Paweł Krupka – Odszedł Ugo Piscopo, zasłużony pisarz z Neapolu

0
68
fot. z archiwum autora

Niedawno straciliśmy w Neapolu zacnego i wszechstronnego kolegę po piórze, życzliwego Polsce i jej kulturze. Ugo Piscopo (1934 – 1922) w swym długim i pracowitym życiu zasłużył się szczególnie swemu miastu, jego historii i piśmiennictwu, ale także dla rozwoju jego współpracy literackiej z różnymi krajami Europy, także i z naszym.

Pochodził z okolic Avellino, ale już w czasach studenckich zamieszkał na zawsze w Neapolu i przez ponad pół wieku był jednym z czołowych i najbardziej aktywnych promotorów życia umysłowego, a zwłaszcza literackiego grodu pod Wezuwiuszem. Po studiach humanistycznych poświęcił się karierze pedagogicznej i akademickiej. Przez wiele lat uczył głównie we włoskich szkołach za granicą, był inspektorem oświaty oraz wykładowcą Uniwersytetu w Salerno.

Twórczością własną, krytyką literacką i wszechstronną publicystyką humanistyczną zajmował się już od lat studenckich. Debiutował wówczas jako dramaturg. Teatrowi pozostał wierny przez całe życie. Potem wydał liczne zbiory poezji, opowiadań, szkiców historycznych, filozoficznych i kulturoznawczych. Był też przez pół wieku z przerwami, spowodowanymi zagranicznymi misjami pedagogicznymi, aktywnym organizatorem i animatorem życia kulturalnego i wydawniczego Neapolu. Jako autor i redaktor licznych serii wydawniczych zasłużył się szczególnie w krzewieniu wiedzy o historii Neapolu, jego kultury oraz wybitnych pisarzy neapolitańskich, tworzących w języku miejscowym, a także po włosku.

Sam pisał głównie po włosku, nie stronił jednak od tekstów autorskich w języku neapolitańskim, który, choć nigdy nie uzyskał urzędowego statusu, jest wciąż żywy w kulturze, szczególne w teatrze, filmie i popularnej na całym świecie muzyce. Jego bogaty dorobek twórczy obejmuje kilkadziesiąt sztuk teatralnych, kilkanaście zbiorów poezji, aforyzmów, a także setki szkiców, artykułów oraz rozmaitych opracowań historycznych, historyczno-literackich i kulturoznawczych. Popularny neapolitański dziennik Il Mattino nazajutrz po śmierci szczególnie trafnie nazwał sędziwego pisarza „człowiekiem wielu żywotów i wielu stron”.

Charakter postawy literackiej i twórczości Piscopa właściwie i zwięźle wskazuje tytuł studium jego poezji Tradycja i innowacja autorstwa neapolitańskiej badaczki Marii Grazii Spataro, wydanego w 2011 roku. Analizując wybrane zbiory wierszy, autorka pracy wymienia jako główne walory twórczości Piscopa uczciwość wyrazu i szacunek dla słowa oraz głębokie zaangażowanie społeczne i etyczne. Zwraca też uwagę na dystans pisarza do rzeczywistości, jego subtelną ironię oraz erudycję i stałe odniesienia do miejscowej, neapolitańskiej rzeczywistości społeczno-kulturowej w szerszych, ogólnoeuropejskich kontekstach humanistycznych. Istotnie, Piscopo imponował erudycją. Czytał biegle po francusku i po niemiecku i, równolegle do pogłębionych studiów nad neapolitańskim dziedzictwem kultury, obserwował bacznie i przybliżał włoskim czytelników ciekawe nowinki literackie i humanistyczne z sąsiednich krajów. Ta różnorodność inspiracji i szerokość spojrzenia na świat zaowocowały w osobliwej poetyce twórczości własnej, którą neapolitański krytyk Stefano Lanuzza nazwał „intensywnym i powszechnym realizmem egzystencjalnym”.

W swych dalekich i bliskich wędrówkach literackich i pedagogicznych dotarł Ugo Piscopo też do Warszawy jako autor i krytyk. W 2008 roku gościł we Włoskim Instytucie Kultury na czterodniowych obchodach Światowego Dnia Poezji, prezentując twórczość swego krajana i kolegi-pedagoga Nicoli Prebenny. Własną poezję przedstawił polskiej publiczności wkrótce potem w zbiorze Wyjazdy i powroty, wydanym w dwujęzycznej serii Zbliżenia warszawskiej oficyny Heliodor w przekładach Olgi Celuch i niżej podpisanego.

Od czasu wydania Wyjazdów i powrotów upłynęło niemal 15 lat, dlatego pozwalam sobie, ku uczczeniu pamięci zmarłego kolegi z Neapolu, przypomnieć Czytelnikom kilka utworów z tego zbioru.

 Paweł Krupka


Bezosobowe

Grudki ziemi rozsypywały się
rankiem po zeschłym krzewie;
jednak ledwie zapadł zmierzch, pola
odżywały twarde na skorupie.
Światło wyblakłe tkwiło w oknie,
jedynie mysikrólik rozbijał szybę
powietrza zaschłą na wzgórzu.
Zwierzęcym ciepłem stajnia
dymiła przez drzwi otwarte na oścież
gdy moja babcia zmieniała słomę.
Połowa zwisała szara i niezgrabna
nad bokiem wyżłobionym a w nim na dnie
kredowe skorupy w długich norach.

Byłem mały, lecz pewnego nudnego dnia
rozsypałem w podarunku owe świecące rzeczy,
plamy czasu w szybach wieczności.
Podrósłszy, wziąłem cynowe pokrywki
obijałem i nawlekałem na sznurek:
korale z nich zawiesiłem na schodach
a babcia je liczyła osłupiała.
Lecz, mały złodziej, ukradłem
i wspiąłem się do kościoła w górze wsi.
Potem, w drodze powrotnej, zdjęło mnie przerażenie,
i podzieliłem je między kilku kolegów.
Potem wszystko nastąpiło od nowa, bo zawsze
jak zwykle to ja znów zacząłem.


Jest jakieś wczoraj

Ze szczytu na szczyt na białym tarasie
w niebieskawym cieniu letniego nieba
stary wczorajszy łuk oddala się zużyty.
Wciąż sznur wije się wokół dzisiejszej głowy,
wciąż wczoraj wkrada się do włókien dnia.
Jest jakieś wczoraj w długich myślach pożegnania,
w długich programach niewczesnych podejrzeń.
 Ty polerujesz moje serce jak dobra gospodyni
i oczyszczasz dom z moich „głupich notatek”:
„W końcu to nie są wiersze ani powieści”.
Lecz tylko gdy w wielkim krysztale duszy
rozleje się po żyłach owa kropla powietrza
wydmuchana ze strachu,  wszystko się roztopi
w szklany pył, a w spiralę
trąby wchłonie ją piszczałka
organów muzyki, która otwiera się za
ogromną, płaską aureolą życia.


Piosneczka

to serduszko dziecinne
zawinięte w bibułkę
przez kryształową duszę
że nie śmiesz go wyrzucić
gdy ze sklepu wychodzisz
lecz w środku jest przecież jest

to jest serce chłopięce
dziewczynki dnia pewnego
szukały na ulicy
kamyka okrągłego
na głowę wielkanocnej
laleczki z wycinanki

to zaś serce młodzieńca
w słoneczne winne grono
już moszcz jest owinięty
i ziarnka są już spore
może grad lub paznokieć
poszarpał liście winne

to serce dorosłego
sztywno utkwione w porcie
gruba żelazna lina
gdzie cumy zarzucone
z powrotem lub ku morzu
zamknięte zawieruchą

ale serce staruszka?
właśnie serce staruszka
coraz lżejszy na pulsie
medalik na łańcuszku
niemal tylko wspomnienie


Strach

Tworzy tłok w środku ściska
gardło strach palcami ze stali
kobieta za rękę prowadzi dziewczynkę
jaką była nie śmie jej wystawiać
na zejście po schodach
ani otwarcie furtki
na tle której zarysowujesz się łbem i ogonem
jak pióropuszem przechwalasz się kłami
i pazurem postaci
która nieświadoma wysila się
niegrzecznie do mnie Znieważona czy pies
jest mój pyta i jak zwykle trudno mi
ukorzyć się przed kimś, kto używa innego języka
odpowiadać poczynam wnet

jak zwykłem mawiać narasta
wyraźnie teatralne kłamstwo
mające w swym centrum psa ojca i założyciela
wszystkich ras krwiożerczych
tutaj, w obowiązku okazania na co stać Zło
tam, pracującego w rzeźni Pana
lub jest to ślad pradawnej nietowarzyskości
wobec innych istnień
co nadają okrucieństwo postawionym uszom
samotnym i spragnionym
drzew głosów
które chłoną


Jeśli ziarno

niepowstrzymany w każdym wyjściu
                        słony wicher sirocco cię owija
i wydyma serce cień liścia
platanu wystrojonego niby amerykański paź
                        krąży między twarzami
i słowami rozpościerając się pośrodku
i spada ocierając się o szerokie ściany
leczy jeśli na wilgotnym mchu spocznie ziarno
i pąk przebije osłonę
oszalała odurzona nić wybucha
                        w zielonym zawrocie
liście dyni wychylają się ku słońcu
rozłożyste gęstą i durną szorstkością sławy

Przełożyli Olga Celuch i Paweł Krupka

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko