Sylwia Kanicka – Kolejne dni mogą przynieść nowy świat, albo na zawsze zatrzymać się w miejscu

1
798

            Poranki, gdy słońce wpada przez okna do domu, otwierają zaspane oczy. Jednym budzik nie pozwala na dłuższe spanie. Drudzy budzą się bez żadnych zobowiązań, a jeszcze inni wstają w przeświadczeniu, że czas się zatrzymał. Niezależnie od powodu, każdy dzień to inne doznania, jeżeli tylko pozwoli się, by wczorajszy nie wygrał z nowym.

            Książka poetycka Anny Tlałki „po – ranne ptaki”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa FONT w 2021 roku, to nietypowy sposób spojrzenia na pustkę w życiu, która powstaje z różnych powodów. Osobiście, czytając, chciałam znaleźć odpowiedź na pytanie, czy to będzie zbiór o ptasich zwyczajach obrazujących ludzkie odczucia, czy o ludziach ukrywających się pod maskami ptaków. Z góry założyłam, że autorka pozwoli mi pobuszować w swoich wersach i nie zawiodłam się. Jednak okazało się, że tytułowe ptaki otrzymały inne zadanie do wykonania. Wracając jednak do samej książki, to choć jest to czwarte poetyckie dziecko Tlałki, nie będę porównywała go z poprzednimi, gdyż każdy wydany zbiór ma inny cel do zrealizowania.

            Pierwszym elementem, na którym zwróciłam uwagę podczas czytania, to język zapisanych wierszy. Tlałka nie stosuje wyszukanych zwrotów, wierząc, że ten najprostszy sposób najlepiej trafia do odbiorcy. Jednocześnie tę przejrzystość ubiera w tak bardzo poetycki strój, ze słowa nabierają siły w swoim przekazie, a wspomniana prostota staje się wymagająca względem odbiorcy. Powoduje przemyślenia. Dodatkowo zbiór ma ciekawą budowę, a mianowicie występuje podział treści na trzy części, które z sobą współgrają, jednocześnie różniąc się od siebie. Dopasowanie utworów do każdego podzbioru buduje inny obraz, choć, w całości, wiersze się wzajemnie uzupełniają. Do czego zmierzam? Tlałka tak zakręciła światem w swoich utworach, że stworzyła obraz zagubienia, rozczarowania i smutku na tle przyjemności, ciepłych odczuć czy wspomnień, a przywołane ptaki są tylko tymi zwiewnymi myślami podmiotu lirycznego, które „… zamieszkują w ich pustych gniazdach / choć ciepłe morze na południu pieści skórę / a wiatr układa włosy według tajemnego planu” (wędrowne ptaki, s. 5). Autorka miesza w utworach odczuciami, by zamknąć w słowach cały przekaz tego, co dzieje we wnętrzu podmiotu lirycznego. Z jednej strony ukrywa go pod cechami wymienianych ptaków, z drugiej włożony jest pod „rozpostarte skrzydła jerzyków / … / na dachach budynków mimo burz” (leniwe ósemki, s. 19) chcąc pokazać, że pomimo wielu trudności można iść dalej, by „o czymś zapomnieć coś utrwalić / zjeść lub strawić uczynić swoim” (ostatni dzień lata, s. 38). Podmiot liryczny, występujący pod wieloma postaciami, jest przeładowany emocjonalnością, ale przede wszystkim wyczuwa się jego niepewność „w świecie pozbawionym złudzeń” (nieuwikłanie, s. 48). Wielokrotnie przedstawiany jest na tle opisu otoczenia, gdy „na małym mostku siedzą dwie postacie / jest w nich zapowiedź dobrych i złych czasów” (u źródła, s. 10). Tutaj dopowiem sobie, że człowiek uwikłany bywa często w wewnętrzne rozterki, z którymi musi sobie poradzić, niekoniecznie będąc zadowolonym z kierunku, jaki należy obrać, co wywołuje wiele smutnych sytuacji. Podmiot wierszy Tlałki odnosi się do swoich przeżyć mówiąc wprost:

            „dobrze gdy nie widzisz w nocy
            krwawiących ran
            rozszarpywanej skóry

            nad ranem nadal opatruję ranne skrzydła” (tajemnica sów, s. 12)

dając w ten sposób do zrozumienia, że nie jest pogodzony z tym, co się dzieje, ale jednocześnie wierzy, że „w tych samych miejscach wyrosną nowe / mają bowiem swój czas” (w koronach, s. 18) i ta nadzieja dodaje mu siły, by przetrwać kolejny dzień.

            Tlałka w całym zbiorze zderza z sobą smutek (widoczny w większości utworów) z nadzieją na lepsze chwile, bo „… zostajemy sami / nieuwikłani w ten świat” (nieuwikłanie, s. 48).  Ptaki mają być tymi nośnikami nadziei, stąd skupia na nich swoją uwagę, gdyż „to boscy wysłańcy / nieustannie chłonący życie” (w koronach, s.18b), gdy „wszystko wokół lśni jakby było / pierwszym krzykiem łzą szczęścia” (aktówka, s.47). Trochę to sprzeczne z zapowiedzią w prologu, gdy czytamy:

            „nie zazdroszczę wędrownym ptakom –
            wraz z nadejściem zimna nie opuszczam
            swojego miejsca” (wędrowne ptaki, s. 5),

bo to jakby podmiot miał w sobie chęci do zmian, a jednocześnie nie potrafił zrobić kroku, by te zmiany wtłoczyć w swoje życie. Jest on wręcz przeładowany tym wewnętrznym krzykiem:

            „chciałabym zaśpiewać ci o tym
            jak bardzo bolało mnie serce
            z którego tak nagle odfrunąłeś” (gniazda, s. 45),

ale nie potrafi, a może nie chce, się pogodzić z tą sytuacją gdyż „nie da się wyrwać całego korzenia z ziemi”(przestrzał, 46).

            Autorce udało się wymalować wierszami taki obraz rozterek wewnętrznych, który nie jest przerysowany, to bardzo duża zdolność poetycka. Jej wiersze nie są pisane na siłę, one po prostu płynął. Ta umiejętność spowodowała moje zainteresowanie, bo przyznam szczerze, że obawiałam się, iż będzie to zbiór przeładowany tkliwością, wręcz wylewający swój smutek na czytelnika. Spotkało mnie miłe zaskoczenie. Wiersze dawkują swój przekaz. To wspomniane połączenie z sobą smutku i nadziei, z jednoczesnymi wtrąceniami sytuacyjnymi, spowodowało, ze utwory emanują wewnętrznym spokojem. To ogromny plus dla poezji, jeśli potrafi emocje mocno trzymać na wodzy, szczególnie, gdy „piramida potrzeb człowieka Maslowa / zostanie zastąpiona bryzą” (stały ląd, s. 37)

            W tym zbiorze zaintrygowało mnie jeszcze wykorzystanie słów afrykańskiej pieśni Baba Yetu. Dla zainteresowanych powiem, że czytanie wierszy, podczas słuchania tego utworu, powoduje zwracanie uwagi na wersy, które są w każdym utworze najważniejsze, które tworzą jego człon, pień, bo „… między wersami coś oddycha / to szept naszego ojca” (rytm, s. 34).

            Zbiór Anny Tlałki  zdecydowanie przedstawił zamierzenia autorki. Wiersze, w przemyślany sposób, pokazują różne strony naszego życia, które nie zawsze jest usłane różami. Czy podmiot liryczny Tlałki zrobi krok dalej, by widzieć piękno w nowym dniu? Myślę, że kiedyś się odważy, bo „skute lodem rzeki odkrywają / małe prawdy wszechświata / pękają kry jak łamany opłatek” (prognoza pogody, s.55), a przecież opłatek jest symbolem przebaczenia i znakiem przyjaźni. Jestem zdania, że to podsumowanie w epilogu, jest właśnie takim małym zwiastunem przysłowiowej wiosny w sercu.

Anna Tlałka, po – ranne ptaki (Wydawnictwo FONT, Poznań 2021)

Reklama

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko