Bohdan Wrocławski – Jeden wiersz

0
90
Bohdan Wrocławski
Bohdan Wrocławski

 
A jednak…


Kiedy otwieram starą gdańską szafę
dostrzegam
że w skrzypieniu drzwi
mój umysł powoli zaczyna gubić szczegóły
 
wydaje się że jest otwarty
na wszystko to co doświadczałem
wczoraj i zacznie wcześniej
 
A jednak
 
Oto ktoś  przypomina mi noc świętojańską
pogańskie gonitwy  po zroszonych łąkach
cudowną magię ogniska
przez które w euforii
przeskakują moje wspomnienia
 
A jednak
 
Dzisiejsze moje lenistwo
uciekanie wzrokiem w horyzont
w mgłę
określającą krzyk i bezbronność
 
wieczne błądzenie
wzdłuż tych samych korytarzy
szukanie w nich cieni półświatła
 
barokowego natchnienia
napinającego piersi niczym łacińskie żagle
wyblakłe od starości i niechęci
 
zaczajonych za linią brzegową ptaków
gubienie wątków
 
fragmentów rozpoczętej etiudy
 
też ma prawdopodobnie swoje źródło
w dawno
nieodczytywanych  szczegółach
 
czasami próbuję wzrokiem oddzielić
to co jest istotne
od tego co jest nieistotne
 
to zapamiętaj aż do śmierci
a o tym nigdy nikomu nie mów
bo ci nie uwierzą
bo to nigdy zaistnieć nie mogło
 
Bo sam nie wierzysz w to
że jeszcze jesteś
wśród niekończącej się zieleni lasów
szarzejących jesienią łąk
stad saren
zagubionych na nadbrzeżnych burzanach
 
miast pragnących zachować w sobie
majestatyczne dostojeństwo
historii
wyrytej na odpadających tynkach
 
Oczywiście mogę odpłynąć dalej
do tego miejsca
w którym ląd
obserwowany z pokładu
zamienia się najpierw w szarą linię
 
a później niebieszczeje
aż do utraty własnego oddechu
 
Stamtąd nikt już nie odczyta
równomiernego głosu
pracującego silnika
Białe ptaki odpłyną majestatycznie
w stronę brzegu
 
rozumiem je
tak określą swoje bezpieczeństwo
 
A jednak
 
Zatem jeszcze raz i jeszcze raz
próbuję połączyć szczegóły
te istotne
z tymi zupełnie nieistotnymi
 
które dobiegają do mnie
niczym przytłumiony obecnością nauczyciela
gwar
szkolnego podwórka
 
A jednak
 
A jednak wiem
że alfabet zmierzchu jest znacznie trudniejszy
do odczytania
od wszystkich uśpionych w nas nadziei
 
Na brzegu wygasa ognisko
chłód  od wody rozchodzi się po całym ciele
orzeźwia
Milkną głosy odchodzących
Ostatni aktor niknie w kulisach
 
Porozrzucane na scenie rekwizyty
nikomu już niepotrzebne
zwisające elementy scenografii
szczegóły obok szczegółów
 
I tekst
 którego jutro  nikt już nie zechce przeczytać
 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko