Tadej Karabowicz – Obecność w poezji

0
463
Andrzej Strumiłło. Foto Janina Osaewska, 2018

         Andrzej Strumiłło (1927-2020) to nie tylko wybitny artysta plastyk i wielki popularyzator sztuki drugiej połowy XX wieku – to także poeta i wizjoner słowa. Stąd mówić o poezji malarza, interpretować jego dzieło poetyckie nie jest łatwo. Utarło się przekonanie, że twórczość poetycka Strumiłły jakby jedynie towarzyszyła jego dokonaniom plastycznym i była  pobocznym zajęciem artysty. Wydaje się, że tak nie było. Poezja odgrywała ważną rolę w wielości jego artystycznych dokonań,  inspirowała go i ubogacała. Twórczość poetycka była indywidualnym poszukiwaniem sensu słowa. Tłem tej poezji zawsze było malarstwo i grafika.

         Na przestrzeni swojej różnorodnej twórczości Strumiłło jest autorem tomików wierszy, które ukształtowały jego dorobek poetycki jest wybitny i ważny. Tomiki artysty, to wydane zbiorki o nazwie Moje. Słowa obrazy: [1947-1967]  (Kraków 1970) i Jak (Kraków 1983). Wieńczą je wybory retrospektywne Ja. Poezje wybrane (Łomża 2010) i Powidoki. Wiersze i zapiski z lat 1947-2019 (Kraków 2020). Inne dokonania artysty, zrodzone z niniejszej spuścizny literackiej ubogacały ją i dopełniały. Należałoby wspomnieć chociażby o tomiku 69 wydanego w Galerii Strumiłło (2019), w którym autor zasygnalizował istnienie przestrzeni Maćkowej Rudy w jego życiu i twórczości. We wstępie do tomiku Strumiłło nazwał swoje utwory notatkami poetyckimi, a pisanie wierszy poetyzowaniem: “Po raz szósty wydaję notatki poetyckie. Słowo jest imieniem i opisem. Poetyzowanie pozwala na odbiegające od potocznego ładu zderzenia słów. Nowe konteksty wzbogacają obraz rzeczywistości. Równoległe cytaty sztuki wizualnej tworzą tło. Moje teksty są refleksją osobistą. Będę rad, jeżeli czytelnik znajdzie w nich coś własnego”.

         Tomiki wierszy Moje oraz Jak, ukazały się w krakowskim Wydawnictwie Literackim. Były to ważne książki poetyckie Andrzeja Strumiłły z jego rysunkami oraz realizacjami malarskimi, które opowiadały językiem słowa i grafiki o życiu i twórczości wybitnego malarza. Poezją autora władały takie wartości jak  indywidualność, oryginalność i prostota. Z kart tomików czytelnik dowiadywał się o tym, co interesowało Strumiłłę w przedziale oznaczonych przez niego dat życia. Były to przecież trudne lata powojenne w których autor realizował wizję własnej sztuki malarskiej, często w opozycji do obowiązujących kanonów. Jego życie ówczesne koncentrowało się na odczytywaniu kodu serca i patrzeniu na poezję, jako wielką wyprawę literacką.

         Andrzej Strumiłło był uznanym malarzem w powojennej historii sztuki polskiej. Z powodzeniem uprawiał nadrealistyczne malarstwo sztalugowe, grafikę i rzeźbę. Zajmował się także fotografią i był scenografem. Był filozofem i antropologiem kultury. Hodował konie w swojej samotni w Maćkowej Rudzie. W twórczości poszukiwał teologiczno-filozoficznej formy wyrazu, znajdując ją w interpretacji Psalmów, Apokalipsy, Starego Testamentu. Szukał trafnego określenia w antropologii podróży do Azji, gdzie fascynowały go przyroda, kultura, religia i ludzie. W latach 1945-1947 studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi pod kierunkiem Władysława Strzemińskiego. Studia plastyczne kontynułował na  Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W latach 1949-1953 był asystentem w pracowni malarskiej Eugeniusza Eibischa w ASP w Krakowie. Należał do Grupy Samokształceniowej kierowanej przez Andrzeja Wróblewskiego, do której należeli Andrzej Wajda, Jan Tarasin, i Walerian Borowczyk. Sztuka Strumiłły wyrastająca z twórczego podglebia takich wizjonerów w malarstwie polskim jak Władysław Strzemiński i Eugeniusz Eisbich, tak naprawdę poszła własną drogą i zupełnie nie przypominała nauki akademickiej profesorów. Władysław Strzemiński (1893-1952) jako malarz i teoretyk sztuki, uprawiał malarstwo awangardowe o konstruktywistycznej wymowie, nazwanym przez niego unizmem. Eugeniusz Eibisch (1896-1987) reprezentował nurt koloryzmu. Oba te style, odległe od siebie w sensie formalnym, nie wywarły na sztuce Andrzeja Strumiłły piętna zależności, czy powielania stylu. Podobnie było z poezją Strumiłły, nie przypominała ona w niczym kanonu literatury polskiej drugiej połowy XX wieku. Była naznaczona własnym kodem indywidualnego patrzenia na słowo i na miąższ twórczy wiersza. Debiutancki tomik Moje, stał się w 1970 roku nowością wydawniczą i zainspirował krytykę literacką by opowiedzieć o nim inaczej. Faktycznie w poezji Strumiłły “zderzyły się” jego wielkie pasje, bycia poetą i grafikiem. Strumiłło był rzecznikiem ilustrowania książek poetyckich. Swoje tomiki autorske w całości ilustrował własnymi grafikami i malarstwem. Wydania poezji poprzedziły udane realizacje albumowe, antologie poezji, bądź książki poetyckie innych autorów.  Należy tutaj wspomnieć chociażby merytoryczno-edytorskie dzieło życia Strumiłły, album Nepal wydany w Wydawnictwie Łódzkim w 1987 roku. W albumie tym obok wyszukanego tekstu, autor umieścił własne czarno-białe fotografie z podróży do Nepalu.

          Wiersze Andrzeja Strumiłły odsłaniały głębię mitycznego myślenia artysty urodzonego  23 października 1927 roku w Wilnie, a zmarłego 9 kwietnia 2020 roku w Suwałkach, nieopodal ukochanej samotni w Maćkowej Rudzie. Istotą sztuki artysty było to, że do własnej twórczości przenosił złożoność czasów dzieciństwa spędzonego w stronach rodzinnych, mówiąc nawet, że był ministrantem w kościele św. Piotra i Pawła na wileńskim Antokolu. Wspominał o tym wielokrotnie, podkreślając swoje przywiązanie do Wilna, do jego architektury i ludzi. Mówił także o pewnych białoruskich pierwiastkach w jego sposobie obrazowania, zwłaszcza w pokładach pejzażu, którego po latach wytrwale szukał nas Czarną Hańczą. Wiersze poety były jego wyprawą w głąb własnej wyobraźni i w trudną do zdefiniowania sferą  poetyckiego “ja”. To co dzisiaj można nazwać indywidualnym kodem twórczości, wówczas w latach siedemdziesiątych brzmiało jako mentalna nowość. Zaskakiwała ona pytaniem “dlaczego?”, pozostawionym najczęściej bez odpowiedzi. Czytelnika miały natomiast fascynować autorskie grafiki umieszczone w tomikach z filozoficzną wymową samoświadomości. Na okładkach widniały własnoręcznie napisane tytuły o strukturze autorskiej kursywy. W tamtych czasach taka odważna szata graficzna sugerowała indywidualny styl artysty. Autor mówił o własnym postrzeganiu świata, podkreślając indywidualną funkcję poezji, która przypominała paleolityczne rysunki naskalne w Lascaux. W poezji Andrzeja Strumiłły wybrzmiewał elitarny świat jestestwa, tak trudny do bezpośredniego zinterpretowania. Słowo “moje”, oznaczało jaźń domu rodzinnego i wydziedziczenie, utratę stron rodzinnych i ciągłą próbę powrotu do dzieciństwa spędzonego w zaścianku Sudany nad Żejmianą. Stąd pochodziła matka artysty, Kazimiera Jurszanówna Strumiłło. Wybrzmiewająca w twórczości Strumiłły toponimika lat dziecinnych, staje się skargą o utraconym ojcu Rafale Strumiłło, który został wywieziony na Syberię i zginął w Kotłasie. A jednak tomik nie jest sentymentalnym powrotem do utraconej Arkadii, to próba zmierzenia się z przeszłością poprzez słowo. To także budowanie własnej Wieży Babel z widokiem na nowe miejsca zamieszkania. Początkowo takim miejscem była Łódź, nieznane miasto dla przybywającego z Kresów młodego Strumiłły, gdzie spotkał swojego profesora malarstwa, także z Kresów Władysława Strzemińskiego i jego żone Katarzynę Kobro. Następnie to był Kraków z mentalnością galicyjskiego zasiedzenia, a od 1956 roku Warszawa. Cała ta złożoność powojennego świata została w przemyślany sposób zawarta  w wierszach, gdzie dodatkowo pod utworami widnieją miejsca i daty ich napisania. To chronologia duszy zaklęta w wersie poetyckim i schowana jak cenny talizman do odważnych książek poetyckich. Dlaczego odważnych? Andrzej Strumiłło uczestnicząc w polskim powojennym życiu kulturalnym, dobrze wiedział czym jest dla literatury polskiej twórczość poetycka Czesława Miłosza, Jarosława Iwaszkiewicza, Wisławy Szymborskiej, czy Mieczysławy Buczkówny. Zabierając głos w sprawie poezji współczesnej, trafnie określał jej wartość. Natomiast określając stanowisko wobec twórczości plastycznej swojego profesora Władysława Strzemińskiego, powiedział: “Miałem szczęście, że prosto z głuchej prowincji litewsko-białoruskiej trafiłem do najlepszej szkoły, jak była po wojnie w Polsce: do szkoły Strzemińskiego. (…) Był to prysznic racjonalizmu i porządku, dyscypliny i metodologii w badaniach rozwoju świadomości artystycznej i widzenia”. https://culture.pl/pl/tworca/andrzej-strumillo. (2021-11-20).

         Struktura tomików Strumiłły była gorącym zapisem chwili i parzącym kalendarium wydarzeń. To rodzaj wybuchu twórczego, następstwo rozwoju artysty, gdzie wypowiedź poetycka stanowiła wartość samą w sobie i wydawała się niezmienna jak pory roku, czy przemijanie. Andrzej Strumiłło pisząc wiersze, dokonywał odkryć glottologicznych, które umiejscowiały jego twórczość w chronologii życia i nadawały jej cech mitycznych. Wiersze poety, to podróż w nieznane, to jego wyprawa po kwiat paproci. To także głęboka wiara w istnienie Wszechświata i jego przemienność. Dlatego tomik wierszy z 2010 roku podsumowujący poezję i jednocześnie będący autorskim wyborem, nosił nazwę Ja. Poezje wybrane.To Ja wybrzmiewało tutaj, jako oczyszczenie z nagromadzonej zewnętrzności świata w którą człowiek obrasta w przeciągu całego życia. To także odpowiedź na pytanie, kim jestem w obliczu przemijania. Czym jest życie wobec kosmosu i mityczności takich zjawisk jak dzień i noc obserwowana z okien domostwa stworzonego od podwalin w Maćkowej Rudzie nad Czarną Hańczą. A także pytanie bez odpowiedzi – czym jest życie pędzące na przełaj wobec namalowanych obrazów, napisanych wierszy i zaobserwowanych w samotności kluczy żurawi i dzikich gęsi.

         W twórczości poetyckiej Andrzeja Strumiłły jak w lustrze odbijały się różne stany duszy, jej niepokoje i radości. W słowie została uwieczniona historia i przemijanie, ważne i nieistotne. Dlatego maksymę swojej poezji Andrzej Strumiłło wyznaczył jako centrum świata i porównał ją do mandali. To wyraźne odwołanie do koła, jako struktury bytu, gdzie wiersz znajduje się w samym centrum istnienia. Artysta powiedział: “In medio stat Veritas” – powiadali starożytni. Niektórzy jednak utrzymują, że środek jest wszędzie i nigdzie. Godząc się na to, skazujemy się na miliardy osi, wokół których będziemy krążyć. Dla innych środek jest jeden. To punkt koncentracji wszystkiego, miejsce ostateczne, konieczność spełniona, wartość najwyższa. Dla wielu środek mieści praprzyczynę wszystkiego – istotę boską. Mandala to sanskrycki termin, określający krąg magiczny, nimb, dysk, orbitę ciała niebieskiego. Mandala miała wyrażać metafizyczną strukturę świata. W samym środku koncentrycznej kompozycji umieszczano wizerunek bóstwa lub jego atrybut. Mnie, człowiekowi niepewności, zwątpień i podejrzeń pozostaje tylko krąg czerni…”. https://pisarze.pl/2020/03/31/krystyna-konecka-profesor-andrzej-strumillo-sam-oceanem-i-czasem/. (2021-11-21).

         Tak rozumiana struktura bytu, nadawała poezji mistrza lekkości i wyznaczała oś świata jako Axis mundi, gdzie mogło następować zatrzymanie czasu, zapisane w wersie poetyckim jako kreacja antropogenezy. W poezji Andrzeja Strumiłły  wyobrażenie wszechświata porównane zostało do ogromnego drzewa, gdzie za wierzeniami prasłowiańskimi w jego koronie żyli bogowie, na poziomie pnia ludzie, a korzenie stanowiły krainę umarłych. Stąd w poezji tomiku Moje, występuje także wyraźny trójpodział wpisany w kreację antropogenezy. Człowiek stworzony przez Boga ulegał ewolucji, był narzędziem zmiany i podlegał filogenezie. Był podległy przemijaniu i zanurzał się w krainie umarłych. Taką wiedzę Strumiłło nabył podróżując do Nepalu, gdzie zetknął się z teorią pochodzenia życia nieznaną naszej cywilizacji. Pod szczytami himalajskimi doświadczył surowej symboliki znaczenia życia w obliczu przemijającej i niezmiennej antropologii czasu. W świątyniach nepalskich był świadkiem bliskości nieba i słońca, oślepiał go himalajski blask śniegów i lodów. Dlatego w poezji zawarł odwagę i prostotę. Nie bał się  zaproponować włączenia do swojej poezji tego co zobaczył i przeżył. Formułę podróży wypełnił aspektem poznawczym. Zewnętrzne stawało się wewnętrznym, tak jak w wierzeniach prasłowiańskich, gdzie bogowie mieszkali w koronie ogromnego drzewa. Stąd wyobrażenie rozwoju ludzkości uobecniało się jako drzewo geneologiczne. Człowiek mimo, że ulegał filogenezie – zawsze wierzył w swoje stworzenie przez ulepienie go z gliny przez Boga i tchnienie weń pierwiastka życia – nieśmiertelnej duszy. W takim rozumieniu antropologii człowieka, Andrzej Strumiłło nie przekraczał żadnej wyraźniej linii, nie burzył także ustalonych porządków religijnych. Stwierdzał jedynie, że poprzez poezję można dojść do wyższej świadomości istnienia różnych bytów. Stąd łatwiej jest zrozumieć sam tytuł tomiku Moje, który jakby wyjaśnia dlaczego powstała poezja na osi malarstwa, grafiki, fotografowania świata i podróżowania. Poeta zapytywał, co jest wartością naczelną poezji, czy przesłanie o jej natchnionej formule, czy wyznanie patrzenia na słowo, jako na przekaz werbalny myślenia mitycznego. Poezja zawierała się dla Strumiłły w  doniesieniu jej do czytelnika jako kanonu prawdy transcendentnej, która niczego na pozór nie zmieniając – wszystko zmienia i nadaje życiu nowych treści filozoficznych. Przykładem może pozostawać wyznanie Strumiłły, że romantyzm Adama Mickiewicza zmienił oblicze świadomościowe poezji polskiej, poprzez takie symbole, jak: “Zamek na barkach nowogródzkiej góry” z Grażyny, czy Ostra Brama z Pana Tadeusza. Wyznacznikiem była mickiewiczowska Inwokacja: “Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy / I w Ostrej świecisz Bramie / Ty, co gród zamkowy / Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!”. Te mityczne symbole polskiego romantyzmu, stały się wzorem narodowym dla wielu pokoleń. Słusznie więc Krystyna Konecka zauważa w eseju o artyście, mówiąc: “Profesor Andrzej Strumiłło – „sam oceanem i czasem”. (…) “Poezja. To, co podskórnie pulsuje w każdym zamyśle, każdym działaniu artysty”.  https://pisarze.pl/2020/03/31/krystyna-konecka-profesor-andrzej-strumillo-sam-oceanem-i-czasem/. (2021-11-21).

         W tomiku Powidoki. Wiersze i zapiski z lat 1947-2019 wydanym nakładem Wydawnictwa Znak w 2020 roku, może zdumiewać sam wybór utworów dokonany z 72-letniego dorobku Andrzeja Strumiłły. Jak pisze w recenzji Anna Alimowska “Znajdziemy tutaj wiersze z aż 5 tomików: “Moje”, “Jak”, “Ja 2”, “Sto”, “69” oraz zbiór z wierszy nowych. Rysunek znajdujący się na okładce pochodzi spod ręki samego autora”. Tomik Powidoki posiada wyjątkową przedmową Andrzeja Franaszeka. Bowiem krytyk zawarł w niej kilka istotnych spostrzeżeń natury filozoficznej: “Czytając Andrzeja Strumiłłę, między liniami jego utworów widzimy zatem młodego człowieka, który w chwili zakończenia wojny przekracza symboliczny próg dorosłości. Młodszy o kilka lat od poetów takich jak Baczyński, Gajcy, czy Różewicz, inaczej niż oni nie chce – tak przynajmniej podpowiadają nam “Powidoki” – zawrzeć w wierszu najbardziej bolesnych doświadczeń. Może było one jeszcze zbyt bliskie, może zaważyły tu względy cenzuralne (…), a może szukał wtedy nie świadectwa, lecz przede wszystkim aktu artystycznego, na przekór zbrodniczej Historii odnajdywał swe malarskie i poetyckie powołanie”.  https://www.coprzeczytac.pl/powidoki-recenzja-tomiku-poezji/. (2021-11-21)

         Bloggerka internetowa Ewelina w recenzji “Spacer wśród słów”, o Powidokach Strumiłły napisała: “Zanurzam się w świat słów. Smakuję je powoli. Wyruszam na wędrówkę, która przypomina podróż przez życie podmiotu lirycznego. Zagłębiam się w to co było, krok po kroku. Przemieszczam się w czasie i we wspomnieniach. Poznaję człowieka, który roztrząsa wszystko z perspektywy nieuchronnie zbliżającej się śmierci oraz upływającego czasu. Między “kołyską, łożem i trumną” mieści się naprawdę wiele – jak pisze poeta “pomiędzy nimi/ Związki nieznane” (Jaśmin pachnie, s. 159). Te puste miejsca wypełniają się podróżami, które odbywa podmiot liryczny, doświadczeniami, życiem. Zaglądam zatem na step, pośród którego “ja” liryczne pije nago kawę. Na stepie życie jest proste, wypełnione pracą, spokojne, wyrwane z pędu – tak inne, że goście zanurzali się w jego bieg. I zastanawiam się, czy robili to ze zdumieniem, ciekawością, niezrozumieniem czy niedowierzaniem, że tak można. (…) Poezja Andrzeja Strumiłły oscyluje wokół tematu przemijania, śmierci, starości. To próba uchwycenia kondycji ludzkiej zawieszonej między dobrem a złem, zmieniającą jedynie wrogów i broń wojną a podróżą do serca życia – odnalezieniem osobistego szczęścia, zrzuceniem z barków ciężaru grzechów. Pełna refleksyjnych utworów porusza głębią przemyśleń bardziej niż prostą formą. Odwołuje się do Biblii, mitologii, kultury wschodu, natury. Przepełniona spokojem, melancholią, swoistym stoicyzmem doprowadza czytelnika do wniosku, że w konfrontacji ze śmiercią, pozostają jedynie drgające obrazy, jak zaznacza we wstępie do tomiku Andrzej Franaszek. Delikatne, ledwo uchwytne migawki, których nie można być do końca pewnym, gdyż pamięć potrafi płatać z wiekiem figle. A jednak “Ćwierć barwy i półtony / Formy płynne jak lawa” (Powidoki, s. 102) zdają się być tym, co zachowamy z bogactw świata. Wspomnieniami o tym, co zyskaliśmy w wędrówce od kołyski po trumnę. I będą to rzeczy najbliższe sercu, gdyż tylko one mają zdolność zapełnienia pustki, nadania sensu temu co nosi miano życia. “Powidoki” są książką, do której warto wracać, by przypomnieć sobie, co jest najważniejsze i co ma prawdziwą wartość. Jednocześnie można je ciągle odczytywać na nowo”. https://spacerwsrodslow.blogspot.com/2020/04/andrzej-strumio-powidoki.html. (2021-11-21).

        Na przykładzie przytoczonych recenzji widać, jak nowe pokolenie krytyków inaczej widzi dzieło poetyckie Andrzeja Strumiłły. Trudno było o trafne odczytanie filozofii artysty w latach siedemdziesiątych, czy osiemdziesiątych, łatwiej jest teraz gdy otwarto bramy percepcji twórczej autora, także przez niego osobiście. Jednakże problematyczne pozostaną nadal takie formy otwarcia na artystę, jak motywy filozoficzne, czy jego wewnętrzny świat mityczny, bowiem gdy żył nikt go o to nie pytał, a teraz jest już zdecydowanie za póżno. Dlatego aktualny pozostaje jego wiersz o percepcji domu na wielkim pogorzelisku istnienia. W sensie uniwersalnym przypomina on o przemijaniu życia i czasie mitycznym, który pędzi przed siebie z kosmiczną siłą:

Pozostał ślad po jurcie
Okrągły jak świat
Ogień wyznaczał jej środek

Ścieżka od wschodu prowadziła przez próg
Droga mężczyzny po lewej
Droga kobiety po prawej
Pamiętam jej dziki śmiech
W miejscu dawnych bogów
Trawę wygniotły walizki

Tu na wołojku siadał gość
Wpatrzony w strumień cudzego życia

(Z tomiku Powidoki, wiersz Kiedy wracałem, s. 43).

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko