeniem zajęć. W praktyce – w czasie, którego nie ma.  Ubezpieczenia społeczne dotyczą całej rodziny, a dochody z pracy twórcze są nieregularne, gdyż honoraria nie spływają co miesiąc, ale w takich terminach należy regulować składki. 

         Szybkie wprowadzenie ubezpieczeń dla artystów znalazło się wśród obietnic wyborczych koalicji 15 października. Był to jedyny postulat dotyczącym kultury – zauważył jeden z uczestników dyskusji. Coś się rzeczywiście dzieje: prawnicy, związani z Ministerstwem Kultury, przeanalizowali stary tekst ustawy i przemyśleli, gdzie są najpoważniejsze blokady. Poprzedni projekt przewidywał finansowanie systemu głównie z  opodatkowania tak zwanych czystych nośników czyli urządzeń, umożliwiających na przykład słuchanie muzyki czy czytanie tekstów, a więc komputerów i smartfonów. W ten sposób ustawa od początku miała przeciwko sobie bardzo silne lobby, zwalczające ją przy pomocy przepowiedni bliskiej katastrofy – będzie drożej, że niewinni obywatele zostaną obciążeni…. I tak dalej. Wiele razy powtórzono argument, że w Niemczech tego typu urządzenia są w porównywalnych cenach lub tańsze, choć są opodatkowane. Ale publiczna dyskusja zdążyła już wyzwolić spore emocje, swoje zrobiło też niefortunne użycie określenia „status artysty zawodowego” w tytule pierwszej wersji ustawy. Wiele osób, które teoretycznie powinny wspierać fakt objęcia ubezpieczeniami socjalnym grupy dotychczas tego pozbawionej, wpadło w histerię: teraz władza będzie przyznawać status lub go odmawiać! Artyści zostaną podzieleni na koncesjonowanych i pozbawionych koncesji!  To przecież cenzura!

         Z tego typu reakcjami wciąż trzeba się liczyć. I choćby określenie „status zawodowy” wydawało się trafne, lepiej z niego zrezygnować, bo nie jest niewinne. Obecna przymiarka do nowego projektu w ogóle wymija kwestię opodatkowania czystych nośników, w grę wchodziłoby włączenie artystów do systemu ZUS i finansowanie dopłat z budżetu. To spora zmiana, poprzedni projekt zakładał budowę odrębnego systemu tylko dla artystów, z własną obsługą informatyczną, co oznaczałoby stworzenie równoległego oprogramowania do obsługi, powołanie ogromnej instytucji, zmiany prawne, umożliwiające dostęp Polskiej Izby Artystów do dokumentacji skarbowej i konieczność współpracy z ZUS, bo sytuacja zawodowa tej samej osoby w ciągu jej życia w różnych latach może się zmieniać. Teraz Polska Izba Artystów zajmowałaby się nie obsługą nowego systemu, ale poświadczaniem faktu, że ktoś utrzymuje się z działalności artystycznej. W tej sprawie zróżnicowane środowisko twórców od początku wysuwa ten sam postulat: istotny ma być fakt, że ktoś utrzymuje się z pisania, śpiewu, czy gry na instrumentach, a nie to, czy aby nie fałszuje. Ocena wartości artystycznej nie powinna wchodzić w zakres kompetencji Polskiej Izby Artystów przy ustalaniu prawa do korzystania z ubezpieczeń na specjalnych zasadach. Gdyby PIA miała dostęp do dokumentacji skarbowej, to identyfikacja dochodów z praw autorskich jest prosta, to te mające 50% kosztów uzyskania. I tu jednak jest bałagan, jako pisarze zawieramy kwalifikowane w ten sposób umowy wydawnicze na książki, ale prowadzimy też spotkania czy warsztaty, przy których duża część księgowych boi się zawierania umów autorskich, wybierając tryb umowy-zlecenia.  

         Obecne założenia, by korzystać z systemów, które już istnieją i zredukować procedury administracyjne, brzmią dobrze, tym bardziej, że nie zrezygnowano z udziału organizacji twórczych, które miałyby współtworzyć PIA. W jej składzie – według obecnej wersji – znalazłoby się 90 członków wskazanych przez organizacje, przy 5 osobach z Ministerstwa Kultury, 5 z ZUS i tak dalej. Powinien istnieć tryb odwołań od wydanych przez PIA decyzji i lepiej, żeby nie polegało to wyłącznie na decyzjach sądowych – gdyż postępowania ciągną się latami.

         Pytań było wiele i dobrze, gdyby one zostały zadane w porę, a więc przed pojawieniem się projektu, który trafi do Sejmu.     

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko