Bianka Kunicka Chudzikowska – wiersze

0
62


– bibularz furkoczących słów –

jesteśmy sadem zmieniającym barwy
kawałkami wyszczerbionego żelaza
monodiami w których plącze się wiatr  

kiedyś gdy staniemy się ciałem
położysz dłonie na mojej twarzy
a młode feniksy pokochają ogień

na skraju czucia podaruję ci pióro simurga
odda nam swoje trzydzieści imion i zasieje czas
zamieszkamy w gnieździe na drzewie wszystkich nasion
zrzucimy stare liście a słowa powrócą

latające czyżyki wyśpiewują nieskończone piękno
eremici bez skazy nie znają słów i nie zadają bólu
na ostrzach noży – serca błyszczą jak metal
tętnem rzeźbią przepowiednie na dłoniach


– epifania –

ostrożnie stawiam kroki
w zdrętwiałych dłoniach niosę wszystko co przyjdzie
tak bardzo kruche nienawidzi bólu
z każdym krokiem dojrzewa
już niedługo nauczy się mówić

niebo miłosierne zmiłuj się nade mną

lubię zapach deszczu senność świtu i mgłę
opowieści o straconych nadziejach w których nie ma rozpaczy
gdzie miłość jest cicha i nie kaleczy
buduję gniazda składam dłonie i piszę
nowego boga który nie pogardza człowiekiem

słowo łatwowierne zmiłuj się nade mną

pod niebem mlecznobiałych pereł umieram
w nim śmiech dzieci może będzie prawdziwy
teraz póki krew jeszcze pachnie słońcem
położę na progu tobołek
usiądę aby odpocząć przed daleką podróżą


nieznośna lekkość bólu

oddzielam ziarno od plew i nucę pieśń nad pieśniami
spoglądam na mężczyznę najpiękniejszego z ludzi
jego serce milczy a dusza śpiewa czystym głosem aniołów
nie zapytam skąd wraca skoro idzie do mnie
wiem że musi być święty nie ma ciała ani dłoni
choć przeczuwam dotyk który może się spełnić

jestem wirem falą kołem śmiercionośnym ogniem
parafrazą szaleństwa burzą samobójczą nadzieją
kiedy byłam natchniona znikła moja cielesność
chociaż drżę od spojrzenia które znałam od zawsze

staję się ziemią żyzną miękką urodzajną jak życie
od wschodu do zachodu i we wszystkich kierunkach
ziarno które zasieję pozarasta ścierniska
może kiedyś gdy wyrosną nam dłonie powrócisz
rozdrapując naskórek udowodnisz że jestem


– Epimenides nie lubi kobiet, a wszyscy Kreteńczycy kłamią *–

jestem jedną z twoich kobiet ananke
ja matka chaosu łona ciemności i piastunka czasu
stałam się w sobie w czterech obcych kierunkach
tak właśnie się stałam  bo nie mogłam inaczej

mlekiem napełniłam rzeki jak kolebki dłoni
piersi które karmią i te na pokuszenie
napoiłam mędrców złe bestie brzuchy leniwe
przyprawiłam goryczą nici bezmyślnych prządek

śmierć i życie nie lubią próżności jak ja
jestem próżna i z próżnego nalewam
piję do dna i DNA uplatam w helisowe warkocze
czy ty wiesz że sama urodziłam boga?

a kobiety i kreteńczycy zawsze kłamią


– soczyste wersety –

idąc naszym tropem można dojść do emirskiej alhambry
gdzie karmin spowija noc dzień miłość i nienawiść
spocone cienie andaluzyjskich koni wciąż pędzą na oślep
jak maurowie którzy nigdy nie odeszli stąd na zawsze

nie spłoszmy pamięci o smaku i zapachu pomarańczy
dojrzałe w słońcu wpadały w kołyszące się łódeczki dłoni
słodkie jak skóra opalonych dziewcząt grenady
odgarniających z oczu kosmyki kruczoczarnych loków

zasypiamy pod niebem pełnym westchnień
pomiędzy snami o wierności i uczciwości
warczymy wygryzając grzechy i odmawiając zaklęcia

nigdy nie będziemy tacy sami choć ja jestem tobą a ty mną
moja sierść lśni a ty otrząsasz szron i kładziesz głowę na moich udach
a mówili że dwa tygrysy nie mogą mieszkać w jednej klatce

 
wadi kadisza

zamykam noc za drzwiami z perlącej się masy
las cedrowy rozrasta się we mnie a ziemia faluje
kiedyś gdy jeszcze bałam się nocy ścinałam drzewa

dziś burzę bramy piekieł i czekam na cud
pozwalam odejść umarłym a żywym buduję świątynie
obdarta ze skóry wkładam kryształowy napierśnik 

przecież nie dobija się wierszy

dam ci serce ze spiżu dam ci ołtarz z bursztynu
moja miłość jest mocna niczym wulkan irnini
nie ma sobie równej kiedy walczy o strawę

ja inkrustowana nostalgią zatańczę ci siebie
choć w trzech częściach kobieta w jednej nieśmiertelna
silna w sercu i łonie czasem kruszę czas w dłoniach 

w mojej głowie płoną ćmy
w ogniu świętych obrazów umierają szczęśliwe
słowa rozrastają się złotem niczym brzuch danae

pęcznieją zachłystując się naszym oddechem
każdy kto ukołysze ich pierwszy krzyk 
uformuje nas w smak wiatru

gdy zerwałam zasłony rozsypało się wszystko
sny pogasły niczym gwiazdy o świcie
nie przetrwała we mnie ani jedna bezsenność

rozebrałam się z ciała abyś pragnął mnie bardziej
teraz idąc czuję cienie drzew pod stopami
zostawiam ślady na nieskończonym piasku


– lapis lazuli –

twoje dłonie dają mi czas abym zdążyła odejść tak
jak nie odeszła bezimienna dziewczyna z delft
wciąż lśni perłowym blaskiem na orbitach snów
fastrygując niebo gasnącymi sercami gwiazd

czuję twoją obecność w szkarłatach zmierzchu
szukam cię w pamięci wilgotnej ziemi i mięty
jestem źdźbłem szepczącym majowe poranki i deszcz

jesteś ogniem żarem burzą pożogą syberyjskich lasów
rozpoznaję cię w ciszy czerwcowych pól zapachu łąk
we wszystkim co kocham odnajduję twoje oczy

daj rękę z linii papilarnych uplotę twoją obecność
obejmę ziemię strunami skowyczących gitar
pękną rozcinając nas na dwie półkule
nasłuchując kroków wypatrując całości umrzemy
szczęśliwi przeczuwając swoją obecność
as
a


– smak wiatru –

moja krew nie napisze dziś wiersza
tylko wtedy spojrzysz na mnie naprawdę
nie mam dłoni moje oczy nie patrzą
naga i bosa nie posiadam niczego

może właśnie dziś jestem najbogatsza z ludzi

byłam niema kiedy próbowałam być poetką
myśląc o tym co spodoba się innym

gdy zerwałam zasłony rozsypało się wszystko
sny pogasły niczym gwiazdy o świcie
nie przetrwała we mnie ani jedna bezsenność
rozebrałam się z ciała abyś pragnął mnie bardziej

teraz idąc czuję cienie drzew pod stopami
zostawiam ślady na nieskończonym piasku


– wiersz co sieje słowa by je upleść w dłonie –

.
chciałabym abyś napisał o mnie wiersz
na korze sykomory najpiękniejszy z pięknych
naznaczony bliznami nieustannie walczący o oddech

kołysałby się w tańcu niczym trzcina na wietrze
nagi i cierpliwy zatopiony w tobie do końca
byłby szklany jak kielich z którego gasisz pragnienie
napełniałabym sobą gliniane dzbany i wazy

mogłabym być w nim studnią sanktuarium ciepłą ziemią jaskinią
miododajnym źródłem mięsożernym kwiatem owocem
pokruszonym wszechświatem roztańczonym ogniem i skałą
firmamentem oddechów monolitem czasu echem
zwierzęciem które przybiega by ukoić samotność
wielkim wozem wiszącym pod rtęciowym sklepieniem
mogłabym być ciałem jaźnią umysłem przepowiednią iluzją

napisz mnie teraz pięknie i nie żałuj zadrapań
pisz pomiędzy wersami niech się splotą nam dłonie
w nich wyrosną stokrotki
głóg zakwitnie czerwienią
napisz mnie teraz pięknie na wilgotnym piasku
naznaczoną bliznami już bez końca walczącą o przypływ


– pamięć przyszłości –

świt otula zmysły kobaltowym kocem
zanurzam w nim usta wyciszając oddech
rozwieszam w pamięci nasze przyszłe noce
po to abyś nigdy nie zapomniał o mnie

głośne stado kosów rozdrapuje błękit
muska mnie skrzydłami czarnymi jak rozpacz
niech ukoją serce by przestało tęsknić
jeśli nie pozwolisz mu w swoim pozostać

nie umiem się modlić diabłu duszę oddam
nogi w rybi ogon pozwolę zamienić
niech toń szmaragdowa mnie porwie w ramiona
jeśli śmierć pozwoli życie z tobą dzielić

krople łzawej rosy tańczą mi na ustach
suche trawy spalam w objęciach niemocy
jestem pełna tobą tak jak w sobie pusta
dokarmiam marzenia bezsennością nocy

moja dzika dusza porośnięta sierścią
pulsuje karminem rozgryzając słowa
użyźniam pamięcią co kiedyś odeszło
wiosną wszystko wokół zakwitnie od nowa

choć jestem żywiołem na wezbranej fali
czas się z aort życia nieustannie sączy
gdy kiedyś poczujesz się już nie kochany
to oznaczać będzie że ten świat się skończył

Bianka Kunicka – Chudzikowska – wrocławska poetka, prozaiczka i publicystka, z wykształcenia plastyczka oraz kulturoznawczyni ze specjalnością historia sztuki.

Publikowała w Helikopterze, Akancie, Migotaniach, Toposie,  Wydawnictwie Woj, FanBook, Czarty Wymiar, Presto, Dzienniku Trybuna, oraz na portalach pisarze.pl. i granice.pl. Autorka tomów wierszy pobrudzone szminką (2017), poparzone wrzątkiem (2019) oraz powieści Najprawdziwsza Fikcja (2018) i Na wieki wieków, Pani Amen (2021).



Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko