Wiersze tygodnia – Lilla Latus

0
231
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


ŚMIETANKA TOWARZYSKA

pytam Zeldę
kiedy poznała Scotta
i przekonała się
jak czuła może być
noc

z Hemingwayem
piję daiquiri
w La Floridita

z Fridą Kahlo
rozmawiamy
o wypadkach
i mężczyznach

Emily Dickinson
opowiada mi
o pogrzebie
który przeszedł
jej przez mózg

Markowi Aureliuszowi
zdradzam ze stoickim
spokojem
że Vindobona
będzie kiedyś Wiedniem

a wszyscy moi znajomi
a wszyscy żyją
i mają się dobrze


PO-DWOJE

Przybliżały się ku mnie jak Anioły złego,
Żeby mojego ducha zakłócić spoczynek.
Charles Baudelaire

Boże
nie patrz na mnie tak
jakbyś mnie nie pamiętał

jestem w  pokoju
który wynajmuję
razem ze Smutkiem
i Żałobą

możesz mnie
rozpoznać
po swoich śladach
i  czarnej godzinie
trzymanej za obrazem
Matki Boskiej

umiera mi okno
i ściany trzaskają
drzwiami
radość pozuje
do martwej natury

z półki spadł tomik
z wierszami  Baudelaire’a

„Kwiaty zła” 
na podłodze
na klęczkach
szukam słowa
które będzie na początku
i zakiełkuje

pierwszym  drzewem
w raju domowej roboty


NA CMENTARZU PÈRE-LACHAISE
                                                                  
oui, je suis Polonaise

do Chopina?
prosto aleją Principale

minie  pani
Monument aux Morts
choć tu przecież
każdy kamień święci
imię umarłych

Polonaise?

to pani rozpozna tę ciszę
co się muzykom po nocach śniła
gdy im ojczyznę
spod stóp usuwano

pani też z fiołkami do niego
lubił ich chorobliwie
intensywny zapach

na pogrzebie kazał sobie zagrać
coś Mozarta
ale i jego Marsz Żałobny
wybrzmiał melancholią
wielką na wskroś
uczuciową

J’habite en Pologne

wy tam wszyscy sercowi
a i polskość czasem gorzką
wam była
Chopin leży w grobie bez serca
bo mu ta Polska tak wrosła
głęboko
trzeba było je wrócić ojczyźnie

pomnik wieńczy Euterpe
a profil sama pani zobaczy
– jak z opisu Georg Sand
(raczej żywe niż rozmarzone oczy; lekko orli nos; bardzo delikatny uśmiech)

Je sais que, je suis Polonaise


ZAIMKI

mają determinację
nigdy i zawsze
wskazują
drogi i ludzi
niczego nie mając
na własność
przynależą do
wszystkich

niektóre wskazują
na pożycie
ten tego
inne cudownie względne
mówią co i kiedy

rzeczowne wiedzą
kto i co
a liczebne
informują
że ile to tyle

przysłowne
niezmiennie nieodmienne
są tu i tam
wkradają się tędy i owędy

zaimki
doskonałe
nad wyraz


GALATEA

usłyszałeś mój głos
dobywający się ze środka

tak długo spadałam ci
z serca
aż uwierzyłeś
że marmur z Carrary
będzie miał odcień
mojej skóry

dzięki tobie przetrwałam
wszystkie zlodowacenia
nie omszałam
nie stałam się niczyim głazem

mój Pigmalionie
skąd wiedziałeś
że w środku kamienia jest kobieta?


GŁUPIA

nie wie
ile kalorii jest
w zupie podanej
bezdomnemu

nie potrafi powiedzieć
jaki chromosom
jest odpowiedzialny
za zespół Downa
u chłopca
z którym bawi się
codziennie na placu
zabaw

nie pamięta jak
po łacinie nazywa się
choroba kobiety
którą odwiedza
w hospicjum

myśląc o matce
mówi
„mam nadzieję”


PEŁNIA ŻYCIA

najlepiej takie bez
pestek
bez zakrętów
z bramami
zawsze otwartymi
na oścież
bez grudek i plamek

tak pełne
jak mleko w proszku
i z gwarancją na
100 procent przyjemności

życie po brzegi
brak miejsca
nawet na tlen


NASZE MANOWCE

„Z nim będziesz szczęśliwsza,
Dużo szczęśliwsza będziesz z nim”

Edward   Stachura

z nią będziesz szczęśliwszy

ze mną to ani na ziemi ani do nieba
po co ci życie
bez rosołu w niedzielę
bez dziecka w pokoiczku
w domeczku sformatowanym  zgrabnie
na przedmieściach

ze mną to tylko bałagan
z wierszami pod poduszką
łóżko w hotelu
i serce ciągle na gigancie

ze mną ani w taniec ani w różaniec
a z nią na bogato pod niebem
jej królewskiej mości

nie
z nią nie będziesz szczęśliwszy

więc jeśli nie parzy cię ten płomień
co mi uda tobą rozchyla
to poproś jeszcze raz o moją piękność

zawsze możesz odejść
po angielsku


RZEŹBA

drewno musi być miękkie
jak myśl

powinno oddychać
wewnętrznym zmęczeniem

pod ciosami dłuta
rysy i drzazgi

doskonałość
nie lubi
linii prostych


PO WSZYSTKIM

stał tam
oparty o mur
i palił papierosa

ja potykałam się
o spadające cegły
i płonął mój świat


POMIESZANIE ZMYSŁÓW

pachną twoje kroki
do mnie
słyszę zapach wszeptany
w to zagłębienie
przy obojczyku

dotykam słodkiego
smaku
który zamieszkał słowem
na końcu języka

gdy patrzę na ciebie
słyszę tylko kolor
jakim mówisz
gdy moja skóra
nabiera smaku
chleba pieczonego
w domu
który jest już
pierwszą nutą
w hymnie błagalnym
o jego istnienie


ZWIĄZEK Z CZASEM

gdy powiedziała
że chciałaby całować się
w deszczu
a on zaczął sprawdzać
prognozę pogody

uwielbiał Kierkegaarda
ona wolała Hegla

różnili się w poglądach
na Wielki Wybuch
GMO
i grubość ciasta do pizzy

będą kłócić się
przed wyborami
przy śniadaniu
i po zmroku

ale na razie
razem czekają na deszcz


BEZ NIEJ

obiecuje sobie
że kiedy jej już nie będzie
to wyrzuci ten stary
różowy dywan z salonu
rozbije kryształ na komodzie
kupi psa
i zacznie czytać przy jedzeniu

a kiedy już może to zrobić
to czuje
że ona siedzi w kącie
w fotelu
i grozi palcem
—————

Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko