Jan Tulik – Tylko para wróbli

0
90

„jeszcze jedna noc”*) jest najnowszym zbiorem wierszy Andrzeja Kosmowskiego (dedykowany Renie), tom jak zwykle u tego autora oryginalny i wysmakowany. Otwiera go miniatura bez tytułu:

poranek
starość zlizuje krwawe krople rosy
z butów nowego (nie)porządki świata

Właściwie ten wiersz mógłby być mottem, który wyznacza temperaturę całości książki. Owa sugerowana starość, nieporządek niby porządku naszego świata, to w pewien sposób rozliczanie się z tym światem, który jest bo jest, ale chyba uwiera, i boli.

Jak w wierszu „szlak ku nicości” – bohater kreowany jest na człowieka jadącego samochodem o piątej nad ranem, czującego depresyjną powtarzalność autostrady” i przypominającego sobie dawaną poradę dziadka Stefana: nigdy nie narzekaj na noce przed wschodem dnia / bywają złośliwe i mogą się zemścić. Pora mglista, słońce jeszcze nie wychynęło zza horyzontu. Przestroga dziadka w takiej sytuacji zapewne ma głęboki sens, wszak jazda w takich warunkach może zakończyć się źle, jest to bowiem szlak ku nicości.

Wspomnienia, także za gorzkim woalem, wypływają z barokowo brzmiącego tytułu wiersza „z zatartych zapisków pradziadka jakuba – powstańca 1963, Sybiraka, bogato dekorowanego weterana”. To wyraz szacunku dla minionych pokoleń, dla dziadka Jakuba, i myśl, że wszystko mija, a minione życie może późny wnuk zinterpretować różnie. Bowiem posadzą ostatnich z pokolenia w pierwszym rzędzie / niczym sklepowe manekiny z przeszłości. Czy nasze pokolenia są manekinami z przeszłości? Może to nadinterpretacja, ale takie skojarzenie będzie tu chyba uprawnione.

Podobnie jest jak w wierszu bez tytułu:

balast codzienności
spycha nasze historie
 w mroczne głębie
 niespokojnych snów

by już nigdy nie zamarzyły
 o powrocie

Więc nie ma powrotu – to przecież truizm – lecz nie można nawet marzyć o powrocie. Bo cóż wart byłby powrót w mroczne głębie niespokojnych snów? I jeszcze jedno wspomnienie:

długi spokojny wieczór
w niespokojny czas
zasuszony klonowy liść
pewnie ze czterdzieści lat temu
wetknięty w tomik różewicza
niespodziewanie
staje się wierszem

Przypomina to już rodzącą się lirykę w nowych szatach. Inspiracja wierszami Różewicza po wielu latach układa nowy wiersz, który może dostrzec jedynie bohater liryczny utworu, teraz i czytelnik. Ale to nie koniec rozważań o istocie życia z okresu minionego, który współcześnie jakby zbierał cierpkie niekiedy, owoce. Gdyż bezsenność / bezradnie / wierci się / na poduszce („zachód słońca”). Ta bezsenność jest zmorą pełzającą od dawna, od jakiegoś kiedyś. *** już dobrze po północy / wpisany we framugę okna / księżyc / wypełnia się / moim niepokojem  („bezgwiezdne niebo”). Bezsenność – jeszcze jedna noc / wysiedlona ze snu”. Tak oto sny z dawnych jakby lat mogą nas dręczyć, one może zachodzą na siebie jak łuska ryby, jak powiedział Jarosław Iwaszkiewicz o zachodzących na siebie pokoleniach.

Autor zwrócił także uwagę na przeżywany czas pandemiczny. Bardzo stosownie i poetycko wyraża ten groźny okres miniatura:

kwarantanna –
na naszej ławce
tylko para wróbli

Poeta zastosował piękną paralelę – jedynie para ptaków jest na zewnątrz, nie ma tu ludzi, stosują się oni do zasad kwarantanny. W wierszu „czas pandemiczny” czytamy również o okresie minionym. Lecz jest stosowne uzasadnienia dla roztrząsania czasu minionego: nigdy nie ufaj czasowi / nigdy nie ufaj naszym czasom. Podkreślenie wątpliwości w naszym czasie jest uwagą o groźnym obliczu. Nasze czasy to nie tylko zaraza, to także zaraza wzajemnej nieufności, zaraza głoszonej z różnych tronów nietolerancji, które tworzą różne podziały, nawet nienawiść.

To właśnie w tym czasie różnych kwarantann rodzi się „klangor”; klucz żurawi na sierpniowym niebie zamieniony został, według pandemicznego słownika, na sezon / drugiej fali zarazy / jeszcze niedawno / zwany / zwyczajnie / jesienią. Przykre. Zwolna powstające zmiany w naszej mentalności, czas i zdarzenia zyskują więc nowe nazwy, a one budzą trwogę, bo wyrzucają nas poza nawias normalności.

Interesujący w zbiorze „jeszcze jedna noc” jest motyw lustra. Przeciwstawienie pozornie podobnych fraz daje odmienne obrazy, oba istotne. Zestawione obok siebie wyraźnie ukazują ową odmienność intencji autora:

*** rozbite lustro / w każdym okruchu / odmienne wspomnienia

*** rozbite lustro – z okruchów próbuję / złożyć się na nowo. Lustrzane odbicia, okruchy z których można stworzyć nową wartość. Ale nawet po idealnym złożeniu szczątków lustra nie powróci się do czasu sprzed trzasku szkła, to jak z heraklitejską rzeką – nie wejdziemy do tej samej wody.

Kosmowski tym samym proponuje czytelnikowi rozmowę na poziomie rozważań  filozoficznych, w tym także dywagacji na tematy socjologiczne, kulturowe. Ale pomiędzy tymi aspektami nie uchyla się od oprawiania kwestii ważnych, często ontologicznych, także w szaty ironii  („błądzą ci, którzy mają ironię za zło ludzkiego serca” – pisał K. C. Norwid) a i humoru. W wierszu „konsultacja kliniczna” autor tomu „atlantyk jest wszędzie” pisze:

dama z tępą kosą
w ramach teleporady
uprzejmie pyta skazańca
o osełkę

Jest to lekka (może wcale nielekka…) kpina z medycznych konsultacji przez telefon. Mnie w pierwszym skojarzeniu jawi się cykl płócien „Thanatos” Jacka Malczewskiego. Wiersz „lustro albo powoli żegnam się z covidem” kończy strofa: „a przecież według komunikatu / homera z sanepidu / w stopniu starszego kaprala / wojsk terytorialnych / odys już na spokojnych wodach”.  Tu również autor szydzi z medialnych informacji na temat zarazy i jej oficjalnego „zawieszenia”, wszak takie „odwołanie” pandemii przypomina odwoływanie atmosferycznych zagrożeń, które i tak widać, gdy wychylimy głwę na zewnątrz.

Kpiną z biznesowych zabiegów nowobogackich jest „tradycja”. 

ale już jutro sancho pansa
otworzy w nim
przydrożną knajpę
(…)
złamana pordzewiała włócznia don kichota
 przypadkowo znaleziona w pokrzywach
 pod młyńskim wzgórzem
już wisi nad jakże romantycznym
barem

(„tradycja”) – ośmieszenie pseudotradycji, choć może i coś zostaje przy okazji ocalone? ocalone… owa włócznia spod kamienia?

„Niezwykle ujmująca jest refleksyjność tej poezji, (…) przeplata się z kąśliwym słowem i humorem” – pisała Elżbieta Musiał, recenzując wcześniejszy tomik tego autora. 

Andrzej Kosmowski sporo wierszy poświęca minionym latom, o czym już wspominałem. Być może to zaraza uczyniła w ludzkiej psychice wiele zamieszania. Minione lata zawierają również refleksje o nich, sięgające wstecz, niemal to innej epoki. W wierszu „cmentarz choleryczny w żychlinie” autor opisuje swój sen, z obrazem lasku na wzgórzu, i wtedy – wyznaje: po raz pierwszy / czuję dotyk / i spazmatyczny oddech / moich pradziadów. Konstatacja ta, w obliczu naszej ostatniej epidemii (nie kończy się ona… mimo hurra optymizmu polityków) podpowiada nam, że wszystko może się powtarzać, mogą powstawać nowe cmentarze, kryjące zmarłych w cierpieniach.

Wiersz towarzyszący utworowi wspomnianemu powyżej, nosi tytuł „nasze miejsca”. W pewnym sensie jest kontynuacją ewokowanych obrazów z czasów minionych;

zdziczały sad
dzieciństwa
broni się
za okopami
wrotyczy i nawłoci

po chwili czytamy, teraz: w zimnym i obojętnym październikowym słońcu dojrzewamy do pytań / których usilnie staraliśmy się / nie słyszeć, by w końcu dopowiedzieć, że teraz stojąc w zdziczałym sadzie dzieciństwa, niespodziewanie wiemy / że nas już tutaj nie ma. Ot czas, nieubłagany, który przypomina o swojej wiecznej wędrówce w osobliwych chwilach, jak spisywanie testamentu, memento. Może sam tytuł „jeszcze jedna noc” mówi o wartości dodanej do naszego życia; jeszcze jedna noc minęła, i zbliża się nowy dzień… Kolejna noc została nam podarowana.

Autor zbioru „Gdzie jest ta mgła” poświęcił sporo miejsca nieżyjącemu już ojcu. I było to pretekstem do funeralnych refleksji. Wzruszający utwór „boże narodzenie – rok później” („pamięci Ojca”) jest jakby niedokończoną rozmową z kimś wyjątkowo bliskim; jak się okazuje, bohater liryczny wiersza jest jakby nakłoniony sytuacją do wyznania: prawdę mówiąc / nigdy nie rozmawialiśmy ze sobą intensywniej. Doskonale to rozumiem, także chciałbym wiele powiedzieć, dopowiedzieć, moim bliskim, którzy na zawsze odeszli.

Po niedługim czasie od śmierci ojca Kosmowski napisze: teraz stoję nad grobem ojca / i śmierć starannie a bezczelnie / mości sobie solidne gniazdo / w moich synapsach” i kończy ten utwór słowami:

a nad głową samoloty
donikąd
(„Okęcie”)

„cmentarz” – sąsiadujący z powyższym wierszem, kończą słowa:

Bóg podobnie jak ptaki / chyba znalazł dla siebie / inne miejsce. W tej cmentarnej pustce i ciszy nawet ptaki milkną, znajdują inne miejsca, jak i ci, którzy zostali powołani na wieczną służbę. I jeszcze jedna miniatura z tego nurtu:

stary cmentarz
zatarte nazwiska
przeżyły pamięć

Wiersze funeralne można by ułożyć w jednolity cykl. Tym bardziej, że kolejni przyjaciele /rozpływają się w ciemnościach (*** „dogasające ogniska”). I tym bardziej skoro wymierające miasto – / na szczerbatym ceglanym ogrodzeniu / starego cmentarza / sprzedawcy trumien / ogłaszają promocje – może to szyderstwo, uwaga skupiona na tych, którzy na ludzkim bólu starają się zbić interes.

Świetne syntezy proponuje autor „Hotelowego listownika”. W miniaturach, a są one w klimacie i idei formy haiku, warto przytoczyć kilka z tych ozdób w mozaice zbioru „jeszcze jedna noc”.

***

wielki tydzień
mirabelka
bielsza niż śnieg

***

już wiosna
pająk rozwiesił sieci
w kominku

***

przymrozek
nawet księżyc tężeje
na metalowym parapecie

***

świt
zgnieciona gałązka tymianku
wpisana w jej włosy

 ***

babie lato –
igła gramofonu
potyka się na rysach

Miniatury, ale to przecież bez wątpienia haiku, jakie pisali poprzednicy, mistrzowie tej formy wiersza, pełne nastroju, żywiołów natury, jej pierwotności. Tak pisali Bashô, Buson, Issa – klasycy dalekowschodniej poezji.

– „Poezja Andrzeja Kosmowskiego zaskakuje pomysłowością, ostrością widzenia (…) Odkrywa nowe możliwości słowa” – pisał o tej poezji Stefan Jurkowski. To bezwzględnie trafna ocena liryki Andrzeja Kosmowskiego. Jest on bowiem poetą, który mierzy się z rzeczywistością, i z lekkością wkracza na niełatwe ścieżki metafizyki. Potrafi cisnąć ostrzem humoru, ironii, ale i obdarować czytelnika woalem lirycznego obłoku. Mistrzostwo.

Jan Tulik

——————————–

*) Andrzej Kosmowski „jeszcze jedna noc” , Wydawnictwo Anagram, Warszawa 2022. Obraz na okładce „Ucieczka z miasta” Maria Wollenberg-Kluza. s. 130

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko