Arkadiusz Frania – Hasztag poezja

0
61

            Bożena Boba-Dyga migruje przez świat i wyobrażenia o nim. Mówiąc o podróży, wkraczamy na teren symboliki drogi jako życia, bo w istocie krakowska poetka przemieszcza się w głąb swoich doświadczeń i oświadczeń dotyczących rzeczywistości; patrzy, by dostrzec, a następnie przeistoczyć się w „ja” i swoje refleksje zanotować: „Lecę w głąb studni i krzyczę, / ale to na nikim nie robi wrażenia. / Nikt nie słyszy / łomotu rozpaczy” (Niespostrzeżenie zmiana – s. 49)[1]. Peregrynacja obejmuje również realne miejsca, jak Augustów, Kraków czy Kijów i Las Palmas.

            W tomie #mimośród Bożena Boba-Dyga bez wątpienia staje się eko-poetką, kobietą zanurzoną (percepcja, wizja) w przyrodę, nie tylko chłonącą jej nieskończoność, ale w dużej mierze ulegającą refleksji nad człowiekiem. Należy zadać pytanie: czy człowiek myśli o naturze, czy może ona myśli o człowieku, definiuje go, zmienia, wprzęga w prawa, zasady i odchylenia od norm? „Ego” jest dumne i „wszystkowiedzące”, dlatego rzadko przyznaje się do własnej znikomości, znikalności.

            Rozważania augustowskie wypełniają nieformalny dzienniczek z wyprawy, pobytu. To zapis wzajemnego wczuwania się podmiotu i otoczenia: „wierzę w puls natury w człowieku / Zatrzymuję w słowach to co nie przesypuje się w proch” (19/20.10.2019 Augustów – s. 7), „siedzimy na drewnianych ławach wpatrzone w siebie i las” (Pejzaże Augustowskie – s. 8). Takie transkrypcje odczytuję jako wstęp do auto-wiwisekcji: „Niedaleko mi do siebie kiedy jestem / Kiedy jestem” (Niedaleko – s. 9). Powyższe zdania musiał wypowiedzieć człowiek kontemplujący, skupiony na punkcie „tu i teraz” odzwierciadlającym wszechświat, a jednocześnie świadomy siebie w naturze. Na motyw patrzenia wskazuje też fragment: „słowa widok zapach w ramach powiek” (Pejzaże Augustowskie – s. 8). Wiersze Bożeny Boby-Dygi są przeto na wskroś egzystencjalne, choćby opisywały umieranie kwiatów: „wkręcają jeszcze zdrowe główki w słońce / choć liście już zwiędły i opuściły ramiona” (Kwiaty odchodzą powoli – s. 61). Ważnym utworem w zbiorze jest dla mnie Niewidzialny stygmat (s. 41):

larwy kołatka
wyjadły wszystko wewnątrz
zostawiły nienaruszoną glazurę
krucha skorupka skwierczy

zostaw
to dzieło natury
zostaw je
bogatsze o tysiące korytarzy
obcych dłoniom rzeźbiarza.

            Poetka zachwyca się mądrością larwy kołatka i w jakimś sensie rejestruje własne przerażenie światem i jego bezwzględną istotą, gdzie wszystko ma swoje miejsce, każdego czeka tylko jego los, nawet wbrew filozoficznym pragnieniom bycia kimś innym, w innym ciele, o innym sercu.

            Czas ujawnia swój relatywizm: „jest jednocześnie wczoraj, dziś i jutro” (Istnienie jest śmieszne – s. 32), „szukam formuły / sposobu / […] / na siebie / […] / szukam aktualizacji / jutra” (Dove a? – s. 51), dlatego trudno zaplanować przyszłość, skoro ta już była i się nie powtórzy, a tylko teraźniejszość posiada dar ustanawiania odległości między wspomnieniami, między tym, co się zdarzyło, i tym, co dopiero będzie, czyli było (!). Chwila obecna została „skażona” niepewnością i niepokojem, jeśli w najlepszym razie bytujemy „gdzieś w wirtualnej pustej / przestrzeni internetu” (Dziewczynka – s. 24), „nasze potrzeby realizujemy w smartfonach” (Żyjemy w dobrych czasach dla depresji – s. 71), „Fejsbuk aż tętni śmiercią” (Ciągle odchodzą – s. 65), za rozrywkę zaś służy „internetowa bajka o delfinach” (Ameryka – s. 68).

            Wiele miejsca poetka poświęca upływowi czasu, a właściwie starzeniu się. W liryku 8 marca czytamy przejmujące frazy: „Dom opieki paliatywnej / Dom skazanych na istnienie” (s. 14), natomiast w utworze pod wymownym tytułem Coraz więcej starców: „otaczają mnie / są coraz bliżsi / coraz ciaśniej” (s. 37). Nurt geriatryczny twórczyni domyka osobistym wyznaniem: „moja siostra jest starą kobietą / w Las Palmas nie wstyd być starym” (Refren – s. 53).

            W książce krakowianki nie mogło też zabraknąć wątków związanych z grodem Kraka, w tym Plant (Spacer wiosną 2020 – s. 10) czy Piwnicy pod Baranami (Piwniczne zmiany pokoleń – s. 13). Obrazki miejskie nieraz czerpią z dokonań poezji pokolenia Nowych Roczników i rekwizytorni miasta-molocha: „od strony torów kolejowych / miasto pokazuje plecy / niedomyte / nagie i stare” (Portret odręczny – s. 23).
Kilka wierszy spod znaku COVID-19 wpisuje się w ogólny raport o stanie zagrożenia niezależności, demaskując urojoną wielkość homo sapiens:

gnuśność rozpełza się w nas
9 – 10 godzin snu
później wyrzuty sumienia
krzątanina wokół drobiazgów
śmieć i okruch kłują w oczy
(Pandemia – s. 44).

            O dawnym „ja” świadczą bilet kolejowy oraz paragony z apteki i restauracji: „papierowe ślady życia sprzed pandemii” (Dowód zapłaty – s. 45); w czasie pandemii życie ograniczono do mieszkania, które już nie posiada metrażu, ale przestrzeń: „kilka centymetrów na skraj dywanu / tam kończy się wyobraźnia / katastrofistom” (Dokąd? – s. 46). Choroba i kwarantanna stały się więc zarówno przedmiotem zgryzot i lęków, jak i tematem zbliżeń literackich. Chciałbym dla porównania przywołać tytułowy wiersz z cyklu Kwarantanna Beaty Brodowicz-Szymanek:

Krzesła wędrują po pokoju
Nietypowi przechodnie
z podłogi na dywan
[…]
Zagospodarowanie przestrzeni
kilku metrów kwadratowych
jest teraz bezcenne[2].

            Bożena Boba-Dyga zżyła się ze swoim trwaniem, choć potrafi krytycznie spojrzeć na siebie i bliźnich. W chwilach zwątpienia pociechy szuka piórem w słowach pobudzających wiersze, to ostatnie kręgi wolności we współczesnym świecie degradacji i nihilizmu.


[1] Bożena Boba-Dyga, #mimośród, Fundacja Duży Format, Warszawa 2021. Cytując wiersze z tego tomu, podaję tytuł wiersza i numer stronicy.

[2] Beata Brodowicz-Szymanek, Kwarantanna [w:] tejże, Ucho usłyszy co zechce… Wiersze wybrane z lat 1997-2020, Towarzystwo Galeria Literacka, Częstochowa 2021, s. 55.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko