Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
62

Wojna fikcji, wojna wyobraźni

Czytałem książkę Herzoga i nagle uświadomiłem sobie, że przecież znam tę historię. Pół wieku temu rozpisywały się o niej gazety. Także w komunistycznej Polsce. To była absolutna sensacja. Dwadzieścia dziewięć lat wojny, której nie było. Albo inaczej: ona trwała, przez lata, najpierw dla czterech, potem trzech, dwóch, a na końcu już tylko dla Hirō Onody, japońskiego porucznika pozostawionego na filipińskiej wyspie Lubang z misją wysadzenia pirsu i lotniska, a potem kontynuowania walki partyzanckiej z armią amerykańską i sprzymierzonymi. Miał dwadzieścia jeden lat. Dwadzieścia jeden!

Tak, pół wieku temu nie znałem szczegółów. Fascynujące było jednak w jaki sposób udało się Onodzie trwać przez tyle lat? W jaki sposób uratował życie? Jak to jest możliwe, że nie wiedział iż II wojna światowa skończyła się kilka miesięcy po jego lądowaniu na Lubang? Teraz już wiem.

Werner Herzog, jeden z najsłynniejszych reżyserów świata (Aguirre, gniew boży, Nosferatu wampir, Woyzek, Cobra Verde, wiele wspaniałych filmów dokumentalnych) spotkał się z najdłużej walczącym  żołnierzem wielkiej wojny. Spotkał się z nim zamiast z japońskim cesarzem. Tak, to nie żart. Cesarz nie był dla niego ciekawy, Onoda tak.

W krótkich rozdzialikach opowiedział jego historię. Prawie od końca. Od spotkania porucznika z japońskim młodzieńcem, Noriakim Suzukim, który chciał go odnaleźć (chciał też odnaleźć yeti). Nie uwierzył w jego słowa. Albo inaczej: postanowił uwierzyć pod warunkiem, że usłyszy rozkaz od swojego dowódcy, od tego, który nakazał mu walkę. Umówili się na spotkanie za kilka tygodni.

Nie zniszczył pirsu ani lotniska. Nie pozwolili mu na to japońscy oficerowie ewakuujący swoje oddziały z wyspy. Zaminował dwie atrapy samolotowe. Miał nadzieję, że Amerykanie zrzucą na nie bomby i sami zniszczą pas startowy. Przeliczył się. Z jego oddziału poszło z nim dwu ludzi. Po jakimś czasie dołączył jeszcze jeden z kilkudziesięciu zagubionych na wyspie. Znamy ich nazwiska, stopnie wojskowe: kapral Shōichi Shimada, szeregowy Kinshichi Kozuka i szeregowy Yūichi Akazu. Ten ostatni, najmniej  sprawny odpadł pierwszy. Poddał się Filipińczkom. Shimada został zastrzelony w roku 1954, Kozuka zginął osiemnaście lat później.

Zgromadzili spore zapasy amunicji, nauczyli się tłoczyć olej z kokosów tak potrzebny do zabezpieczenia broni. Czasami strzelali, nie za często, czterdzieści zużytych nabojów rocznie (więc wystarczyłoby tej amunicji na sześćdziesiąt lat wojny!), czasami widzieli samoloty, okręty. Wciąż trwała wojna. Ta w Korei, ta w Wietnamie. Dla nich wciąż była to ich wojna. Onoda śnił, snuł teorie o nowych sojuszach, np. o takim tworze jak Syberia.

Bezkształtny czas lunatykowania. „Dżungla, bagna, pijawki, moskity, krzyk ptaków, pragnienie, świąd skóry.”

Nauczył się maskować do tego stopnia, że z jego gardła nie wydobył się żaden jęk, gdy filipiński żołnierz, w jednej z obław, nastąpił na jego dłoń. Śmieci i odchody zakopywali natychmiast. Mimikra.

Amerykanie. Kim dla niego byli? „…mają zęby mądrości? Czy w ogóle są tacy jak inni ludzie? Czy ich głos nie brzmi donośniej niż głosy innych istot ludzkich?”

Jak smakuje guma do żucia przyklejona u spodu poręczy z bambusa?

Przełomem mogło być radio, relacjonowane w nim wyścigi konne. Nie uwierzyli. Podobnie, jak w informacje z porzuconej gazety. Za dużo było w niej ofert kupna i sprzedaży. Realny nie był nawet płynący z głośników głos rodzonego brata. Przeciwnik chciał go wciągnąć w pułapkę. Był ostrożny. Nauczył się milczeć, wtapiać w przyrodę, znikać. Być i nie być. Inaczej by nie przeżył. Ominął, wyrwał się ze stu jedenastu zasadzek.

Lubang to mała wyspa. Ma około 30 kilometrów długości i około 8,5 km szerokości. Jak się w niej zgubić, nie dać podejść? Zaprzyjaźnili się z mgłą, nauczył się z nią współpracować. To wtedy palili ognisko, to wtedy mieli szanse wysuszyć mundury, ugotować posiłek, uwędzić mięso.

Czasami wychylał się z dżungli, strzelał nad głowami wieśniaków sygnalizując, że wyspa wciąż jest okupowana przez Japończyków.

Po upływie dwu dekad wyznaje, że jako dziewiętnastolatek zarobił w Chinach duże pieniądze, że miał auto, studebakera.

Spotyka się ze swoim dowódcą, tak jak obiecywał Suzuki. To major Taniguchi. Odczytuje mu rozkaz, który wchodzi w życie z chwilą odczytania. Data się nie zgadza. „Jeśli dziś jest dziewiąty marca – mówi osłupiały Onoda – to znaczy, że zgubiło mi się w kalendarzu pięć dni.

Zgubiło się wam dwadzieścia dziewięć lat – odpowiada Taniguchi.”

Ma pięćdziesiąt lat! Pięćdziesiąt

Poddał się Filipińczykom. Oddał swój naoliwiony karabin imiecz. Natychmiast mu go oddano. Uwolniono. Długo się wahał czy przyjąć żołd za dwadzieścia dziewięć lat służby. Przyjął i zaraz przekazał chramowi Yasukuni.
W 1975 wyjechał na dziewięć lat do Brazylii. Zmarł w 2014 roku.
Filmowa historia, która nie była fikcją. Wojna fikcji, wojna wyobraźni. Niezwykłe.

Werner Herzog – Zmierzchanie świata, przekład Małgorzata Łukasiewicz, PIW, Warszawa 2023, str. 176.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko