Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
437

Kolekcjoner zbrodni

Stefan Türschmid zmarł prawie rok temu. Napisał ledwie kilka książek, zadebiutował późno, mając 65 lat. Zachwyciłem się „Ikonami. Opowieściami o terrorystkach”, podobał mi się „Czwarty czerwony” oraz „Mrok i mgła”. Za nieudaną uznałem, wydanego pod koniec 2019 roku, „Tancerza”. A teraz, niespodziewanie dostaliśmy kolejną książkę łódzkiego pisarza. To złożony z dwóch długich opowiadań „Struna” oraz „Wyspa Nazino” tom opowiadań. I jak wcześniej, rzecz tyczy Rosji. Tej sowieckiej.

„Struna” to opowieść o generale Andrieju Własowie, najsłynniejszym z sowieckich generałów, który przeszedł na stronie hitlerowskich Niemiec (ale wcześniej bohaterski i niezwykle zdolny obrońca Moskwy).

Własow jest w Polsce postrzegany jako kolaborant, co więcej jego nazwiskiem objęto wszystkie oddziały, które współpracowały z Niemcami. Jego żołnierzy obarcza się na przykład zbrodniami w Warszawie w czasie powstania. Jaka jest prawda? Dostał się do niewoli 12 lipca 1942 roku. Niemcy, traktując go dobrze, pozwalając na spotkania z innymi wziętymi do niewoli generałami sowieckimi, z przedstawicielami NTS-u antykomunistycznej organizacji rosyjskiej emigracji przekonali go, a może sam doszedł do tego wniosku, że system, który zaprowadził w Rosji Stalin, to system potwornej zbrodni. Przez kilka lat prowadzili z nim rozmowy na temat utworzenia armii, która będzie u ich boku „wyzwalać” Rosję. Rozmowy ciągnące się przez lata, także z powodu osobistej niechęci Himmlera, w czasie, których objeżdżał na przykład tereny zajęte przez Niemców, spotykał się z żołnierzami sowieckimi wziętymi do niewoli. Wszędzie widział nienawiść do porządków panujących w Rosji.

Jak Stalin zareagował na zdradę Własowa? W typowy sposób. Jego żonę aresztowano i stracono, dziesięcioletniego syna oddano do domu dziecka. I, oczywiście, postarano się aby wieść o tym szybko dotarła do generała. A do generała, do jego najbliższego otoczenia wysłano zabójcę, majora Siergieja Kapustina. Od śmierci uratował Własowa przypadek – jadąc samochodem dostrzegł cerkiewkę, postanowił ją zobaczyć, porozmawiać z kapłanem. Chwilę potem, po tym jak wysiadł, samochód wyleciał w powietrze.

Mógł stworzyć ogromną armię. Ogromną, liczącą kilkaset tysięcy żołnierzy (mowa była nawet o milionie). Nie stworzył, Niemcy bali się, że żołnierze Własowa masowo będą przechodzić na stronę Sowietów, uciekać do ich partyzantki. Czy tak by było? Kto wie. W każdym razie wzorcową brygadę, jeszcze nie pod dowództwem Własowa skierowano na Zachód.

Türschmid śledzi losy generała (także oczami będącego łącznikiem kapitana Wilfrieda Strik- Strikfeldta), jego miłość do Niemki, pani Bielenberg, z która bierze ślub, nieustające negocjacje, udział w zapleczu politycznym, tworzonym przy udziale rosyjskich emigrantów.

I teraz dochodzimy do sedna. Zaskakującego zapewne dla większości czytelników. Daty, w której Własow objął dowództwo nad tworzoną armią. Armią? Dwie słabo wyposażone dywizje dostał 28 stycznia 1945 roku. Z drugiej strony było to jednak 59 tysięcy żołnierzy. W końcu stycznia 1945 roku 59 tysięcy ludzi!!! Praktycznie dwa miesiące przed końcem wojny! A potem udział w Powstaniu Praskim, przejście na stronę amerykańską i… i niezrozumiałe, tak to trzeba nazwać, oddanie generała pancernemu oddziałowi sowieckiemu wysłanemu po Własowa (wiedzieli gdzie jest dzięki zdrajcy, kapitanowi Kuczyńskiemu, będącemu w sztabie generała).

Okrutne śledztwo na Łubiance, bicie, próba wydobycia od Własowa nazwisk członków KONR-u (to ta organizacja politycznego zaplecza).. Nie mówił. Przywieziono jego syna, zaczęto katować na jego oczach. Milczał, w nocy, w celi próbował się powiesić na prześcieradle. Odratowali. Następnego dnia zaczął mówić. „Był całkowicie złamany i załamany”.

Proces generała i jedenastu innych podsądnych odbył się  30 i 31 lipca. Wszystkich skazano na śmierć. „Wieszano ich na strunach fortepianowych, żeby dłużej się męczyli, umierając. Własowowi oprawcy jeszcze wbili w potylicę hak rzeźnicki.”

Drugie z opowiadań „Wyspa Nazino” może porazić okrucieństwem każdego z czytelników. To opowieść o roku 1933, o akcji „oczyszczenia przez OGPU miast ZSRR z elementów zdeklasowanych i społecznie szkodliwych”. Ta akcja, która pochłonęła tysiące ludzi, była zwykłym polowaniem. Tyle, ze polowano na mieszkańców sowieckiego raju. Był wyznaczony kontyngent i… i trzeba było go wypełnić.  Kogo złapano na ulicy, ten trafiał do transportu. Taki los spotkał na przykład żonę… pułkownika OGPU Galinę Gorgunową, śpiewaczkę operową. Bohaterem opowiadania uczynił Türschmid Kostię Wannikowa, postać autentyczną, który zatrudnił się jako strażnik więzienny. Trafił na tytułową wyspę wraz z transportem. I z dziewczyną, Nadią, w której się zakochał.

Wyspa, głód, Wasyl Szczerbaty, „król bandytów”, przerażający głód, ludożerstwo. Plan ucieczki łodzią. Nie zdążyli, Kostia wysłany po narzędzia, wrócił, gdy Nadi już nie było. Pobiegł ratować. Nie zdążył, „rozpięli ją jak na krzyżu między dwoma brzozami. […] Miała odcięte piersi i mięśnie łydek.” Urkowie widząc strażnika z karabinem uciekli, dziewczyna nie przeżyła. Dlaczego jej nie zabili? „Nie wiesz? Żeby mieć jak najdłużej świeże mięso. Gdyby nie żyła, po dwóch czy trzech dniach jej ciało już by się nie nadawało do jedzenia. A dlaczego rozpięli ją między drzewami jak na krzyżu? Bo gdyby leżała na ziemi, rany by się zabrudziły.”

Wstrząsające, absolutnie wstrząsające!

Mam wrażenie, że nawet ci z nas, którzy się pasjonują historią, nie do końca zdają sobie sprawę z okrucieństwa jakie „swoim” zafundowała władza sowiecka, o skali cierpienia, odczłowieczenia, tortur. Stefan Türschmid wiedział, był znakomitym „kolekcjonerem” szczegółu tych zbrodni. Pewnie gdyby żył dostalibyśmy kolejne książki, kolejne świadectwa, które musiałyby wstrząsnąć sumieniami czytelników.

Stefan Türschmid – Struna. Wyspa Nazino, Biblioteka Słów, Instytut Literatury Warszawa 2021, str. 143.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko