Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
150

Kiedy kolejny tom?

Znacie te koszmarne przewodniki po literaturze? Te formułowane w przedziwny sposób opinie, najlepiej w morzu niezrozumiałych, albo zrozumiałych tylko dla fachowców, słów? Te peany, hymny albo odwrotnie chlastanie bez umiaru, bez powodu? Książki, w których to nie bohaterowie są ważni, a autor stawiający siebie w roli jedynej wyroczni?

Książka Masłonia jest tego zaprzeczeniem! To książka dla ludzi! Dla każdego, kto chce się dowiedzieć trochę więcej o polskiej literaturze. Bez kadzenia, ale też bez usuwania w cień rzeczy haniebnych.

Trzydzieści trzy sylwetki. Większość od dawna pożegnała się z tym światem. Ale jest też czterech pisarzy wciąż aktywnych: Kazimierz Orłoś, Jarosław Abramow-Newerly, Edward Redliński, Ernest Bryll. Są pisarze spoglądający z literackiego parnasu: Gombrowicz, Mrożek, Lem, są ci, którzy byli towarzyską, ale nie tylko towarzyską atrakcją Warszawy: Głowacki, Dygat, Kisielewski, Himilsbach są tacy, o których zapomniano: Dobrowolski. Mach, Morcinek. Ważni i mniej ważni, ale każdy wart przypomnienia.

Zastanawiam się, jaki był klucz przy doborze bohaterów tej książki. Gdyby pominąć to, że o wielu innych pisał autor „Klątwy sprzeczności” w „Od glorii do infamii” i  „W pisarskim czyścu” zapewne tym kluczem będzie osobisty stosunek do pisarzy. Innym kluczem mogą też być rozmowy, jakie Masłoń przeprowadził dla gazet, w których pisał, a których niewielkie fragmenty pomieścił czasami w prezentowanym tomie.

Ma autor odwagę iść w poprzek utartym sądom. No bo co powiedzieć  o takiej opinii kończącej prezentację Witolda Gombrowicza: „Jego twórczość to jeden wielki ciąg opowieści o zniewoleniu przez sytuacje, w jakich się znajdujemy. I o konwencjach, które zwalczamy, posługując się niczym innym, a konwencjami właśnie. W jego życiu najwięcej było pozerstwa, w książkach jadu. I taki jest jego tytuł do wielkości.”

W innym miejscu pisząc o „Raju na ziemi i innych historiach” Jana Himilsbacha „znajdujemy opowiadania, w których bywa dobry pomysł, dobra kompozycja, dobrze poprowadzona fabuła, są dobre dialogi i tylko nigdzie nie ma tego wszystkiego naraz.”

Są autorzy, których Masłoń lubił i… i przestał lubić: „I już nie umiem po tej książce pisać o Głowie jak kiedyś, z ogromną przyjemnością i podziwem, czasem chyba bezkrytycznie, ale to był w naszej warszawskiej rzeczywistości ktoś wyjątkowy. Dlatego dalej przykro mi słuchać, a i czasem czytać o jego nie za pięknych czynach.”

Te trzy cytaty mogą sprawiać wrażenie, że autor „Klątwy sprzeczności” rozdaje tylko razy. Nie, to nieprawda. Są pisarze, o których mówi, takie odnoszę wrażenie, wręcz z czułością, ze zrozumieniem ich trudnego życia, z podziwem dla ich wytrwałości, osiągniętych efektów literackiego trudu. Tak pisze choćby o Zygmuncie Kubiaku czy Zofii Kossak, Marii Kuncewiczowej, z sympatią przypomina Marię Iwaszkiewicz. Ale… Ale nie znaczy, że chce oddzielić postawę od dorobku. To, oczywiście, trudne. Bo przecież w historii literatury byli wielcy pisarze, którzy dali się ponieść najgorszym, zbrodniczym ideom, choćby Hamsun, Celine, Malaparte, przecież faszyzm i komunizm chwalił Yeats, tylu innych. Więc dlaczego chłostać tych, którzy w Polsce zarazili się komunizmem (albo byli „tylko” oportunistami)? Dlatego, że nigdy się z komunizmu nie tłumaczyli, nie ponieśli z tego tytułu, inaczej niż tamci, żadnych konsekwencji, że od 34 lat panuje cisza, zgoda aby nie wyciągać na światło dzienne haniebnych postaw. Masłoń nie zamierza milczeć, być współtwórcą fałszywego mitu. Nie tylko zresztą w tym zakresie. Łatwo dziś powiedzieć: co ma do literatury preferencja seksualna piszącego? Nic. Nic absolutnie (pod warunkiem, że nie krzywdzi się innych), ale przecież nie zawsze tak było. To niezbyt odległe czasy, gdy był to jeden z głównych atutów bezpieki przy łamaniu ludzi.

Są w tej książce pisarze z jakiegoś powodu ważni. Choćby Stanisław Ryszard Dobrowolski. Pamiętam, jak w latach siedemdziesiątych na półkach księgarskich stały pięknie wydane jego „Dzieła zebrane”. Nikt tego literackiego szmelcu nie kupował, a autor stał się synonimem kompletnej degrengolady, także moralnej. Ale przecież to autor jednej z najsłynniejszych piosenek powstańczych, „Warszawskich dzieci”.

Jest Jerzy Krzysztoń i opowieść o jego „Obłędzie” Ta książka, wydana w trzech tomach, robiła wrażenie niezwykłe, wstrząsające, tak jak tragiczny koniec jej autora. Słusznie przywołuje zresztą w tym miejscu Masłoń innego pisarza, Janusza Krasińskiego. Też z obłędem…

Wat, Brzechwa, Brycht, Szczepański, Odojewski, Wiechecki. Wszyscy oni byli dla mnie, a pewnie nie tylko dla mnie, pisarzami ważnymi. To prawda, czas weryfikuje, pozwala na nowe hierarchie, odsiewa ziarno od plew. Masłoń przypomina, ocenia własną miarą, ale robi to w sposób mistrzowski. Aż chce się zakrzyknąć; kiedy kolejny tom z sylwetkami współczesnych, tych z pierwszych dwóch dekad III RP?

Krzysztof Masłoń – Klątwa sprzeczności. Sylwetki dwudziestowiecznych pisarzy, Zysk i S-ka, Poznań 2023, str. 349.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko