Waldemar Jagliński – PRESBYTERIUM { Inspiracja: Apokalipsa św. Jana }

0
95
Maria Wollenberg-Kluza

Dwadzieścia cztery Promienie z pierwszych dwudziestu czterech Wielkich Słońc co pokonały nieprzeniknioną Ciemność. Dwadzieścia cztery złote pokłony brodaczy i dwa tuziny złotych słów co zapalają światła nowych dróg. Oni byli światłami otchłani. Żyli przed prastarymi Niebieskimi i Czerwonymi Słońcami i przed szczególną  Żółtą Gwiazdą. Żyliprzed małym, Błękitnym Domem czerwonym człowiekiem. Oni są złotymi dziećmi Wiekuistej Myśli, synami Pierwszego Światła.

   Przedwieczna Tęcza nad Pierwszym Tronem zawiera każdy oddech. Jest pierwotnym pokarmem i kołyską dusz. A oni, pochyleni za Czterema Postaciami, karmią się nią jak wielobarwnym nektarem. Oni widzą w niej kolorowe uśmiechy tych, którym zapalali nowe drogi.

   Dwadzieścia cztery Promienie w Drugim Kręgu. Światła pierwotnych podłóg i ścian. Latarnie pierwszych światów. Dwa tuziny królów i mędrców. Każdy z nich ma przed sobą obrazy swoich dzieci. Wszystkie wyszły spod wielkich, złotych skrzydeł. Obrazy te są zielonymi bramami na rdzy pierwszego życia dzieci.

   Dwadzieścia cztery Promienie w kole, w kręgu przed pierworodnymi ze Światła. Przed uskrzydlonymi posłańcami co zapalali Wielkie Słońca. Każdy z Promieni  jak jeden z nich, lecz nie dla nich.  

   Pierwszych Siedmiu to mądre duchy swych niebieskich dzieci. To ojcowie szerokich skrzydeł ich myśli, architekci tęczowych domów i animatorzy otwartych dusz. To tajemni władcy kulistych ziem oświetlanych przez Niebieskie Gwiazdy. Nauczyciele tych, którzy stali się błyskawicami pierwszych nauk. Głosicielami wiedzy na jedenastu czerwonych światach.

   Złota Szóstka to dobre duchy swoich złotych dzieci. To ojcowie metalu i błyskotliwych rumaków, które wzorem strzał niosły ich potomstwo ku krańcom poznania. Aż do świata pustki. To niezgłębieni królowie ziem krążących wokół Czerwonych Gwiazd. Nauczyciele wszystkich tęczowych istot zamieszkujących skalne kule światów.

   Niebieska Jedenastka to roztropne duchy swych czerwonych dzieci. Ojcowie ognia, odzienia i strawy. Niezbadani władcy ziem wirujących wokół Żółtych Gwiazd. Błękitni doradcy najmniejszych.

   Dwadzieścia cztery Promienie wokół Pierwszego Tronu. Zielone bramy ich dzieciunoszą sięw Złotych Misach. Misy płyną ku Pierwszemu Tronowi, na którym siedzi Wiekuisty. W jednej dłoni ma on wszystkie tęczowe życia i mroki śmierci, a w drugiej – wieczność. Jest wszystkim dla wszystkich.

   Misy najmniejszych czerwonych dzieci są najpełniejsze, a ich zielone bramy stanowią szczyty rdzawych wydm, diun pełnych zawiłości i płaczu. Bramy te są ukoronowaniem pierwszego życia i końcem odwiecznej walki. Ich zielone skrzydła niczym świeże liście okrywają głębokie spękania w ramionach konarów. W ciałach najmniejszych. Skrzydła zakrywają płacz i cierpienie.

   Szczególne jest istnienie czerwonych dzieci z małego, Błękitnego Świata. Dzieci na wietrze zmian. Dzieci o podzielonych duszach mimo wielkich starań złotych Promieni. To istnienie kłów i pazurów w sercach muzyków i poetów. To niedzielne iskierki ciepła w słowach czerwonych wojowników. Istnienia te zalewały krwią wieki i milenia i ostrzem żelaznym torowały sobie drogę. Pośród tych istot czerwień dusz zamieniała się w trwałą czerń. To ona któregoś dnia na ociosanym drzewie wylała krew Niebieskiej Miłości. Tej, która niosła czerwone dzieci przez rdzę pustyni. Ta sama czerń po kilku mileniach zrodziła Czarny Krzyż i Krwawą Gwiazdę. Potwornego Malarza i  Czerwonego Zabójcę. Ci dwaj uwiedli miliony i miliony rzucili Aniołowi Śmierci. Istoty spod ich znaków na zawsze pozostały w mroku.  

   A Wiekuiste Miłosierdzie przebiło wszystkie karty życia kończąc waśnie wraz z pokonaniem Czarnego Niszczyciela. Pan Nocy, odwieczny oskarżyciel czerwonych dzieci, spadł z ognistego rumaka, a jego kości przykryła rdza piasku.

   Mroczny duch oskarżyciela pozostał jednak w gotowości.  

*         *         *

Wiekuisty górował na Pierwszym Tronie. Łączył w sobie wszystkie oddechy i barwy. Tęcze światów i serca gwiazd. Dla niego i wokół niego zieleniły się pustynie, wody zwyciężały skałę, a największe słońca kurczyły się w pokorze.

  Pokłony każdego istnienia zostały oddane. Ten, który jest wszystkim dla wszystkich po raz pierwszy otworzył jasne dłonie – przed tęczowym Zgromadzeniem uniosło się błękitne życie w wieczności. Każda istota, która szła do Światła ujrzała swój nowy dom. A mieszkania te były jak dusze wybrańców z trzech niższych kręgów. Jak lustra ich szlachetnych myśli. Idący do Światła wznieśli się ponad swe koła i zawołali z radością:

   – Dzięki, dzięki, dzięki!

   Wiekuisty po raz drugi otworzył jasne dłonie – przed Zgromadzeniem, niczym smolisty dym, uniosło się czarne życie w wieczności. Każda istota, która szła za Panem Nocy ujrzała mrok bez końca. Cierniowy labirynt wyrastał w zatrwożonych sercach. Hamował kroki, więził myśli. Idący w Ciemność potępieńcy z niższych kręgówwznieśli się ponad swe koła i zawołali z rozpaczą:

   – Biada, biada, biada!

   Pierwszy ze złotych Promieni podniósł szlachetną głowę i spojrzał w panoszącą się Ciemność. W skłębione chwile i wieczność odrzuconych. Czarny tunel oddalał się już niczym smok co pochwycił swe ofiary. Niósł go Mrok i głęboki smutek.

   – Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów!

   Słowa Promienia wstrząsnęły Zgromadzeniem.

KONIEC
Piła, wrzesień 2023  

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko