Z nowych przekładów Andrzeja Lama

0
107
Andrzej Lam


HEINRICH HEINE

Tajemnica

My nie wzdychamy, oko jest suche,
Z uśmiechem, nawet śmiechem może?
Spojrzenie żadne, żadna mina,
Nic tajemnicy nie rozwiąże.

Ona w milczącej udręce
Leży na krwawym dnie duszy;
I choć w sercu krzyk się budzi,
Usta kurczowo są zamknięte.

Oseska spytaj się w kołysce,
Umarłym w grobie staw pytanie,
Bo oni ci odkryją może,
O czym ja milczałem zawsze.


Tkacze śląscy

W zmęczonym oku nie ma łez,
Siedzą przy krośnie, zgrzytają zębami:
Niemcy, my tkamy twój całun śmiertelny,
W środek trzykrotne przekleństwo wplatamy –
My tkamy, my tkamy!

Przekleństwo bogu, cośmy go błagali
W zimowe chłody, w głodowej potrzebie;
Żywiliśmy nadzieję, daremnie trwali,
On tylko szydził i łudził niezmiennie –
My tkamy, my tkamy!

Przekleństwo królowi, królowi bogaczy,
Co naszej nędzy zapobiec nie umiał,
Co tylko wyciskał z nas grosz ostatni
I nas jak psy rozstrzelać kazał –
My tkamy, my tkamy!

Przekleństwo naszej fałszywej ojczyźnie,
Gdzie tylko hańba i wstyd się udaje,
Gdzie każdy kwiat przedwcześnie się chyli,
Gdzie pleśń i zgnilizna robaka żywi –
My tkamy, my tkamy!

Czółenko lata, krosno się spieszy,
Tkamy w dni i noce nieprzespane –
Niemcy, my tkamy twój całun śmiertelny,
W środek trzykrotne przekleństwo wplatamy –
My tkamy, my tkamy!


NELLY SACHS

Wy patrzący

W których spojrzeniu został zabity.
Jak się czuje spojrzenie na plecach,
Tak na waszym ciele czujecie
Spojrzenie umarłych.

Ile gasnących oczu będzie na was patrzeć,
Kiedy ukradkiem zrywacie fiołki?
Ile się wzniesie błagalnie ramion
W męczeńsko poskręcanych gałęziach
Starych dębów?
Ile wspomnień urośnie w krwi
Wieczornego słońca?

O wy niewyśpiewane kołysanki
W turkawki nocnym wołaniu –
mógłby sprowadzić gwiazdy,
Teraz musi to zrobić za niego stara studnia!

Wy, którzyście patrzyli,
Którzy nie podnieśliście morderczej ręki,
Ale którzy nie strząsnęliście pyłu
Z waszej tęsknoty,
Którzy staliście, tam, gdzie on został
Przemieniony w światło.


PAUL CELAN

Zurych, Pod Bocianem
Dla Nelly Sachs

Zbyt Wiele było mowy, o
zbyt Niewielu. O Tobie
i Nie-Tobie , o
zmąceniu przez jasność, o
żydowskości, o
twoim Bogu.

Stąd-
dotąd.
W dniu Wniebowstąpienia, tam
katedra stała naprzeciw, szła
złotymi błyskami przez wodę.
 
O twoim Bogu była mowa, ja mówiłem
przeciw niemu, ja
pozwoliłem sercu, które miałem,
żywić nadzieję
na najwyższe, niewyraźne, jego
przeciwne słowo –
 
Twoje oko patrzyło na mnie, patrzyło w dal,
twoje usta
przymówiły się do oka, słuchałem:

My
nie wiemy wszak, wiesz,
my
nie wiemy wszak,
co
się liczy.


Wiersz napisany po spotkaniu z Nelly Sachs 26 maja 1960 (święto Wniebowstąpienia), przyp. tłum.



Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko