Adam Lizakowski – C.K. Norwid w Nowym Yorku. Na dwusetną rocznicę urodzin poety. Część 3

0
138
Adam Lizakowski
Adam Lizakowski

Norwid o  kapitalizmie, pieniądzach i mieście

Po opuszczeniu Ameryki i Nowego Yorku poeta podróżował po Anglii, przebywał w Londynie nie wiemy jak długo, różne źródła podają, że od kilku dni do miesiąca, w zależności od zasobów jego finansów, a jak wiemy takowych nie posiadał, ale miał duże zdolności do znalezienia sponsora, który mógł nawet i jego miesięczny pobyt w Londynie poecie sfinansować.  Z czasem powrócił do Paryża – stolicy europejskiej kultury i sztuki oraz wszelkich uciech – aby tam raz jeszcze spróbować swojego szczęścia, jako artysta malarz i poeta. Pobyt w Anglii utkwił w pamięci poety, miał on okazję lepiej i bliżej przyjrzeć się życiu i rzeczywistości, w której Anglia była w szóstej dekadzie XIX wieku i porównać ją z amerykańską czy francuską. Prawdopodobnie „badał” ją pod kątem swoich możliwości artystycznych, trzeba pamiętać, że Norwid nigdy nie podawał się na oficjalnych dokumentach, że jest poetą czy pisarzem, zawsze, że jest malarzem historycznym. Czy planował zamieszkać w Anglii na dłużej tego nie wiemy, wiemy natomiast to, że poeta doskonale zdawał sobie z tego sprawę, co go spotka w Paryżu po powrocie do Francji i Europy kontynentalnej.

            W  umyśle miał jeszcze Nowy York i Amerykę, bo te kilka dni na wyspach brytyjskich myśli zza oceanu mu nie wymazały. Patrzył na Anglię z niepokojem, nie ufał jej stosunkom społecznym, była ona krajem wielkiego wyzysku, ale także  najwyżej rozwiniętym gospodarczo i społecznie na świecie, i stała się wzorem nie tylko dla Ameryki, ale i całej kapitalistycznej Europy. Oprócz arystokracji, która posiadała olbrzymie obszary ziemskie, pojawili się właściciele kopalń i fabryk a społeczeństwo podzieliło się z jednej strony na burżuazję, dysponującą wszystkimi środkami wytwórczymi, oraz z drugiej strony na proletariat, posiadający wyłącznie własne ręce do pracy. Zaborczy kapitalizm dawał już wtedy o sobie znać, chronicznym bezrobociem i powszechną niepewnością jutra przede wszystkim ludności miejskiej, pracującej w fabrykach. Era triumfującej cywilizacji mieszczańskiej, a więc poromantyczna doba XIX wieku, była nie tylko czasem bujnego rozkwitu pomyślności gospodarczej i wspaniałego rozwoju potęgi politycznej, ale stała się także prawdziwie heroicznym okresem piśmiennictwa. Czy Norwid czytał powieści angielskich pisarzy, czy studiował ówczesne gazety codzienne tego nie wiemy? Być może jak większość emigrantów zajęty był tylko sobą i polskością, do tego stopnia, że to, co działo się wokół niego go nie dotyczyło, ale na pewno tym się interesował i dużo o tym myślał. (W Ameryce poznałem Polaków, którzy w kraju polskością się w ogóle nie interesowali, natomiast w Chicago, poza polskością, niczym innym się nie interesowali do tego stopnia, że po 20 -30 latach, nie potrafili poprawnie zbudować zdania po angielsku. Na stare lata chętnie by wrócili do ojczyzny, ale nie mieli, za co i z czym ani po co wracać). Miasto Londyn coraz to ładniejsze, bogatsze, nowocześniejsze stało się stolicą kapitalizmu, ale ani Anglia ani jej stolica nie robią na poecie dobrego wrażenia „rozkwitający kapitalizm” „drażnił” go na tyle, że widzi w nim „demona zła”. (Norwid widział Londyn  przede wszystkim poprzez biednych i dzielnice nędzarzy, w których zatrzymywał się w drodze do Ameryki i w drodze powrotnej z Ameryki do Europy, dlatego miasto to było dla niego tylko miastem tranzytowym, przystankiem, jak już zostało powiedziane z i do Europy). Nowe wynalazki techniczne przyczyniły się do wzrostu wydajności pracy, co powodowało, że najemnicy nie byli już potrzebni. Przeciętny Johnson (głowa rodziny), tracił na zarobkach, sytuacja taka  zmuszała do pracy kobiety a nawet i dzieci, które były jeszcze bardziej eksploatowane. Rosnące zyski przechwytywali fabrykanci, których nie byli w stanie skonsumować, podczas gdy robotnicy fabryczni ciągle żyli na granicy nędzy i ubóstwa, bardzo często nie mając co do garnka włożyć.

Pobyt w Londynie bardzo mocno wraca do poety po kilku latach pobytu już we Francji w jej stolicy, gdy pisze dwa wiersze mniej więcej w tym samym czasie, bo na początku lat 60 XIX . Jeden mający sześć zwrotek  pt. Nerwy , w którym porównuje i opisuje dwa światy nędzy i zbytku, głodu i luksusowego przyjęcia, niesprawiedliwości społecznej.   Rozpoczyna się on opisem nędzy, akcja jego rozgrywa się w środowisku emigrantów paryskich, tych biednych i bogatych, mających salony do których mimo wszystko poeta tęskni i ta bardzo mu ich brakowało w Ameryce.

Byłem wczora w miejscu, gdzie mrą z głodu —
Trumienne izb oglądałem wnętrze;
Noga powinęła mi się u schodu,
Na nieobrachowanym piętrze! 

Pierwsza dwa wersy są tak wstrząsające, że opisywać nie sposób, bo same mówią za siebie. Natomiast czwarta i piąta zwrotka  to opis luksusu, apartamentu pewnej baronowej o której pisze z dużej litery Pani Baronowa, do której  „musi dziś pójść”   – wiersz jest pisany w pierwszej osobie. I wydawałoby się, że skoro już musi pójść, to wie o czym będzie z nią rozmawiał, albo dlaczego do niej idzie, ale tak nie jest on się zastanawia co jej powie, – a jak już jej powie – to zwierciadło pęknie/kandelabry się skrzywią na realizm. Być może, odpowiedz, dlaczego poeta musi pójść do Pani Baronowej kryje się w słowach „ która przyjmuje bardzo pięknie” , prawdopodobnie nie chodzi tylko o piękne wnętrza,  kandelabry i atłasy, ale i o to, że można coś tam zjeść, albo nawet przekąsić, bo gościnność staropolska zobowiązuje. W dalszej części wiersza nie trzeba cytować, można na spokojnie doczytać i samemu wyciągnąć wnioski.

Muszę dziś pójść do Pani Baronowej,
Która przyjmuje bardzo pięknie,
Siedząc na kanapce atłasowej — —
Cóż? Powiem jej…

… Zwierciadło pęknie,
Kandelabry się skrzywią na realizm,
I wymalowane papugi
Na plafonie-jak długi —
Z dzioba w dziób zawołają: „Socjalizm!” 

Ale poeta siedzący na atlasowej kanapie  nie za bardzo wie co ma powiedzieć  Pani Baronowa, bo zdaje sobie z tego sprawę, że nie poprawi to życia biednej z jego wiersza, ani nie zmieni to świata. Bieda i głód jako symbol zła i już wspomnianej sprawiedliwości społecznej na niewiele się zdadzą dopóki słowo socjalizm będzie tylko teorią naukową. Na koniec warto zastanowić się na tytułem wiersza  Nerwy, bo z treści wiersza nie wynika, aby podmiot liryczny był zdenerwowany, bardziej poirytowany, rozdrażniony i przygnębiony tym jak świat został urządzony. Jest mu smutno i smutek przebija się z wersów utworu z wyjątkiem pierwszej cytowanej już zwrotki, w której poeta/podmiot liryczny doznaje szoku, że tak można żyć, to po pierwsze a po drugie, że uszedł z życiem, cały i zdrowy bo się potknął na „nieobrachowanych piętrze”.

 Dla nas ciekawszym jest ten drugi wiersz pt. Larwa, bo mówi o Anglii i Londynie. (Nie będziemy go ani analizować ani interpretować, tylko pobieżnie omówimy). Zacznijmy od tytułu: jak podają źródła, to rzeczownik larwa w czasach Norwida miał inne znaczenie niż dzisiaj, mianowicie oznaczało, bo poeta sięgnął do rzymskich źródeł, a tam w wierzeniach starożytnych Rzymian larwami nazywano złe duchy przodków pewnego rodzaju upiory, a upiór wiadomo to nic miłego. Wiersz napisany przez rozczarowanego i zgorzkniałego poetę, jest też gorzką refleksją na temat małego wycinku, warstwy społeczeństwa, skupionego na robieniu/zarabianiu pieniędzy, bo pieniądz jest ważniejszy od cnoty, Biblii i Boga a nawet go już zastąpił, (patrz trzecia zwrotka). Można uznać go za trafną niestety Norwidowską filozofię oceniania  egoistycznej kapitalistycznej rzeczywistości XIX wiecznej. Napisałem „małego wycinku warstwy społeczeństwa” jednak trzeba pamiętać, że ten „mały wycinek” był i jest w posiadaniu w ponad 80% światowego kapitału, chodzi o to, że tak mało ludzi rządzi tak wielką grupą i decydują o tym jak mają żyć, co jeść, gdzie mieszkać, itp.

Już pierwsza zwrotka oddaje ten ponury nastrój poety/narratora, który mówi o śliskim londyńskim bruku i mijanych na nim postacie/ludzi/larwy co powoduje, że na samo wspomnienie o tym narrator czuje lęk, jest struchlały.

Larwa

1

Na śliskim bruku w Londynie,
W mgle – podksiężycowé j, białéj –
Niejedna postać cię minie,
Lecz ty  —ją wspomnisz, struchlały.

2

Czoło ma w cierniu? czy w brudzie?
Rozpoznać tego nie można;
Poszepty z Niebem o cudzie
W wargach… czy? piana bezbożna!…

3

Rzekłbyś, że to Biblii księga
Zataczająca się w błocie –
Po którą nikt już nie sięga,
Iż nie czas myśleć… o cnocie!

4

Rozpacz i pieniądz – dwa słowa –
Łyskają bielmem jej źrenic,
Skąd idzie?… sobie to chowa,
Gdzie idzie?… zapewne – gdzie nic!

5

Takiej-to podobna jędzy
Ludzkość, co płacze dziś i drwi;
– Jak historia?… wie tylko: “krwi!…”
Jak społeczność?… tylko – “pieniędzy!…”

Ameryka jak i Nowy York zmieniła się gwałtownie po zakończeniu wojny domowej w 1865 roku, robi ogromny skok cywilizacyjny, wyprzeda Europę, staję się szansą dla milionów chłopów, którzy nie boją się podróży przez ocean i ciężkiej pracy na ziemi, która od czasów Adama nie była uprawiana.  Trzeba też pamiętać, że wojna Północy z Południem była nie tylko na karabiny i armaty, szarże kawaleryjski, ale przede wszystkim walką dwóch ekonomii kapitalistycznej i feudalnej. Maszyny parowe kontra ludzkie mięśnie.  Wielki kapitał i banki Północy przeciwko plantatorom Południa. Prowadzenie życia pobożnego i moralnego plus wstrzemięźliwość w jedzeniu i piciu alkoholu, to jakby się wydawało prosta droga mentalności protestanckiej prowadząca do sukcesu amerykańskiego, bo Ameryka to przede wszystkim protestanci. Europa Zachodnia w drugiej połowie XIX wieku z chłopskiej zaczęła przekształcać się w robotniczą, powstaje klasa robotniczą  czego wcześniej nie było.Dół formularza Przemysł, rozwój nauki, techniki, literatury i sztuki dokonał głębokich przemian, który obejmował wszystkie dziedziny życia człowieka, ogromny postęp techniczny, wznoszono liczne fabryki, hale produkcyjne oraz kopalnie. Nie wiemy czy Norwid czytał pracę Karola Marksa, czy znał jego „Kapitalizm”, bo wiele poety myśli i sformułowań jest podobnych do autora socjalizmu naukowego.  Choćby ten, w którym Norwid mówił o pracy ludzkiej, która powinna  być podporządkowana celom ludzkości, rozwojowi dobrobytowi powszechnemu a nie procesowi akumulacji kapitału.

 Chłopi z Europy Zachodniej już nie tak chętnie chcieli opuszczać swoje  wioski i płynąć przez ocean do lepszego życia, woleli emigrować do miast w swoich własnym kraju. Nawet wciąż trwająca gorączka złota w Kalifornii, która „pochłonęła” kilka milionów emigrantów z Europy, wydawała się mało atrakcyjna w porównaniu z powstającym i rozwijającym się przemysłem, nauką, techniką, literaturą i sztuką. W przeciągu zaledwie jednego życia człowieka dokonały się głębokie przemiany, które obejmowały wszystkie dziedziny życia człowieka, ogromny postęp techniczny, wznoszono liczne fabryki, hale produkcyjne oraz kopalnie.

Budzi pożądanie, ale też jest znakiem materializmu, zaprzeczenia ducha. Pieniądz łączy się ze znaczeniami, jakie niosą ze sobą hasła: handel, interes, korzyść, ale niekiedy kojarzony jest z grzechem, jaki popełnili biblijni czciciele Złotego Cielca.

Norwid powrócił, jak się rzekło do Europy, ale ogromna Ameryka wciąż potrzebowała rąk do pracy, wciąż jej porty czekały na emigrantów, nie tylko z zacofanych gospodarczo południowych Włoch, Hiszpanii i Grecji. Nadszedł czas (kolej) dla rolnicze i coraz to biedniejszej Europy Wschodniej, która coraz bardziej zostawała w tyle za Europą Zachodnią. W  czasach Norwida Polaków w Ameryce i Nowym Yorku było bardzo niewielu, dopiero po upadku Powstania Styczniowego, w dwóch ostatnich dekadach XIX wieku „ruszyła szeroka rzeka” polskich głodnych marzycieli o Ziemi Obiecanej za ocean.  Jak podają źródła w przeciągu zaledwie jednego pokolenia ziemie polskie opuściło prawie cztery miliony ludzi. Przytłaczającą część polskich emigrantów tamtego okresu stanowili małorolni chłopi spod Tarnowa czy Podhala, którym wszelkie formalności pomagali załatwiać tak zwani „naciągacze”, czyli agenci. Oszukując na wszelki sposoby „pomagali” niepiśmiennym przebrnąć przez wstępne formalności najpierw przy kupnie biletu kolejowego do niemieckich portów, a później biletu na statek.

Pod koniec życia poeta uświadomił sobie, jak bardzo emigracja może działać destrukcyjnie na jednostkę i na pracę dla wspólnego narodowego dobra, przynosząc korzyść wąskim kręgom („Emigracja obdarła mię ze wszystkiego: z młodości, z sił, z przyjaciół-osobistych, z ceny, prawie nazwiska i godności nazwy dziadów moich. Gdyby dla czego? – nie dziwiłbym się i poważałbym – ale dla niczego – bo NIC nie zrobili – nic a nic! – oprócz kilku fortun żydowsko przedpokojowych i powodzeń osobistych, których zazdrościć im nie raczę i zdolny nie jestem” (Do B. Zaleskiego, [Paryż, jesień] 1876, w: Listy, 624 n.).

Niestety, ta ogromna fala analfabetów, bardzo łatwo padała ofiarą oszustów, którzy liczyli na naiwność i desperację polskiego chłopa, który wiecznie głodny, o chudych policzkach, zapadniętych oczach, niskiego wzrostu, poruszał się raczej wolno i ogólnie można powiedzieć, że wyglądał apatycznie i nie budził w oczach agentów emigracyjnych ani szacunku ani respektu. To agenci z „ustami pełnych miodowych słów”, rozwijali przed nimi wizję Stanów Zjednoczonych, jako krainy mlekiem i miodem płynącej i rekrutowali chętnych do pracy. Zresztą tak jest do dzisiaj, młodzi urodzeni pod koniec XX w.,  są tak samo są naiwni i głupi, bo wierzą, że podróż na Zachód, odmieni ich życie. Jednak patrząc na historię Ameryki, trzeba wierzyć w cuda, bo miliony biedaków, zbieraniny z całego świata dokonały cudów Nowy York stał się handlową, biznesową, a z czasem stolicą świata, a Ameryka najpotężniejszym krajem świata.

Cdn.

Adam Lizakowski

Świdnica,  wrzesień/październik 2021r.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko