Stefan Jurkowski – „Im mniej, tym więcej” – o poezji Andrzeja Saja

0
223
Fot.: Przemysław Musz Photography

Czas jest zjawiskiem fascynującym; to przecież miara wszelkiej zmiany, która zachodzi w świecie zarówno człowieka jak i rzeczy. Wszystko się zmienia, wszystko pulsuje, nic nie jest takie samo jak jeszcze przed sekundą. Oczywiście dzieje się to jakby na zwolnionym filmie; nie dostrzegamy (i nie doświadczamy) tego natychmiast. Zmiany te dzieją się właśnie w czasie, albo… poza nim.. Dopiero patrząc wstecz możemy je zauważać, a także rozważać.
Tym zagadnieniom poświęcona jest poezja Andrzeja Saja zawarta w tomie „Stare zwyczaje Młode nawyki”. W wierszu bez tytułu otwierającym zbiór czytamy:

(…)
raz się wznosimy,
to znów spadamy,
a los wciąż nas osadza
nad horyzontem ziemi
(…)

                        
(*    *    * Stare nawyki…)

We wszystkim istnieje – wydaje się mówić poeta – element niezniszczalny.
„Stare nawyki” zakodowane są w nas, i one to stanowią miarę wszystkiego. Przytoczmy zakończenie powyżej cytowanego wiersza:

W mowie – oswojeni dzicy
bądźmy czujni jak poeci,
albo jak dzielni wandale
niszczący starą kulturę,
by zbudować nowe państwo
(skąd nas nikt nie wygoni)

To świetna metafora owych zmian zachodzących w otaczającym nas świecie; zmian niekoniecznie rewolucyjnych, niszczących „stare”, ale niedających niczego natychmiastowego w zamian. Tak też jest w naszym jednostkowym życiu: dojrzewając, starzejąc się – korzystamy z poprzednich doświadczeń, które, bogatsi o nieustannie  nabywaną wiedzę i doświadczenie, wykorzystujemy, często podświadomie, do budowanie zarówno świata zewnętrznego, jak i przede wszystkim wewnętrznego. Zmienia się nasze podejście do wszelakich zjawisk, pogłębia się ich rozumienie.
W poezji Andrzeja Saja czas jako taki nie ma charakteru destrukcyjnego. A jeśli nawet by miał, to my i tak nie odczuwamy tego nazbyt boleśnie, bo jest on dla nas „środowiskiem naturalnym”, płynie obok nas i w nas samych. Wszak ryba nie czuje dyskomfortu dlatego, że woda jest mokra…
Pomimo wszystkich zmian ważna jest zasadnicza ciągłość, które pozwala nam na wyraźniejszy ogląd świata. To co było, niechże będzie fundamentem tego, co jest. Powiada poeta:

Gdy idziesz w starość weź ze sobą
wspomnień garb ochronny
i kompas poezji – może zawodny
ale tam dokąd idziesz
wszystkie kierunki łączą się w jeden
biegun niezrozumienia

                                      
 (*    *    * Gdy idziesz…)

Czas wprawdzie trzyma nas na uwięzi, stymuluje nasze działania, ale właśnie nie jest destrukcyjny. Tak, on przynosi kres, ale ważniejsze jest to, że stanowi siłę inspirującą, pozwala człowiekowi wciąż budować własną tożsamość, na swój sposób określać świat widzialny i niewidzialny. Bo przecież:

i tak dojdziesz do celu
samego w sobie:
kropki na końcu zdania.

                                             (jw.)

Według poety świat  można opisywać w warstwach powierzchownych, ale jest niedefiniowalną tajemnicą, niedającą się objąć w całości ludzkim umysłem. Nawet język poezji jest tutaj bezradny. Można bowiem poznawać w jakimś sensie owe „manifestacje zewnętrzne”; można zbliżać się do samej istoty, ale nie sposób werbalizować, dokonywać daleko idących uogólnień. Nasze poznanie jest przede wszystkim zmysłowe:

młodzi nie dojrzą oczami starości
tego co wiek późny zebrał i przeżył
(…)
bo młodość i starość – to dwa stany
tej samej materii – w samowyczerpaniu
nic nie jest trwałe i nieodnawialne
jak mgła – zwiewna – nieprzenikalne

                                                               
(*     *     * młodzi nie dojrzą)

Czy zatem jesteśmy zdeterminowani? W pewnym sensie tak. Mówi poeta, że przecież jedziemy wszyscy w tę samą stronę choć pociągi zmierzają w kierunkach przeciwnych (W drodze). Czas prowadzi w kierunku jego wieczności. Czas zatem – jak twierdzi podmiot liryczny – jest wieczny, podobnie jak Słowo. Ale Słowo było na początku, a czas? Poezja Andrzeja Saja zbliża się intuicyjnie do najważniejszej Tajemnicy, i to jest najbardziej istotnym tej poezji walorem; prowadzi dyskurs z niewidzialnością, z Absolutem, który w tej jakże dynamicznej poezji manifestuje się pod różnymi postaciami, symbolami, pojęciami. Nic tutaj nie jest jednoznaczne, skończone. Wszystko  znajduje się w ciągłym ruchu. Te wiersze są chciwe treści napisał poeta w jednym z utworów, i to jest kwintesencją twórczości Andrzeja Saja.
Druga część tomu „Serenitas vitae” , to poemat składający się z czterdziestu części. Nawiązuje on do herbertowskiego „Pana Cogito”. W pewnym sensie alter ego Pana Cogito stanowi występujący tutaj Stary poeta, który patrzy na świat z perspektywy własnych doświadczeń i gorzkiej wiedzy o istnieniu, a w Panu Cogito widzi doskonałego interlokutora. To poemat egzystencjalny, mówiący o „starości”, o lęku przed utratą zdolności twórczych. A jednocześnie o satysfakcjach wcześniej nie znanych młodemu poecie, bo wynikających z szerokiej wiedzy oraz wielu doświadczeń. Napisałem „starość” w cudzysłowie, bo nigdzie w wierszach Saja nie spotkamy utyskiwania nad utratą jakiejkolwiek sprawności fizycznej czy intelektualnej. Czas wszystko czyni innym, młodość zastępuje starością, ale też niczego nie niszczy. Oto

(…)
stary poeta zwie sny po imieniu
zna ten najstarszy i ten który
czeka na swe kolejne urodziny
nie strzela słowami na darmo

                                                
(Serenitas… XVI)

Trzecia część tomu „Ananke” zawiera utwory bardziej zdystansowane do samego podmioty lirycznego. Tu możemy przytoczyć  początek tytułowego utworu:

To co konieczne jest nieuchronne
by spełnił się cykl odnowy – tylko
czas powtórny, nie niwelujący,
zamyka się w kole wiecznotrwałym.

Swoisty determinizm? Czas w poezji Saja ma stale charakter cykliczny. Przemijanie nie jest drogą do nieistnienia, ale zmianą jego formy. Rzec by: drogą powrotu. Wszystko trwa i dzieje się w owym „kole wiecznotrwałym”.
Głęboka, bardzo indywidualna, filozoficzna poezja Andrzeja Saja jest ważnym zjawiskiem na firmamencie poezji polskiej.
Tom „Stare zwyczaje Nowe nawyki” został wzbogacony o metaforyczne prace wybitnego grafika, rysownika i plakacisty Eugeniusza Get-Stankiewicza.

***

Wróćmy na moment do tomu „Oprawa światła”, który ukazał się wcześniej, bo w roku 2020. Znajdują się tutaj wiersze z lat 1982-1987, do tej pory niewydawane. Można doszukać się wspólnego mianownika pomiędzy utworami z tomu „Stare zwyczaje…” a pomieszczonymi w „Oprawie światła”. Poeta usiłuje opisać to, co niewyrażalne, co nie da się określić wprost. Poszukuje więc osobnego języka, dostatecznie celnej i nośnej metaforyki, która wyeksponuje całe bogactwo znaczeń, jednak ich nie nazywając. Wiersze Saja odnoszą się głównie do intelektu, wrażliwości, wyobraźni odbiorcy. To on, czytelnik, musi kreować ten cały poetycki, niedosłowny teatr. Podobnie jak fraza muzyczna, wiersze autora „Oprawy światła” wywołują pewne asocjacje, tworzą określony klimat, przekazują swoje przesłania w sposób – nazwijmy to – ponadsłowny.  Dialog z tymi utworami odbywa się na innym, wyższym poziomie. Nie znaczy to jednak, że poetyckie słowo nie jest tu ważne, przeciwnie. Ale trzeba zwrócić uwagę na jego swoistą wielopłaszczyznowość. Nie wystarczy bowiem sam komunikat. Ten, wydawałoby się potoczny, komunikat jest przecież w utworach Saja wielopiętrowy. Poeta zostawia duże pole dla wyobraźni czytelnika. Jest to poezja niezmiernie oszczędna, nie ma w niej żadnej zbędnej metafory ani opisu:

im mniej tym więcej
nicość jest formą wszędobylską
możliwość zaśpiewem przestrzeni
(…)
poezja wiarą i poznaniem
ale też zwątpieniem bywa nadzieją…

                                                            
(*   *   * im mniej tym więcej…)

Poezja Andrzeja Saja wykracza poza realia ziemskie. Przecież nawet wyschnięte drzewo nie traci życia:

ono żyje w spiżarni nieba
jak widomy znak boskiego pokarmu

                                                             (*   *   * wyschnięte drzewo)

W twórczości Saja (w obu zresztą omawianych tomach) istnieją jakby dwie rzeczywistości. Ta realna, sprawdzalna, mówiąca o konkretnych zjawiskach –
podszyta jest inną, równie ważną rzeczywistością, zaledwie intuicyjnie przeczuwaną. Mamy tu do czynienia z głęboką świadomością, że nic się nie kończy zasięgu naszego wzroku. Przecież

:między pojęciem Boga a boskością pojmowania
tworzy się forma i ona jest wieczna
(…)
staje się w istotności
władzą zwierzchnią
niepoznawalności
i jej zapisem w Księdze

                                                
(*   *   * między pojęciem Boga…)

Andrzej Saj znajduje adekwatne i precyzyjne środki, by o nadprzyrodzoności mówić w sposób pełny i trafny, ale też oszczędny. Brak oszczędności spłyciłby wizję poetycką i osłabił jej ekspresję. Mamy bowiem przedstawioną przebogatą rzeczywistość milczenia i ciszy, którą może odkryć tylko poeta będący niczym starzec  spóźniony o własną śmierć.

Stefan Jurkowski

Andrzej Saj „Stare zwyczaje Młode nawyki”, Wrocław 2021 s.152. Posłowie Roger Piaskowski, grafiki Eugeniusz Get-Stankiewicz.

Andrzej Saj „Oprawa światła”, Oficyna Wydawnicza „Akwedukt”, Wrocław 2020, s.124. Posłowie Urszula Benka

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko