Julia Rybicka – dwa eseje

0
97
Maria Wollenberg-Kluza - Pytania bez odpowiedzi

Nietrwałość Wielkości a trwałość małości, czyli o tym, że nie warto być jak Aleksander Wielki

            ,,Vanitas vanitatem et omnia vanitas’’ [1]głosi słynny cytat z Księgi Koheleta, wyrażający gorzką konstatację o przemijalności wszystkiego, co otacza człowieka, łącznie z nim samym. Zanurzanie się w kruchość istnienia to idea chętnie eksploatowana przez twórców wielu epok, jednak to okres baroku – czas sprzeczności, destabilizacji renesansowej harmonii i szalejącej kontrreformacji, sprawił, że dualistyczna wizja człowieka jako jednostki rozdartej między duszą a ciałem nabrała szczególnego znaczenia.

            Wielki myśliciel tegoż okresu – Blaise Pascal w swoim słynnym dziele Myśli, powiedział: ,,Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą’’. Nacisk na duchową wielkość istoty ludzkiej i dewaluacja jej fizyczności doprowadziła do niebezpiecznego dysonansu. Nasza zmysłowa strona popycha nas w stronę otchłani złudzeń, z której nie możemy się wydostać. Sądząc o naszej wielkości możemy popaść w megalomanię i odrzucić myśl o naszej ulotności albo przesadnie zinterpretować słowa Horacego ,,Carpe diem’’ i tracić czas na ucieczce od samych siebie, popadając w liczne nałogi bądź próżne rozrywki. Tu, może pojawić się zasadnicze pytanie: co zatem jest w stanie przetrwać? Wyimaginowana Wielkość czy żałosna, a jednak realna małość człowieka?

            Karol Mikołaj Juniewicz w swoim dziele Refleksyje Duchowe porusza tematykę nietrwałości wielkości, ukazując przemijanie wodzów, królów, postaci mitologicznych, a nawet siedmiu cudów świata. Poprzez połączenie satyry z refleksją religijną, zakonnik podkreśla ulotność wszelkich ziemskich triumfów, dotykając przy tym kwestii uwikłania człowieka w codzienność, która wydobywa z niego zepsucie i nadmierne przywiązanie do rozkoszy materii. Juniewicz wyszydza wyimaginowaną Wielkość, mówi: ,,Tak, tak niszczeją z hardą nadzieją, wyniosłe karki – jako więc kłosy lecą spod kosy zębatej Parki’’. Skoro nieśmiertelni bogowie ponoszą klęskę, a uznany w powszechnej opinii za nadczłowieka Aleksander jest finalnie mrówką skrywającą się w garnku, to kim jesteśmy my, prości ludzie? Czym jest Wielkość wobec małości?

            Zburzenie świątyni Diany w Efezie przynosi jeszcze jedną, przykrą refleksję: Wielkość skazana jest na małość, która sama w sobie doprowadza do zniszczenia tego, co piękne i dobre, a zatem, czy nie odnosi w ten sposób pewnego zwycięstwa? Czy małość, którą rozumiem jako chciwość, warcholstwo i rozwiązłość jest w istocie taka krucha? Może jej siła tkwi w tym, że owe przywary są nieodłączną częścią natury ludzkiej, co sprawia, że stają się one cechami przyrodzonymi i niejako niezbywalnymi. Są jak grzech pierworodny, który wyniszcza nas i wszystko dookoła, a nie poddając się działaniu chrztu  trwa dalej, dopóki nasze tchnienie nie ustanie w chwili śmierci.

            Nie warto być jak Aleksander Wielki. Nie warto być siódmym cudem świata. Nie warto być piękną Heleną. Wielkość ma krótką datę przydatności do spożycia, a gdy i ona minie, dobiorą się do niej nędzne robaki małości, które rozłożą jej czczy majestat i skażą na wieczną tułaczkę po kartach historii.

Bibliografia:

  1. Juniewicz K. M., Refleksyje Duchowne, Warszawa 2009.

[1] ,,Marność nad marnościami i wszystko marność’’ – cytat pochodzący z Wulgaty.

,,Pomnik trwalszy niż ze spiży’’ [1] – Grzegorza z Sanoka

            Każdy człowiek, prędzej czy później, dobiegnie kresu swojego istnienia, a tym samym pozostawi żyjących z szarpiącym myśli pytaniem: ,,Co z nas pozostaje?’’. Każda śmierć, zbiorowa czy indywidualna, tragiczna czy spokojna, zasiewała ziarna wątpliwości i smutku w  świadomościach uwięzionych w ciele, by w konsekwencji poruszyć głębsze refleksje natury filozoficznej, na które od setek lat próbujemy znaleźć właściwą odpowiedź. Cynik powiedziałby, że jedynie, co może po sobie zostawić istota ludzka, to garść popiołów (bądź kości, w zależności od rodzaju pochówku); biolog rzekłby, że byłyby to dzieci – spadkobiercy majątku zmarłego i wadliwych genów; poeta broniłby stanowiska, że twórczość to jedyne, trwałe dziedzictwo, zaś pełen powagi naukowiec polemizowałby z nim, uznając, że poczynione przez niego przełomowe odkrycia uczynią go wiecznym.

            Poniekąd, każdy z nich ma rację, lecz co, tak naprawdę, sprawia, że żywot jednego istnienia długo odbija się echem w tunelu przyszłych pokoleń, podczas gdy drugie imię grzęźnie uwięzione na kartach historii, spisane, a jednak – zapomniane? Jak nie podzielić losu opisanego przez Słowackiego w swoim Testamencie –,, Imię moje tak przeszło, jako błyskawica/I będzie, jak dźwięk pusty, trwać przez pokolenia”[2]?

            Jaki powinien być ,,pomnik’’ każdego z nas? Czy istnieje uniwersalny ,,plan architektoniczny’’, do którego mógłby się dostosować człowieczy byt? Przypuszczam, że nawet wielcy humaniści renesansowi tacy jak: Michał Anioł czy Leonardo da Vinci, których budowle zdumiewają współczesnych, nie potrafiliby przedstawić odpowiedniego szkicu.

            Nie przestając szukać odpowiedzi, przyglądając się sylwetkom znanych osób, ich dokonaniom i mentalności, w pewnym momencie natrafimy na niezwykły portret, pełen oddania i laudacji, który (być może) odsłoni właściwe ścieżki prowadzące do zrozumienia, czym w istocie jest nasz byt. Mowa tu o Życiu i obyczajach Grzegorza z Sanoka autorstwa Filipa Kallimacha, biografii dawnej, nieprzystającej do tych, z którymi przyszło nam obcować, na swój sposób prozaicznej, dość przewidywalnej, choć tylko pozornie.

            Optyka autora wykracza poza ziemskie ramy pojmowania jednostki i przechodzi do sfer niebiańskich, gdzie odkrywa przed czytelnikiem całą niezwykłość Grzegorza z Sanoka, który stworzył prawdziwy mikro raj dla humanistów, i to nie w postaci akademii, zwykłej gromadzić uczonych w swoich murach, lecz w oddalonym od zgiełku dworu – Dunajówku. Na arkadyjskość tego miejsca złożyło się wiele czynników, m.in. osobowość samego gospodarza, który był zawsze otwarty na drugiego człowieka, niezależnie od jego pochodzenia i  wyznawanych idei; nawet – niczym dobry Stwórca – przyjął do siebie człowieka oskarżonego o spisek przeciwko papieżowi Pawłowi II i obiecał mu sprawiedliwość, a mowa tu o samym autorze dzieła – Filipie Kallimachu. Z wdzięczności za okazaną gościnność i przywrócenie mu statusu persona grata postanowił spisać dzieje swojego przyjaciela, w dodatku robiąc to w  formie panegiryku. I choć gatunek ten, ze względu na swoją specyfikę, od pierwszych kilku stron mierzi czytelnika, to broni się okolicznościami, które przyczyniły się do jego powstania. Uwielbienie dla osoby duchownego jest w pełni autentycznym aktem, ponieważ jej twórca miał powodu ku temu, by otoczyć go nimbem świętości, więc nawet zatarty obiektywizm i  mitologizowanie jego postaci (w tym przeinaczanie faktów) możemy wybaczyć.

            W świetle tych rozważań nasuwa się wniosek, że interpretacja życia jednostki, i jej pośmiertne losy, zależą w dużej mierze od jej transformującego wpływu na życie tych, którzy pozostaną. Grzegorz z Sanoka był człowiekiem, który czerpał z towarzystwa ludzi – intelektualnie i duchowo – ale nie pozostawał wobec nich dłużny. Dbał o ich żołądki w takim samym stopniu, jak o ich umysły. Inspirował, nauczał, dyskutował, bawił absolutnie oddając się zgromadzonym wokół niego współtowarzyszom. Nic dziwnego, że często padał ofiarą kąśliwych uwag ze strony reszty społeczeństwa, tej części, która nie była gotowa na przyjęcie wzorów ,,humanistycznego rytmu istnienia’’[3]. Ta zgraja malkontentów, pokrzywdzonych z  powodu swojej ograniczoności, tylko potwierdza światłość jednego z pierwszych humanistów na ziemiach polskich.

            Być może z nas, zapętlonych w narcystycznych zapędach, pozostanie niewiele. Pędząc z prędkością przekraczającą możliwości zauważenia kogokolwiek na naszej drodze, spalimy się w atmosferze egocentryzmu. Nikt nie napisze o nas z miłością. O panegiryku tym bardziej możemy zapomnieć. Jeśli jednak chcemy doczekać się własnego ,,pomnika’’, przyjrzyjmy się temu, który pozostawił po sobie Grzegorz z Sanoka.

Bibliografia:

  1. Horacy, Exegi monumentum aere perennius, w: Wybór poezji, oprac. Jerzy Krókowski, wyd. 3, Wrocław 1971.
  2. Kallimach F., Życie i obyczaje Grzegorza z Sanoka, w:, Łódzkie Towarzystwo Naukowe, Łódź 1994.
  3. Słowacki J., Testament mój, w: Wiersze, oprac. Jacek Brzozowski i Zbigniew Przychodniak, Biblioteka Narodowa, wyd. 1, Wrocław 2013.

[1] Horacy, Exegi monumentum aere perennius, w: Wybór poezji, oprac. Jerzy Krókowski, Biblioteka Narodowa, wyd. 3, Wrocław 1971, s. 137.

[2] J. Słowacki, Testament mój, w: Wiersze, oprac. Jacek Brzozowski i Zbigniew Przychodniak, Biblioteka Narodowa, wyd. 1, Wrocław 2013, s. 239.

[3] Przez ,,humanistyczny rytm życia’’ rozumiem poświęcenie myśli drugiemu człowiekowi,  bez uprzedzeń i schematów, które swoją anachronicznością przyczyniają się jedynie do ograniczenia prawdziwego poznania.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko