Stefan M. Żarów – wiersze

0
236
Stefan M. Żarów
Stefan M. Żarów


wschód słońca w Hawrze

słoneczne promienie
przecinają szaroniebieskość wody
nakłuwają poranną rześkość powietrza
płonie pomarańczowo- różowe niebo
ulotność buduje kadry krajobrazu
budzi się port
emanacja industrializacji
milczącym wyziewem kominów
niemym skwierczeniem stalowych żurawi
w zastygłym w bezruchu żaglowca
bezgłosem zanurzonego wiosła
światło rozprasza wszechobecną mglistość
chłonie kontury kształtów
siedzę na bulwarze ulotnych migotań
świetlistość i wibracja płaszczyzn
spłyca przestrzeń portowego pejzażu
fizykalność barw

Monet kładzie kropkami wrażenia


rybackie łodzie

żagle łapią podmuch wiatru
łodzie wypełnione sieciami nadziei
odcięte od pępowiny diagonalnej linii nadbrzeżnej
mkną do wolności przestrzeni i bezmiaru marzeń
strome klify dopełniają grozę niewiadomej
chłód
przewleczony przez jasne odcienie szarości
czerń spowija przyciężkawe niebo
nacierają nieprzeniknione chmury
zaciera się odczucie rzeczywistości z bezkresem
światło niezdarnie tnie zasłonę myśli
opatulonych przechodniów
zimno przemieszane z sennością poranka
mgła rozsiadła się w portowej okolicy

Monet ruchem pędzla zakrywa linię horyzontu


ogród w Argente

płyną liście łopianu po dywanie traw
cisza odkrywa jesień
ukryta pośród wysokich drzew
płonie rudością
wypełnia mowę przedmieść Paryża
ciepłe żółcie
oddychające zielenie
wypłowiałe miedziany
stonowane bordo
zanikające fiolety
oddychają słońcem i ciepłem
czerwień soczystych jagód wyostrza zmysł smaku
ciemnowłosa w niebieskiej sukience 
dopełnia tajemnice tajemnic 

Monet emanuje paletą jesiennych barw


plaża w Pourville

powietrze zabarwione błękitem
prześwietla górujące słońce zieleń i żółć
rozdziela linie ciepłego piasku
poskramiające wypiętrzenie skały Amont
urokliwie siedzą czerwone dachy
ukryte w zapadlisku klifów
pustka przerywana szumem fal wypełnia przestrzeń
migotliwe płaszczyzny nieregularnych plam

Monet ze skalnego urwiska w Varengeville
duktem pędzla lekko spływa do zatoki Dieppe


katedra w Rouen

wibracja światła wydobyta z wapienia
przestrzeń pokryta fasadą migotania
purpura przenika błyski pomarańczowego tła
niebiańska wizja 
płonie
zachwiana pewność materii
strumienie niskiego słońca mgławicą barw
topią zarys okien
kamienne łuki płyną mlecznością struktur
przeminął miodowo-złoty płomień
wewnętrzny głos kamienia
nastała obojętność
wagi
materiału
rozmyła się gra południowych świetlnych refleksów

Monet ruchem pędzla uderza w ducha katedry


pole maków w Argenteuil

przesączone purpurą
wiotkie maki
oparte na wysokich drzewach
porastają wiatr
spacerują kapeluszami po szafirze nieba
obłoki zanurzone w kłosach traw
płomienne
w rozkwicie czerwcowego powabu
falują na ukośnych pagórkach
kobiety przypisane słońcu
pośród zachwytu
oderwane od zgiełku metropolii
podróżują po rozbudzonych zmysłach
etiudą barw
zakwitają marzenia 
płomienny uśmiech czarodziejskiego pejzażu

Monet rozkłada parasolki na palecie barw


sroka

szary cień
wypełza z wiklinowych płotów
zakrywa przesłanie śnieżnobiałego puchu
Normandia uśpiona śnieżnie
przykucnęły horyzont
przełamany upierzeniem drzew
poranek
okraszony słonecznymi promieniami
srebrzysty
wszechobecny pełzający mróz
punkt
milcząca
owdowiała
sroka
przycupnęła na zmrożonej żerdce
przełamuje niebieski cień
statycznego krajobrazu

Monet ruchem pędzla uchwycił iskrzenie poranka


wypadki wczesnowiosenne roku 2020

rozmawiam z doktorem Bernardem Reieux
wspominamy pierwsze oznaki
tego co miało przyjść później
To co się zdarzyło
polemika skraca czas
płynie odwrotnie proporcjonalnie do ruchu zegara
wzrastają liście drzew
czysty śpiew kosa
Oran był miastem bez podejrzeń
na wskroś nowoczesnym
takim jak nasze miasta
obydwaj wystrzegamy się drobiazgowości
szczury a nietoperze
wyjątek stanowił brak szerokopasmowego internetu
taki szczegół
obecnie istotny w okresie pandemii

O ironio!


Szlaban przedwiosenno-pandemiczny

świszczący oddech
brama przejścia
puste popękane drobiny powietrza
wypełnia mętna woda
znad świętej rzeki Ganges
śnięte marzenia
ukoronowane bezdechem
czerwona strefa przepełniona pustką
limitem przyspieszonych zdarzeń
uwstecznionych istot
wirus przenikający przedwiośnie
przyobleka cierniem
wzrastające kwiaty
na bruku wspomnień o elegiach Owidiusza
na pustym bruku
stygnące odciski życia
znamiennie pobrzmiewają słowa Liwiusza
Wierzcie temu, który sam doświadczył

O ironio!


sars-cov-2

jestem wolny
narażony na wolność mikrobów
zniewolony wolnością
jestem w ogrodzie nieskończoności
wolna jest moja wola
nieposkromiona przestrzeń
nie dotykałem
klamek
klawiatur
ust i języków
nie przenosiłem linii papilarnych
nie manipuluję w dysku codzienności
nie skanowałem tęczówki
nie jestem alchemikiem
nie noszę barw ochronnych
nie zawłaszczam sfery waszych namiętności
nie wpatruję się w foldery opustoszałych kurortów
ulic
parków
bulwarów
plaż
promenad
zachowuję czujność
bo nawołują do czujności
wolny gdy zamilkł dumny demiurg
zamknięty w dekretach
wizerunkach
kasetach uspokojenia
jestem wolny jak wolne jest uzależnienie człowieka

O ironio!


blejtram codzienny

pustka w Barcelonie
nie śpiewa stadion
osowiały bramki
cisza przeorała przestrzeń
toczy się mecz o inny Puchar
spopielanych ciał
nadal wzrasta Sagrada Familia
Antonio Gaudi wyszperał zaginione projekty
pęcznieją kłącza śmierci
odpływ zmywa opuszczone plaże
w przyulicznych kafejkach przyblakł tembr
rozmów
śpiewu
wyznań
wiatr smaga po kwadratach dzielnic
grasuje nieokiełznany jeździec
Picasso maluje nową Guernicę
nieuchronnie zbliża się wernisaż
prozaicznych darów losu
statystyki
przed zamknięciem ostatniej galerii sztuki


nowy jork

na wyspie Hart Island brzęczą dolarówki
w prostokątnych dołach
legł mit raju ze szczyptą paradoksu
american exceptionalism
wolność i równość
spełnił się dostęp do
funkcji
stanowisk
masz wieczystą gwarancję zaniechania
oskarżenia
aresztowania
uwięzienia
jesteś wyjątkowy i wspaniały
spoczywasz niczym w biblijnym Mieście na Wzgórzu
uwolniony od przyszłych
plag
ludzkich dramatów
jesteś szczęśliwy
poznałeś osobiście Alexis de Tocqueville
moralnie odrodzony
uduchowiony egalitaryzmem
wszelkiej maści populistów i wyznawców fake newsów
w pełni skorzystałeś z powszechnych praw człowieka
pośród narodowych ideałów cnoty i moralności
wybacz ich pewność wyrugowania cię z przyszłej debaty publicznej
zrozumiałeś idee ,,wyjątkowości”
w pełni korzystasz z niezbywalnego ius soli

O ironio!


międzysłowie

                     Pamięci Juliana Przybosia

Patria
światło Gwoźnicy 
energetyczne
przenika przestrzeń
wyzwala ekspresję
wypełnia laboratorium języka
skondensowane obrazy cieni
rozbłysków aluzji
wizja poezji
abstrakcyjność zdarzeń
codzienna wędrówka pod strażą witraży
twoich 
moich
świtach przebudzenia
czerwień mieni się z rudością blasku
nikłe promienie dopalają codzienność
oczy nadal skierowane na marzenia
wewnętrzną ekspresję
emanację słów


Panteon na Skałce

                credo, quod Redemptor meus vivit 

na Skałce cisza wieszcze pomarli
co mowy polskiej ojcowie nasi
na Skałce sarkofagi z goryczą zamknięte
w omdlałych kwiatach poezja się tli
na Skałce bieli plamka czerwieni
kir przerasta bom wolni przecie
na Skałce historii piórem i słowem
z kosą na sztorc z Wincentym Polem
na Skałce Wawrzynu
Miłosz przypłynął z pieskiem przydrożnym
podparłszy się Noblem


Kraków nie pamięta                            

                                   Pamięci Tadeusza Śliwiaka

kiedy o świcie w ostatnim spacerze
przytuliłeś się do tramwajowego odgłosu
stukot kuł i naprężenie stali
pochłonęło twoje istnieje
i zabrzmiał w porannym chłodzie
Song o młodości
z niedomkniętych drzwi Piwnicy Pod Baranami
w chłopięcych latach z tobą coś promował wielkich
w Zebrze w Życiu Literackim i Tygodniku Kulturalnym
godzinami przesiadywałem w Klubie Pod Jaszczurami
zapoznawałeś mnie z zasadą poetyki
przestrzegając przed przepychem ornamentów
opraw i okuć
ty równy sławnym zaletą i talentem
Różewiczowi i Herbertowi
swym poematem O Miejskiej rzeźni
pograłeś w lidze pierwszorzędności


ego

gdy zagadnięty przez przypadkowego przechodnia
pytającym spojrzeniem
przejdziesz obojętny na mimikę twarzy
skurcz ust i mocne spojrzenie oczu
odpłyniesz do codziennych czynności
tracąc możliwość poznania
pamiętaj
to twój genotyp który niesiesz od praprzodków
kodem pochodzenia
uwarunkował kolor skóry
barwę tęczówek
odcień włosów
podatność na zespół wielu schorzeń  
totalna obróbka
wykreowała twoją osobowość
środowisko wzrastania i dojrzewania
doprowadziło cię takim jakim się stałeś
do tego dnia
miejsca
obojętne dla ciebie klasyczne powieści
Nędznicy
Dżuma
Gombrowicz ze swoim Transatlantykiem jest obcy
równie Proust z Poszukiwaniem straconego czasu
tak jak przed chwilą mijany człowiek
kimkolwiek by nie był jest jednym z nas
pielgrzymem po planecie Ziemia
jesteś zadowolony z jego niezadowolenia
łudzisz się on tylko spojrzał na ciebie
byś się zatrzymał w ferworze zmagań
jesteś szczęśliwy z tego że idziesz dalej
coraz szybciej do wirtualnego celu
który jest wypadkową twojego zamysłu
sam nakreśliłeś granice raju posłuszeństwa


tawerna Betlejem

cicha melodia 
rozbłysła przy stole Narodzenia
przy akompaniamencie aniołów 
schodzi Pan
rodzi się Jezus
w rozdygotanym świecie
położony pośród wystaw
mnogości gadżetów
pomieszkuje brylantowym blichtrem 
masowości zdarzeń
Jezu z przydrożnej tawerny Betlejem
czekamy
my złożeni z niepamięci
powierzchownych dociekań
w zgiełku codzienności
wodzeni na pokuszenie
w przestrzeniach pomieszkiwania
zagubieni modlitwą warg
w białym opłatku życzeń
wypatrujemy pierwszej gwiazdy

Jezu oby więcej światła w nas


Stefan M. Żarów

   Poeta, publicysta, eseista i krytyk literacki. członek Związku Literatów Polskich, Debiut prasowy 1984 roku, wcześniejsze publikacje bezdebitowe.
   Dotąd wydał dziesięć pozycji książkowych w tym ostatnio: Podkarpackie Ślady Pegaza, Otwarci na Wolność, Mensura Hominis dziennik małopandemiczny. Jego artykuły i wiersze w br. ukazały się dotąd w pismach społeczno-kulturalnych i literackich oraz w wydaniach internetowych: Akant, Nasz Dom Rzeszów, Literackie Nadwisłocze, Gazeta Kulturalna, Współczesna Polska Poezja, e – Dwutygodnik Literacko-Artystyczny Pisarze.pl. Podkarpacki Informator Kulturalny, Wirtualny Salon Literacki CK Przemyśl i inne. Znalazły się również w antologiach: Tramp Poeta Podkarpacki– wybór wierszy. Rzeszów 2021, Czytam Wasze Wiersze, Antologia Wierszy Polaków z całego świata – wybór i redakcja Robert Dondera, Warszawa 2021. Dziedzictwo, Rzeszów 2020, ten ostatni jako Autorski Zeszyt Poetycki Nr 13 poświęcony pamięci Juliana Przybosia wywodzącego się z Gwoźnicy na podkarpaciu. Wiersze poety czytane były w audycjach poetyckich w tym: Radio Guardian w cyklu ,,Pióro Feniksa” , Robert Tondera ,,Czytam wasze wiersze” z cyklu Ogrodowe Czytania Czwartkowe.
   W 2020 biogram poety zamieszczony został w Wydawnictwie Uniwersytetu Rzeszowskiego ,,Podkarpackie Literackie” Tom I w Indeksie chronologicznym z wybranymi biogramami, twórców związanych z podkarpaciem.
   



Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko