Roman Soroczyński – Urlop w Sopocie

0
537

Co można robić podczas urlopu spędzanego w Sopocie? Oczywiście, iść na plażę, na rybkę i na spacer. Ale czy tylko – zwłaszcza, gdy pogoda jest w kratkę?

Otóż, Sopot – jak i całe Trójmiasto – ma przebogatą ofertę kulturalną. Nie będę jej reklamował, bo każdy może samodzielnie coś znaleźć. Chciałbym tylko zaprezentować przedsięwzięcia, które udało mi się obejrzeć. Słowo „udało się” jest bardzo istotne, bowiem nie na każdą z organizowanych wówczas imprez mogłem kupić bilety.

Dzięki życzliwości Pani Grażyny z Teatru Wybrzeże w Gdańsku udało się nabyć drogą kupna bilety na spektakl, prezentowany na Scenie Kameralnej Teatru, znajdującej się w Sopocie. Akcja Balkonu Jeana Geneta toczy się w domu publicznym. Niedaleko, w mieście, toczy się rewolta. Dom staje się schronieniem dla Sędziego, Biskupa i Generała. Mimo, że na zewnątrz wali się stary porządek, oni wciąż trwają w swych perwersyjnych iluzjach. Balkon jest opisywany jako ostra satyra obyczajowa wymierzona przeciw społeczeństwu mieszczańskiemu. Uważam, że reżyser, Jan Klata, w umiejętny sposób wykorzystał (wydany w 1956 roku) utwór do krytyki współczesnych elit. Znacznie pomogła mu w tym świetna gra aktorska – zwłaszcza Katarzyny Figury, którą większość kinomanów kojarzy jako seksbombę. Otóż twierdzę, że Katarzyna Figura jest (również) świetną aktorką dramatyczną!

Teatr Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie dał mi okazję do spotkania z zespołem Krystyna Stańko Trio. Pani Krystyna jest jedną z najwybitniejszych wokalistek jazzowych w Polsce. Ma w swoim dorobku kilka płyt, które zebrały świetne recenzje. Jestem szczęśliwym posiadaczem Kropli Słowa, zawierającej interpretacje poezji Wisławy Szymborskiej, Haliny Poświatowskiej, Tomasza Jastruna oraz samej Krystyny Stańko. Posiadam również album Snik, z muzyką inspirowaną regionem Szwajcarii Kaszubskiej. Dlatego ucieszyłem się, że będę mógł nabyć drogą kupna najnowszą płytę, zatytułowaną Fale. Niestety, ktoś nie dowiózł płyt na miejsce koncertu. I tu mamy potwierdzenie tezy, że we wszystkim trzeba mieć trochę szczęścia: kiedy dowiedziałem się o braku płyt, stała koło mnie… Krystyna Stańko!

Pani Krysiu, jestem Pani wielbicielem. Mam dwie Pani płyty – w dodatku z autografami. Jak mogę kupić trzecią płytę, też z Pani dedykacją?

Chyba mam ze sobą jedną płytę. Proszę zgłosić się po koncercie.

I w ten oto sposób otrzymałem album Fale z osobistą dedykacją świetnej wokalistki! Najpierw jednak był koncert. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że podczas koncertu na żywo można zauważyć rzeczy, które nie zawsze jesteśmy w stanie uchwycić, kiedy oglądamy nagranie. Mam na myśli choćby pełną instrumentalizację koncertu czy dodatkowe bodźce dźwiękowe. Często ich animatorami byli nie tylko członkowie zespołu, a zarazem kompozytorzy utworów – Dominik Bukowski i Piotr Lemańczyk, ale właśnie Krystyna Stańko, która jest autorką słów większości utworów eksploatowanych podczas koncertu i na albumie. Piękne słowa skłaniają do myślenia – tym bardziej, że w ich tle naprawdę słychać szum fal:

Fale oszalałe fale/ kocham, chociaż wcale nie rozumiem ich/ i szumu o nie. (…) Zasłuchaj się, spróbuj być naprawdę tu/ nie udawać, nie grać/ nie chować się.

Okładka płyty „Fale” – fot. Roman Soroczyński

Skoro o falach mowa, niesamowite wrażenie wywołał na mnie spektakl Osiecka. Archipelagi, grany na Scenie Letniej Teatru Miejskiego w Gdyni. Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać Agnieszki Osieckiej, którą prof. Maria Janion nazwała „królową polskich serc”. Zawsze jednak w rozmaity sposób można interpretować jej utwory. Kompilacja dokonana przez reżysera, Jacka Bałę, oraz aktorów Teatru Miejskiego w Gdyni, jest niezwykła. Choćby dlatego, że jest prezentowana nad brzegiem Zatoki Gdańskiej, a jej akcja toczy się na statku pasażerskim płynącym po morzu. Czyż w tej sytuacji można znaleźć lepsze tło? Chyba największy aplauz widowni wywołali aktorzy, którzy, w utworze Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma, „zastępowali” gwiazdy tego utworu Agnieszki Osieckiej: Dorota Lulka jako Maryla i Maciej Wizner jako Cyganek. Obiektywnie musze przyznać, że publiczność – bez względu na wiek – świetnie bawiła się przy wszystkich utworach. W dużej mierze to zasługa śpiewających aktorów, ale przede wszystkim treści utworów, o których Jerzy Markuszewski powiedział:

Przed Agnieszką piosenka była traktowana wyłącznie w kategoriach rozrywki. Dopiero ona zrozumiała, że w tych melodramatach może zawrzeć bardzo wiele.

Scena Letnia Teatru Miejskiego w Gdyni Orłowie – fot. Roman Soroczyński

Skoro byłem w Trójmieście, skorzystałem z okazji, by wreszcie obejrzeć spektakl w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim. Skoro teatr „szekspirowski”, to Burza Williama Szekspira wydawała mi się być najlepszą parafrazą klasycystycznej jedności czasu, miejsca i akcji. I nie zawiodłem się. Wprawdzie reżyser widowiska, Szymon Kaczmarek, zmienił zakończenie, ale… wreszcie zrozumiałem, o co chodzi! Może wpłynęła na to możliwość obejrzenia spektaklu na scenie elżbietańskiej, której idea w światowym teatrze – przypomnę – pojawiła się w 1576 roku? Może wpłynęły na to  niezbyt wygodne, zapewne nawiązujące do tamtych czasów, miejsca siedzące? Tak czy inaczej, mam nadzieję, że w latach następnych trafię do Trójmiasta w tym czasie, kiedy Gdański Teatr Szekspirowski będzie gospodarzem Festiwalu Szekspirowskiego.

Fragment widowni Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego – fot. Roman Soroczyński

Skoro mowa o szczęśliwym trafieniu: od pewnego czasu funkcjonuje Sopocki szlak fanowsko-krajobrazowy „Śladami Janusza Christy”. W historycznym Grodzisku spotkałem fanów Janusza Christy, którzy zorganizowali swój zlot, by uczcić urodziny autora jednej z najpopularniejszych polskich serii komiksów, zatytułowanej Kajko i Kokosz. Jednocześnie otwarto wystawę z okazji 50-lecia serii, a właściwie jej zakończenia. Wprawdzie przypada ona w przyszłym roku, ale obecnie – w dobie pandemii – wszystko przyspiesza. Tym bardziej, że w lutym 2021 roku Kajko i Kokosz pojawili się w serialu emitowanym na platformie Netflix. Dlaczego zatem użyłem słowa „zakończenie”? Otóż, 31 lipca 1972 roku w „Wieczorze Wybrzeża” ukazał się ostatni pasek z przygodami Kajko i Kokosza. Warto przypomnieć, że Kajtek pojawił się na świecie już w 1958 roku, zaś po raz pierwszy obaj zaprezentowali się razem w 1963 roku. Wystawa w Grodzisku została skompilowana w bardzo ciekawy sposób: wybrane obrazki z komiksów stanowiły tło prezentacji rozmaitych, oryginalnych, przedmiotów     i ciekawostek historycznych, nawiązujących do przygód Kajko i Kokosza.

Kajko i Kokosz na wystawie – fot. Roman Soroczyński

Osoby z zacięciem historycznym z całą pewnością zauważyły uliczną wystawę zorganizowaną z okazji 120-lecia nadania Sopotowi praw miejskich, co nastąpiło 8 października 1901 roku. Warto było przyjrzeć się tej wystawie, a potem wybrać się na poszukiwanie, wskazanych na niej, pięknych budynków ozdabianych niezwykłymi witrażami czy rzeźbami.

Na deser zostawiłem koncerty w Muszli Koncertowej, znajdującej się obok słynnego molo w Sopocie. Odbywały się one niemal codziennie. Wśród licznych wykonawców zwróciłem uwagę na prezentujące muzykę świata Baltic Duo, grające rockowe przeboje świata Little Trio oraz na Annę Marię Adamiak, która przepięknie wykonywała przeboje Anny Jantar i Ireny Jarockiej. Każdy mógł przysiąść na ławkach przed sceną i posłuchać różnorodnej muzyki. Szkoda tylko, że organizatorzy nie zadbali o to, aby między spontaniczną widownią a sceną nie przechodzili „głusi” ludzie. Jedna z artystek zaapelowała o jakieś zabezpieczenie, ale nic to nie dało.

Na początku artykułu napisałem, że na niektóre imprezy nie mogłem kupić biletów. Wbrew pozorom, cieszyłem się z tego. Świadczy to bowiem o tym, że w dobie kultury obrazkowej (by nie napisać: „postępującego zidiocenia”) jest dużo ludzi, którzy cenią Kulturę przez wielkie „K”.

Roman Soroczyński

08.08.2021 r.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko