Jan Belcik – Epitafium Zdroju ulicznego Janusza Szubera

0
246

           Janusz Szuber, urodzony 10 grudnia 1947 roku w Sanoku, był (do tej chwili trudno pogodzić się z faktem, że był, nie zaś jest) człowiekiem, którego życie naznaczyło cierpienie. Nigdy nie chciał dać tego po sobie poznać, ani w codziennym funkcjonowaniu, ani w poezji, pisanej przez długie lata do szuflady. W 1967 r. zdał maturę w Liceum Ogólnokształcącym Męskim w Sanoku, później studiował polonistykę w Uniwersytecie Warszawskim. Od tego czasu – wskutek przewlekłej choroby – poruszał się na wózku inwalidzkim.

          Pewnie dlatego w  momencie debiutu (1994) był poetą w pełni uformowanym i dojrzałym. Bardzo szybko zdobył uznanie, czego wyrazem stały się skierowane do niego słowa Czesława Miłosza (piszącego o jego wierszu Pianie kogutów –„To arcydzieło!”)  i Zbigniewa Herberta („[] tom ten – Gorzkie prowincje –czytany nocą po prostu mnie zachwycił”).

             Janusz Szuber opublikował 30 tomików wierszy, m.in. Paradne ubranko i inne wiersze (1995), Pan Dymiącego Zwierciadła (1996), Gorzkie prowincje (1996), Biedronka na śniegu (1999), O chłopcu mieszającym powidła. Wiersze wybrane (1999), Tam, gdzie niedźwiedzie piwo warzą (2004), Czerteż (2006), Pianie kogutów (2008), Wpis do ksiąg wieczystych (2009), Emeryk u wód (2012), Tym razem wyraźnie (2014), Rynek 14/1 (2016), Przyjęcie postawy. Wybór wierszy z lat 2003–2019 (2020). Był laureatem wielu nagród, m.in. Nagrody Poetyckiej im. Kazimiery Iłłakowiczówny, Nagrody Fundacji Władysława i Nelli Turzańskich z Toronto, Nagrody Poetyckiej im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Orfeusz”, Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

             Jego twórczość przetłumaczono także na co najmniej 15 języków (m.in. angielski, francuski, niemiecki, hiszpański, włoski, serbski, portugalski, węgierski, ukraiński, rosyjski), publikowana była w takich czasopismach, jak np. „The New Yorker” czy „Innostranna Litieratura”– co świadczy o tym, że jego wiersze pokonały granicę idiomu poetyckiego. Jego ogromny dorobek twórczy wskazuje na to, jak umiejętnie połączył w nim niezwykle naturalny sposób filozofię i intelektualizm z wirtuozerią słowa zakorzenioną w języku konkretów. Owe konkrety zostały rozłożone na czynniki pierwsze, wyrażone, docenione i opisane przez wielu wybitnych krytyków i pisarzy.  

            Janusz Szuber zmarł rankiem 1 listopada 2020 roku w leskim szpitalu. W naszym polskim kalendarzu data to nieprzypadkowa, budząca wiele skojarzeń. W grudniu skończyłby 73 lata. „Zdążył też jeszcze ucieszyć się bibliofilskim tomikiem, który przygotowała dla niego rzeszowska «Fraza», a któremu nadał tytuł Zdrój uliczny” – przypomniała Edyta Wilk z „Tygodnika Sanockiego”.

           No właśnie, trzymam w swoich dłoniach ten niezwykły zbiór wierszy. Zawiera on tylko osiem utworów, a wydany został w 73 egzemplarzach numerowanych osobiście ręką autora. Jest to swoiste epitafium, ale również i jakby testament poety. Można odnieść wrażenie, że każdy z ośmiu wierszy w sposób symboliczny obejmuje dekadę z życia pisarza. Pięknemu opracowaniu graficznemu patronuje duet Grzegorza Wolańskiego i Jana Wolskiego. Ten ostatni jest także redaktorem bibliofilskiego wydania.

           Poezja Janusza Szubera, jak każda dobra poezja podczas kolejnych odczytań przynosi nowe konteksty, odkrycia i iluminacje. Tak jest też z jego ostatnim tomikiem, w którym tytułowy Zdrój uliczny w roli publicznego hydrantu stanowi spektrum całego minionego świata, ujrzanego i zapisanego z perspektywy kilku domów przy ulicy Zgody i okraszonego anegdotami biograficznymi ich mieszkańców: „Po drugiej stronie, naprzeciw, nieco w dole,/ w schludnym domku mieszkała nierządnica Aniela/ od schyłku c. k. monarchii legenda kolejnych pokoleń./ Mówiono, że w czasie drugiej wojny, zatrudniona w szpitalu jako salowa,/ troskliwie opiekowała się rannymi./ Po wyzwoleniu wróciła, dożywotnio, do zawodu”. Tworzą one swoisty mikroklimat czasu i przestrzeni zakorzenionej w zniewolonej Polsce, bo: „Kto nie miał studni, szedł z kluczem przypominającym hekę w ręku faraona/ i wiadrem, aż do połowy ulicy po wodę z publicznego hydrantu,/ w języku fachowców nazwanego zdrojem”. Nagromadzenie szczegółów i konkretów budzą rozmaite rezonanse znaczeniowe sięgające do epoki, w której wszystko jeszcze było możliwe. Bo następnie, jak zaznacza poeta w wierszu Czemu? No właśnie,kiedy dopełnił się fakt narodzin, wszystko stało się jaśniejsze: „W późnych latach dziewięćdziesiątych/ rodzina przeniosła się z Wiśniowczyka do Sanoka./ Niedługo potem, tuż na początku XX wieku,/ pięćdziesięciodwuletni radca Sądu Krajowego Bronisław Rogala-Lewicki/ zmarł na raka szczęki. Olimpia z Zacharjasiewiczów wkroczyła w długie/ i w gruncie rzeczy cierpkie wdowieństwo.// Dwanaście lat po jej śmierci starsza córka Stefana,/ Ewa, nie wiedzieć czemu, urodziła tego właśnie,/ a nie innego, mnie”.

            Tak, właśnie tego, który, jak Cyprian Norwid, potrafił dać odpowiednie rzeczy słowo, przywrócić światy minione z wszystkimi ich subtelnościami, jak np. właściwe im zapachy – po prostu stworzył chłopca potrafiącego zmieszać te wielokulturowe i tożsamościowe powidła…

            Potem przyszedł czas na dalsze doświadczenia, za sprawą których zostajemy wprowadzeni przez bohatera wiersza w świat jego dziecięcych i młodzieńczych fascynacji, a także i obowiązków. W utworze Początek pory deszczowej poznajemy z kolei wspomnienia o uczuciach poety: „Tamta ona, tu zaledwie dwa dotkliwe zaimki,/ wtedy mniej więcej/ w połowie listy, wywieszonej na drzwiach dziekanatu”. Pozostawiają one po sobie pewną nieokreśloność: „[…] kiedy pojawia się tuż za moimi plecami w lustrze,/ do którego stroiłem miny, kończąc pospiesznie golenie,/ aby natychmiast skoczyć pod prysznic/ na początku pory deszczowej”.

               Janusz Szuber często wspominał o poszukiwaniu formy pojemniejszej, która mogłaby lepiej posłużyć wyrażaniu emocji w intelektualnej formie (biorąc sobie do serca to co pisze Miłosz, w wierszu Ars poetica?;która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą”). Taki jest też ten tomik i cała jego cała poezja, pozostawiona nam w spadku: precyzyjna, przemyślana – chociaż sanocki twórca unikał przeintelektualizowania, poszerzająca nowe obszary lingwistycznych eksploracji, sięgająca w swoim rozmachu poza formy klasycystyczne, do których go zbyt często przypisywano.

            Puentując, można powiedzieć, że nawet żartobliwy fragment Epigramu, kończącego tomik: „Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr,/ na próżno przestrogi, oni swoje, a ja swoje”, nie jest w stanie zmienić konstatacji, że to, co było, przetrwało właśnie dzięki poecie, no i zapisze się w autentyczny, ważny rejestr dokonań literackich na mapie Polski. Zostanie Szuberowy „zdrój”, po który sięgać będą sympatycy słowa pisanego, twórcy, egzegeci, ludzie nauki. Każdy znajdzie w nim dla siebie przestrzeń do artystycznej penetracji.

 Jan Belcik

Janusz Szuber, Zdrój uliczny, Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne „Fraza”, Rzeszów 2020.
Nasz Dom Rzeszów, Odra

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko