Bohdan Wrocławski – Jeden wiersz

0
86
Bohdan Wrocławski
Bohdan Wrocławski

Srebrna moneta

Noc którą starałem się wyprzedzić
nadchodziła znikąd
mocna niczym konary stuletniego dębu

To nieprawda
że wiatr cichnie wieczorem uczepiony słońca
Jego czerwony blask
nierówno zamykał wymijane fragmenty
prowadzącej na północ drogi

Ta podróż niemająca początku
mocna jak muzyka Beethovena
Niecierpliwa jak palce kochanka – milczące
i wciąż nienasycone

Jest zmierzch
ktoś w oddali śpiewa tak cicho
jakby wargi przykrywał dłonią
Być może to jakaś pogańska modlitwa
w której resztki majowego słońca umykają w przestrzeń
delikatnością większą niż potrzeba

Być może to ostatni wieczór
który wyrasta dalej niż się tego mogłem spodziewać

Być może dotrę tam gdzie kończy się igła kompasu
a cała przestrzeń staje się mniejsza
od starej monety schowanej w klaserze

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko