Jagliński Waldemar – Na piasku

0
365
Maria Wollenberg-Kluza
Maria Wollenberg-Kluza

Drżenie liści na wietrze nie było złudzeniem.

Przybył tu.

Szum fal, jakiś ciepły lecz zdecydowany głos, pies bawiący się plażową piłką.

Świat barw.

Dziecko. Mały człowiek. Dziewczynka ubrana w różową sukienkę z białymi falbankami stoi przed matką i gryzie czekoladowe ciastko. Umorusana koncentruje się wyłącznie na słodyczy trzymanej mocno w drobnej, pulchnej dłoni.

Młoda kobieta uśmiecha się patrząc jeszcze na dziecko.

Mężczyzna o ciepłym lecz zdecydowanym głosie obejmuje ją, jego słowa wypowiedziane z czułością wpadają do jej kształtnego ucha ozdobionego trzema perłowymi kolczykami.

Pies porzuca kulistą zabawkę, która uporczywie wymyka się jego kłom, siada na rozgrzanym piasku i zdaje się patrzeć rozumnie w stronę sinego horyzontu gdzie nad bielejącymi w słońcu trójkącikami żagli zbierają się już ciemne chmury.

Beztroska jednak trwa.

Młoda kobieta nie zwraca już uwagi na dziecko, które sięga po kolejne ciastko i brudzi czekoladą różową sukienkę.

Mężczyzna mówi o nowym samochodzie, o zagranicznych wojażach.

Potępieni na szerokiej drodze.

Odrzuceni przez wolną wolę.

Kto zwycięży w tym wyścigu?

Czy można w ogóle pytać?

Pies podrywa się nagle, jakby chciał jeszcze zdążyć przed nadciągającą zmianą, podbiega do dziewczynki i zaczyna lizać jej dłonie zabarwione mieszaniną czekolady i jasnego kremu.

Młoda kobieta rozkłada gazetę. Lekki wiatr rozwiewa jej piękne włosy gdy uśmiecha się zalotnie do mężczyzny.

Bezkres cierpień trwa gdzieś dalej.

To straszne. Fizyka i duchowość to tak bardzo odległe od siebie bieguny!

– Raut wieczorem? – głos mężczyzny rozmawiającego teraz przez telefon znów wpada do kształtnego ucha kobiety.  – Oczywiście będziemy! 

Po chwili mężczyzna wstaje i odchodzi do stojącego nieopodal sportowego samochodu pokrytego modnym, czarnym lakierem.

Są ich miliony, myśli przybysz stojący za niedalekimi drzewami. Idą wstęgą drogi niczym uśpieni.

Dziewczynka zaczyna tarmosić psa.

Ostrzegawcze warczenie.

Dziecko nie przerywa swojej czynności.

Ciężkie łapy uderzają w drobną pierś.

Dziewczynka upada uderzając głową w poręcz fotela matki. Nad szeroką równiną plaży unosi się jej płacz. Miesza się z szumem fal.

– Ami, siad! – krzyczy kobieta odrzucając w końcu gazetę.

Pochyla się nad dzieckiem, tuli je i uspokaja. Wprawnym ruchem składa barwny leżak, bierze płaczące wciąż dziecko za rękę i szybko odchodzi w stronę mężczyzny stojącego obok sportowego samochodu.

Wkrótce sylwetki ludzi, ich psa i maszyny znikają za grzbietem wydmy.

Przybysz wychodzi zza drzew i niespiesznie rozgląda się dookoła: pustka.

Nieskończony Ocean jednak trwa a szum fal przybiera na sile. 

Ponad Oceanem zbiera się coraz więcej burzowych chmur.

Przybysz odchodzi z plaży i rozpływa się w ciepłym powietrzu.

Duch pociesza.  

Piła, wrzesień 2001 – kwiecień 2021

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko