Paweł Krupka – Jesienin w polsko-litewskim wydaniu Aleksandra Śnieżki

0
84


Klasyka nieodmiennie przyciąga tłumaczy różnych epok. Stale więc ukazują się nowe przekłady utworów, które od dawna znamy w naszym języku w wielu odsłonach. Jednym z klasyków poezji rosyjskiej, w którym sobie nasi tłumacze szczególnie upodobali, jest Siergiej Jesienin. Wiele znakomitych przekładów jego wierszy ukazało się już w okresie międzywojennym, a jeszcze więcej już po wojnie. Niemniej wciąż, po upływie niemal wieku od śmierci, rosyjski poeta stanowi wyzwanie dla polskich tłumaczy.
Ostatnim, który podjął rękawicę, jest bardzo popularny w polskiej społeczności Litwy poeta, tłumacz i autor tekstów piosenek Aleksander Śnieżko. To zasłużony i doświadczony tłumacz poezji, głównie rosyjskiej i białoruskiej, w mniejszym zakresie także litewskiej. Właśnie w Bibliotece Poezji Dzisiaj ukazał się w tomie XXVIII obszerny zbiór przekładów rosyjskiego poety pod wymownym tytułem Mój Jesienin. Książka zawiera około setki wierszy, ułożonych tematycznie w siedem rozdziałów. Tłumacz ewidentnie miał świadomość, że mierzy się ze znakomitym dziedzictwem przekładowym, m. in. Władysława Broniewskiego i Brunona Jasieńskiego, a w naszych czasach Zbigniewa Dmitrocy i Adama Pomorskiego. Podszedł więc do zadania otwarcie w sposób autorski, przedstawiając własne, oryginalne propozycje interpretacyjne.

Jaki jest więc Jesienin Śnieżki? Najprościej można odpowiedzieć – melodyjny, liryczny i nostalgiczny. Jest połączeniem dość zbliżonych temperamentów i wrażliwości autora i tłumacza. Twórczość własna Śnieżki wypływa z podobnego nurtu, jak poezja Jesienina. Z zawodu inżynier lotnictwa, podwileński poeta posiadł od dziecka marzenia o lataniu i naturalny „instynkt ptaka”, który ukształtował jego warsztat i osobowość literacką. Tym, co łączy obu poetów jest wrażliwość obserwatora świata zewnętrznego i wewnętrznego oraz naturalna muzykalność, z której wynika łatwość tworzenia lirycznej frazy.

Te właśnie walory wykorzystał Śnieżko w swych przekładach Jesienina. Ich mocną stroną jest naturalność wyrazu i swoboda posługiwania się słowem, jak pędzlem lub instrumentem muzycznym. To, co najbardziej zachwycało wiele pokoleń czytelników i urzeka kolejne, tłumacz umiał wydobyć z pokładów śpiewnej, kresowej polszczyzny. Polska mowa Litwy, najszerzej obecnie zachowana z bogatego, lecz skurczonego przez zmiany granic dziedzictwa dawnej Rzeczypospolitej, posiada bowiem naturalną melodyjność, która dość łatwo układa się do wiersza lirycznego, opartego na zmysłowych obrazach i swobodnej melodii wiersza. Podwileński poeta znalazł w rosyjskim poecie sprzed wieku bratnią duszę i przekładając jego wiersze odnalazł w nich bardzo wiele z własnej wrażliwości i osobistego doświadczenia poetyckiego.
Jesienina w polsko-litewskim wydaniu Aleksandra Śnieżki czyta się więc przyjemnie i lekko. W czasie lektury nie czuje się wysiłku, jaki tłumacz wkłada w transkrypcję poetyckiej materii na inny język. Na dowód powyższego zamieszczam poniżej kilka utworów, przekonany, że ich lektura zachęci Państwa do sięgnięcia do książki.

Paweł Krupka


BRZOZA

Tytuł oryginału Берёза

Chyląc się do okna,
Brzoza szuka nas,
Przysypana śniegiem,
Niby srebrem z gwiazd.

Na gałązki zgięte
Białym puchem legł,
Zwiesza swe frędzelki
Fantazyjny śnieg.

Cicho stoi brzoza,
 Zapadając w sen,
 I śnieżynki płoną,
 Niosąc złoty tren.

A leniwa zorza
Krąży, skraca dni.
Obsypana brzózka
Nowym srebrem lśni.


DOBRZE  ŻYJE  SIĘ  NA  RUSI

Bez tytułu w wersji oryginalnej
(Спит ковыль…)

Śpi ostnica. Spojrzę na równinę,
Szary piołun ścieli się, jak lód,
A ojczyzny nie ma dla mnie innej,
– W każdym dźwięku – tyle ciepłych nut.

Wszyscy my podwładni takiej doli,
Chyba każdy powie o tym sam,
Że w radości i gdy krzywda boli,
Dobrze się na Rusi żyje nam.

Tu nam Księżyc blaski sieje inne,
Szepczą klony, z wierzby spływa ból.
Krzyk żurawi, kiedy lecą klinem
Nad zagonem mych rodzinnych póI,

Gdy stary świat się nam rozpada,
Wichry przemian burzą życia ład,
Jednak pozostałem piewcą nadal
Złotych pól z urokiem swojskich chat.

Nocą, kiedy mię otuli łoże
Widzę, że silniejszy młody wróg
Po nowemu moje pole orze,
Na zagonie – nowoczesny pług.

Lecz, choć nowe prądy mię spychają,
W czułej pieśni me życzenie jest:
Dajcie mi spokojnie w drogim kraju
Odejść z tą miłością aż po kres!


ECH  WY,  SANIE !

Bez tytułu w wersji oryginalnej
(Эх вы, сани! А кони, кони!…)

Ech wy, sanie i rącze me konie!
Chyba przyniósł na Ziemię je bies.
Zachłystując się, stepem pogonię,
Niech janczary chichoczą do łez.

 Ni Księżyca, ni psa, co zaszczeka,
 Tylko pustka bezkresna we mgle.
 Jeszcze starość ode mnie daleka,
 Życie kipi, więc nie jest tak źle.

Choć już noc, lecz zaśpiewaj, woźnico,
 Jeśli chcesz, zawtóruję ci sam,
 Gdy spojrzeniem dziewczęta zachwycą,
 Czar młodości powtórzy się nam.

 Ech, bywało, uszankę założę,
 Rączy konik z kopyta już rwie.
 Garstka siana – siedzenie i łoże
– Jak mię zwali, czy jeszcze ktoś wie?

  Gdy namiętność się w sercu nie mieści,
  I, gdy cisza wypłynie spod gwiazd,
  Otwierały się serca niewieście
  Za namową harmonii nie raz.

Siwy włos. Czasu nikt nie dogoni,
Już na dworze – ni konia, ni psów.
Zagubiły się głosy harmonii
– Nie potrafi przemawiać bez słów.

Ale wciąż nie oziębła ma dusza
– Co za frajda – srebrzący się śnieg!
To, co było, raduje i wzrusza,
Gdy janczary rozdzwonią swój bieg.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko