Roman Soroczyński – Festiwal w biegu

0
36

Podczas Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera przydałaby się umiejętność teleportacji. Dziewiętnasta edycja Festiwalu, organizowana od 27 sierpnia do 4 września 2022 roku, objęła ponad 150 imprez w siedmiu dzielnicach Warszawy. Ba! Pierwsze festiwalowe przedsięwzięcia odbywały się już od 12 sierpnia w miejscowościach związanych z życiem patrona Festiwalu, Isaaka Bashevisa Singera: w Biłgoraju i w Radzyminie.

Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że po zakończeniu pandemii tegoroczna  edycja Festiwalu odbędzie się tylko w radosnej atmosferze. Że odbędą się te wszystkie spotkania, że odbędą się te wszystkie wyjazdy i przyjazdy, które były długo odkładane, albo które musiały być odwołane niemal w ostatniej chwili – co dotyczyło też wielu artystów zapraszanych przez organizatorów. Niestety, 24 lutego wiele się zmieniło: tuż za naszymi granicami wybuchła wojna. I choć Warszawa Singera to festiwal poświęcony kulturze, organizatorzy, wśród których prym wiedzie Fundacja Shalom, nie pozostali obojętni na te tragiczne wydarzenia. Dlatego postanowili zaprosić więcej artystów z Ukrainy, a także artystów, którzy w swoich projektach wspierają naszych sąsiadów.

Do tej pory na Festiwalu dominowały dwie sztuki: muzyka i teatr. Moim zdaniem, to spektrum poszerzyło się o literaturę. I to tej sferze, prowadzonej przez niestrudzonego i zawsze dobrze przygotowanego Remigiusza Grzelę, nieco więcej.

Czytelnicy (i nie tylko!) zostali zabrani w wyjątkową podróż, obejmującą: Żydowski Salon Literacki, cykl Mistrzowie Czytają oraz różne formy spotkań z poezją.

Rozmowy, prowadzone przez Remigiusza Grzelę,  w ramach Salonu Literackiego cieszyły się wielką popularnością. Nic dziwnego, skoro w Austriackim Forum Kultury pojawiały się w nim same znakomitości! Hanna Krall opowiadała o swojej najnowszej książce, Szczegóły znaczące, która jesienią ukaże się w Wydawnictwie Literackim. Wybitna reporterka zawarła w niej zbiór tekstów, jakie publikowała w „Tygodniku Powszechnym” w latach 2021-2022. Książka jest powrotem do „szczegółów znaczących”, które łączyły autorkę z bohaterami artykułów lub które powodowały, że chciała o nich napisać. Wymienianie wszystkich bohaterów zajęłoby zbyt dużo miejsca, dlatego nadmienię tylko, że są wśród nich: Marek Edelman, Krzysztof Kieślowski, Zofia Kucówna, Agnieszka Osiecka, Tadeusz Różewicz czy Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat.

Hanna Krall i Remigiusz Grzela – fot. Marta Kuśmierz

Z kolei podczas spotkania o dosyć długim tytule „Nie była Runią Singer. O Runi Poncz, warszawskiej partnerce Icchoka Baszewisa Singera, matce jego syna, komunistce i outsiderce” oczy wszystkich były skierowane na wnuczkę Runi i Icchoka, Meirav Hen. Sądzę, że spotkanie wyjaśniło wiele, do tej pory nieznanych, kwestii związanych z życiem Runi Poncz. Warto w tym  miejscu nadmienić, że podczas otwarcia Festiwalu Singera jego Dyrektorka i twórczyni, Gołda Tencer, wręczyła wnuczce festiwalowego patrona specjalną nagrodę “Strażnik Pamięci”.

Gołda Tencer i Meirav Hen – fot. R&V Ben Door

Chyba nikomu nie trzeba mówić, kim jest Agnieszka Holland. Pretekstem do spotkania ze znakomitą reżyserką stała się książka Karoliny Pasternak HOLLAND. Biografia od nowa. Do udziału w spotkaniu została zaproszona również Bogusława Schubert – polska aktorka filmowa i teatralna, która między innymi współpracowała z Agnieszką Holland. Dzięki temu rozmowa miała bardzo obszerny zakres: od spraw warsztatowych, związanych z powstawaniem biografii czy w ogóle pisaniem książek poprzez spojrzenie na różnorodne tematy filmowe do najbliższych planów zawodowych uczestniczek spotkania. Dużo miejsca zajęła kwestia współpracy reżyserów z aktorami – zwłaszcza w kontekście głośnych ostatnio spraw związanych z przemocą. Bogusława Schubert, która zrezygnowała z kariery aktorskiej, zdradziła, że jej decyzja wynikała między innymi ze znajdujących się na widowni… telefonów komórkowych „między uszami”. Agnieszka Holland opisała swoje zdziwienie, kiedy zorientowała się, że organizatorzy trwającego obecnie przeglądu filmów cenzurowanych [w stanie wojennym – przyp. RS] nie zaprosili reżyserki na pokaz jej filmu „Kobieta samotna”. Czyżby powtórka cenzury? Nie dziwię się zatem, że reżyserka stwierdziła:

Przyjdą lepsze czasy, jeśli się postaramy.

Agnieszka Holland, Karolina Pasternak i Bogusława Schubert – fot. R&V Ben Door

Również bohaterka następnego spotkania, Małgorzata Niezabitowska, która zadebiutowała jako autorka powieści, podzieliła się swoimi doświadczeniami związanymi z cenzurą oraz dziennikarstwem funkcjonującym w podziemiu. Równie ciekawe były refleksje z czasów, kiedy była rzeczniczką prasową pierwszego niekomunistycznego rządu Tadeusza Mazowieckiego. Autorka zdradziła kulisy powołania tego rządu, podkreślając jednocześnie, że przed podjęciem każdej decyzji zastanawiano się, czy to jest dobre dla Polski. Ciekawie to brzmi w kontekście dużej części decyzji podejmowanych przez obecne władze. Spotkanie stało się okazją do przypomnienia, że już podczas pierwszej edycji Festiwalu, w 2004 roku, Małgorzata Niezabitowska prezentowała książkęOSTATNI Współcześni Żydzi Polscy. Co ciekawe, książka powstała w 1981 roku, ale w czasach PRL nie można było jej opublikować. Akcja debiutu powieściowego Małgorzaty Niezabitowskiej, Światłość i mrok, ma miejsce w 1939 roku: zaczyna się w maju, a kończy 1 września. Toczy się ona na Kresach Wschodnich – w społeczności, w której występują chasydzi, Polacy i Ukraińcy. Jak łatwo się domyślić, ten podział jest przyczyną pewnych nieporozumień, ale i… miłości. Remigiusz Grzela podkreślił, że trudno treść powieści wyabstrahować z życiorysu pisarki, zwracając również uwagę na fakt, iż sceny erotyczne są pisane z perspektywy męskiej. Małgorzata Niezabitowska stwierdziła nieco żartobliwie, że jej zdaniem dobry research to podstawa. Pięknie podsumowała swój sposób pisania:

Zależy mi na tym, aby czytelnik widział to, co czyta.

Nikogo zatem nie powinien zdziwić aktywny udział w spotkaniu osób, które już przeczytały Światłość i mrok, oraz ich radość na wieść o tym, że powieść będzie kontynuowana.

Małgorzata Niezabitowska i Remigiusz Grzela – fot. Roman Soroczyński

W ramach cyklu W Czytelni Pisarzy Żydowskich – Mistrzowie czytają widzowie i czytelnicy mieli możliwość wysłuchania rzeczywiście mistrzowskich interpretacji. Dorota Stalińska zaprezentowała fragmenty opowiadań Idy Fink, o której mówi się, że pisała szeptem, jednocześnie ukrywając emocje w skrawkach codzienności. Natomiast Mirosław Zbrojewicz przeczytał fragmenty powieści Z jarmarku, która była autobiograficznym, a zarazem ostatnim, dziełem Szolem Alejchema – znanego przede wszystkim jako twórca „Dziejów Tewji Mleczarza”.

Dorota Stalińska – fot. B&V Ben Door

W ramach Spotkań z poezją!, na Scenie Letniej Teatru Żydowskiego, zostanie zaprezentowano instalację na aktorkę i muzyka: Oddzielić wczoraj od dziś – nie być od być. Katarzyna Post (głos) i Grzegorz Kaźmierski (gitary i efekty) zaprezentowali kolaż muzycznych obrazów i ambientowych brzmień powstających tu i teraz – z wybranymi tekstami poetów (a głównie poetek) żydowskich. Materie połączone ze sobą, stworzą nostalgiczną, osobistą i głęboką podróż przez wszystkie odcienie ludzkich emocji. Z wielką zadumą wsłuchiwałem się w niezwykły śpiew Katarzyny Post:

Kiedy przeminę, słońce nadal będzie prażyć./ Ciała niebieskie będą krążyć według swoich praw./ Bez zawsze będzie pachniał słodko, a śnieg wysyłał białe nitki.

Wielkie słowa przepadły./ Trzeba małymi słowami zabiegać o pokój, o miłość.

Nie mogłem wyjść z podziwu, jakie efekty muzyczne tworzył i jak pięknie na gitarze grał Grzegorz Kaźmierski. Jedyne, czego mi brakowało, to jakiejkolwiek informacji o tytułach czy autorach prezentowanych utworów. Jeśli jakiekolwiek zapowiedzi miałyby zakłócić dramaturgię tego kolażu, można było na przykład wręczyć widzom kartki z programem tego pięknego koncertu.

Katarzyna Post i Grzegorz Kaźmierski – fot. Roman Soroczyński

Za to pełne znamiona interaktywności nosiło spotkanie przy stole miejskim na placu Defilad, gdzie Anna Rozenfeld i Barbara Szeliga zaprezentowały wiersze Paula Celana w języku polskim i w jidysz: aktorki zaprosiły publiczność do wspólnego czytania twórczości uznawanego za największego poetę niemieckojęzycznego od czasu Rainera Marii Rilke.

Skoro mowa o warstwie literackiej Festiwalu Singera, to nie mogę pominąć kilku wydarzeń muzycznych – zwłaszcza tych, podczas których artyści – wykonawcy okazywali wielki szacunek autorom utworów.

Takim przykładem był koncert MINUTN FUN BITTOCHN / Minuty nadziei w wykonaniu Sławy Przybylskiej i towarzyszącego jej Janusza Tylmana. Jestem przekonany, że – zgodnie z tytułem – wlał on w serca widzów wiele nadziei. Większość pieśni była wykonywana w języku jidysz, ale Wielka (duchem!) Artystka pięknie opowiadała o każdej z nich. Nie mogło zabraknąć pieśni oddających hołd bohaterom powstania w getcie, ale znalazły się i utwory odnoszące się do codziennego życia środowiska żydowskiego. Dużo  miejsca zajęły pieśni nawiązujące do dzieci: ich zabaw i cierpienia. Najlepiej byłoby, gdybym wymienił i opisał wszystkie utwory prezentowane podczas tego wzruszającego koncertu. Niezwykle zabrzmiały słowa Mordechaja Gebirtiga – kompozytora i stolarza z Krakowa, który tuż przed śmiercią w getcie pisał o miłości, cierpliwości i nadziei. Wśród śpiewanych po polsku znalazły się: Tak jak malował pan Chagall autorstwa Wojciecha Młynarskiego z muzyką Leopolda Kozłowskiego,  Rebeka (Andrzej Włast i Zygmunt Białostocki) i Jeruzalem. Bardzo ciekawa jest historia ostatniego z wymienionych utworów. Otóż powstał on na podstawie starotestamentowego Psalmu 137, który opowiada o niewoli babilońskiej. Maria Konopnicka nie uzyskała zgody cenzury na opisanie niewoli, pod jaką znajdował się naród polski w XIX wieku. Przetłumaczyła więc wspomniany psalm na język polski i w ten sposób, za pomocą analogii, pokazała los polskich emigrantów i zesłańców. Warto nadmienić, że muzyka do tego utworu powstała stosunkowo niedawno, a jej kompozytorem jest… Janusz Tylman. Klamrą spinającą wszystkie pieśni stała się recytacja wiersza Elegia miasteczek żydowskich Antoniego Słonimskiego, opisującego – zamieszkane niegdyś przez Żydów – miejscowości, z których śmiertelna wojna zabrała nie tylko ludzi, ale również kulturę i niepowtarzalny klimat przedwojennej Polski. Jak zwykle, nie obeszło się bez bisu. Na prośbę publiczności Sława Przybylska wykonała jeden ze swoich najsłynniejszych utworów: Pamiętasz, była jesień. Jak wszyscy widzowie i słuchacze, byłem pełen podziwu wobec energii, doskonałej dykcji i pamięci oraz nadal pięknego głosu jednej z nestorek polskiej estrady!

Sława Przybylska i Janusz Tylman – fot. Jarosław Molski

Równie niezwykłych emocji muzycznych dostarczyły koncerty włoskich artystów, którzy byli gośćmi jazzowej części Festiwalu, zwanej Singer Jazz Festival. Włoski wirtuoz gitary i kompozytor Francesco Bruno, któremu towarzyszyli kontrabasista Andrea Colella i perkusista Marco Rovinelli, zagrali trzy koncerty. We wszystkich towarzyszyła im, obdarzona fascynującym głosem, aktorka i śpiewaczka Silvia Lorenzo. Podczas koncertu Beloved Standards artyści zabrali publiczność we wspaniałą podróż przez klasyczne melodie, które przemierzały całe lata, inspirując kolejne pokolenia kompozytorów i muzyków. Szczególnie pięknie zabrzmiały Summertime czy śpiewana na bis Moon River. Z kolei program Onirotree był okazją do prezentacji utworów z najnowszej, noszącej taki sam tytuł, płyty oraz interpretacji innych melodii. Inspiracją stały się utwory należące do tradycji włoskiej (między innymi z Lombardii i Sardynii), francuskiej, sefardyjskiej, izraelskiej i brazylijskiej. Generalnie podczas koncertu „królowało” ciepłe południe Europy, czemu wyraz dała Silvia Lorenzo śpiewając między innymi po grecku i francusku.

Francesco Bruno Trio i Silvia Lorenzo – fot. Roman Soroczyński

Niezwykłym przeżyciem był koncert Tanga hebrajskie, którego gospodarzem był znakomity pianista i popularyzator muzyki, Marcin Masecki. Do jego wysokiego poziomu dostosował się, grający na saksofonie i klarnecie, Eldar Tsalikov. Podczas koncertu dominowały utwory skomponowane przez Polaków żydowskiego pochodzenia, między innymi przez Emanuela Schlechtera (Ja mam czas, ja poczekam, Srulek), Zygmunta Karasińskiego (W błękicie oczu Twych), Henryka Warsa (Tylko Ty), Zygmunta Białostockiego (Rebeka), Jakuba Kagana (Miłość stara jak świat) czy braci Ferszko: Stanisława (Gdy odejdziesz) i Michała (Stary Josel). Nie obyło się bez niespodzianki, którą było tango argentyńskie. Stało się ono pretekstem do dowcipnej opowieści Marcina Maseckiego o tym, jak w ogóle narodziło się tango argentyńskie. Muzyk jest znany z tego, że gra całym sobą: jego nogi fruwają w powietrzu, niemal kładzie się na siedzeniu, by za chwilę grać na stojąco. Równie fantastycznymi umiejętnościami aktorskimi popisał się podczas bisowania Eldar Tsalikov. Jeśli napiszę, że panowie zagrali wówczas utwór Upić się warto Pawła Asłanowicza i Mariana Hemara, to chyba już nie muszę nic dodawać?

Marcin Masecki i Eldar Tsalikov – fot. Jarosław Molski

Z kolei Anna Riveiro zaprezentowała program, Sefarad Al Tango. Znalazły się w nim utwory inspirowane muzyką sefardyjską, którą artystka fascynuje się już od trzydziestu lat. Zostały one zaaranżowane głównie przez grającego na gitarze Michała Pindakiewicza, ale – jak powiedziała wokalistka – swój wkład w aranżacje mieli również pozostali członkowie zespołu: Wojciech „Gumiś” Gumiński (kontrabas) i Piotr Kopietz (bandoneon). Anna Riveiro tłumaczyła teksty utworów, których treść w większości dotyczyła miłości. Czy można zatem dziwić się, że na zakończenie koncertu pojawiła się piosenka o teściowej (Misirlou), a na bis… przepis na potrawy (La comida de la mañana)?

Anna Riveiro z zespołem – fot. Jarosław Molski

Po krótkiej przerwie Festiwal Singera powrócił na Plac Grzybowski. Podczas koncertu plenerowego VILDE MEKHAYE – WILD ECSTASY wystąpili artyści z kilku krajów. Prym wiedli nowojorska artystka (aktorka, piosenkarka, reżyserka teatralna, tłumaczka i pisarka) o polskich korzeniach, Eleanor Raissy, oraz światowego formatu trębacz i kompozytor, Frank London (trąbka). Towarzyszyli im: Hadrian Filip Tabęcki (piano), Hampus Melin  (perkusja), Mitya Gerasimov (klarnet), Natalia Kasyanchik Utesheva (domra) oraz Paweł Pańta (kontrabas). Doskonałym uzupełnieniem pięknych utworów, śpiewanych w języku jidysz, była ukraińska pieśń w wykonaniu Natalii Kasyanchik Uteshevej.

Eleanor Raissy i Frank London – fot. Jarosłąw Molski

Skoro mowa o tematyce ukraińskiej, znakomitym widowiskiem interaktywnym były Ukraińskie bajkowe zabawy. Kiedy aktorzy zadawali pytania, od razu było widać, kto z widzów pochodzi z Ukrainy: te osoby odpowiadały na pytania aktorów lub kończyły fragmenty recytowanych utworów. Ale i polskie dzieci (w tym moje wnuki) znakomicie bawiły się podczas imprezy. Nie ukrywam, że dorośli również! Posługujący się na zmianę językiem ukraińskim i polskim aktorzy –  Małgorzata Majewska, Małgorzata Trybalska, Joanna Rzączyńska, Piotr Siwek, Roman Skorovskyy, Natalia Mazur i Ihor Mazur – tak poprowadzili zabawę, że nikt nie zauważał różnic językowych.

Ukraińskie bajkowe zabawy – fot. Roman Soroczyński

Każde przedsięwzięcie, w tym i 19. Festiwal Kultury Żydowskiej Warszawa Singera, kiedyś się kończy. Ale czymże byłoby zakończenie bez wielkiego finału? W tym roku organizatorzy po raz drugi zaprosili widzów do Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. Gwiazdą wieczoru była izraelska piosenkarka Yasmin Levy. Wraz z nią przyjechał grający na gitarze Yechiel Hasson. Izraelskim artystom towarzyszył zespół Gang Tango w składzie: Grzegorz Lalek (skrzypce), Piotr Kopietz (bandoneon), Mirosław Feldgebel (fortepian), Sebastian Wypych (kontrabas, kierownictwo artystyczne). Znakomitym uzupełnieniem instrumentalistów byli: Anna Wandtke (skrzypce), Jeno Lisztes (cymbały) i Arad Emamgholi (daf). Jeśli do tego dodać pięknie tańczących tango Annę Iberszer i Piotra Woźniaka, to śmiało można stwierdzić, iż nawet najbardziej wybredni widzowie byli usatysfakcjonowani. Śpiewająca pięknym głosem Yasmin Levy wprowadzała wiele nieoczekiwanych i wzruszających akcentów: a to zaśpiewała w towarzystwie głosu swojego ojca, a to zaprosiła na scenę Kayah, z którą zaśpiewała tango Ostatnia niedziela Jerzego Petersburskiego (polskie słowa: Zenon Friedwald), a wreszcie – podczas bisu – zeszła na widownię, gdzie ściskała się z publicznością i… w podziękowaniu uklękła między rzędami.

Yasmin Levy i Gang Tango – fot. Jarosław Molski

Aż „boję się”, co Fundacja Shalom przygotuje za rok, na dwudziestą edycję Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera… Może Dyrektorka Festiwalu, Gołda Tencer, wreszcie zrealizuje swoje marzenie i zaprosi Barbrę Streisand?

Roman Soroczyński

05.09.2022 r., Warszawa

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko