Małgorzata Bobak Końcowa – wiersze

0
195

czerwone lakierki I

historia zaczyna się od spaceru przez wieś
przystańmy na chwilę
by zobaczyć ulicę kościół pocztę remizę bar
i kiosk można tu kupić bilet na PKS i spirytus salicylowy
ale dziewczynka patrzy na lizaki w kształcie kogucików
od nich usta robią się czerwone
jak skrzynka do której dziadek wrzuci list
czy wóz strażacki co pędzi ulicą
albo zbyt jaskrawa pomadka na ustach ekspedientki

tylko że teraz wszyscy patrzą na czerwone lakierki ze stolicy
idą razem przez wieś

dziadek wiedział dużo o miłości i śmierci
uczył ludzi milczenia i szacunku do ziemi
był chodzącą dobrocią
z rządowego nakazu rozdzielał ludziom domy
po wędrówce ze wschodu tak szczodrze
że zapomniał o najbliższych

kiedy nie wracał z Warszawy dom czekał w milczeniu
a wróble otwierały wrzaskiem zbyt rześkie poranki
jaskółki zamykały za długie wieczory
z każdym zamknięciem ubywało wielkiej kuli na niebie

kiedy ma się cztery lata bociany wydają się jakieś większe
psy za duże
każda gęś do oswojenia a królik do przytulania
a kiedy wracał dziadek
nic się nie liczyło
można było iść i iść
aż minie pora obiadowa i wystygnie barszcz z ziemniakami

któregoś dnia dom zamilkł na rok i dłużej
zamilkł głośniej niż kiedykolwiek przedtem
później jaskółki zatrzasnęły drzwi stajni
gdzie stał smutny koń
nikogo nie trzeba było uczyć milczenia


czerwone lakierki II


nagle którejś długiej nocy zaskrzypiała stara szafa
i wyszła z niej dziewczynka z lalką i misiem
budząc radosnym śmiechem całą rodzinę
mówiono przy śniadaniu że dziadek wrócił na chwilę
i nikt nie ośmielił się odebrać zabawek
choć do urodzin było daleko
mówiono też że ubecy wyrzucili dziadka
przez okno z pędzącego pociągu
bo nie pozwalał na okradanie niemieckich grobów
a może za to że był jasny jak gołąb
i plugawym uzmysławiał jak bardzo są robaczywi
chmury tak mają nadchodzą i rozkładają skrzydła
nad szczęśliwym życiem
wtedy zamarza nawet piekło

tylko że teraz wszyscy patrzą na czerwone lakierki ze stolicy
idą razem przez wieś


coraz częściej


coraz częściej unoszę brew
kiedy widzę poradnik
o zdrowych jelitach
o tym jak pisać i żyć
kiedy widzę na zdjęciach
maltretowane psy
i przepełnione schroniska
kiedy czytam o opętanych dzieciach
niepełnosprawnych prostytutkach
świętych księżach pedofilach
robię to kiedy mówią do narodu
i tu bez cytatu

unoszę brew z wielu powodów
bo kto zrozumie mój krzyk
powiedzą że obłąkanej poetki
nie stać na melancholię
bo pracuje czterdzieści godzin tygodniowo
po to by upaść
i rozbić kamień
na ratunek światu


deklinacja


jedyną zmienną
którą da się zmienić
to czas pojawiania się przypadków
izolujemy się boimy

odmieniać znajomych i krewnych
kto co zachoruje
kogo czego nie dotykać
kogo wyrzucą z pracy
z kim się zetknąłeś
kim czym oddychałeś
kogo czego dotykałaś
niebezpieczeństwo w rożnych językach
wydaje się odmienne
za duże odległości na podanie ręki
wołacz o
niech wystarczy
kogo co powietrza


może tak być                                                                                


od pewnego czasu nie interesuje mnie
co w polityce gdzie mecz jest sprzedany
benefis przypomina tort
wyskakuje naga hostessa ze złotą szarfą
obchodzę coraz mniej świąt nieruchomych
ruchome ustanawiam sama
piję wytrawne czerwone zachody słońca
gwiazdy łaskoczą w podniebienie
czasem z przyjaciółką z Warszawy
pijemy wino
opowiada historie o Różewiczu
był jak skowronek
jego nuta trafia do nieprzerobionych
na masę papierową towarową towarzyską
tacy ludzie boją się ściśniętego gardła
dla Różewicza literatura
nie była zabawą ze strachliwym jamnikiem
nie zamykał nie kneblował wierszy
nie perfumował głosu
takich historii nie słyszałam wiele
takich nut
nie powtórzą ci co myślą że są poetami
starają się usilnie
czasem wydają oszczędności na tomik
w drukarni od reklam
z nośnym tytułem i okładką
też nieznośną
moja przyjaciółka nie musi się starać
kiedy unosi kieliszek
– smakuje zachód słońca
w pokoju pachnie Toskanią
i wiatrem znad Valle del Maipo
może tak być
że wino nabiera jedwabistej tekstury
dzięki rzece Maipo
której źródło znajduje się w Andach
na zboczach wulkanu Maipo
może tak być
że gleba pełna mułu i gliny
nadaje bardziej owocowy smak
naszym rozmowom o wierszach

a może jest zdolna czuć więcej
i mówić co myśli
ale milczenie o tym uznałabym
za bardziej wymowne

i może tak być
że Różewicz też by o tym milczał


kaśka                                                                                  


Kaśka nie wie co się dzieje
po drugiej stronie łóżka
nie była tam od dawna
nawet jej kot tam nie sypia
co jakiś czas urządza
ekspedycję
szuka na portalach
może jeden ze śmiałków
nie wróci do siebie i zagra z nią
w wannie
w bierki
Kaśka martwi się o płonące lasy
umierające rafy koralowe
i torbacze co jedzą zrzucaną
z samolotu marchew
trudno znaleźć jej zastępcze tematy
swojskie i przaśne
aby się od nich izolować
przecież nie ogląda już tv
nie je mięsa segreguje śmieci
medytuje
modli o pokój
i umie oddychać
papież prosi
takich jak ona aby ratowali świat
Kaśka wie że piekło istnieje
na ziemi
więc o niebo trzeba się postarać
pójść na taniec brzucha
jogę
kurs pisania lub ceramiki
Kaśka owija palec kosmykiem włosów
i prosi o więcej


nie(wiedza)                                                                                               

Piotrowi

nie obetnę warkoczy
tępymi nożycami
nikt nie chciał mnie usunąć
nawet w sterylnych warunkach
zamarłam ze strachu na zaoranym polu
co się dziwisz mam tylko jedenaście lat
przeciekają mi oczy zamknięte od środka
zawsze właściwa
mam klucz na szyi i białe podkolanówki
śmieję się głośno by zagłuszyć
strach przed dorosłością
nie wiem
czy chciałabym śpiewać w teatrze
po akademii malować obrazy
być praczką poetką operatorką giętarki
nie wiem
ile połknę tabletek zaceruję skarpetek
zarobię pieniędzy narobię długów
wezmę rozwodów po kolejnym rozczarowaniu
kto zdejmie ze mnie satynowe koszulki
samonośne pończochy kiedy dorosnę do stania
w kolejkach stringów płacenia podatków
wiem
jestem chcianym pisklęciem
nie uciekam przed wyborem
chcę doświadczać
urodziłam informatyka o dobrych oczach
za chwilę wezmę kolejny oddech


kwadratowo


urzędowo przyzwolono żeby
kryzys stoczył się na margines
dozujesz znane fakty
i skreślasz możliwości
ale nie ma takich tarapatów
z których nie mógłbyś się podnieść
dotknij świata unieś się
ponad nieudolne ciało potępiając
informacje docierające z Afganistanu
mówisz że to nie spacerek po Łazienkach
dlatego nie można oszczędzać
na środkach
ale jak biegać po górach
z pięcioma magazynkami
w kamizelce kuloodpornej

podejmuję wysiłek zamykam oczy
zdaje się że będziemy żyć
długo i szczęśliwie jeżeli
nie wybuchnie wojna
a Polska nie przegra meczu


plac wolności


droga mamo jesteś
zbyt wrażliwa  by czytać moje wiersze
sprzedawałam tomiki z namiotu na Placu Wolności
nadal nie wiem co zrobić żeby schodziły
jak drożdżówki z rabarbarem przed ósmą
albo czerwcowe truskawki

przyszedł blady chłopiec
o pociągłej twarzy
powiedział że szukał
wszędzie i nigdzie nie mieli poezji 
jeżeli nawet leżała to poezji w poezji nie było
sprzedałam mu ćwiartkę dobrego chleba
posmarował piętkę solonym masłem i zjadł

przypomniało mu się lato w Kurnikach u dziadka
który chciał zrobić z niego mężczyznę
zabrał go na wódkę
mamo on przytula policzki do piwonii
a zimą do śniegu
wstydzi się gdy zapada milczenie
poprawia nerwowo okulary

kiedy poszedł jaskółki latały nisko spadł deszcz
i zamknęliśmy namiot z poezją


lelija


zapewniam że ta poetka nie jest kłopotliwa
nie ma wielu warstw
wystarczy roztrzaskać skorupę
wyjąć pestkę i zagrzebać w ziemi by wyrósł las
a potem oddychać tysiąc lat
żyje i chce czuć to swoje
ratuje każdą podróż i  gasi pożar co w niej się tli

dzisiaj na dzień dobry uratował ją koniec świata
pokazał prawdziwą twarz w kałuży
były tam prawdziwe chmury ptaki
z prawdziwymi dziobami dziobały prawdziwe ziarno
siadały na prawdziwych drzewach
zrozumiała że to jej planeta i zamoczyła buty
wszystkie kwestie miejsca punkty nosi na skórze
linie na czole rozbawiła tym szefa i pół miasta na fejsie
teraz szuka okularów do czytania
na szybkach osiadł kurz nieprzeczytanych książek
można wkraść się do niej
emocjonalną historią z lamusa z opisami przyrody
dziwne że most Waterloo wzrusza ją tak bardzo
że aż gubi rękawiczki i parasolki
przenosi góry od ściany do ściany
gdy chce zmienić świat


Małgorzata Bobak Końcowa

Fot.: Łukasz Nenko

Poetka, malarka, animatorka kultury i laureatka konkursów literackich. Członkini i założycielka Polskiego Stowarzyszenia Haiku. Zrzeszona w zarządzie Opolskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Związana z Wolną Inicjatywą Artystyczną – WYTRYCH i Poetami Pszczyńskimi. Utworami haiku zadebiutowała w 2017 na łamach 155th WHA Haiga Contest. Autorka tomików: Brzydka (2012), Żywot Pliszki (2012), Medalik bez łańcuszka (2015), Juzine (2016, MINIATURA, Kraków), Co pachnie ciszej (2018, El-Artpress Wrocław) i Papierowe serwetki (2019, ANAGRAM, Warszawa).

Jej wiersze były prezentowane w programach telewizyjnych, w wielu rozgłośniach radiowych, targach książki, podczas Jesieni Pszczyńskiej, 27 Głogowskich Konfrontacji Literackich, Nyskiej Nocy Poetów, Watry Rogoźnickiej, na Porcie Poetyckim, Festiwalu Poezji Słowiańskiej oraz na wielu spotkaniach autorskich.

Jej utwory znalazły się w wielu antologiach: “Contemporary Writers of Poland 2000-2014” wydanej w Stanach Zjednoczonych, Pszczyńskiej Grupy Poetyckiej “Wczoraj, dziś, jutro”, w Antologii Poezji Kobiecej “Czas Kobiety”, w antologii Międzynarodowej Grupy Artystycznej KWADRAT “Metafora współczesności” pt. „Impresje” (2020), w Antologii Poetów Polskich 2017, w Almanachu Pokonferencyjnym “Kondycja Dzisiejszej Polskiej Poezji”, w almanachach Polskiego Stowarzyszenia Haiku “Wędrowne ptaki”, “Wędrowne ptaki 2”, “Wędrowne ptaki 3”, “Wędrowne ptaki 4”, w Międzynarodowej Antologii Festiwalu Poezji Słowiańskiej 2019 “Złączeni słowem”, IV almanachu kawiarni literackiej Modraczek “Chwile uchwycone”, w almanachu “Słońce i księżyc” – XIX Agon Poetycki o wieniec AKANTU, “Wierszem w czas pandemii” Wolnej Inicjatywy Artystycznej WYTRYCH, w Antologii Polskiego Haiku Funeralnego “Nieobecność” Polish funeral haiku anthology – Absence, (2021),

w almanachu “SPIĘTRZENIE” Miesięcznika Literackiego AKANT, (2021), w antologii Roberta Tondery “Od wschodu do zachodu Wiersze Polaków z całego świata”(2021),

antologii “Drogi, dróżki I bezdroża” (2021),

w antologii Polsko-Ukraińskiej Wolnej Inicjatywy Artystycznej WYTRYCH, (2021), i w ,, Nieheblowane” – Antologia Drewniana Wolnej Inicjatywy Artystycznej WYTRYCH, “, w antologii Międzynarodowej Grupy Artystycznej KWADRAT “Metafora współczesności” pt. „Barwy życia” (2021)

Publikowała w: Biuletynie Literackim ANAGRAMU okazji 30-lecia wydawnictwa (2021) Wytrychu Wolnej Inicjatywy Artystycznej WYTRYCH, Papierowym Żurawiu, Akancie ( na przestrzeni 2018-2022), Gazecie Kulturalnej, Ogrodowych Czytaniach Czwartkowych Roberta Tondery (odcinek 42 i 48), w Zawierszujmy Bielsko, Gazecie Pszczyńskiej, Migotaniach (nr.4,2020), japońskim miesięczniku KUZU, POST SCRIIPTUM (nr. 4,2020, nr, 2,2021, nr 1, 2022, Wydanie Specjalne, nr. 2,2022), LiryDramie (numer 31 i 33,2021), ARTIS – Niezależnej Inicjatywie Poetycko-satyrycznej, Babińcu Literackim i na łamach Śląska. Na stronach: Mega*Zine Lost & Found, Współczesna Poezja Polska, Poezja na każdy dzień, oraz na portalach PoeciPolscy.pl, pisarze.pl, Kuźnia literacka, Sofijon.pl.

Prowadzi Salon Literacki przy Nyskim Domu Kultury. Jest menadżerem i pomysłodawcą Nyskiej Nocy Poetów.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko