Paweł Krupka – Wspomnienie Aleksandra Nawrockiego w rocznicę śmierci

2
106
Fot. z archiwum rodziny Nawrockich

W chwili ukazania się 533 numeru dwutygodnika upływa właśnie pierwsza rocznica śmierci Aleksandra Nawrockiego, wszechstronnego i oryginalnego pisarza, a przede wszystkim jednego z czołowych promotorów poezji tworzonej w środowiskach literackich. Urodzony w 1940 roku, należał do pokolenia Współczesności i przez minione pół wieku odegrał znaczącą rolę w polskim życiu literackim. Był indywidualistą o silnej osobowości, nie mieścił się w schematach i układach, dlatego przez długie lata działalności stał się postacią barwną i kontrowersyjną. Zakorzeniony w środowisku literackim stolicy i głęboko osadzony w jego życiu, pozostawał jednak zawsze nieco z boku, poza jego głównymi nurtami. Zawsze trochę różny od ogółu, ambitny i zadziorny wolny elektron na orbicie, zdobył liczne grono oddanych wielbicieli, a także zajadłych wrogów.

Pochodził z okolic Przasnysza i przez całe życie pozostał wierny mazowieckiej ziemi, choć bujna wyobraźnia i niespokojny duch uczyniły zeń obieżyświata, otwartego na obce języki, kultury i obyczaje. Ciekawość świata, przekora, indywidualizm i fantazja naznaczyły osobowość i działalność Nawrockiego już we wczesnej młodości. Studiował kilka kierunków humanistycznych, zarówno w Polsce, jak za granicą, co w jego pokoleniu należało do rzadkości. Prowokował, ryzykował, sięgał po zakazane owoce. W czasach gomułkowskich napisał pierwszą w Polsce pracę dyplomową o Miłoszu, co wówczas było oznaką odwagi i determinacji. Przekornym indywidualistą pozostał przez całe życie, zawsze żeglując pod prąd. Tak w podstawach ideowych twórczości, jak w praktycznych wyborach literackich i społecznych.

Zawsze otwarty na nowinki, ambitny i energiczny, Nawrocki był jednym z pierwszych literatów, którzy po zmianach ustrojowych wyrwali się z pasożytniczej sieci instytucjonalnej i postanowili zmierzyć się z wolnym rynkiem wydawniczym. W 1992 roku założył własne wydawnictwo IBiS, wyspecjalizowane w niekomercyjnej, niszowej beletrystyce. W 1998 stworzył POEZJĘ dzisiaj, jedno z nielicznych w Polsce i w Europie czasopism poświęconych poezji drukowanej, coraz bardziej niepopularnej i przegrywającej konkurencję z żywym słowem tworzonym w różnych gatunkach muzycznych. Od pierwszych lat nowego stulecia organizował międzynarodowe festiwale poetyckie. Jako pierwszy w Polsce zareagował na ogłoszenie przez UNESCO Światowego Dnia Poezji i rozpoczął doroczne obchody tego święta, obejmujące zrazu Warszawę i Mazowsze, z czasem zaś rozszerzane na inne regiony kraju i na ośrodki polonijne za granicą. Światowe Dni Poezji towarzyszyły mu do ostatnich chwil życia. Ich XXII edycję zamknął zaledwie na kilka dni przed śmiercią, tocząc ostatni etap walki z niszczącą chorobą.

Niestrudzony organizator życia literackiego, do wiosennych festiwali organizowanych na Światowy Dzień Poezji dołączył po kilku latach jesienne Festiwale Poezji Słowiańskiej. Ukierunkowany filologicznie w okresie studiów na węgierski i rumuński obszar językowy, pozostał jednak wiernym wielbicielem słowiańszczyzny i przez całe życie kultywował zainteresowanie językami z naszej rodziny, ich literaturami oraz przyjaźnie literackie z nimi związane, ponad podziałami ideowymi i politycznymi. Taka postawa nie zawsze zjednywała mu przyjaciół wśród poprawnej politycznie większości i życzliwość publicznych mecenasów kultury. Dzięki swej wytrwałości i przebojowości potrafił jednak skutecznie pokonywać lub omijać bariery i konsekwentnie robić swoje – tworzyć swoisty międzynarodowy mikrokosmos literacki, w którym spełniał swe pasje kulturoznawcze i podróżnicze. Festiwale poezji były bowiem zaczynem przyjaźni literackich, które owocowały wymianą wizyt, doświadczeń, a w konsekwencji międzynarodową współpracą wydawniczą.

Właśnie w międzynarodowej współpracy literackiej chyba najlepiej spełnił się niespokojny duch Aleksandra Nawrockiego, jego otwartość i ciekawość świata. I w tej dziedzinie chyba najbardziej szczególnie wyróżnił się w różnorodnym krajowym pejzażu literackim. Był bodajże najwięcej tłumaczonym i wydawanym polskim pisarzem na świecie, jeśli pominiemy autorów, którzy zyskali status „celebrytów” przez prestiżowe nagrody lub działalność pozaliteracką. Liczba wydań książkowych jego dzieł w różnych krajach i językach przekroczyła liczbę krajowych wydań, co wszak rzadko się zdarza. Ten dorobek w przekładach stanowił zawsze dla Aleksandra źródło dumy i satysfakcji.

Z powyższych względów pamiętamy na co dzień Nawrockiego głównie jako działacza, organizatora, wydawcę i popularyzatora niepopularnych gatunków literackich daleko bardziej, niż autora. A pisarzem był przecież niepoślednim i zgoła nietuzinkowym. Żyjąc i tworząc w epoce zatarcia różnic między rodzajami i gatunkami literackimi, kiedy większość nie tylko autorów, ale także krytyków i badaczy zatraciło świadomość tychże różnic, Nawrocki, dzięki gruntownemu wykształceniu filologicznemu oraz rozbudzonej wrażliwości estetycznej, potrafił tę świadomość zachować i utrwalić. Tak w twórczości własnej, jak i w działalności promocyjnej. Szczególnie ukochał poezję i był prawdziwym poetą, na przekór powszechnemu „odpoetyzowaniu” gatunków lirycznych przez współczesne środowiska literackie. Nie będąc muzykiem, choć sam nie grał na instrumentach i nie śpiewał, wiedział, czuł i rozumiał genetyczne pokrewieństwo poezji z muzyką, a także strukturalne właściwości metajęzyka liryki, odmiennego od naturalnego tworzywa językowego gatunków epickich. Dysponując mocnym głosem, potrafił efektownie interpretować poezję na scenie i sprzeciwiał się rozpowszechnionej praktyce nieudolnych występów recytatorskich większości autorów. Na festiwalach posługiwał się w tym celu popularnymi aktorami.

Nie będę się tu rozwodził nad charakterystyką języka i warsztatu poetyckiego Aleksandra. Lepiej, niż analiza filologiczna, posłuży tu lektura kilku wybranych utworów, które poniżej zamieszczam. To kilka nieco zapomnianych perełek z bogatego dorobku lirycznego, które zarówno sam autor, jak jego liczni tłumacze często pomijali w późniejszych wydaniach. Złożone w jednym małym zbiorze dają jasne wyobrażenie o umiejętności przetwarzania przez Nawrockiego w misterny język liryki bardzo zróżnicowanych obszarów tematycznych od filozofii oraz ideologii społecznej począwszy, na psychologii uczuć, doznań i spostrzeżeń skończywszy.

Był też Nawrocki wytrawnym i wyrafinowanym prozaikiem, choć jego dorobek w zakresie form narracyjnych jest skromny i mało znany, zwłaszcza w kraju. Jego jedyna powieść, Cień jego anioła, doczekała się natomiast kilku wydań zagranicznych. Świadomie chyba, trzymając się konsekwentnie elitarnego i niszowego charakteru swej twórczości, pozostał z dala od popularnych i opłacalnych komercyjnie gatunków narracyjnych. Próbował też sił w publicystyce społecznej i kulturoznawczej, choć zdecydowanie nie była to jego bajka i w tej dziedzinie jego dorobek nie jest znaczący, ani porównywalny z osiągnięciami w gatunkach typowo niszowych.

Na koniec godzi się wspomnieć o niebagatelnym dorobku translatorskim Nawrockiego, będącym logiczną konsekwencją jego kontaktów i działalności międzynarodowej. Już za młodu dał się poznać jako świetny tłumacz klasycznej poezji. Jego przekłady Petőfiego, opublikowane w 1971 roku, śmiało konkurują z dawniejszymi wydaniami i pokazują solidny warsztat i biegłość w posługiwaniu się mową wiązaną. Później sięgnął po autorów późniejszych, a następnie sobie współczesnych. Zrazu węgierskich i rumuńskich, później zaś z różnych krajów słowiańskich. Nie oparł się też pokusie pośredniego tłumaczenia z nieznanych sobie języków i ponownego spolszczania klasyków takich, jak Petrarka czy Baudelaire. Z pewnością nie była to najmocniejsza strona jego dorobku, świadczy jednak o ambicji i wszechstronnych zamiłowaniach.

Dzisiaj, po upływie roku od odejścia Aleksandra Nawrockiego, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nawet w rozproszonym i zatomizowanym świecie literatury niekomercyjnej, odczuwa się brak w naszym otoczeniu tej barwnej i nietuzinkowej postaci. Do końca życia, choć w ostatnich latach osłabiony, schorowany i pozbawiony zmarłej trzy lata wcześniej małżonki Barbary Jurkowskiej, bezcennej towarzyszki jego licznych przygód literackich, pozostał aktywnym i zauważalnym elementem stołecznego krajobrazu literackiego. W rocznicę śmierci doceniamy jego bogaty i wszechstronny dorobek twórczy i promocyjny. Jestem przekonany, że Aleksander Nawrocki zapisał się trwale w historii polskiej literatury przełomu stuleci.

Paweł Krupka


Aleksander Nawrocki


Impresja

W podróż wyruszają ci,
których bóg jest samotny.
Otwierają kolejne kościoły,
zdobywają najwyższe góry.
wracają do siebie, gdy spadną
ostatnie liście i kolorowa mgła
zamieni się w rosę odsłaniając
realny krajobraz.

Pozbawieni piękna zatrzymają się
w pierwszym napotkanym domu,
tam przypomną pogrzebanych przyjaciół
i godziny walki – z czułością.


Łucja

Dojrzewasz, Łucjo, w przedmiotach i w miodzie
Lat tęczujących, w kościołach i w srebrze.
Pszczoły ci znoszą błękitne brzęczenie,
W biodra przybiera spojrzenie mężczyzny.

Dni są jak krowy mleczne w kurzu drogi,
Łucjo przydrożna, Łucjo białopienna,
Drewniany świątku pod blaszanym liściem –
Dziewczyno: w sromie, w świtających piersiach.

Perkal sukienek zbiera z pola grochy…
Ostów nie lubisz ani miasta w lecie,
Za to organy, bo to twoje ciało
W półmroku żłobi złotą ścieżkę śmiechem.

Myszy się boisz, z chłopakiem już sypiasz,
Może szczęśliwa, może podpowiada
Wiatr kołatanie serca, gdy na strychu
Wpółzamyślona ścięty warkocz chowasz.

Łucjo zdziwiona jak dwa brzegi wiosny,
Gdy się zbiegają u kępy sasanek.
Łucjo – w szlagierach wibrująca, w snopkach,
Gdy ich zapachem znaczysz koniec lipca…


Masz dużo przyjaciół

Biorą pod lupę twoje słowa,
odzierają z wiosny oczy,
prowadzą pod rękę,
aby łatwiej pchnąć
nawet z szerokiego mostu.
Na imieniny przynoszą
misterne puzderka życzliwości,
w których jeżą się
śmiercionośne żądła.
Są przyjaciółmi
twoich gnijących ran,
wiedzą, co zrobić,
aby niebo nad twoją głową
zmieniło kolor,
a lipiec
rozbił się
o przelatujące ptaki
z ich gniazd.


Komentarz

Giniemy walcząc w blasku zimnej gwiazdy,
Milczymy hardo, gdy śmierć życiem miota.
Z kłębka idei ukrytą nić złotą,
Którą tezeusz brał od ariadny.

Kto znów wyłuska, nie dobrnie do szczęścia,
Lecz głębiej zajrzy w dziki krater nocy.
Kto zdławi morze i z sobą bój stoczy,
Zostanie mędrcem, ale nie zwycięzcą.

Władza prorokom nigdy nie pisana.
Uparci głupcy postęp wnoszą mieczem –
A piękno – płótna trefić tylko zdolne.

Komu więc ołtarz? Komu moc kochania?
Grzebiemy w miedzi i w glinie stuleci,
By z nich na nowo ukuć mocny oręż?


Zwierzenie wilka

Przyniesiono obrożę.
– Masz – powiadają. – będzie twoim świętem
– dziesięcioma przykazaniami.
Gdy się przetrze, naprawiaj ją natychmiast,
pilnuj, jak własnego życia,
porównuj z innymi obrożami –
to dobrze widziane,
narzekaj, że przyniesiono ci ją za późno,
dopiero po urodzeniu.
Załóż towarzystwo miłośników obróż:
im więcej kolegów nimi zadławisz,
tym będziesz bliższy absolutnej prawdy,
że łagodny uścisk obroży na twojej szyi
daje ci poczucie bezpieczeństwa
i wiary, że jesteś potrzebny…
Patrzę na ich życzliwe ręce.
– Ale ja nie jestem psem – tłumaczę.
– Moją obrożą jest pogłos kniei
i pętle dróg, kłębiące się
w wyciu kolegów.
Mój nos nie zna woni człowieka,
dlatego wyję od serca.

Reklama

2 KOMENTARZE

  1. Tak, miałem przyjemność Go poznać, i bywać w jego towarzystwie. Dostarczał mi wiele nowych wrażen i doznań poetyckich. Brakuje takiego człowieka jak on nie tylko w Warszawie. Dziękuje Pawle za te wspomnienia.

  2. Pawle, dobrze to ująłeś pisząc o Aleksandrze Nawrockim. Był On naszym parowozem, promotorem, naszym przykładem dobrej literatury, inspirował, zachęcał, pomagał i promował. Pozostanie wzorem dla nas, pozostanie w naszej pamięci. szczególne słowa pamięci i podziękowania kieruję do Jego najbliższych, rodziny i przyjaciół oraz osób blisko współpracujących z Aleksandrem. Jan Rychner.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko