Dagna Ślepowrońska – wiersze

0
228

Z cyklu „Rozmowa z drzewem”


SOSNA

Stara B. ufała tylko sosnom
Powierzała im wszystkie zgryzoty
Jej spowiedź przekazywały
Chmurom które
Obmywały ją z grzechu
Pochowali ją w sośninie
Rozumiały się dobrze
Obie martwe tuliły się
Ciało do ciała
Kość do deski
Deska do kości
A dusza B. wspięła się
Po pniu duszy sosny
W nadniebny wiecznie
Zielony szum


BRZOZA

Pochyła brzozo
w mym ogrodzie trwaj
Wszak twoje ciało
dla moich kóz raj
Choć pobodą cię rogami
Choć cię zdepczą racicami
Dla mnie zawsze trwaj

O święta brzozo
cóż że cię boli
z twojego ciała
wystrugam stolik
twoim sokiem się opiję
twoją witką kogoś zbiję
Trwaj choć cię boli

Przecudna brzozo
na nic twe żale
jeśli mnie znudzisz
zaraz cię spalę
twoim ogniem się ogrzeję
twe popioły wiatr rozwieje
na nic twe żale


WIERZBA

Mówili ci, że ból
Trzeba znosić z pokorą
Uwierzyłaś
Mówili twoja wina
Twoja wielka wina
Uwierzyłaś
Pletli trzy po trzy
Kosze i warkocze
Chciałaś wierzyć
Lecz w twoim wnętrzu
Chichotał maleńki Rokita
Przysiadłaś nad strugą
By obmyć się z grzechu
Lecz tak cię, dzięki Bogu,
Cudownie rozdiablił
Że pozwoliłaś wiatrom
Targać swoje włosy
Rozjaśniłaś ciszę
Serenadą trznadli


KLON 1

Spośród przyjaciół
Dzieciństwa klon należał
Do najbardziej niezawodnych
Zawsze stał blisko
Gotowy dać schronienie
Przed burzami w domu
Pocieszał przestraszoną
Czułym szeptem liści
Wspierał silnym ramieniem
Pozwalał wspiąć się na tyle wysoko
Że zdziwione kucały wszystkie smutki
Łaskotał chmury bym płakała z deszczem
W jesiennej biedzie sypnął złotem
Kiedyś  przyjął mnie nawet
Z młodszym bratem
Uśmiechnął się do babci
Wołającej z dołu że dzieci nie ptaki 


KLON 2

Otulał nas słodko cierpki
Zapach klonowych witek
Ojciec właśnie wrócił ze szpitala
Był słaby, ale pomógł mi
Zbudować szałas
Siedząc w nim strugaliśmy
Łuki i strzały
Otulał nas słodko cierpki
Zapach klonowych witek
Więc wonie strachu ,
Choroby, śmierci
Nie miały do nas dostępu


GRUSZA

Jedni budzą się do życia
A inni do śmierci
Moje ciało
Staje się kruche
Czy zostanie po mnie tylko
Kopczyk piasku?
Czuję bezlitosny
Przemarsz mrówek.
Wyciągam suche 
Ramiona  ku niebu
Odpowiada na moje błaganie
Jeden konar obsypuje kwieciem
Jeden rękaw ślubnej sukienki
Zamienia się w bezmiar rumianej słodyczy


MAGNOLIA

Chłopiec kochał magnolię
Nie za kwiaty
Kochał ją najbardziej
Gdy nikt w ogrodzie
Nie pamiętał już ich piękna
Kochał za niskopienność
Tylko na nią potrafił się wdrapać
Wtulony w chłodny pień
Czuł się prawdziwym chłopakiem
Magnolia kochała chłopca
Nie za bukiety słów
W które owijał swe myśli
Kochała go najbardziej
Gdy drżący milczał
Wśród liści
Przygarniając go
Wątłym konarem
Czuła się prawdziwym drzewem


CZEREŚNIA

Kiedyś czereśnię
Obsiadły anioły
Obsypały białym kwieciem
Gdy dojrzał owoc
Zleciały się dzieci
By poczuć smak nieba


Dagna Ślepowrońska bywa poetką, pisarką i dramaturżką oraz reżyserką teatralną, a od czasu do czasu także malarką i rysowniczką

Z wykształcenia jest psycholożką. Ważną część jej życia stanowi prowadzenie psychoterapii, którą również traktuje jako aktywność twórczą.

Wydała 4 tomiki poezji, kilka dramatów oraz 30 książek dla dzieci. Kieruje grupą teatralną „Scena za Ścianą” działającą przy Centrum Praw Kobiet. Publikowała m.in. w „Akcencie”, „Magazynie Literackim”, „Dialogu”, a także w „Świerszczyku” i „Pentliczku.” .Współpracowała z teatrem Polskiego Radia. Jej teksty tłumaczone były na angielski, niemiecki, ukraiński oraz słoweński.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko