Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
112

Goli otok, dno piekieł

Przepisuję za Wikipedią: „Goli otok (dosł. „goła wyspa”, „naga wyspa”) – wyspa o powierzchni około 4,7 km², znajdująca się w zachodniej części Chorwacji, na wschód od półwyspu Istria w Kanale Welebickim, pomiędzy wyspami Rab, Sveti Grgur i Prvić. Zbudowana jest ze skał wapiennych. Po II wojnie światowej reżim Tity zdecydował o stworzeniu od 1949 roku obozu dla więźniów politycznych. Wśród osadzonych znajdował się wysoki procent niegdysiejszych bohaterów narodowych i przedwojennych komunistów. Ostatni więzień polityczny opuścił wyspę w 1956 roku.”

Nie wiem skąd Izraelczyk Dawid Grosman znał Gołą wyspę. Wiem natomiast, ta refleksja nachodzi mnie często, że wciąż na nowo, kolejny raz, odkrywamy tajemnicę zbrodni komunistycznych, których pamięć, dziwnym trafem, wyparowała, których nie ma. Tym razem przełożonych na piękną powieść, ale przecież, bez wątpienia, z ogromem prawdy o tym, co działo się w dawnej Jugosławii, w naszym – mówię o moim pokoleniu – micie, mieszkańców Europy Wschodniej, poddanych sowieckiej opresji, uchodzącej za oazę wolności. Czy na pewno?

Bohaterów tej powieści jest czworo, trzy pokolenia kobiet: Wera, jej córka Nina, jej wnuczka Gili i Rafi, pasierb Wery, kochanek Niny, ojciec Gili. Trzy kobiety, najstarsza dziewięćdziesięcioletnia, najmłodsza, gdy opowiada przeszłość ma lat trzydzieści dziewięć. Więc żadna nie jest młoda, ale wciąż dopada je przeszłość. W Izraelu, w Chorwacji, gdzieś pod kołem biegunowym na maleńkiej wyspie, gdzie przez cztery miesiące panuje wieczny mrok.

To opowieść o okrucieństwie. Systemu, ale i okrucieństwie relacji miedzy kobietami. Ale też o niezwykłej miłości. O wyparciu przeszłości, która, wciąż obecna, nie daje spokoju, tworzy otulinę teraźniejszości, decyduje przez lata o ucieczkach, szaleństwach, dotykaniu prawdy, kłamstwie, które ma chronić najbliższych.

Osią powieści jest jednak miłość kobiety i mężczyzny. Miłość tak wielka, że za jej cenę… Wróć, nie tak… Miłość tak wielka, że jej mit, że jej pamięć jest ponad wszystko, nawet ponad miłość do dziecka.

Wera i Milos… Ona Żydówka, on Serb. Poznają się, gdy są młodziutcy, pierwsza wojna światowa, on klęczący przed przyszłym teściem. Oficer klęczący przed Żydem… Nie do wyobrażenia. Nie wtedy! Nawet, gdy jest tak biedny, że nie stać go na nic.

A potem, u Grosmana nie ma chronologii, potem jest II wojna, partyzantka, Tito, komunizm, jeszcze później, po wojnie, gdy drogi sowieckich i jugosłowiańskich satrapów się rozeszły, oskarżenie o zdradę, samobójstwo Milosa i Goli otok, na który wywieziono Werę. Goli otok, „adriatyckie Alcatraz”, „miejsce gorsze niż Auschwitz”…

Ale przecież jest jeszcze Nina, ich mała córka. Zostawiona sama.

I piekielny wybór postawiony Werze przez oprawców: przyznaj, że twój mąż był zdrajcą ludu, Tity. Przyznaj, a wyjdziesz na wolność, wrócisz do córki.

Pamięć, miłość, miłość ponad wszystko?

Wybiera prawdę. Plastyczny obraz: dobijający do brzegu statek z więźniarkami. Dwuszereg tych, które są tam już od miesiąca, pół roku, czasami dłużej. Biją te, które przypłynęły: pięściami, deskami, z których wystają gwoździe, czym się da. Ofiary, które stają się oprawcami. Każdy ma swoją cenę, każdy ma swoja wytrzymałość, odporność. Chcesz przetrwać…? Niektóre już tam tracą wzrok…A potem. Nooooo, przecież nie jest lepiej. Nie może być lepiej… Głazy, które dźwigają, brak witamin, utrata wzroku, strach przed donosem, prycza. I wielka góra, na której komendantka posadziła maleńką roślinę, dla której cieniem, bo wymaga cienia aby w ogóle miała szansę, jest cień Wery… Roślina, krzyk strażniczki, słońce, rozkrzyżowane ramiona…

Prawie trzy lata. Listy do Tity, wygrzebywanie kości Milosa. Bo musi mieć swoje miejsce, bo nie może być tylko numerem wśród bezimiennych grobów.

Ale przecież ta powieść ma i innych bohaterów. Może przede wszystkim Ninę, samotną mimo miłości Rafiego. Tę, która przez całe życie ucieka. W ramiona mężczyzn, od córki, od uczuć najbliższego jej człowieka, od Jugosławii, Izraela, bez swojego miejsca na Ziemi, za to z bruzdą pamięci tak głęboką, że wciąż powraca z pytaniem: dlaczego? I z chorobą, która niebawem odbierze jej pamięć

A Gili? To przecież ona kręci ten film. Film życia. Kamera… nagranie, szept ojca: notuj, wszystko notuj. Tylko jak zanotować porzucenie? Jedno pokolenie, drugie… Gdzieś ta rozpacz musi się zatrzymać… Tak, to Rafi jest tym zwornikiem. Jego uczucia, cierpliwość, dobroć, empatia.

Wracają, cofają się, próbują zrozumieć. Goli otok jest już inny. Zostają na nim we czwórkę. W deszczu, huraganowym wietrze, w resztce więziennego baraku. Rano babka i wnuczka wdrapują się na górę. Tam, gdzie kiedyś zasadzono roślinkę – potem wyrwano ją z korzeniami. Gili staje na skale. Jest babką? Tamtych dwoje też przyjdzie, nakręcą kamerą ostatnią scenę. Wyczyszczą przeszłość…

Grosman napisał książkę obok której nie da się przejść obojętnie. Bo zadaje w niej pytania fundamentalne, o odpowiedzialność, o pamięć, o granice poza którymi traci się człowieczeństwo.

Dawid Grosman – Gdyby Nina wiedziała, przekład Magdalena Sommer, Znak, Kraków 2021, str. 318.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko