Olga Wójcik – Olga Boznańska – ta której obrazy kupowali książęta i królowie Europy

0
71

Olga Boznańska, Imieniny Babuni, 1889r, MN w Warszawie

Pewnego razu dziewczynka dostrzegła w rogu pokoju małą mysz. Tak bardzo  zachwyciła się, że pobiegła po pędzel i namalowała ją. Futro mieniło się iskierkami szarości na obrazku. Potem popędziła do babuni, a że akurat staruszka obchodziła imieniny, wręczyła jej malunek. Babcia była zaskoczona, uśmiechnęła się, pogłaskała wnuczkę i powiedziała: „Mysz jak żywa”.

Ta dziewczynka, gdy dorosła, przywdziała fartuch-suknię z jasnego lnu i niczym mniszka poświęciła całe swoje życie Sacrum – Sztuce.  Namalowała niemal 1000 obrazów, zdobyła wiele nagród i medali.

Gdy zestarzała się, serce miała tak miękkie i samotne, że w swojej pracowni w Paryżu dokarmiała myszy. Chuda pani w czarnej sukni z lampą naftową w ręku pochyla się nad małym, szarym życiem i rzuca okruszki chleba na podłogę, patrząc jak małe popiskują i zjadają je w mgnieniu oka.


Szarości w harmonii z zielenią

Olga mieszkała w Krakowie przy ulicy Wolskiej 21, to tam po raz pierwszy mama pokazała jej ołówek, pędzel i farby. Potem studiowała w Monachium, w Paryżu na Montparnasie zaś stała się dojrzałą artystką. Malowała setki portretów skąpanych w szarościach. Tonacje mgławe dopełniała akcentami wiosennych czy złotych zieleni. Czasem w szarym tle rozpuszczała turkusowy pigment. Portret Konstancji Dygatowej ze złotymi zieleniami w tle kupił sam król Wiktor Emanuel III na Bienale w Wenecji. Sprawiała, że w białych sukniach modeli odbijało się niebo – czasem zachmurzone, czasem błękitnawe, a czasem przeglądało się w nich senne słońce o przypudrowanych policzkach.

Olga malowała długo. Czasem potrzebowała 20 sesji. Portretowany stawał się zmęczony, plecy zaczynały boleć, jeść się chciało i wtedy maska z twarzy sama spadała, a ona malowała.  „….nie ma blagi. Są ciche i żywe, i jak gdyby je lekka zasłona od patrzących oddzielała” – tak pisała w liście o swoich pracach. Np. Sienkiewicza długie pozowanie u Boznańskiej wykończyło. Zrobił się zły i nie polubił artystki. A ona malowała i „wpatrywała się” w jego charakter.

Spieszyła się tamtego dnia, ale kątem oka dostrzegła białe, dorodne tulipany. Sprzedawała je na rogu ulic kwiaciarka. Ułamki sekund i Olga uchwyciła wizję malarską. Witalna zieleń łodyg i świeża biel łebków plus szarości tła wraz z półbokiem siedzącą kobietą. Tak! Ten szkic malarski zanotowała już w swojej duszy. Kupiła kwiaty i szybkim krokiem skierowała się ku pracowni.

Bukiet wśród szarości jest niczym dobra myśl, która przemyka przez głowę podczas chmurnego dnia. Niczym czekanie na list, w którym ktoś  bliski pisze jedyne słowa na świecie. Olga codziennie przez 10 lat korespondowała ze swoim ukochanym. Pozostały stosy listów przewiązanych tasiemkami. Rozstali się.

Była wielka, bo tylko sugerowała, nie dopowiadała. Malując, mówiła: może tam widać …. zielony szal, a może to tylko …. Daje patrzącemu dużą swobodę. Rozmawia z nim, tworząc świat barw. Popielatym wizjom nadaje czar. Niektóre barwy naprawdę lśnią. Olga bawiła się strukturą rzeczy. Pod te pigmenty, które chciała, by błyszczały kładła na tekturę klej.


Żywe róże

Jest pewien niewielki obraz przedstawiający róże w niskim, szerokim wazonie. Przypominają bardziej okrągłe tajemnicze istoty niż kwiaty o płatkach i kolcach. Przypominają raczej martwą naturę ułożoną na półmisku o wyższych brzegach – są owocami sportretowanymi w aurze przemijającego czasu. Tę aurę wzmagają kolory tła. Tło jest niczym zwierciadło, ma coś z lustra wody – toni jeziornej, nadchodzi półmrok, zielenie chowają witalność w cieniach wieczoru. Mówi się żywa woda, która uzdrawia. Mówię żywe kwiaty, które oddychają, wzdychają i zasypiają. Noc idzie. I mnie usypiają swym czarem.


Pracownia
woale chust i ciemne zasłony

Wieczorem Olga siadła na krześle przed obrazem, który dziś malowała.  To artystyczna rozmowa: duszy z barwami. Olga pyta je i słucha, co mówią. Rozmowa toczy się w ciszy, w pracowni słychać tylko tykanie zegara. Czy dobrze wam obok siebie? Czy, Tobie – Turkusie – dobrze obok tej perlistej szarości? Czy, w Tobie Bielo, mieni  się światło dzisiejszego, pogodnego nieba? Nagle czuje Olga ból w oku. To kuje ją zbyt mocna barwa na obrazie. Jest mała jak łepek szpilki, ale to wystarczy, by nie pasować do całości. Zrywa się z krzesła i rozciera ją palcem na obrazie. O tak! Teraz zgubiła się w tle i nie przeszkadza.

Tymczasem w pracowni zrobiło się zimno. Olga skuliła się, bezwiednie zaczęła bawić się długimi koralami, które miała w zwyczaju nosić. Sięgały jej bioder. Patrzyła już nie na obraz, ale wgłąb siebie. Ma swoje lata, mieszka w Paryżu. Spojrzenie przypomina to z fotografii, gdy była młodziutka dziewczyną. To przejmujące spojrzenie młodej, teraz starej kobiety. Czy młoda artystka z fotografii  z japońską parasolką w zgrzebnym sukniofartuchu malarskim z wazonem pędzli w tle przewidziała swoją przyszłość: i piękną i trudną? Olga gdzieś uciekła spojrzeniem, nie było jej w zimnej pracowni, palce dotykały korali i przesuwały się po nich.

Tymczasem w pracowni szwankował żeliwny piecyk, chłód, popiskiwanie myszy, szarości przepływające pod sufitem. Smugi dymu z pieca i papierosów, pary unoszącej się ze srebrnego czajnika unosiły i krążyły po pracowni.  Przepływały między nasączonymi terpentyną szmatami i czarnymi chustami zawieszonymi w oknach. Olga nie lubiła jasnego światła, malowała po 14 i jasność doskwierająca jej chorym oczom przysłaniała czarnymi materiałami. Lubiła światło rozproszone. Miała też kłopoty z oczami, gdy doskwierało mocne światło, nosiła okulary przeciwsłoneczne.

Nagle jedna z tektur opartych o ścianę przewróciła się i wyrwała Olgę z zamyślenia. Szybko podniosła się z krzesła i poprawiła podobrazie.

Idzie teraz zaparzyć herbatę. Lubi mocną. Bardzo mocną.

Olga Wójcik

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko