Józef Baran – SZERZYĆ DOBRO… Przypomnienie Bułata Okudżawy

1
608

 

Skończyłem czytać biografię Okudżawy (prawie 600 bitych stron) Dmitrija Bykowa (przekład, znakomity zresztą, Michała B. Jagiełły). Bardzo mnie interesuje, jak Bułat zachował czystość i niezależność artystyczną w Związku Radzieckim, który był systemem opresyjnym. Przy tym Okudżawa nie należał do żadnej opozycji (choć bardzo się z ludźmi opozycji przyjaźnił), Mimo to miewał okresy, gdy go dość mocno atakowano za “indyferentyzm” ideowy i za to, że jego książki historyczne i płyty wychodziły za granicą, a nie w Kraju Rad, gdzie mu ich długo nie chciano wydać, choć miewał lata ogromnej popularności i charyzmy wręcz, gdziekolwiek się pojawiał: występując w małych klubowych salkach i wielkich salach widowiskowych, a nawet na stadionach. Przy całej swojej zwykłości – niezwykły. Zastanawia też ogromne wzięcie Okudżawy w Polsce w latach 70-tych i później. Uprawiał poezję piosenkową, jednak wydawał też tomiki w poetyce tradycyjnej, jaka tam dominowała (Sandauer, chwalca awangardy, w chwilach sceptycyzmu mawiał, że może dobrze, iż Rosjanie nie przeszli przez awangardę poetycką i że nie mieli Przybosia).

Książka opowiada o środowisku poetyckim i bardowskim u naszych sąsiadów, jest też świadectwem innego myślenia i pojmowania słowa poetyckiego tam, gdzie wobec braku dóbr materialnych – słowo literackie było wręcz przeceniane, ale też poddane cenzurze, niekiedy miażdżącej. Bułat szarpał się w tej w sieci z małymi oczkami i dużymi okami (w czasach odwilży), lawirował, stosował uniki – i dzięki sile geniuszu i wrodzonemu instynktowi potrafił ocalać i rozwijać to, co w jego twórczości było najcenniejsze i najszlachetniejsze, oczywiście płacąc za to raz mniejszą, raz większą cenę. Ot, jeden z przykładów: kiedy władze partyjne nakazały mu, by pokajał się i samooskarżył w związku z wydawaniem swoich książek i płyt na Zachodzie, wystosował odpowiednie pismo do Wydziału Kultury KC KPZR, ale dość sprytne, mianowicie poprosił o wyjaśnienie, dlaczego maszynopisy jego powieści wysyłane do wydawnictw radzieckich, „giną” bez odpowiedzi. Wyraził przypuszczenie, iż „wycieki” twórczości na Zachód wynikają może z faktu, że właśnie z tych wydawnictw “jakimś cudem” trafiają nie tam, gdzie powinny, czyli nie do radzieckiego czytelnika; w  domyśle, że są może wywożone (cieniutka ironia) i publikowane bez jego zgody, a przecież najlepszym rozwiązaniem byłyby je po prostu drukować w kraju, wtedy znikłby powód ich wywozu za granice i publikowania jako „książek zakazanych”. Popularność Bułata była solą w oku nie tylko dla lokalnych władz partyjnych, ale nawet dla Chruszczowa i Gromyki, szczególnie  z dwu powodów: pieśni – jak zarzucano mu „pacyfistycznych”, potępiających wszelką wojnę, także – w domyśle – wielką wojnę ojczyźnianą. Po wtóre – dlatego, że podpisywał listy w obronie opozycjonistów – w latach 60. Siniawskija i Daniela, w latach 70. Twardowskiego. „Pieśni pacyfistyczne” Okudżawy nie powstawały ot tak – poeta miał do nich bardzo osobisty stosunek: w 1942 roku został ranny na tyłach frontu (przypadkowa kula), co zapewne odbiło się na jego zdrowiu również w późniejszych latach.

A teraz moja osobista dygresja. Dwukrotnie, w roku 1986 (pieriestrojka) i w 2015 odbyłem wojaże po Rosji (Moskwa, Petersburg, Wołogda, Nowgorod, Twer). Można powiedzieć, że po pierwszych odwiedzinach wyleczyłem się ze złudzeń, jakie miewałem kochając (lubiąc) wielką prozę rosyjską i w związku z tym stosując taryfę ulgową w myśleniu o ludziach radzieckich w ogóle. Zresztą, prawdę mówiąc, najwięcej w kość dostali sami Rosjanie od Rosjan, najpierw od caratu i ustroju feudalnego, kastowego (o wiele bardziej beznadziejnego od naszego; co mówię jako potomek chłopów pańszczyźnianych). To w końcu wyładowało się na nich samych koszmarną, zmanipulowaną rewolucją, która miała dwa oblicza: piękną, upudrowaną komunizmem twarz sprawiedliwości dziejowej (w słowach i hasłach) i ordynarną gębę chamstwa, zbrodni, wywózek etc. U nas konsekwencją trzymania tzw. ludu w ciemnocie była “tylko” rebelia Szeli (choć nie tylko, ale to osobny temat). Można powiedzieć, że kosztowało nas to nie aż tak dużo…

Cenę trzymania ludu rosyjskiego w ciemnocie płacą Rosjanie do dziś. Mimo tzw. kapitalizmu i pseudo-demokratyzacji przeciętny Rosjanin ma się wcale nie lepiej, a w wielu wypadkach gorzej niż za komuny. Żeby naród jako “ciało mistyczne” rozwijał się jako całość, muszą wszystkie jego członki funkcjonować na w miarę równych prawach – i być wolne, nieskrępowane.

Książka o Okudżawie wyszła w wyd. Pruszyński i S-ka. Pozostawia mnie z tymi samymi dobrymi myślami i uczuciami na temat mojego ulubionego barda, co przed jej przeczytaniem. Mówiąc w skrócie: jest miejscami fascynującą opowieścią o dramatycznym życiu poety, który nawet w piekle chciał śpiewać – i śpiewał – jak anioł. Jego dewizą, tak jak dewizą moją – poety polemizującego w latach 70. i 80. z rówieśnikami Nowej Fali było: “Czy nie lepiej zamiast walczyć ze złem, szerzyć poprzez lirykę dobro (piękno, mądrość, jakiś ład etyczny)?”. Dlatego zawsze wolałem łagodnego Okudżawę od wojowniczego Wysockiego…

 
* * *

Moje zainteresowanie książką Bykowa wynikło z dwu faktów. Po pierwsze, w styczniu powróciłem znowu do mojej miłości z dawnych lat, czyli do pieśni Okudżawy – i doszedłem do wniosku, że dawna miłość wcale nie zardzewiała, ba, im starsza, tym mi na starość bardziej smakuje – jak stare wino pite z gruzińskiego bukłaka. Powrót do Bułata miał także inną przyczynę, mianowicie mój przyjaciel Marek Burski przetłumaczył parę jego pieśni na nowo i zaśpiewał je z gitarą (kilka z nich publikuję poniżej za zgodą tłumacza). Na FB pojawiają się również nowe przekłady wierszy rosyjskiego barda autorstwa pani Lilii Metryki. Od dawna funkcjonuje grupa fanów Okudżawy (licząca aktualnie około 18 tysięcy członków): „Fani Bułata Okudżawy… łączcie się”, założona przez Anatola Borowika, barda i zasłużonego popularyzatora twórczości autora “Trzech miłości”, a także druga, mniej liczna: „Bułat Okudżawa i inne rosyjskie piosenki”. Ballady mistrza Bułata są w Polsce wciąż śpiewane – wystarczy wymienić cieszący się zasłużoną popularnością duet Andrzej Korycki i Dominika Żukowska, a także wybijający się w ostatnim czasie duet “Tomek Trust & Annie”. Można więc chyba mówić o “małym” renesansie Okudżawy…

Poniżej moja „Ballada dla wujka Bułata” oraz trzy tłumaczenia jego pieśni autorstwa Marka Burskiego (współautorką jednego z nich jest pani Lila Metryka).

 
Józef Baran
BALLADA DLA WUJKA BUŁATA

czy mogliśmy nie kochać cię
wujku Bułacie
bardzie studenckich lat
gdy z łagodnym uśmiechem
zaklinałeś świat
w piękną i mądrą baśń
i dawałeś się
przykładać do ran

a mówiono że już cię tu nie ma
że cię ziemia wagańkowska kryje
a ty we mnie wciąż przecież śpiewasz
więc twe serce w moim wciąż bije

w twoich pieśniach pozłota września
i obietnic wiosennych blask
kiedy zatroskanym głosem
obejmujesz kulawy świat
by wyśpiewać ludzką tęsknotę
do gwiazd

i tak pięknie
umiesz pocieszać
że choć często brakuje już sił
to nic byle nadzieję zachować
reszta jakoś ułoży się w mig

a mówili że już cię tu nie ma
że gdzieś w innym świecie już żyjesz
a ty przecież wciąż we mnie śpiewasz
więc twe serce w moim wciąż bije

i na duszy tak jakoś miodnie
i na duszy tak jakoś grustno
gdy przytulasz glob serdecznym głosem
o robaku nucąc pieśń
co stworzył bóstwo

i migają gdzieś w nas zagubione
świętojańskie ogniki poezji
gdy zmierzch gwiazdy nad miastem zapala
krąży krążek brzdąka gitara
a ty wznosisz ze słów znów pod niebo
czarodziejski zamek nadziei

i przystrajać serce w miłość radzisz
bo inaczej po cóż nam tu trwać
na tej ziemi wiecznej pośród gwiazd
bardzie studenckich lat
posiwiałych dat
wujku Bułacie

Kraków 8/9 stycznia 2021

 
Bułat Okudżawa
SZYNEL

Druhu z piechoty, w dni minione
Lżej było latem iść na front,
Rachunki z wojną już skończone, 
Więc szynel bierz i chodźmy stąd!

Wojna nas gięła i kosiła,
Wreszcie wypalił się jej lont,
Za synem matka zatęskniła, 
Więc szynel bierz i chodźmy stąd!

W popioły ulic, w domów wraki,
Choć wciąż w powietrzu zgliszczy swąd,
Znów, bracie, powróciły szpaki, 
Więc szynel bierz i chodźmy stąd!

Zamknąłeś oczy w martwej ciszy, 
Pod lichą gwiazdą śnisz swój port,
Obudź się, wstawaj, towarzyszu, 
Swój szynel bierz i chodźmy stąd!

I cóż ja powiem twoim dzieciom,
Przed wdową stając jak na sąd,
Że ślepy los dni twoje przeciął? 
Swój szynel bierz i chodźmy stąd!

Dziś w każdym z nas jest wojny dziecię,
Nieważna szarża, ranga, rząd, 
Patrz, znowu wiosna jest na świecie, 
Więc szynel bierz i chodźmy stąd!

Tłum. Marek Burski


Bułat Okudżawa
PISZĘ POWIEŚĆ HISTORYCZNĄ…

W starej flaszce, w ciemnym szkle, po importowanym piwie, 
Róża piękna cieszy mnie, kwitnąc dumnie i cierpliwie. 
W powieść historyczną brnę, podążając krok po kroku,
Powolutku, jak przez mgłę, poprzez wstęp do epilogu.

Każdy pisze, tak jak słyszy,
Każdy słyszy, co ma w duszy,
Co ma w duszy ‒ tak też pisze,
Choćby innym to nie w smak.
Takie są natury prawa, 
Czemu tak ‒ nie nasza sprawa,
Nie nam sądzić ‒ po co, jak.
Była już bezkresna dal, było nadto też fantazji,
I z własnego-m życia brał wenę dla swej wyobraźni.
W drogę mój bohater gnał, w przeszłość wciąż go wyprawiałem, 
Porucznikiem-generałem byłem w tej historii sam.

Każdy pisze, tak jak słyszy,
Każdy słyszy, co ma w duszy…

Wszak zmyślenie to nie fałsz, zamysł ‒ cel wciąż niespełniony,
Dajcież spisać moją baśń aż do jej ostatniej strony.
Kwitnie jeszcze, póki co, piękna róża w tej butelce,
Dajcież mi wykrzyczeć to, co od dawna skrywa serce.

Każdy pisze, tak jak słyszy,
Każdy słyszy, co ma w duszy…

Tłum. Marek Burski

 
Bułat Okudżawa
ARBACKI ROMANS

Romansu arbackiego wspominam dawny trakt,
Spacery w samotności po ulicach, 
W zaparowanej szklance młodego szczęścia smak,
Kobiety roztargnionej krótkie „witam”.

Nie łamcie głów na próżno, nie myślcie o niej źle:
W życiu bywało różnie ‒ lepiej, gorzej,
Uwierzcie mi ‒ ta dama z mojego żebra jest
I dziś beze mnie obejść się nie może.

Z miłością tak już bywa, że łatwo przepaść w niej,
Zanurzyć się, pogrążyć i zagubić…
I w żarze namiętności do szczętu spalić się ‒
Więc dłużej o tym już nie warto mówić.

Zdarzały się dni takie za moich młodych lat –
Lubiłem wzrokiem wśród obłoków brodzić,
Lecz nie widziałem wówczas w tym świecie żadnych wad,
Płonęły róże, pewne swej urody.

Nieśmieszny jeszcze wtedy był mój powolny krok,
Podeszwy butów wciąż trzymały mocno,
A dochodzący z okien muzyki dźwięczny ton
Dni wieszczył uskrzydlone pomyślnością.

Nie łamcie głów na próżno, wszak wszystko ma swój czas,
Zasianą trawę jesień w perz obróci,
Z Arbatu los przez życie na spacer zabrał nas,
I do Arbatu wszystko znów powróci.

Tłum. Marek Burski i Lila Helena Metryka

Reklama

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko