Andrzej Zaniewski – Jej wszechświat ocalony

0
111

„…słyszysz ten wiatr który opuścił ci powieki
gdy przechodziłam w zadumie i milczeniu
drogą uwikłaną w kamienny byt
on szepce
patrz
poczuj
zatrzymaj się”

  „Gwiazdozbiór”- „Pragnienie”- Stella Greta Szymaniak

Nie lubimy zachmurzonego horyzontu… Boimy się czarnych, groźnych pędzących chmur…Za dnia zwiastują niebezpieczeństwa… a w nocy zasłaniają niebo, a wtedy nie widzimy gwiazd… A przecież jesteśmy – świadomi naszej obecności tu i teraz – mieszkańcami kosmosu, jego mikro szczegółami, cząstkami, okruchami, jak i nasze myśli, sny, tęsknoty, nasze dzieła, również wiersze… Po prostu szukamy światła, potrzebujemy gwiazd, a spiesząc się, gubiąc i potykając na poplątanych traktach wielu iluzji i utopii, często prze-stajemy ryzykować i przegrywamy z losem. Lecz nagle w tym mroku, po zmierzchu otwiera się przestwór i w szczelinie obłoków odnajdujesz promień, łagodny, wyrazisty, może konstelacja Oriona.

Zbiór poezji Stelli Grety Szymaniak zatytułowany właśnie „Gwiazdozbiór” nie jest książką do szybkiej, pobieżnej lektury. Przeciwnie wymaga zatrzymania się, skupienia, przemyślenia, również wyobraźni i wiedzy najtrudniejszej – o sobie samym. Każdy wiersz zasługuje tu na oddzielną interpretację, tyle w nim oryginalnych, tylko jemu, właściwych momentów, symbolicznych zestawień, obrazów, słów, wizji przecież nie przypadkowych. I można zapytać skąd te doświadczenia, mądrość wyboru, znajomość warsztatu w debiutanckim tomiku – pierwszym tomie poważnych, głębokich wierszy. Spośród legionu współ-czesnych poetów Autorka przemawia do nas zdecydowaną rytmiczną narracją, pełną wewnętrznej energii nad tajemnicą zaistnienia i świadomości nie tylko drogi przebytej, ale i tej oczekującej.

 „Obudź mnie świecie
pełen wzruszeń
miraży umysłu
gdzie lustrzane łzy
płoną na tali bezmiaru
otul mnie szeptem poranka
jaśminem wiosennych uniesień
oddechów czystych przejrzystych
tętniących zamiarów…”  

Tych przemyślanych zamiarów jest przed Stellą Gretą Szymaniak wciąż znacznie więcej, niż już spełnionych. Każdy utwór wydaje się zapowiedzią następnego, być może przewidywalnego, przeczuwalnego, lub już zanoto-wanego w komputerze lub na kartce. Uderza dbałość o zawartość kompozycji i wewnętrzną dramaturgię wiersza, a także bogactwo języka zawsze umiejętnie powiązanego z poruszanym tematem. Pojawiają się stylizacje, różnorodne, przenikające się, sięgające do naszej pamięci, a równolegle o wyraźnej genezie autobiograficzne, sugestywne aż do bólu…Jakże wzruszają te świadome akcenty zapożyczone z „Ody do Młodości” Adama Mickiewicza po mistrzowsku wplątane we frazy zakończenia wstrząsającego apelu do Przyjaciół pt. „Mój mały holokaust”

 „Tyś łeb urwała hydrze pogrążona w otchłani
zdusiłaś centaury bez dźwięków swej krtani
z piekła ofiarę zabrałaś ze sobą
do nieba nie poszłaś lecz zwykłą polną drogą”

Czytelnik nie zna dokładnie przyczyn, lecz odbierze tragizm sytuacji, ze wzruszeniem… A nasz Wielki Romantyk byłby zapewne autentycznie usaty-sfakcjonowany przywołaniem fragmentów swojego buntowniczego manifestu -arcydzieła napisanego w grudniu 1820 – przez młodą, utalentowaną Au-torkę w drugiej dekadzie XXI wieku.

Zagłębiając się w wiele tradycji literackich poetka nie rezygnuje też z języka potocznego, zachowując tu jednak wyraźny dystans – jakby patos odległości lingwistycznej. Moim zdaniem słusznie, chociaż… warto przyjrzeć się nielicznym wierszom dedykowanym, pisanym wprost, szczerze, z otwartymi uczuciami – do dziadków Ewy i Adama, czyżby biblijne skojarzenie? Czy też dla Mamy Elżbiety „Dom”… A jest to utwór wyjątkowy, bowiem temat wydawałby się wyeksploatowany, tu w dramatycznych a pięknych strofach ożywa, przyciąga zachwyca. „Matko ojcem byłaś moim matką sumienia” pisze poetka – córka, a dalej wyznaje: „Ocalałam matko polskiej mowy” i wnosząc- exegi mo-numentum- dziękuje…

„za wszystkie lekcje życia wierszem pisane
za wszystkie słowa skrzętnie dobierane
za nadludzką siłę wiarę dobroć miłość
za wartość nadrzędną- życie
– gdyż je ocaliłaś -”

I pomimo niemal zupełnego – poza myślnikami- braku interpunkcji, przy rymach najprostszych, być może dzięki konsekwentnej wyczuwalnej wersy-fikacji, widzę tu małe arcydzieło i gratuluję autorce…
Stanisław Stanik- znakomity a wciąż, niedoceniony poeta, a mój długoletni a niedawno zmarły przyjaciel powraca w wielu miejscach tomu, a w dwóch jest to adres konkretny… Szczególnie gdy utwór jest dokumentem – manifestem wspólnej wiary autorów… „Bóg Buk na cztery ręce” z cudownym opisem ukrytej w konarach rozstajnego drzewa kapliczki wzrusza i opowiada, sądzę, że poruszy nawet ateistów. Drzewa nie tylko dla poetów są jak rodzice, najbliżsi krewni, bracia, siostry, a równocześnie więcej, bo dostrzegamy w nich momenty boskości, uświęcenia, tęsknoty za tajemnicą istnienia. Pamiętam jak w Wietnamie rozmyślałem o brzozach, które w tamtym klimacie po prostu nie rosną.

Pobyt w Szwajcarii nad Jeziorem Bodeńskim zaowocował zamierzonym protestem przeciwko likwidacji Muzeum Narodowego w Rapperswil. Założon-ego przez emigrantów politycznych po powstaniu listopadowym i styczniowym w roku 1870, gdzie w latach 1894-96 głównym bibliotekarzem był Stefan Żeromski. Poza wierszem Stelli Grety Szymaniak „Ocalenie Muzeum w Rap-perswil” nie znalazłem innego ostrego poetyckiego sprzeciwu przeciw niesłusznej decyzji… Czy wiersz mógłbym przyczynić do jej powstrzymania – na pewno warto go przeczytać chociażby dla ważnych akcentów patriotycznych podniesionych przez autorkę wywodzącą się „z narodu tego gdzie kruszynę chleba/ rzucają pod nogi na poszanowanie/ gdzie pod stopami kamienie i drzewa/ a niebo krwawi…” A przesłanie – niosą je poszczególne frazy, wiersze, tytuły…? A przesłanie całości przekazane nam, bliskim i dalekim mieszkańcom Polski i Europy, Ziemi…?

Stella Greta Szymaniak prowadzi nas nad niespokojną rzekę – nad strumień swej świadomości… I obok spraw najważniejszych narodowych, powszechnych odnajdujemy te codzienne z jej i naszego – mojego życia. Cierpienie, ból, choroba, rozpacz, mgła- po prostu są… Obok nas i w nas…I tylko od twojej indywidualności, od twej siły istnienia i woli staną się twym doświadczeniem albo klęską.

Tytuł „Gwiazdozbiór” dźwiga liczne skojarzenia, jak Atlas wspierający niebo…Tu w astralnej przestrzeni, wśród komet, meteorytów i wędrujących dusz, rakiet i statków kosmicznych, mamy szansę zmierzyć się z nie do końca zdefiniowanym pojęciem absolutu… Otaczają mnie książki „Gromady galaktyk”, „Gwiazdy zmienne”, „Granice wszechświata”, „Młode gwiazdy”. Znaleziona subskrypcja poświęcona współczesnej wiedzy o kosmosie liczyć będzie ponad 60 obszernych woluminów. Dziś obok nich umieszczam na półce skromny tom wierszy Stelli Grety Szymaniak – też fragment kosmosu – „Gwiazdozbiór”.

Andrzej Zaniewski

Ps. Przypominam czytelnikom, że imię Autorki – Stella po włosku oznacza gwiazdę, a więc moje dygresje o kosmosie są w tej recenzji w pełni uza-sadnione.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko