Jan Belcik – Nie będziesz miał siebie nad innych. O wierszach Jana Adama Borzęckiego

0
128

            Wśród wielu książek poetyckich, które ukazały się w 2022 roku, warto wyróżnić tomik Jana Adama Borzęckiego Pozostać w całości, opublikowany w kieleckiej Oficynie Wydawniczej Ston 2.
           Jego autor znany jest przede wszystkim jako prozaik i eseista. Napisane przez niego ostatnie powieści, jak np. Świętość z obrazka, Mniszka. Opowieść sandomierska czy Mężczyzna który milczy, spotkały się z niezwykle życzliwym odzewem nie tylko czytelników, ale również krytyków literackich.
        Dla znających – przynajmniej pobieżnie – dzieła twórcy zamieszkałego w Sandomierzu, nie jest tajemnicą to, że ogłasza on także teksty poetyckie. Jego wiersze można spotkać na łamach wielu pism oraz portali literackich. Ponadto ma on na swoim koncie zbiory wierszy. Ten ostatni jest już wydaniem trzecim, rozszerzonym i uzupełnionym o nowe wiersze.
            Autor wszystkie swoje wiersze opatrzył liczebnikami, tylko niekiedy w nawiasach dodając tytuł.
            Pozostać w całości jest swoistym manifestem potrzeby bycia sobą, jednością w świecie, który z łatwością przemienia nas w spragnionych niskich doznań konsumentów. Także konsumentów dóbr kultury – racjonowanych co najmniej mało sprawiedliwie albo też przyjmowanych z pewną dozą niedowierzania z powodu ich niepraktyczności.
            Dobitnym egzemplum poczucia porażki w owej przestrzeni kultury może być wiersz 60. (TAO):

Na mojej półce stoi
dwa tysiące lat
filozofii
a w lustrze
suma jej przegranej
(s. 72).

            Lakoniczność, kondensacja zawarta w tym wierszu powodują niezwykłe napięcie rodzące się z oczekiwania, że tysiące lat mądrości przekazanej nam w księgach są w stanie zmienić naturę człowieka czy odwrócić jego dolę, skazaną na mniejszą bądź większą przegraną.
            Podmiot liryczny oświadcza w liryku 59. (…):

Z dziesięciorga przykazań
pozostawiłem tylko na jedno

nie będziesz miał siebie nad innych (s. 71)
           
To prawda, ten tomik jest wyrazem empatii dla innych autora (mocno powiązanego z podmiotem lirycznym). Gorzko ironizuje on np. na temat egoizmu będącego nieodłącznym elementem wielu ludzkich działań (niektórzy uważają, że nawet wszystkich).            
            Poeta przygląda się też – najuczciwiej jak można – samemu sobie, dokonując takiej oto autocharakterystyki w wierszu 1. PRÓBA BILANSU:

Jeśli więc dziś mówią że jestem zły
zastanawiam się
która część mnie do mnie nie pasuje
Ta wiedza potrzebna mi po to
abym mógł spokojnie patrzeć w oczy
jak robią to ci
którzy zawsze znajdują zastępstwo
co do winy
Odkrywają w księgach usprawiedliwiający
precedens
W najgorszym razie przywołują pokutę
albo zmieniają wiarę

szukam w sobie wyłącznika
natychmiastowej metamorfozy
ale widocznie urodziłem się
z wadą fabryczną
(s. 7–8)
           
Jak pisał Zbigniew Herbert w tomiku Pan Cogito, nasze życie, życie Pana Cogito, jest układaniem się z własną twarzą (vide wiersz Pan Cogito obserwuje w lustrze swoją twarz). Ale też z własną biografią. Staje się także wypieraniem z pamięci naszych działań, również tych egoistycznych, małych, o których nie chcielibyśmy pamiętać. Bardzo często będąc u progu dojrzałości, zdajemy sobie sprawę z tego, że pewne decyzje, zwłaszcza te złe, musieliśmy podjąć – jakby wbrew sobie, gdyż byliśmy do tego zdeterminowani – może nawet przez poprzednie pokolenia…
            O szczerości zaś Jan Adam Borzęcki wypowiada się następująco w wierszu 2. PANTA REI:

a jedynie szczerość adresowana w próżnię
może być szczera
(s. 9)           
Poeta uświadamia sobie, że życie to nic innego, jak potęga scenografii, umiejętność zagrania swojej roli przed innymi. Bycie szczerym zwykle pozostawiamy samym sobie na bezsenne noce, jeżeli nas na to oczywiście stać, jeśli posiadamy sumienie i skrupuły. Swój hamletowski dylemat rozstrzygamy najczęściej na własną korzyść.
            W wierszu 8. Lekcja fizyki poeta stwierdza, że:

Siły nie mierzy się dobrocią
Siłę mierzy się liczbą wybitych zębów
złamanych żeber
lub bardziej ekskluzywnie
ilością megaton
(s. 16)
           
Siła wciąż wygrywa naporze świata, a rozum ma szansę na zwycięstwo tylko wtedy, gdy ją wspomaga. Spotykamy się z tym często zwłaszcza w młodości, kiedy nasze wywiedzione z lektur ideały trafiają na podwórko prozy życia. Zawód (nie tylko miłosny) staje się zwykle wtedy jedynym naszym przyjacielem.
            Tak też autor Nocy jak konfesjonał pisze o wierze i traceniu złudzeń w wierszu – nomen omen –  13. (…):

wierzyłem w jednego boga
w trzech osobach
i w trzy osoby
które mnie zawiodły

i wciąż jestem na początku (s. 21)

            Bardziej niż rozczarowanie Bogiem (co okazuje się niezwykle trudne dla człowieka wierzącego), jakkolwiek go sobie wyobrażamy, dojmujące staje się bycie zawiedzionym przez najbliższych nam ludzi, towarzyszących nam w doczesnym życiu. Poczucie, że jest się znowu na początku drogi, po wielu latach terminowania, może się wydawać przegraną dla kogoś, dla kogo istnienie jawi się jako wymiernie przeliczalne, usankcjonowane przez najbliższą nam społeczność, w której funkcjonujemy, a ze zdaniem której też musimy się bardzo często liczyć.
            Czasami marą, za jaką gonimy, jest Kobieta. Ta, która stoi tuż przed nami. Uosobienie dopełnienia pierwiastka szczęścia, doznanie niedoznanego jeszcze, jakiegoś nieuchwytnego dreszczu. W wierszu 14. (…) poeta rozprawia się z tym mitem tak:

Straciłem się z oczu zapatrzywszy się
w idącą przodem kobietę
której z każdym krokiem ucieleśniały się
oczy piersi i pośladki
Kiedy ją dogoniłem
znalazłem tylko eliptyczne wgłębienie
z którego chciałem wywabić motyla
ale już go w nim nie było
(s. 22)
           
Tak, to tylko motyle, które prędzej czy później ulecą. Pozostaje fatamorgana nieokreślonego doznania. Poszukiwania. Po prostu pułapka natury czyhająca zawsze i solidnie zastawiona, niełatwo się z niej wydostać. I trudno przy tym o dystans, zwłaszcza, kiedy podmiot liryczny zauważa, że:

 Miłość to podobno sprawa serca
ale z koniecznym przystankiem poniżej pasa
(s. 66).           
Dlatego puentuje ten dylemat ironiczną oceną pornografii, na którą narażone jest każde uczucie miłosne w wierszu 54. (…).
            Refleksje  zawarte w lirykach autora Mężczyzny, który milczy są potrzebne każdemu z nas. Wszystkim śpieszącym się, ale i człowiekowi na chwilę przystającemu, niezdecydowanemu, w jaką stronę się zwrócić. Ta poezja ma cechy tego, co najlepsze w stoicyzmie, ale też nie gardzi emocją. Jak się to udaje pogodzić? Dzięki dystansowi, który pozwala spojrzeć na życie bez udowadniania, że ma się tylko rację, że zna się drogę do szczęścia. Tego poeta nam nie proponuje. Wie, że mądrość polega na rozmowie, w której i czytelnik ma swoje prawa. Zatem rozmawiajmy z Janem Adamem Borzęckim. Bo warto.  

Jan Adam Borzęcki, Pozostać w całości, Oficyna Wydawnicza STON 2, Kielce–Sandomierz 2022

 Jan Belcik

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko