Tadeusz Matulewicz – Nie tylko dla smakoszy

0
77

„Smaki Lwowa”Piotra Janczarka to książka wyjątkowa pod wieloma względami. Zacznijmy od oprawy: twarda, barwna, pomysłowo zaprojektowana przez Magdalenę Wójcik, ze zdjęciem przedwojennego „Pokoju śniadań”, wyraźnym tytułem i ukraińskim akcentem. Smaki odnoszą się, co prawda, przede wszystkim do potraw i napojów, oferowanych głodnym i spragnionym, ale tu mają szersze znaczenie, obejmują bowiem również zwiedzane obiekty architektoniczne, wydarzenia historyczne i ludzi, a także smaczki w postaci anegdot, skojarzeń faktów oraz lekkim i przyjemnym stylu, w jakim autor o wszystkim opowiada. Oczywiście na pierwszym miejscu są gastronomiczne lokale, jakie we współczesnym Lwowie należy zobaczyć, spróbować w nich serwowanych dań, napojów, deserów, ale innych obiektów też nie należy pomijać.

Piotr Janczarek, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego znakomity przewodnik po Lwowie, jak z treści opowiadań wynika, wielokrotnie przybywał w tym mieście, jest nim urzeczony, tym przedwojennym i teraźniejszym , mimo obecnie tragicznej sytuacji na Ukrainie.

Lwów był i pozostał wielo etniczny i wielojęzyczny, wielo wyznaniowy. Są tu od dawna Ukraińcy, Polacy, Ormianie, inne mniejszości.

Stąd też różne świątynie ze swym obrządkiem, ale i restauracje z różnymi, regionalnymi potrawami. Ponieważ bez jedzenia obejść się nie można, a smacznie zjeść każdy lubi, autor kuchni i żywieniu najwięcej uwagi poświęca.

Znajomości w lwowskim światku kulinarnym ma wiele, a smakosz z niego niezrównany, więc obchód po mieście nad Pełtwią rozpoczyna od restauracji i kawiarń. Najpierw jednak wędruje do czasów przedwojennych: wspomnieniem o słynnym pokoju śniadaniowym pani Teliczkowej, gdzie można było zjeść parówki z chrzanem, różne sałatki, kanapki i zapić je piwem, a około południa zjeść drugie śniadanie, o sklepach pana Makuły, Baczewskiego.. Przekraczamy barierę czasową i oto poruszamy się po współczesnym mieście. Propozycji zwiedzania lokali gastronomicznych jest wiele. Możemy pójść do knajpy legendy dawnego Lwowa- jak sugeruje przewodnik-,do Atlasu, słynnego ze swoich śniadań, do kawiarni Grand Cafe Leopoldis, kawiarni Cuker Black albo Puchatej Chaty…

Zwiedzanie rozpoczynamy od najbardziej znanej firmy- od Baczewskich.

Zachodzimy do restauracji, gdzie szwedzki stół i można brać ,co się chce, a wybór duży. Ale ta nowoczesność u  Baczewskich nas nie zachwyca.Wolimy tradycję. A trzeba wiedzieć ,że „Baczewski” to zarówno wytwórnia wielu gatunków przednich wódek jak i restauracja o europejskiej renomie.

Wchodzimy więc do obowiązkowego punktu zwiedzania lokalu kontynuującego kuchnię galicyjską.Wnętrze nawiązuje do dawnego wystroju  tej firmy. Obecnie restauracją kieruje Oleksandr Czernyszewski. Lokal nawiązuje w menu do tradycyjnej gastronomii polskiej, ukraińskiej, żydowskiej.

Wybór śniadań i dań obiadowych obszerny i  na wysokim poziomie. Można tu zamówić takie specjały jak żurek po lwowsku , faszerowane gęsie szyjki, zupę rybną , flaczki z parmezanem. I spróbować którąś z nalewek, a jest ich kilkadziesiąt gatunków. Konsumentom towarzyszy muzyka z płyt. Można usłyszeć głos Sławy Przybylskiej,, śpiewającej „Pamiętasz była jesień” czy Mieczysława Fogga, wykonującego światowe „Tango milonga”.

Opuściwszy restaurację Baczewskich zaglądamy do lokalu Kumpel, gdzie również podają dania galicyjskie. Stamtąd udajemy się do Atlasa. Tu na wstępie zaskakują nas eleganckie , wiekowe meble. Przed drugą światową wojną przychodzili tu profesorowie, artyści, wojskowi… Przyciągała ich świetna  kuchnia i doskonała obsługa. W Sali odbywały się koncerty i wieczory poetyckie. Częstymi gośćmi bywali w niej takie znakomitości jak Ludwik Solski, Kornel Makuszyński, Stefan Jaracz, profesor i premier Leon Kozłowski. Restauracja słynęła z dań lwowskich i autorskich oraz z dużego wyboru win i nalewek własnego wyboru. I te tradycje kontynuuje. Była znana także z tego, że po raz pierwszy pojawiła się  w niej pierwsza w mieście płatna toaleta publiczna.

Szkocka to miejsce przede wszystkim przedwojennych spotkań wybitnych matematyków(przychodzili tu Stefan Banach,Hugo Steinhaus, Stanisław Ulam, Władysław Orlicz), bibliofilów, żydowskiej inteligencji – i raz w tygodniu- handlarzy bydłem. Obecnie, wewnątrz odsłonięto tablicę upamiętniającą lwowską szkołę matematyczną.

Kafe Jerusalem oferuje potrawy kuchni żydowskiej askenazyjskiej, gdzie-jak pisze –Piotr Janczarek- „dominuje smak miodu i czarnego pieprzu”.Wystrój jest tu domowy:”Co można było tu powiesić – wisi, co postawić- stoi”. Właścicielka lokalu Lola Landa, oferuje potrawy mięsne i rybne, m.in. rosół z tłustej kury, farszmak z mało solonego śledzia z ciemnym chlebem i kieliszkiem wódki, gefite fisz- mieloną rybę zanurzoną w galarecie o burgundowej barwie.

We Lwowie ,podobnie jak restauracji, jest mnóstwo kawiarni. Można wybierać.Jedną z nich, najstarszą , bo działającą od 1829 roku jest kawiarnia Wiedeńska, utrzymana w dawnym stylu ze Szwejkiem przy wejściu. Wiedeńska serwuje bogaty wybór tortów, strucli, serników i innych ciast , deserów, słynie też z dobrej kawy.

Apteka Mikulasza uważana jest za najpiękniejszą lwowską kawiarnię. Zachwyca wnętrzami w kolorze bordo w różnych odcieniach, jest to po prostu dzieło budowlane , historyczne i kulinarne. Słynie z owocowych likierów, ciast, ciasteczek, tortów, ręcznie robionej czekolady. Wszystko sprzedawane na miejscu i na wynos.

Ormiańska jest siedzibą lwowskiej bohemy. Znana z tego, że kawę parzy się tu po ormiańsku- w tygielkach, a sprzedaje po umiarkowanych cenach.

Kawiarnia Świat Kawy podaje ten napój z różnych części świata. Czego się napić? Kawa, herbata, piwo, wino, Brendy, wódka, nalewki, likiery- wybór ogromny. Wróciła kultura picia.Pije się w lokalach już raczej jak dawniej, z pewnym umiarem. Do historii przeszedł sowiecki sposób picia bez zagrychy. W kawiarniach do potraw przeważnie podaje się nalewki, w restauracjach- wino, tylko w knajpach najczęściej króluje piwo.

Autor pisze ,że” Lwów jest środkowoeuropejska stolicą piwa, a w dziedzinie piwa kwarbowego- stolicą królewską. Chyba nigdzie indziej nie jest ono tak dobre i tak dostępne oraz tanie.”

Książce dodatkowego smaku dodaje słownik potraw, nam Polakom, mało znanych, a tam popularnych.Jest wśród nich na przykład banosz, potrawa z kukurydzianej kaszy, śmietany i bryndzy, jest bogracz- pochodzenia węgierskiego –jednogarnkowa zupa z mięsem, papryką i ziemniakami, jest także barszcz, zwany u nas ukraińskim, a różniący się smakiem, czy wreszcie czeburaki, pochodzące z Krymu pierogi nadziewane mięsem lub serem, smażone na tłuszczu , albo wareniki- pierogi ze śmietaną lub boczkiem.

Osobny walor tej książki to przepisy sporządzania posiłków: barszczu, chłodnika,flaczków po  lwowsku , łazanek po lwowsku, łososia, okonia, ozorków,żurku, sernika, miodówki .Są to przepisy lwowskich mistrzów kuchni m.in. Dmytro Pirogowa-mistrza kuchni restauracji Salb(ozorki wołowe), Lali Landy, właścicielki Kafe Jeruzalem(faszmak żydowski), Jurija Kazika z Bardzo Wysokiej Kuchni(łazanki po lwowsku),Bogdana Biłoniżko, szefa kuchni Szkocka(okoń morski z sosem szafranowo-limonkowym)Ołeksandra Czernyszenki, szefa kuchni restauracji Baczewski( mizeria po lwowsku).

 Odrębny rozdział książki stanowi historia Lwowa . I tu  jak w sprawach kulinarnych, autor okazał się mistrzem. W sposób przystępny przedstawił początki miasta, jego rozwój za Kazimierza Wielkiego , Zygmunta Starego i w następnych wiekach aż do współczesności. Przypomina ważniejsze zabytki miasta m.in. Operę, Muzeum Narodowe, pałace, uczelnie, zwraca uwagę na kamienicę, rzeźby polichromie, doradza,  jak dojechać na cmentarz Łyczakowski i cmentarz Obrońców Lwowa jak i je zwiedzać. Łączy tu wiedzę historyka z umiejętnością turystycznego przewodnika z wyjątkowym skutkiem. Publikację wzbogacają liczne rysunki, odpowiednio dobrane do tekstu :uliczne latarnie, klucze, kubki, łyżki, a nawet kot wychodzący z bramy.I przede wszystkim zdjęcia : czarno-białe, w sepii, kolorowe. Przypominają stary Lwów,ukazują współczesny. Mamy na nich panoramę miasta po drugiej wojnie światowej, ulicę Ormiańską, hotel Astoria, katedrę Świętego Jura, słynne lwy przed ratuszem i wiele, wiele innych.

Mówiliśmy o smakach Lwowa, a na koniec należy dopowiedzieć o smaczkach okraszających przewodnik po Lwowie. To jest ta przyprawa wzbogacająca całość. Nie będę wszystkich wymieniał, niech czytelnik sam innych poszuka,  dwa przytoczę.

W 1940 roku znany pisarz rodyjski Aleksy Tołstoj przebywał we Lwowie. Często w restauracji pił miodówkę. Mimo,że do trunków miał mocną głowę, nieraz nie mógł wstać od stołu. Należało wówczas zamawiać powóz, by odwieźć go do hotelu. Ale miał na tyle siły, żeby do swej rezydencji w Leningradzie  wywieźć ze Lwowa kolekcję obrazów,porcelany i innych dóbr.

Restauracja J.A. Baczewski tak zachwalała swoje wyroby.

„Rzecz wiadoma, że mój dziad, dożył stu czterech lat.

Gdyby Baczewskiego pił, to do dziś ,by żył”

Tadeusz Matulewicz

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko