Sylwia Kanicka – z całości wyciągnijmy drobne, by powstało nowe

0
306


           Jeden stół, dwa krzesła i gotowa scenografia. Nie potrzeba zbędnych bibelotów, by stworzyć odpowiednią atmosferę. Na scenie zasiada dwoje aktorów – autorów tworzących swoje przedstawienie.

           Beata Kieras i Jarosław Jabrzemski zaprosili czytelnika na wykwintną ucztę, z wieloma daniami, tworząc słowne potyczki w poetyckiej wersji. Właściwie, gdy zobaczyłam ten zbiór, to wiedziałam, że to będzie wyzwanie dla czytającego. Dwoje doświadczonych poetów, dwa różniące się od siebie sposoby pisania i próba przedstawienia patrzenia w tym samym kierunku przedstawicieli różnej płci, bo nie mogę pominąć, że ten fakt ma również znaczenie. Zbiór „Monetki”, bo o nim mowa, który ukazał się nakładem wydawnictwa Fundacja Duży Format w 2021 roku, to wyciąganie z podjętego tematu najmniejszych szczegółów. Co więcej, robienie tego z przekorą, przez co czytelnik nie ma chwili na nudę. Czytanie tej książki poetyckiej to konieczność zastanawiania się nad własnym zdaniem w poruszanej kwestii. Całość tworzy grę słowną wywołującą w czytelniku obowiązek postawienia siebie po którejś stronie, bo „odległość trzyma w ryzach / nie puści farby twarz / nie rozmaże się pejzaż” (ludzie odchodzą od siebie, s. 24), a jednocześnie „w ten sposób rodzi się chaos” (ludzie przychodzą do siebie, s. 25). Ważne, by czytelnik zauważył, iż toczona, pomiędzy podmiotami lirycznymi, rozmowa nie ma znamion złośliwości, a jedynie argumentuje indywidualny pogląd.
Jak zauważyłam wcześniej, Kieras i Jabrzemski to różniący się stylowo poeci. Moim początkowym błędem, na który chciałam zwrócić uwagę, było czytanie tego zbioru z chęcią doszukania się, tylko i wyłącznie, ich prywatnego sposobu pisania, wręcz oczekiwałam dwóch indywidualności poetyckich stojących twardo przy swoim zdaniu.. Dlaczego piszę, że to błąd? Beatę Kieras znam z delikatności i emocjonalności w wierszach, które jednocześnie potrafią przeniknąć w odbiorcę. Poetka z dużą dokładnością przedstawia wewnętrzne rozterki podmiotu. Jej wiersze są wyważone, a jednocześnie dosadne. Jarosław Jabrzemski dał mi się poznać jako poeta, który mówi prosto z mostu, bez skrupułów. Jego podmiot liryczny nie bawi w tkliwości, a jednocześnie potrafi przedstawić wszelkie ludzkie uczucia. Poezja poety ma kilka form wyrazu uzależnionych od poruszonego tematu. Zbiór „Monetki” jest zderzeniem tych styli, który jednocześnie pokazuje ich przeplatanie się. Przekonałam się, że dla wspólnego dobra, w tym przypadku zbioru wierszy, należy wzajemnie się do siebie dostosować. Oczywiście ani poetka, ani poeta nie zarzucili swojego sposobu pisania, co zauważyć można, gdy Kieras, z należytą sobie emocjonalnością, pisze:

           „trzymając w dłoniach miłość, mówią o niej rzadko
           nieswoim, drżącym głosem jakby płynął przez krtań
           dźwięk spoza powszednich słów – jesiennieją cicho” (Kobiety, które, s. 22)

a Jabrzemski, pozostawiając sobie swoją formę, kontynuuje rozmowę:

            „Wypuścili z rąk miłość, a później
            ją przegadali w jałowych dysputach o roli
            seksu w wielkim mieście, niepohamowanym
            pożądaniu i kompulsywnej ipsacji” (Mężczyźni, którzy, s. 23)

Jednakże oboje starają się znaleźć złoty środek, który pozwoli kontynuować rozmowę w zbliżonym tonie. Odbiorca poznaje wówczas jeden głos, obu podmiotów, który mówi w jednym temacie:

            „na pękniętej aorcie trzeba serca nie mieć
            żeby tak się przelewać z pustego w próżne
            obrazów potokiem” (lela lela, s.54)
            „trzeba być pozbawionym słuchu
             żeby zbudować taką próżnię akustyczną
            uodpornić się na wycie i zwierząt
            skamieniałe skomlenie” (jola jola, s. 55),

Ten wspólny głos jest chyba najtrudniejszą formą do opanowania. W człowieku drzemie, od zawsze, chęć stawiania na swoim. Gdy toczy się dyskusja, potrzeba wzrasta. Na duże więc uznanie zasługuje ta umiejętność u obojgu poetów. Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na fakt, że po obu stronach pojawiają się momenty, gdy dyskusja przybiera na sile, a retoryka staje się wyrazista. Pojawia się  kobiecy punkt widzenia zauważający, iż „drżymy o siebie / czułość to widzieć kruchą gałązkę / która jeszcze liście rodzi …” (prokrastynacja, s. 42) z mocno ripostą „nie pakujmy uniesień / w kartonowe pudła / poezji w walizki” (niecierpliwo, s. 43). W tym miejscu chciałam zauważyć, że mimo wszystko Jabrzemski nie pozwolił swojemu podmiotowi na zuchwałość, nakazał mu wręcz dżentelmeńską postawę wobec rozmówcy, gdyż „za każdym rogiem będą czyhać lustra” (życie dopiero z tobą zaczęło, s. 79) i należy szanować się wzajemnie, nawet jeśli chciałoby się powiedzieć głośniej swoje myśli. Być może to wpływ kobiecej delikatności podmiotu lub kultura męskiego spojrzenia, a może zagranie czysto pokerowe na potrzeby powstałego zbioru. W każdym razie spokornienie męskiego podmiotu lirycznego wzbudza zaciekawienie, w odniesieniu do poezji Jabrzemskiego wręcz mnie zaskakuje i powiem szczere czekałam na stwierdzenie „i po co chcieć razem / być obrazem” (anankastia, s. 53), które miałoby mocny oddźwięk. Zastanawiam się , jaką postać miałyby wiersze, gdyby poeta zezwolił swojemu podmiotowi na mocne męskie reakcje. Jednak, mimo braku tego stanowczego sygnału, na tle całego zbioru ma to swój wdzięk, gdyż spotkałam się z zaskakującą sytuacją. Na taka postawę wierszy poety nie pozostaje obojętny podmiot liryczny Kieras i kiedy wydaje się, że powinien być zadowolony, on stara się zaznaczyć, iż nie będzie miał za złe rąbnięcia pięścią w stół, gdyż „dobrze żabie / w żabiej skórze / kumkać wierszem / i nic a nic się nie wstydzić / że do sopranu daleko” (rozczarowanie, s.68). Na tym właśnie polega perfekcyjność monetkowej rozmowy, niby drobne gesty, a wnoszą bardzo dużo do całości.

            „Monetki” są błyskotliwym sposobem przedstawienia stanowisk względem podjętego zagadnienia. Poeci nie wyszukiwali sobie wyniosłych tematów do rozmowy, przez co zbiór staje się przystępny każdemu, a toczona rozmowa zrozumiała. Treść to ciągłość mijanych dni, z których wyłapuje się maleńkie chwile „tak ciche że słychać jak bije światu ptasie serce” (Benedictus, s.6), by nagle pojawiło się przejaśnienie mówiące o tym „co chciało nam słońce pokazać przez chmury” (a kiedy, s. 71). W tej rozmowie jedno jest zauważalne. Beata Kieras kreuje wizerunek swojego podmiotu pogodzonego z każdym stanem, w jakim się znajduje. Właściwie, niezależnie od tematu, czy to o miłości, kobiecym pięknie, tęsknocie, jej podmiot ma wyrobione zdanie. Tak jakby z góry założył, że w obecnym momencie życia na więcej nie może sobie pozwolić, gdyż „jesienią / mniej się wstydzę że jestem” (w jakim jesteś kolorze, s. 58). Kieras pozostawia swój podmiot liryczny w przekonaniu i utrwaleniu w sobie tej zasady. Nie pozwala mu wyjść poza granicę przyjętego myślenia. W tym momencie chciałabym zwrócić uwagę na jakże odmienną postawę podmiotu w wierszach Jabrzemskiego, który ma, tak jakby, za zadanie wyciągnięcie z letargu swojego towarzysza. Pokazanie mu drugiej strony, bo „jesienią / nie wstydzę się / że już małoletni nie jestem” (konfesja, s. 59), a świat nadal może być piękny. Jego starania są przemyślane, nie narzucające się, a jednocześnie motywujące do innego spojrzenia. Te sposoby postrzegania świata zmotywowały mnie  do przeprowadzenia małego eksperymentu. Przeczytałam „Monetki” od końca, wówczas w pierwszej kolejności czytałam wiersz poety, a później poetki. Efekt pozwolił zobaczyć, iż nie tylko podmiot Jabrzemskiego ma cel do realizacji.  Podmiot liryczny Kieras ma za zadanie sprowadzanie na ziemię rozpędzonej kuli poety, aby się zatrzymała i spojrzała na boki, bo „utrata dystansu może zakłócić równowagę / rzucić w przepaść / złamać serce albo co gorsza karierę” (ludzie odchodzą od siebie, s. 24). Dzięki tej formie czytania mogłam inaczej spojrzeć na tą rozmowę, która stała się „… kobietą niewidzialną pod jesionką / … / albo mężczyzną z brakującymi słowami” (trzeba, s. 46). „Monetki” złożyły się w całość, przybrały nowy obraz, a podmioty mogą rozmawiać z sobą w pełni uczuciowo wiedząc, że „dla ciebie ocalałam / z pościgu ciemnych, bystrookich myśli? (EKG, s. 60), „bo przecież zawsze mogę ciebie wyśnić” (diagnoza, s. 61).

            „Monetki” można rozpatrywać na wiele sposobów. Przez co całość staje się intrygująca. Beata Kieras i Jarosław Jabrzemski przekazali czytelnikowi zbiór, który choć zawiera w sobie słowa, to mówi do niego ponad nimi. Czy to zrozumiała mowa? Jestem pewna, że jeżeli tylko czytelnik będzie chciał zobaczyć do czego doprowadzi ta poetycka rozmowa, to przekona się, że kryje się jeszcze więcej, niż tych kilka wspomnianych przeze mnie spostrzeżeń. Dla mnie było to duże wyzwanie, dlatego podsumuję ten zbiór słowami:

            „daremna ironia
            w takiej oprawie” (chciałam napisać o ramach, s. 36)
            „kiedy czas ma ruję
            nie ryczy się ze śmiechu” (chciałem napisać wiersz, s. 37)

które oddają wizerunek splątania w sobie poezji tych dwojga poetów.

Beata Kieras Jarosław Jabrzemski, monetki (wyd. Fundacja Duży Format, Warszawa 2021)
           

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko