Krzysztof Lubczyński – Lektury arcyniemodne 11

0
20

Komunizm i antyfaszyzm

„Powieść „Siódmy krzyż” napisana została w latach 1937-1939, akcja rozgrywa się w Niemczech na jesieni 1937, a więc w okresie ogromnych sukcesów faszyzmu, a zupełnego rozbicia i niemal unicestwienia zdelegalizowanej Komunistycznej Partii Niemiec. Tragedię partii ukazuje autorka na tle przekroju całego społeczeństwa. Osią fabuły jest ucieczka siedmiu więźniów z obozu koncentracyjnego. Postawa ludzi wobec uciekinierów, zwłaszcza wobec głównego bohatera, komunisty Georga Heislera, jedynego, dla którego ucieczka nie kończy się śmiercią, jest jednocześnie postawą wobec reżimu hitlerowskiego. Przy czym ta postawa w przeważającej liczbie sytuacji  wyraża się nie tyle przez czyny, co przez wewnętrzne nastawienie, przez walkę toczącą się w psychice poszczególnych osób. Niezwykły dramatyzm powieści, ogromne napięcie akcji wywodzi się właśnie z owych konfliktów wewnętrznych, a każdy konflikt jest ściśle powiązany z osią fabularną, każda podjęta lub zaniechana decyzja ma wpływ na losy uciekiniera”.

Ta powieść jest „arcyniemodna” z kilku powodów. Po pierwsze, choć napisana przez Annę Seghers (1900-1983) i wydana w 1942 roku w Nowym Jorku, stała się jedną z emblematycznych pozycji literatury w komunistycznej Niemieckiej Republice Demokratycznej, w której pisarka, członkini przedwojennej Komunistycznej Partii Niemiec, osiedliła się po wojnie, stając się „firmową”, emblematyczną postacią literatury wschodnioniemieckiej, uhonorowaną Nagrodą Państwową NRD i Nagrodą Leninowską Po drugie, powieść jest panegirykiem ( a więc hołdem przesadzonym) na część komunistów niemieckich jako jedynych, którzy mieli odwagę przeciwstawić się czynnie hitleryzmowi. Po trzecie, „Siódmy krzyż” jest przykładem klasycznej prozy realistycznej, szarej, mimetycznej, wyzbytej jakichkolwiek fajerwerków i „konceptów” literackich. Po trzecie obraz hitlerowskich Niemiec pozbawiony jest modnego demonizmu i ekspresjonizmu i odznacza się pospolitością, nijakością. Można by rzec, że w tej nieefektownej, choć niewątpliwie wybitnej powieści nazizm niemiecki jawi się jak „zwyczajny faszyzm”, by nawiązać do brzmienia tytułu znanego filmu radzieckiego. Faszyzm z „Siódmym krzyżu”, wbrew brzemieniu tytułu, powieści pozbawionej niemal „klinicznie” jakiegokolwiek mistycyzmu. Powrót do tej lektury po latach nie był porywający, tak jak nieporywająca był moja pierwsza jej lektura przed półwiekiem. Ale mimo wszystko warto było poświęcić na nią kilka godzin.

Anna Seghers – „Siódmy krzyż”, przekład. Maria Wołczacka i Janina Marecka (liczne wydania)

Mają swoje losy także groby

Romantyzm nie jest obecnie co prawda aż arcyniemodny. Od kiedy wielka Maria Janion wprowadziła go w prawdziwy, a nie pozorowany, krwioobieg intelektualny, nie rzedną szeregi literaturoznawców, którzy zajmują się analizowaniem, na wszelkie możliwe sposoby – romantyzmu i jego protagonistów. Jednak dzisiejsze pisanie jest zawiłe, hermetyczne językowo, skoncentrowane na „wnętrznościach” romantyzmu, na odkrywaniu jego „nowych znaczeń”. Tak jak Alina Witkowska już się o romantyzmie nie pisze, klarownie, zrozumiale, bez stosowania „ibeelowskiego” narzecza. A już tym bardziej nie pisze się o tak drugorzędnych romantykach jak Kazimierz Brodziński, uwzględnianego w podręcznikach do literatury i syntezach głównie jako autor sielankowego poematu „Wiesław”. Brodziński nie był tak wykwintnym, ekskluzywnym intelektualistą jak „pięknoduch” Słowacki. W młodości był żołnierzem i brał udział w wojnie polsko-austriackiej 1809 roku. Był też typem „wyrobnika z codziennej pracy”, człowiekiem uczuciowym, prostym i rodzinnym, żadnym tam romantycznym demonem. Ponadto dane mu było umrzeć na emigracji, w Dreźnie, dokąd uciekł z paskiewiczowskiej Warszawy i tam też został pochowany. Marzył jednak o powrocie, tęsknił za ojczyzną, był sentymentalnym patriota polskim. Powodował nim imperatyw powrotu, który w biografii Witkowskiej referuje cytowany przez nią Andrzej Kijowski: „Żyje w polskiej kulturze fenomen, który nazwałbym sienkiewiczowską strukturą idei; wyraża się ona w uformowaniu losu bohaterów, którzy muszą oczyścić się ze świata współczesnego, aby powrócić do mitycznego, mgłą osłoniętego początku, do źródła, do pierwotnej Arkadii. (…) Są to zarazem symbole  pocieszenia, głoszące triumf tradycji, tego co organiczne i pierwotne, nad historią i nad człowiekiem jako produktem historii”. Brodzińskiemu nie dane było powrócić do ojczyzny. Do tego pośmiertnie dotknął go jeden jeszcze paradoksalny fakt. Jego przyjaciele, świadomi jego tęsknot za naturą polską, pochowali go w zacisznej części katolickiego cmentarza, w miejscu „sielankowym”, otoczonym drzewami. Dziś ten mały cmentarzyk w dzielnicy Friedrichstadt, między rzekami Elba i Weisseritz jest szczelnie obudowany, a tuż za murem rozpościera się nowoczesna, wcześniej fabryczna architektura, nie respektująca „ciszy grobów”. W latach sześćdziesiątych Witkowska pisała, że „mur cmentarny nie ochronił tego kawałka ziemi zmarłych od ataku współczesności, od jej obecności wulgarnej i pewnej siebie. Nad cmentarną kaplicą wystrzela strzela w niebo komin fabryczny (…) Pod ścianą owej drukarni znajdziemy mogiłę Brodzińskiego. Nie zielona kalina, nie wierzba płacząca i polne ptaszę towarzyszy mogile polskiego poety, lecz fabryka gazet i jej maszyny rotacyjne”. Dziś, po przeszło półwieczu krajobraz za murem na pewno się odmienił, przeobraził w nowe formy nowoczesności, ale grób marzącego o sielskiej ciszy Brodzińskiego nadal podlega jej opresji. Mają swoje losy książki, ludzie, mają swoje losy także groby…

Alina Witkowska – „Kazimierz Brodziński” (1968)

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko